Jednak poczułem magię e-sportu. Zmagania Polaków z Virtus.pro zatrzęsły Spodkiem

Recenzja/Gry 15.03.2014
Jednak poczułem magię e-sportu. Zmagania Polaków z Virtus.pro zatrzęsły Spodkiem

Uwielbiam gry. Kiedy jednak przychodzi mi rozmawiać o e-sporcie, najczęściej ulatniam się, korzystając z pierwszej nadarzającej się sposobności. E-sport po prostu do mnie nie przemawia. Nie potrafię zostać widzem, nie potrafię zostać kibicem. Przynajmniej tak mi się wydawało, aż do teraz. Podczas finałów Intel Extreme Masters 2014 w Katowicach po raz pierwszy poczułem na własnej skórze, co oznaczają czyste, pierwotne i bardzo silne emocje związane ze stale rosnącą sceną zawodowych graczy.

Virtus.pro

Nie zrozumcie mnie źle. Wiem, że Spider’s Web czyta wielu miłośników e-sportowych zmagań, zwłaszcza League of Legends. Nie mam nic przeciwko takim fascynacjom, wręcz przeciwnie. To cholernie ciekawe zjawisko, które zdaje się jedynie przybierać na sile. Tyle tylko, że e-sport nie jest i najprawdopodobniej nigdy nie będzie moim konikiem. Nie śledzę tabel ligowych, nie oglądam transmisji z meczów i turniejów, nie obserwuję profili zawodowych graczy ani nie żyję ich sukcesami bądź porażkami. Z tego powodu proszę Was, e-sportowi wyjadacze, miejcie nieco wyrozumiałości podczas czytania moich wrażeń. Jestem laikiem, który po prostu kocha gry komputerowe oraz który podczas finałów Intel Extreme Masters przeżył coś niesamowitego, czym chce się podzielić.

Virtus.pro

Chociaż Intel Extreme Masters to głównie atrakcja dla miłośników League of Legends, amatorzy Counter Strike: Global Offensive również znaleźli w tym roku coś niezwykle ciekawego. Po raz pierwszy w ramach IEM odbywają się również finały rozgrywek EMS One. Podczas nich o 250 tysięcy dolarów walczy 16 najlepszych drużyn. Dzisiaj wszyscy zainteresowani mogli obejrzeć pierwszą turę ćwierćfinałów, w której walczyli również Polacy. Przyznam się bez bicia – na zmagania Virtus.pro poszedłem głównie ze względu na przejawy patriotyzmu oraz fakt, że na wielkim ekranie o wiele bardziej interesujące wydają mi się zmagania w pierwszoosobową strzelaninę, niż League of Legends. Chociaż to produkcja Riot Games była najważniejszym tytułem w katowickim Spodku, rozsiadłem się wygodnie naprzeciwko pięciu Polaków przygotowujących się do walki.

SONY DSC

Zaraz obok nich usadowieni byli ubrani na niebiesko Francuzi. Nad głowami e-sportowców wisiał ogromny ekran, na którym widownia mogła zobaczyć, co lada moment będzie się działo na mapach Global Offensive. Spodek wręcz pękał w szwach. Ludzie nieustannie przemieszali się między e-sportowymi zmaganiami a częścią z atrakcjami, wystawami oraz konkursami. Ogromny obiekt bez żadnego problemu radzi sobie z ponad 10 tysiącami odwiedzających, lecz podczas czekania na walkę Virtus.pro miało się wrażenie, jak gdyby widzów były nieskończone mrowia. Wszystkie siedzenia, schody oraz ściany zajęte były przez graczy, którzy chcieli zobaczyć, jak poradzą sobie Polacy. W powietrzu wisiało coś wyjątkowego. Nie mówię tutaj o okropnym zaduchu, ponieważ w tym roku organizatorzy niezwykle skrupulatnie podeszli do sprawy zapewnienia komfortu wszystkim odwiedzającym.

SONY DSC

Kiedy anglojęzyczni komentatorzy zaczęli informować widzów w Spodku oraz tych przed komputerami o zbliżającym się starciu, w niczym nie odbiegało do od sportowego studia na moment przed kolejną porażką naszej reprezentacji. Z tym, że tutaj – zamiast byłego już prezesa Lato – główną bohaterką była sympatyczna dziewczyna, a zamiast o podaniach, dyskutowano o wyposażeniu i możliwościach. Jedynie „strzały” pozostały na swoim miejscu, chociaż zamiast do bramki, to leciały w kierunku przeciwnika. Przyznam, że kiedy rozpoczął się pojedynek między Polakami z Virtus.pro i Francuzami z Team LDLC.com, nie potrafiłem się w tym wszystkim odnaleźć. Prezentowana na wielkim ekranie rozgrywka została kapitalnie przystosowana na potrzeby widzów. Będąc w Spodku widzieliśmy znacznie więcej, niż profesjonalni gracze, natomiast sztab techniczny nieustannie czuwał, abyśmy nigdy nie przeoczyli tego, co najciekawsze podczas danego starcia. Jeszcze nie wiedziałem do końca, co właściwie oglądam, ale wiedziałem, że jest podane cholernie dobrze.

SONY DSC

Wtedy Polacy wygrali po raz pierwszy. Nieco wstydliwie, jeden po drugim kibice zaczęli klaskać, dopingując swoich rodaków. Kiedy Virtus.pro skopał tyłek Franzuom w drugim starciu, wtedy nikt już nie miał oporów przed klaskaniem. Trzecie zwycięstwo z rzędu zakończyło się wiwatami oraz okrzykami. Czwarte, piąte, szóste, siódme… Polacy gromili bezradnych Francuzów, dominując nad nimi na praktycznie każdym polu. To nie była równorzędna walka. To był pogrom. Przeważający na trybunach Polacy wspierali profesjonalnych graczy niczym piłkarscy kibice. Spodek zamienił się w miejsce igrzysk, te z kolei wywoływały euforię wśród widzów. Przyznam, że kiedy Polacy wygrali ósmy raz z rzędu, komentatorka zawyła „-This is incredible! Totally one-sided match!”, z kolei kibice z okrzykami na ustach podnieśli się z krzeseł, sam poczułem coś dziwnego. Gęsią skórkę, dziwną ekscytację, której w życiu bym się nie spodziewał.

SONY DSC

Po przyswojeniu sobie, jak skonstruowany jest przekaz dla widzów, na co trzeba zwrócić uwagę i dlaczego do cholery widzę wrogów przez ściany, nie mogłem oderwać się od wielkiego ekranu. Dziewiąty, dziesiąty… Drużyna Virtus.pro raz za razem rozkładała bezradnych Francuzów na łopatki. Zupełnie nie dziwiły mnie ich zdezorientowane twarze, bezsilne grymasy, kontrastujące na tle zastanawiająco spokojnych Polaków. Ci, ze słuchawkami na uszach, byli skupieni na swoich ekranach, jedynie szybkimi ruchami gałek ocznych kontrolując, co dzieje się na widowni. W ostatecznym rozrachunku Polacy wgnietli Francuzów w ziemię, zaledwie kilka razy oddając inicjatywę Team LDLC.com, na 60 możliwych konfrontacji. Virtus.pro stał się faworytem EMS One, obdarowanym sympatią głodnych wrażeń widzów tych igrzysk. Jutro Polacy zmierzą się w półfinałach i już teraz jestem przekonany, że to jeden z najważniejszych powodów, dla których również w sobotę stawię się w katowickim Spodku.

SONY DSC

Wychodząc na papierosa czułem, jak schodzą ze mnie emocje. Chociaż nie byłem tak ekspresywny jak koledzy i koleżanki gracze dookoła, trzymałem kciuki za wpatrzonych w monitory, oblepionych sponsorami Polaków. Zastanawia mnie, jak całkowicie inaczej może być odbierana taka rywalizacja, kiedy po prostu siedzi się przed komputerem, oglądając transmisję na żywo. Spodek ŻYŁ każdym kolejnym wystrzałem, każdą podłożoną bombą, każdą śmiercią i każdym zwycięstwem. Trząsł się od emocji, aplauzu, okrzyków i oklasków. Kibicowali nie tylko młodsi gracze. Widziałem wiele par, kilka starszych osób, naprawdę zróżnicowaną paletę kibiców. Starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, wielu usiadło w tym sektorze z prostego powodu – ponieważ gra Polska. Ta z kolei, w przeciwieństwie do uwielbianej przez nas piłki nożnej, w Spodku odniosła kolejny spektakularny sukces.

SONY DSC

Nie dziwię się, że odwiedzający katowicką halę tak chętnie oglądali zmagania Virtus.pro. Tak nierealnie ogromna przewaga nad przeciwnikiem to coś, co nie mieści się w głowach miłośników footballu. Coś wirtualnego, coś nienamacalnego, coś właśnie jak gra komputerowa. Mimo tego – powiem Wam, to naprawdę przyjemne popatrzeć, jak reprezentanci własnego kraju gromią Francję. Nawet, jeżeli mówimy o dyscyplinie rozgrywanej za pomocą myszek i klawiatur. Nie spodziewałem się, że e-sport może być taki atrakcyjny, naprawdę. Chociaż moje emocje związane były głównie z polską flagą na ogromnym ekranie, doświadczenie było jedyne w swoim rodzaju. Jeżeli jesteście ciekawi, czy również je poczujecie – naprawdę namawiam na wizytę w Spodku. Jutro Virtus.pro zmierzy się w półfinałach i na pewno nie przegapię okazji, aby po raz kolejny zobaczyć drużynę Neo i kapitalnie dzisiaj grającego pashy.

virtus

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement