„On lata, spada czy lewituje?” – z wizytą w tunelu aerodynamicznym Flyspot

Relacja/Nauka 02.10.2014
„On lata, spada czy lewituje?” – z wizytą w tunelu aerodynamicznym Flyspot

W poprzednim wpisie wspominałem, że firma Comarch w ramach świętowania 21-lecia istnienia firmy i zdobycia 100 tys. klientów wysłała przedstawicieli mediów w chmurę, a dokładniej do tunelu aerodynamicznego Flyspot. To niezwykłe miejsce zrobiło na mnie niesamowite wrażenie i po raz pierwszy w życiu zacząłem poważnie myśleć o prawdziwym skoku ze spadochronu.

Zlokalizowany w Ożarowie Mazowieckim na wylotówce z Warszawy obiekt o nazwie Flyspot można określić mianem symulatora latania. Nie myślcie jednak, że po przyjeździe na miejsce ktoś założy Wam na głowę hełm wirtualnej rzeczywistości i odpali grę lub pokazowy film.

W tunelu aerodynamicznym można doświadczyć znacznie bardziej “analogowych” wrażeń.

flyspot 99

Flyspot to cały obiekt zbudowany z żelbetu, w którego centrum znajduje się przeszklone pomieszczenie o okrągłym kształcie. To właśnie ten tunel o 4,5-metrowej średnicy, w którym można podziwiać akrobacje skoczków. W środku tego cylindrycznego pomieszczenia, ograniczonego od góry i dołu kratownicą, wentylatory wytwarzają jednorodny strumień powietrza płynąc do góry, którego prędkość dochodzi nawet do 310 km/h.

Dzięki takiej prędkości wygenerowanego przez turbiny wiatru każdy śmiałek po wejściu do komory może poczuć na własnej skórze, jak to jest skakać z samolotu. Po wejściu do specjalnej kabiny strumień powietrza unosi “skoczka” w “górę”, dzięki czemu ma się wrażenie swobodnego spadania. Dla postronnego obserwatora wygląda to, jakby dana osoba lewitowała w miejscu.

Podwarszawski Flyspot przyciąga ludzi z całego kraju.

flyspot 02

Flyspot jest kuszącą alternatywą dla klasycznych skoków ze spadochronem, bo wszystko odbywa się w ściśle kontrolowanych warunkach pod czujnym okiem instruktorów. Nie ma potrzeby mozolnego wznoszenia się w górę na pokładzie samolotu, a w każdej chwili można też opuścić tunel.

Twórcy obiektu utrzymują, że oferują “najpotężniejszy tunel aerodynamiczny świata”, który pozwala użytkownikom poczuć to, co czują skoczkowie ze spadochronem. Dostawcą technologii jest firma Indoor Skydiving Germany GMBH pochodząca z Niemiec uznana za lidera branży, a dostawcami sprzętu są Siemens i Howden.

Przygotowania trwają znacznie dłużej, niż lot

flyspot 03

Wczoraj miałem okazję przekonać się w praktyce, jak działa taki “symulator lotu”. We wtorkowy poranek razem z przedstawicielami Comarchu przyjechaliśmy na miejsce i udaliśmy się do środka. W pierwszej kolejności dostałem do podpisania oświadczenie, w którym obiecywałem, że nie jestem pod wpływem alkoholu, a także zapewniłem o braku chorób, schorzeń i świadomości ryzyka jakie idzie w parze z tą zabawą.

Dopiero po chwili zorientowałem się, co powoduje wszechobecny hałas. Okazuje się, że tunel aerodynamiczny widoczny jest zaraz po wejściu do hallu Flyspotu i od razu można przez przeszkloną, okrągłą ścianę podziwiać instruktorów i innych śmiałków. Widząc unoszącą się w powietrzu osobę wykonującą najróżniejsze akrobacje zacząłem mieć wątpliwości, czy wejście do tego tunelu to na pewno dobry pomysł.

Głupio było jednak w takim momencie się wycofać.

Nie jestem fanem rollercoasterów, a w życiu nie dałbym się nikomu zrzucić na bungie, a zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że rzucenie się na taki strumień powietrza to nie jest dobry pomysł. Na szczęście ciekawość wzięła górę i po oddaniu papierka zdejmującego z organizatorów odpowiedzialność za ewentualne uszczerbki na zdrowiu udałem się z resztą grupy do przebieralni.

Przygotowanie do “lotu” trwa chwilę. Trzeba w przebieralni pozbyć się z kieszeni wszystkich luźnych przedmiotów oraz części ubrań. Na spodnie i t-shirta nakładany jest specjalny, czerwony i bardzo obcisły kombinezon. Strój uzupełniają przezroczyste gogle oraz kask. Dla bezpieczeństwa każdy skoczek proszony jest też o włożenie zatyczek do uszu, ale te warto założyć na samym końcu.

Przed skokiem konieczne jest przeszkolenie.

flyspot 10

Instruktor, który będzie później asekurować skoczka-nowicjujsza przed wrzuceniem go do komory udziela kilku prostych rad: trzeba być przez cały rozluźnionym z lekko zgiętymi rękami. wystawionymi przed siebie oraz odchylać cały czas głowę do tyłu (wyraźnie po wyjściu czuć obecność kasku). Oprócz tego trzeba zapamiętać kilku znaków służących do komunikacji, bo rozmawianie w środku tunelu jest niemożliwe.

W rozmowie przeszkadzają zatyczki do uszu oraz hałas pędzącego powietrza. Komendy są na szczęście proste, a wśród nich można wymienić wyprostowane dwa palce u dłoni instruktora (oznacza to “wyprostuj nogi”), zgięte dwa palce (“zegnij nogi”) oraz wystający kciuk do góry i mały palec w dół (czyli “rozluźnij się”). Po zapięciu kombinezonu należy wejść do kabiny przez śluzę i po chwili instruktor podpowiada, jak wejść prosto do tunelu.

Na pędzącym powietrzu można się po prostu położyć

Zrzut ekranu 2014-10-01 o 00.48.05

Obawiałem się, że przejście z korytarza do tunelu aerodynamicznego będzie nieprzyjemne, ale nie jest to wcale gwałtowne. Owszem, od razu nieco głupieje błędnik – mamy wrażenie bezustannego spadania, gdy otoczenie stoi w miejscu. Nieco przypomina to pływanie w bardzo słonej wodzie o sporej wyporności, ale to tylko bardzo luźna analogia. Tak naprawdę takie “latanie” trudno porównać do jakiegokolwiek innego uczucia.

Obawiałem się wcześniej, że czas w tunelu będzie się dłużył, a niekomfortowa sytuacja będzie mnie gnała do wyjścia, ale gdzie tam! Półtorej minuty lotu zleciało jak z bicza strzelił i już przepuszczałem do komory kolejnego skoczka. Potem jeszcze jedna półtoraminutowa sesja i po wszystkim. Wrażenia były jednak niesamowite i zdecydowanie warto było się przełamać.

Oczywiście cały czas unosiłem się w powietrzu dość nieporadnie, a mój lot wyrównywał instruktor.

(jeszcze nie mam niestety, a może na szczęście, dostępu do filmików z moim udziałem)

Udało mi się zaledwie na moment złapać równowagę, bo każdy ruch dłoni nawet o kilka centymetrów sprawiał, że zaczynałem się niekontrolowanie obracać. Nie wiem ile czasu potrzeba spędzić w tunelu, żeby opanować metody poruszania się, ale jestem pewien, że znacznie więcej niż kilka prób. Na początku moment opadania i szurowania brzuchem po kracie jest bardzo frustrujący. Strasznie trudno wyczuć, jaki ruch powoduje opadanie, a który wznoszenie.

Na szczęście oprócz swobodnego spadania instruktorzy zadbali też o to, żeby uczestnicy zabawy mieli nieco więcej wrażeń. Trzymając za kombinezon kręcili nami dookoła, co tylko potęgowało wrażenie dezorientacji w przestrzeni. W pewnym momencie łapali też uczestnika zabawy jednocześnie za rękę i nogę, by za chwilę wystrzelić z nim bardzo szybko w górę na kilka metrów i dość gwałtownie opaść do poziomu metra nad dolną kratą.

Cała zabawa skończyła się zdecydowanie zbyt szybko

flyspot 13

Okazało się też, że tak naprawdę to nie ma się czego bać i czym stresować. Zaskoczył mnie pozytywnie brak problemów z oddychaniem w takich niecodziennych warunkach. Wiejące powietrze, chociaż powodowało wręcz falowanie skóry na twarzy, wcale jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Instruktorzy byli też bardzo pomocni oraz… cierpliwi.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dla osoby która miała okazję skakać ze spadochronem Flyspot nie będzie robił już tak ogromnego wrażenia, jak na całkowicie zielonym nowicjuszu. Nie znaczy to jednak, że nie można czerpać z zabawy w takim miejscu przyjemności. Nie jest to pewnie to samo, ale wrażenie i tak zostawia po sobie nieziemskie.

Okazuje się też, że to miejsce wręcz stworzone dla amatorów prawdziwego latania.

flyspot 06

Tunel aerodynamiczny jest wręcz idealnym miejscem nie tylko dla miłośników sportów ekstremalnych, ale również dla hobbystów i zawodowych skoczków ze spadochronem. Flyspot można wykorzystać w celu ćwiczenia akrobacji, zamiast testować je bezpośrednio w powietrzu. Zaletą tunelu jest to, że 1,5-minutowe sesje można powtarzać w zasadzie co chwilę – zakładając, że pozwoli na to… portfel.

W przypadku klasycznych skoków ze spadochronem z każdym trwającym minutę lotem jest znacznie, znacznie więcej zachodu. Trzeba w końcu wcześniej poświęcić kilkadziesiąt minut wznoszenia się na pokładzie samolotu w powietrze. Prawdziwe skoki są też naturalnie znacznie droższe od symulacji swobodnego spadania, dlatego tunel jest rozwiązaniem do nauki konkretnych ruchów.

Loty w takim tunelu aerodynamicznym sprawiają też wrażenie znacznie bezpieczniejszych, niż takie “prawdziwe latanie”.

Czy tak jest faktycznie, trudno powiedzieć. W powietrzu nie da się w końcu przyrżnąć głową w sufit albo plecami w kratę na suficie. Z drugiej strony nawiew powietrza sterowany jest przez operatora, a w razie kontuzji lub wypadku osoba asekurująca skoczka może go szybko wyciągnąć na zewnątrz.

Podczas klasycznego skoku nie da się nacisnąć przycisku stop. Początkującym amatorom mocnych wrażeń pomagają instruktorzy, których pracę mogę określić jako w pełni profesjonalną i wzbudzającą poczucie bezpieczeństwa. Doświadczeni skoczkowie mogą wchodzić do tunelu samodzielnie, ale zawsze ktoś ich może dodatkowo ubezpieczać.

Co tu dużo mówić: jedna wizyta starczyła i mnie już kupili. Wiem już teraz, że w przyszłości jeśli będę miał okazję i nieco luźnej gotówki, to wybiorę się do Flyspot ponownie. Powoli dojrzewam też do myśli, żeby kiedyś spróbować prawdziwego skoku ze spadochronem. Jestem przekonany, że lot wśród chmur bez ograniczającej kraty na dole, przerażającego sufitu byłby jeszcze ciekawszym doświadczeniem.

W sumie to nie mogę się doczekać.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement