Nikon Df, czyli król ciemności w wydaniu retro – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Foto 01.04.2014
Nikon Df, czyli król ciemności w wydaniu retro – recenzja Spider’s Web

Nikon Df to pierwsza cyfrowa lustrzanka Nikona, która odważnie zrywa z dotychczasową stylistyką i wprowadza szereg zapożyczeń z aparatów analogowych. Aparaty w stylu vintage są od jakiegoś czasu bardzo popularne, ale czy za świetnym wyglądem idzie też funkcjonalność? Sprawdziłem to w teście Nikona Df.

Nikon Df robi na żywo fantastyczne wrażenie, o czym piałem w moich pierwszych wrażeniach po pierwszym dniu spędzonym z Nikonem. Po dwóch tygodniach aparat pokazał się także z innej strony, której na pierwszy rzut oka nie widać.

Nikon Df 5

„Czucie i wiara silniej mówi do mnie/ niż mędrca szkiełko i oko”

W moich testach jak ognia unikam zestawień tabelarycznych i wszelkich tablic testowych. Zamiast tego wolę skupić się na wrażeniach użytkowych i praktycznych zastosowaniach aparatu. Tego w końcu żadne tabelki nie oddadzą. Zatem jedynie z obowiązku umieszczam poniżej najważniejsze parametry Nikona Df.

  • matryca pełnoklatkowa o rozdzielczości 16 megapikseli (taka sama, jak w Nikonie D4),
  • korpus ze stopu magnezu, uszczelniany,
  • moduł AF z 39 punktami ostrości, w tym z dziewięcioma krzyżowymi (taki sam, jak w Nikonie D600/D610),
  • ISO 100-12.800, rozszerzalne do 50 – 204.800 (ustawienia L1 i H1 – H4),
  • migawka z czasami 1/4000 – 30s, a także tryb B, T i X
  • maksymalnie 5,5 kl/s,
  • zapis zdjęć na kartę SD (jeden slot),
  • brak wbudowanej lampy błyskowej (są sanki gorącej stopki, jest obsługa lamp CLS),
  • piękny i wielki wizjer pentapryzmatyczny o pokryciu 100% kadru,
  • duży ekran 3,2” z 921 000 punktów,
  • miniaturowy, podświetlany wyświetlacz na górnej ściance (pokazuje przysłonę, czas, stan baterii i liczbę zdjęć możliwych do wykonania),
  • wycięta możliwość nagrywania filmów,

Wygląd, czyli estetyka ponad funkcjonalność

W przypadku Nikona Df parametry robią wrażenie, ale tak naprawdę to wygląd aparatu „grzeje” najbardziej. Chciałoby się powiedzieć, że takich lustrzanek już się nie robi. Korpus na żywo bardzo dużo zyskuje i naprawdę nie sposób przejść obok niego obojętnie.

Co mi się podoba – Nikon Df zachwycił mnie przy pierwszym kontakcie. Nadal podtrzymuję zdanie, że korpus w czarnej wersji kolorystycznej robi ogromne wrażenie. Powiem więcej – jest to najładniejszy cyfrowy korpus, jaki widziałem. Mechaniczne pokrętła, wspaniała faktura gumy, kanciasta obudowa pryzmatu… Całość ma swój charakter. Zadbano nawet o taki detal, jak gwintowany spust migawki, do którego można wkręcić mechaniczny wężyk spustowy.

Nikon Df wyróżnia się nawet wśród innych korpusów w stylistyce retro. Być może aż za bardzo – aparat naprawdę rzuca się w oczy. Wiele osób zwróciło na niego uwagę i generalnie Nikon Df przyciąga wzrok ludzi. Ten aparat zdecydowanie nie jest sprzętem „niewidzialnym” i być może nie będzie najlepszym wyborem do fotografii ulicznej.

Nikon Df 4

Co mi się nie podoba – Wygląd wymusił jednak kilka kompromisów ergonomicznych. Najpoważniejszym jest mały, symboliczny grip z przodu aparatu. Owszem, wygląda on dobrze, ale przy dłuższym obcowaniu z aparatem staje się niewygodny. Wystarczy godzina z Nikonem Df w ręce, żeby zaczął doskwierać ból palców. Noszenie Nikona Df z większym obiektywem zupełnie mija się z celem.

Malutki grip pociągnął za sobą także inną pozycję przedniego kółka nastaw, które umieszczone jest w pionie. Jego obsługa jest niewygodna, a opór kółka jest zbyt duży. Ponadto z aparatu zniknęła klapka karty SD z bocznej ścianki, a karta powędrowała pod klapkę baterii (z bardzo ciekawym, nawiązującym do tradycji zapięciem). Bok aparatu bez szpecącej klapki wygląda dobrze, ale dostęp do karty pamięci jest mocno utrudniony i wręcz niemożliwy, kiedy aparat jest na statywie.

Gwóźdź programu, czyli sterowanie

Przy pierwszym kontakcie z Nikonem Df pokrętło- i guzikologia przyprawia o zawrót głowy. W pierwszych chwilach po ogarnięciu sterowania całość może się podobać. Wszystko jest logicznie uporządkowane, pokręteł jest bardzo dużo, zatem pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Jednak po dłuższej chwili zaczynają przeszkadzać kolejne udziwnienia.

Nikon Df 3

Co mi się podoba – przede wszystkim liczba funkcji wyciągniętych na korpus. Po pierwsze, mamy charakterystyczne dla wyższej półki Nikona dwa cyfrowe pokrętła pod kciukiem i palcem wskazującym (to drugie jest nietypowo umieszczone w pionie na przedniej ściance). Przednie domyślnie odpowiada za przysłonę, tylne za czas naświetlania.

Po drugie, mamy mnóstwo pokręteł na górnej ściance! Zmieniać można czas naświetlania, czułość ISO, tryb pracy (M, A, S, P) i tryb migawki (seria wolna, szybka, zdjęcia pojedyncze, cicha migawka, itd), a także kompensację ekspozycji.

Nikon Df 2

W końcu po trzecie, mamy przyciski i przełączniki na tylnej ściance. Poza standardowymi przyciskami (menu, odtwarzanie, wybierak punktów AF, etc.) na korpus „wyciągnięte” są: zmiana balansu bieli, jakość zdjęć, tryb pracy zewnętrznej lampy błyskowej, sposób pomiaru światła, blokady ekspozycji i uruchamianie AF. Dodatkowo na przedniej ściance, na lewo od obiektywu, są dwa programowalne przyciski. Na prawo od obiektywu mamy jeszcze przycisk bracketingu, a u dołu bardzo funkcjonalny, dwufunkcyjny przycisko-przełącznik trybu AF.

Jak widać, korpus ma właściwie wszystko, czego fotograf mógłby oczekiwać.

Co mi się nie podoba – jeżeli czytając powyższy opis zauważyłeś dwa kółka do sterowania czasem – gratuluję spostrzegawczości. Jest to pierwszy absurd Nikona Df. Na górnym mechanicznym kółku jest pozycja oznaczona jako „1/3 STEP”. Jeżeli ją ustawimy, funkcję zmiany czasu przejmuje tylne, „cyfrowe” kółko nastawcze, i robi to z precyzją do 1/3 EV (górne, „mechaniczne”, ma precyzję do 1 EV). W praktyce jest tu jakieś rozdwojenie jaźni.

Nikon Df 1

Druga sprawa to kółko zmiany ISO. Mamy na nim zakres od ISO 100 do 12.800, a także ustawienia L1 i H1 – H4 (czyli maksymalnie ISO 204.800). Na kółku brakuje trybu Auto ISO. Możemy je oczywiście włączyć w menu, a wtedy kółko ISO staje się nieprzydatne.

Uważam że jedną z największych zalet analogowych interfejsów jest fakt, że wystarczy szybki rzut oka na górną ściankę aparatu aby sprawdzić wszystkie parametry. W Nikonie Df czegoś takiego nie ma. Teoretycznie mamy kółka mechaniczne, ale de facto mogą one być nadpisane przez elektronikę. W rezultacie i tak trzeba pamiętać ustawienia aparatu. Albo sprawdzać miniaturowy wyświetlacz na górnej ściance, ale chyba nie o to w takim korpusie chodzi. Poza tym górny wyświetlacz jest tak mały, że nie znalazło się na nim miejsce na czułość ISO.

Kolejną wadą jest sama obsługa mechanicznych kółek nastawczych, z których każde ma blokadę (są to małe, metalowe przyciski tuż obok lub na środku kółek). W praktyce trzymanie wciśniętej blokady i przekręcanie kółka jest bardzo niewygodne, szczególnie w przypadku kółka ISO. Bez blokad obsługa aparatu byłaby o wiele mniej męcząca i po prostu szybsza. Z drugiej strony można mieć pewność, że kółka na pewno nie poprzestawiają się w torbie, ale jest to małe pocieszenie.

Jakość zdjęć na szczęście jest bezkompromisowa

Wszystkie wady i absurdy w sterowaniu wynagradza jakość zdjęć, która jest po prostu fenomenalna. Inaczej być nie mogło, gdyż korpus wyposażony jest w pełnoklatkową matrycę znaną z Nikona D4. Co ciekawe, inżynierom Nikona udało się ją zaprogramować tak, że Nikon Df daje obecnie najlepsze rezultaty w słabym świetle ze wszystkich lustrzanek. Nawet premiera najnowszego Nikona D4s nie zdetronizowała „króla ciemności”, Nikona Df.

Nikon Df 11 Nikon Df 12

Użyteczny zakres ISO to przedział między 100 a 6400. Na tych wartościach szum właściwie nie występuje. ISO 12.800 także broni się świetnie, chociaż widać już minimalny szum. Wartość 25.600 uznałbym za awaryjną, a wartości H1 – H4 niestety mocno degradują jakość obrazu. Najwyższe czułości bardzo mocno ingerują w kolory, gdyż kolor czarny zamienia się właściwe we fiolet. Z drugiej strony, możliwość użycia ISO 204.800 to prawdziwy kosmos.

ISO 6400
ISO 6400

O ile wysokie czułości radzą sobie z szumem wzorowo, tak zauważalnie spada rozpiętość tonalna zdjęć. Na ISO 12.800 bywa pod tym względem słabo. Z drugiej strony – kto tak naprawdę potrzebuje ISO 12.800? Nawet nocą używałem maksymalnie ISO 6400, także w typowych zastosowaniach można zapomnieć o problemie ISO i bez przeszkód fotografować w każdych warunkach. Zdjęcia obronią się nie tylko w czerni i bieli, ale nawet w pełnym kolorze. Rewelacja!

Poniżej wycinki powiększeń 100% powyższych kadrów, dla czułości od ISO 1600 do 204.800.

Nikon Df Test ISO 1 

Autofocus

Moduł AF Nikona Df pochodzi w prostej linii od Nikona D600/D610, co sprawia to, że aparat stoi trochę w rozkroku. Z jednej strony topowa matryca z Nikona D4, z drugiej strony nie tak topowy AF z najtańszej pełnej klatki.

Nikon Df 13

W praktyce te dywagacje mają niewielkie znaczenie, bo autofocus jest bardzo szybki i daje radę właściwe w każdej sytuacji. Być może zawiedzie w ekstremalnej reporterce, ale na co dzień nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy AF mógłby zawieść. Przez dwa tygodnie testów nie znalazłem sytuacji, w której AF nie podołał. Jedyną wadą modułu AF jest jednak rozłożenie punktów ostrości. Jest ich aż 39 (z czego 9 krzyżowych), ale co z tego, skoro wszystkie są w centrum kadru. Przy takim rozkładzie punktów w zupełności wystarczyłoby 11 punktów AF.

Trzeba też pamiętać, że z racji sterowania Nikon Df nie jest korpusem reporterskim. Wręcz przeciwnie, korpus ten idealnie nadaje się do tzw. „slow photography”, czy do fotografii przemyślanej, zaplanowanej.

Nikon Df 14 Nikon Df 17

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz

Nikon Df jest aparatem tak pełnym skrajności, że aż trudno w to uwierzyć. Piękny, ale niewygodny. Szybki w działaniu, ale powolny w obsłudze. Uszczelniany korpus, ale już nie obiektyw. Autofocus ma 39 punktów, ale wszystkie są w centrum kadru. Takich skrajności jest mnóstwo, a słowem, które najlepiej podsumuje aparat jest chyba „ale”.

Nikona Df nie da się ocenić jednoznacznie. Tutaj nie ma sytuacji „albo pokochasz, albo znienawidzisz”. Wręcz przeciwnie, korpus będziesz jednocześnie i kochał i nienawidził. Czasem cię zawiedzie, czasem zirytuje, ale następnego dnia i tak nie będziesz mógł doczekać się chwili, kiedy znów weźmiesz go do ręki i wyjdziesz na fotograficzne łowy.

Nikon Df ma wszelkie predyspozycje, żeby zostać aparatem kultowym. Ten korpus będzie się pamiętało i za 5 i za 15 lat. To tak jak z amerykańskimi muscle carami z przełomu lat 60. i 70. – są drogie w utrzymaniu, palą jak smoki, a na dodatek nie skręcają (jak to samochody ze Stanów). Mimo to, mają w sobie „to coś”, co sprawia, że każdy fan motoryzacji się przy nich zatrzyma, a wielu dałoby się za nie pokroić. Podobnie jest z Nikonem Df.

Paczkę zdjęć z Nikona Df (w tym także testowe zdjęcia na wszystkich wyższych czułościach ISO) można pobrać klikając w ten link. Archiwum ZIP, 252 MB.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement