Święta wśród opuszczonych dzieci i trędowatych

Artykuł/Singapur 08.01.2015
Święta wśród opuszczonych dzieci i trędowatych

Święta. Magiczny czas, na który czekamy przez 12 miesięcy w roku. Wyjątkowy nastrój udzielający się wszystkim, nawet mijanym na ulicy ludziom, których twarze nie wyrażają już bezosobowego zmęczenia życiem, a powszechną wesołość. Śnieżek prószy lekko z nieba, kałuże ścina niewielki mróź, a na niebie pojawia się pierwsza gwiazdka.

Odświętnie ubrani zaczynamy dzielić się opłatkiem z najbliższymi. Staramy się odkrywać na nowo ludzi, których widzimy każdego dnia i dostrzegać w nich piękno. Z rąk do rąk przekazujemy półmiski pełne najlepszego w całym roku jedzenia, które mama, żona lub babcia przygotowywała od samego rana, stresując się, że będzie go za mało. Śpiewamy kolędy i wspólnie tworzymy atmosferę tak wyczuwalną i gęstą, że da się ją kroić nożem. To stalowe więzi, łączące nas z ludźmi, z których krwi się zrodziliśmy. Nie rozdzieli nas nic, nigdy. Chwilo trwaj!

To właśnie święta. Te najwspanialsze, uświęcone w polskiej tradycji – Boże Narodzenie. Po jakimś czasie niestety nawet one powszednieją i stają się jednym w wielu dni, kiedy może jemy nieco więcej niż zwykle i częściej rozmawiamy z bliskimi, ale magia gdzieś ucieka, ulatnia się. Może z niej wyrastamy?

DSC07259

Dlatego ja w poszukiwaniu tego niezwykłego składnika udałem się do polskiego ośrodka leczenia osób dotkniętych trądem – Jevodaya. Tu na indyjskiej ziemi kościół katolicki dotykają identyczne problemy z jakimi radzić sobie musieli pierwsi chrześcijanie – prześladowania. Przed kilkoma tygodniami w stolicy, Delhi, spalono kościół, a nieco wcześniej dokonano katolickiego pogromu.

Indyjskie władze zdają się nie zauważać problemu, a nawet dyskryminują katolickie placówki edukacyjne obcinając im finansowanie względem hinduskich odpowiedników. Obok Jevodaya istnieje kościół i szkoła, prowadzona przez księży. Niestety nie otrzymuje od państwa żadnych pieniędzy. Utrzymuje się jedynie z ofiar ludzi dobrego serca.

To właśnie tu żywą wiarę można poczuć na każdym kroku. Nie w ogarniętej laicyzacją Europie, gdzie zdejmuje się krzyże – symbol religijnego fundamentu, na którym zbudowana została łacińska cywilizacja.

DSC07428

Dzieciaki biegają na bosaka po spalonej słońcem ziemi, a na szyjach podskakują im poświęcone łańcuszki. Ludzie pozdrawiają się nawzajem składając ręce jak do modlitwy, kłaniając się i powtarzając „Jesu”. Trędowaci, z kończynami poobwijanymi bandażami lub niestety amputowanymi swojego ratunku szukają w Bogu. Dla nich obecność polskich lekarzy jest prawdziwym darem z nieba i rzeczywistym znakiem obecności sił nadprzyrodzonych.

DSC07504

Wokoło pustynia. Dosłownie niema niczego. Bezkresna preria, przez którą co jakiś czas biegnie ogrodzenie, ukrócające samowolkę pasącego się bydła – świętych krów. Małe miasteczka, wioseczki z domami zbudowanymi wokół piaskowej ulicy, ośrodki rodzinnego wypalania cegieł. Niemyte od wieków samochody z szybami pokrytymi zeschniętym piaskiem. Krajobraz jak Dzikiego Zachodu.

Niestety bardzo szybko szerzą się nim choroby. A trąd choć teraz nie jest już plagą, wciąż dotyka najuboższych. Żyją bez dachu nad głową, na noc nakrywają ziemię prześcieradłem, a pod głowę kładą zwitki papieru. Ich palce wyglądają jakby były poucinane przy pierwszym stawie, ale nie są. To właśnie trąd. Palce do końca życia pozostaną zgięte, chyba że wcześniej choroba uczyni krok naprzód i pożre całą dłoń. Jak wtedy posmarować stopy maścią, jak umyć głowę, jak mieć nadzieję?

DSC07234

Takich ludzi ratuje Jevodaya. Myje ich, aplikuje lekarstwa, bandażuje, daje protezy, uczy, że są jeszcze ludzie dobrej woli, którzy swoje życie chcą poświęcić innym. Jak Matka Teresa z Kalkuty, której portret wisi w głównej hali kliniki. Albo jak ojciec Adam, który Jevodayę założył.

Zaczynał od trzech namiotów z cementowymi filarami. W jednym mieszkał wraz z przygarniętymi chłopakami, a drugi przekazał swojej współpracownicy – siostrze Małgorzacie, która opiekowała się dziewczynkami. Trzeci stał się domem trędowatych.

Każdy dotknięty trądem może tu skorzystać z pomocy, której nie znajdzie nigdy indziej. Rząd o problemie trędowatych wolałby zapomnieć. Dlatego m.in. obciął Jevodaya jakiekolwiek finansowanie, kierując się pokrętną logiką – „skoro nie wydajemy pieniędzy na leczenie trędowatych tzn., że trądu w Indiach nie ma. Zobaczcie jak się szybko rozwijamy!”

DSC07147

Ludzie – nawet krewni – od trędowatych stronią. Są w końcu pariasami – niedotykalnymi, wyniesionymi poza nawias społeczeństwa. Jeden z podopiecznych ośrodka został poproszony przez własnego brata o opuszczenie domu, gdyż chciał się ożenić, a żadna panna młoda nie przyjdzie do domu, gdzie jest trędowaty. Ale czy lepiej byłoby gdyby w domu pozostało dwóch kawalerów? Gotowych odpowiedzi nie ma.

Działalność Jevodaya jest cynicznemu państwu nie na rękę. Trędowaci są nieprzydatni, nie mogą znaleźć pracy, trzeba się nimi opiekować i aplikować leki – kosztują. Czy nie lepiej byłoby gdyby po prostu umarli, a ich miejsca w mieście zostały przeznaczone na fabryki?

DSC07226

W Raipurze rząd wydzielił trędowatym niewielki dystrykt, gdzie mogą zbudować swój własny szałas i dogorywać. Tymczasem w Jevodaya wykorzystuje się ich w maksymalny sposób, dając cel egzystencji. Uprawa ryżu, doglądanie zwierząt gospodarskich, pielenie ogródka warzywnego, sprzątanie i gotowanie. Każde kalectwo jest cierpieniem, zależy czy chory się podda jego ciężarowi czy będzie dźwigał swój krzyż.

Jeden z wyleczonych z trądu pracuje w magazynie leków. Choroba pozostawiła mu przykurczone mięśnie palców, ale ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto z równą precyzją rozdziela i podlicza farmaceutyki tymi zniekształconymi dłońmi.

DSC07140

Jevodaya to powolna praca u podstaw, tworzenie quasi-utopii na małej powierzchni. To inne Indie, niż te, które rozciągają się pozk ogrodzeniem ośrodka. To chrześcijańska enklawa, w kraju chrześcijanom nieprzychylnym. Widać to zwłaszcza w święta, gdzie w okolicy nie słabnie dzwięk klaksonów i wzajemnego pokrzypiwania, a w Jevodaya śpiewa się kolędy.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement