Intel Extreme Masters 2014 to nie tylko gry i zawody. Na imprezie można być zobaczyć o wiele więcej

Relacja/Sprzęt 17.03.2014
Intel Extreme Masters 2014 to nie tylko gry i zawody. Na imprezie można być zobaczyć o wiele więcej

Skończyła się już impreza Intel Extreme Masters 2014. Główną atrakcją były oczywiście rozgrywki w League of Legends, Starcrafta 2 i Counter Strike: Global Offensive. Te ostatnie zresztą mnie osobiście, ze względu na świetną grę zawodników z polskiej drużyny, najbardziej zainteresowały. Warto jednak wiedzieć, że IEM to jednak nie tylko oglądanie rozgrywek na olbrzymich telebimach, ale też gamingowe minitargi.

Trzeci i ostatni dzień Intel Extreme Masters 2014 dobiegł końca. Z rana mieliśmy okazję uczestniczyć biernie jako widzowie w pogromie, jaki urządzili polscy gracze z teamu Virtus.pro szwedzkim zawodnikom w finałowej walce w Counter Strike: Global Offensive. Atmosfera była równie świetna, co i przedwczoraj w trakcie półfinałów – i chociaż mecz odbył się w ciągu dnia w pół do drugiej popołudniu, to publika naprawdę dopisała. Doping był mocny, a trybuny zapełnione po brzegi.

SONY DSC

Wygrana i koniec emocji?

Nie chcę jednak pisać o samej grze i wygranej Polaków, bo finałową rozgrywkę w osobnym wpisie realacjonował Wam już obszernie Szymon.

Ja w tym miejscu chcę się natomiast skupić na opisie tego, co jeszcze można było zobaczyć na ekspozycjach różnych producentów i sklepów, które zdecydowały się na otwarcie na terenie Spodka swojego stoiska. Te znaleźć można było nie tylko między scenami na płycie, ale też w biegnącym dookoła obiektu korytarzu. Stoiska cieszyły się też przez cały czas trwania targów niesłabnącym zainteresowaniem.

Asus prezentował się efektownie

W przedwczorajszym tekście opisującym pierwsze wrażenia z IEM 2014 wspomniałem o tym, że na płycie za jedną ze scen można było znaleźć duży stand Asusa. Odbyła się tam uroczysta premiera nowego laptopa, o którym opowiedział Wam Dawid. Nowy gamingowy Asus G56 prezentuje się naprawdę dobrze, zarówno pod względem zarówno sprzętowym, jak i wizualnym. To też pierwszy model notebooka Asusa do gier, który na upartego można ocenić jako mobilny, a cena na poziomie 4 tysięcy złotych nie zwala z nóg.

DSC_0039

To był jednak dopiero początek atrakcji. W szklanych gablotach można było pooglądać podzespoły takie jak płyty główne, a na specjalnym stanowisku poświęconemu tematyce overclockingu można było zobaczyć kręcenie sprzętu Asusa w akcji z efektywnym chłodzeniem ciekłym azotem. Wszystkie części ekspozycji były spójne kolorystycznie z nowym notebookiem, więc całość prezentowała się naprawdę nieźle. Trzeba jednak zaznaczyć, że inne firmy i sam Intel też sobie poradziły dobrze.

HyperX z odciętą pępowiną

Przedwczoraj napomknąłem tylko o nowościach od HyperX, czyli marki, która wydzieliła się z Kingstona. W ofercie oprócz pamięci RAM znajdzie się też inny sprzęt dla graczy, taki jak dyski SSD (w tym model na PCI Express) oraz… zupełnie nowe słuchawki. Słuchawki naprawdę nieźle tłumią i nie uciskają głowy, a jak przedstawiciele firmy zaznaczyli, to szalenie istotne dla osób, które korzystają z nich codziennie po kilka lub nawet kilkanaście godzin. Będą one kosztować 400 złotych i mają trafić niedługo do oferty partnera HyperX, czyli sklepu Agito. Inne sprzęty w nowej odsłonie, czyli kości RAM i dyski, też powinny trafić na wirtualne i analogowe półki już niedługo.

HyperX

Wraz z oddzieleniem się od Kingstona marka HyperX zmienia nieco identyfikację wizualną, wprowadza nowe logo i porządkuje linie produktowe – teraz będzie to Fury, Savage, Beast i Predator. Mają to być tylko sprzęty “dobre, lepsze i najlepsze” i nie ma miejsca na kompromisy. Czy tak faktycznie będzie, okaże się w praktyce. Widać też, że jest to firma typowo gamingowa nastawiona na rynek PC – na slajdach podczas konferencji wskazywana była kompatybilność akcesoriów z różnymi systemami na komputera oraz… na konsole. Nikt nie wspominał nawet słowem o rynku mobile. Nie liczcie też na klawiatury i mysze HyperX – tworzy je i tak już za dużo firm a nowa marka chce skupić się na poważniejszych rzeczach.

Inne stoiska za sceną

Po drugiej stronie głównej sceny, na której odbywały się zmagania graczy, oprócz Asusa i stoiska HyperX znaleźć można było wiele innych logo najróżniejszych firm związanych z gamingiem. Na większości z nich było można przetestować sprzęty – znalazły się tutaj chociażby Komputronik i Agito; można było też sprawdzić w praktyce sprzęt takich firm jak Lenovo, Sony i MSI. Były to zarówno gamingowe “budy”, jak i notebooki.

Wszechobecne, co oczywiście logiczne, było logo Intela. W specjalnych strefach można było sprawdzić rozwiązania przeznaczone dla graczy, ale producent procesorów wykorzystał też targi do podpromowania swoich tabletów z Androidem i Windowsem z układami Intel Atom. Przy większości stoisk, zwłaszcza sklepów, ciągle rzucano ze stoiska w tłum gadżetami i plakatami. Podobnie zresztą wyglądało to w pozostałych obszarach targów.

Znane gry doświadczane w nieosiągalny dotąd sposób

To na co zwrócił mi uwagę Szymon to fakt, że wystawcy nie skupiali się w wystawianych sprzętach na LoL-u, Starcrafcie, Counter Strike’u i HeartStone od Blizzardu – czyli tytułów, w których w szranki stawali zawodnicy w trakcie Intel Extreme Master 2014. Na przeznaczonych do testach komputerach znaleźć można było “zwykłe gry”, w które większość obecnych pyka sobie w domu. Różnica była w tym, że można było sprawdzić taki tytuł na monitorze 4K lub wyświetlaczu o ultrapanoramicznych proporcjach 21:9.

SONY DSC

Oczywiście były też ekspozycje, gdzie znaleźć można było rzeczy, których próżno szukać w domu statystycznego gracza. Dużym zainteresowaniem cieszyły się bolidy, w których montowano ekrany. Można było sprawdzić, jakie w takiej formie robi wrażenie ta czy inna ściganka. Z ciekawostek mogę też dodać, że z firm promujących się za sceną na płycie Spodka można wymienić też… producenta maszynek do golenia Gilette, który reklamował jakąś limitowaną edycję.

Wycieczka dookoła Spodka

Dookoła głównej hali schodka biegnie dość szeroki korytarz, którym można łazić w kółko. Zrobiłem kilka rundek po całym terenie i przyznam, że z pewnością nie zajrzałem wszędzie, było naprawdę dużo atrakcji i mało czasu, a często do stoisk nie dało się dopchać. Starałem się nic nie przegapić i przepychać przez tłum, jeśli któreś stoisko wzbudzało ponadprzeciętne zainteresowanie… i nie robiło tego rozdając gadżety. Mam tylko nadzieję, że nie przegapiłem zbyt wielu ciekawostek, a o to było łatwo.

O uwagę walczyły nie tylko stoiska, ale także… dziesiątki cosplayerów i cosplayerek. Przebierali się oni za swoje ulubione postaci z gier komputerowych, książek, seriali i filmów. Udało nam się nawet trafić do szatni, gdzie chłopaki i dziewczyny przygotowywali swoje kreacje, ale natykaliśmy się na nich non stop. Z tego powodu dopiero przy piątym kołku dookoła Spodka udało mi się wypatrzeć wystawionego klasycznego Ponga na monitorku CRT oraz symulator lądownika NASA. Szkoda, że Maćka Gajewskiego z nami nie było, bo by pewnie miał mega zabawę!

SONY DSC

Inne atrakcje dla gości

Wychodząc z głównej hali można było wylądować w dowolnym miejscu pasażu biegnącego dookoła Spodka. Ja w pierwszej chwili trafiłem na stoisko gry War Thunder. Sam w nią nigdy nie grałem, ale wierzę Szymonowi, że fani tytułu powinni być zadowoleni. Pokazane zostało rozczarowane, w którym trafią pod kontrolę gracza… czołgi.

Deweloperzy najwidoczniej idą na wojnę z World of Tanks. W sumie to dobrze, bo twórcy obu gier będą się nawzajem motywować do pracy. Następnie moją uwagę przykuł Oculus Rift przedstawiony na stoisku WSTI, czyli Wyższej Szkoły Technologii Informatycznych w Katowicach, ale biorąc pod uwagę liczbę chętnych, tym razem zrezygnowałem z zabawy.

A to nadal nie wszystko!

Nie mniej emocji wzbudzał też Titanfall, czyli najnowszy FPS wzbogacony o mechy, który zadebiutował ledwo co na komputerach PC i konsolach Xbox od Microsoftu. Oprócz tego można było kupić koszuli ESL i złapać wyrzucane kilogramami z ekspozycji – głównie sklepów ze sprzętem. Idąc dalej można było minąć stoisko z monitorami BenQ oraz ekspozycje sklepów Game Dot oraz Morele.net i firmy NTT Systems.

DSC_0006

Swoją obecność zaznaczył też Cooler Master oraz producent foteli dla graczy Need for Seat oraz Red Bull Mobile ze smartfonami opartymi o procesor Intela oraz własnym bolidem, a Alsen Master zbierało lajki na Facebooku za ściereczki do czyszczenia monitorów. Jedynie Uniwersytet Śląski w Katowicach nie cieszył się dużym powodzeniem i ciągle było obok stoiska pusto. No ale kto na takiej imprezie myśli o nauce ;)?

Organizacja eventu przez Intela była naprawdę świetna

Pod tym względem organizacyjnym przyszło mi tu znacznie przyjemniej spędzać czas, niż na większości imprez masowych, w których brałem udział. Sporo punktów z jedzeniem i piciem oraz toalet, dobre oznakowanie i brak większych “korków” to z pewnością duże plusy Intel Extreme Masters 2014. Przyczepić mógłbym się pod tym względem tylko do zabierani korków przez osoby sprzedające picie i otwieraniu puszek, bonie kupuję argumentu, że chodzi tu o “bezpieczeństwo”. Drugiego dnia pewnie co trzeci widz wziął jeden korek w kieszeń, a też szkoda, że kupiłem dwa Red Bulle z myślą o wrzuceniu jednego w plecak, a pani otworzyła obie puszki zanim zdążyłem zaprotestować

Drugim i znacznie poważniejszym minusem jest niestety kiepskie zachowanie samych widzów, przy czym mowa w moim przypadku – na podstawie obserwacji – głównie o młodszej części publiki. Nie numerowano biletów i obowiązywała zasada “kto pierwszy ten lepszy” przy zajmowaniu miejsc, więc niestety ludzie potrafili zostawiać na pół dnia kurtki na fotelu, żeby zająć sobie miejsce – pewnie te same osoby na wakacjach o pierwszej w nocy lecą z ręcznikami zajmować leżak nad basenem. To jednak nie jest wina organizatora.

SONY DSC

Całość wydarzenia była super, ale Intel w jednym aspekcie jednak moim zdaniem nie dał rady. Rozumiem, że miejsc nie numerowano, ale gości było znacznie więcej, niż trybuny w Spodku były w stanie pomieścić, a ludzie nie siedzą na tyłku cały dzień mamy rotację widzów. Wynajęta przez organizatora ochrona nie upilnowała niestety motłochu, który rozsiadł się po pańsku na schodkach między fotelami. To po prostu niebezpieczne i grozi istną ludzką lawiną – a pisząc te słowa jeszcze przed zakończeniem dnia nie mam pewności, że tak to się nie skończy.

Sama impreza była jednak naprawdę świetna. Mimo początkowych obiekcji, nie żałuję poświęconego czasu na wyjazd i z chęcią na kolejną edycję Intel Extreme Masters się wybiorę.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement