Toyota Prius, Dreamliner oraz iPhone – używacie ich na własne ryzyko

Felieton/Technologie 18.02.2014
Toyota Prius, Dreamliner oraz iPhone – używacie ich na własne ryzyko

Błąd w oprogramowaniu, który może prowadzić do zatrzymania samochodu wykryto w hybrydowych Toyotach Prius. Do serwisu zostanie wezwanych blisko 2 miliony samochodów. To nie pierwsza taka akcja Japończyków. Poważne problemy techniczne zaliczało też Apple, a nawet Boeing.

Toyota Prius jest jednym z najbardziej charakterystycznych samochodów. W końcu to pierwszy masowo produkowany samochód hybrydowy. Od debiutu w 1996 roku zyskał sporą renomę i popularność zwłaszcza wśród wszystkich fanów ekologii. Toyota jednak boryka się z mocnymi technicznymi wpadkami, które mogą zagrażać bezpieczeństwu na drogach.

Tak jest teraz w przypadku 1,9 mln modeli Toyoty Prius wyprodukowanych od marca 2009 do lutego 2014 roku. 997 tysięcy samochodów w Japonii, 713 tysięcy w Ameryce Północnej i 130 tysięcy w Europie zostało wezwanych do autoryzowanych serwisów. Wszystko przez kłopoty z oprogramowaniem, które mogą prowadzić do uszkodzenia tranzystorów, co znowu może przełożyć się na spadek mocy silnika, a nawet zatrzymanie jego pracy. To oczywiście może spowodować realne zagrożenie na drodze.

Znacznie poważniej wyglądała akcja serwisowa w roku 2009. Z powodu problemów z hamulcami, pedałem gazu oraz układem kierowniczym do serwisu wezwano w ciągu 3 lat ponad 14 milionów samochodów japońskiej marki. Problemy te odbiły się na wizerunku firmy i zaowocowały znaczącymi spadkami sprzedaży.

Pechowe Dreamilnery

Akcje serwisowe w przypadku samochodów nie są czymś nadzwyczajnym, każdego roku producenci wzywają tysiące pojazdów na naprawę mniejszych lub większych niedociągnięć. Choć wady produkcyjne w większości przypadków mogłyby się nigdy nie ujawnić, to w trosce o bezpieczeństwo, a przede wszystkim własny wizerunek i renomę producenci regularnie dokonują takich napraw. Największa akcja serwisowa ostatnich lat dotyczyła jednak samolotów.

Dreamliner

Boeing 787 Dreamliner ledwo co pojawił się we flocie LOT-u, a już musiały czekać na poprawę usterek i serwis w Etiopskim Addis Abeba. Samoloty amerykańskiego producenta cierpiały na problemy techniczne od samego początku. Jeszcze w czasie lotów testowych pojawiło się kilka awarii, w tym uszkodzenie instalacji elektrycznej, które spowodowało pożar. Także LOT-owskie Dreamlinery borykały się z problemami z podwoziem, czy nieszczelnością kabiny. Do tej pory, pomimo akcji serwisowej, nie wyeliminowano problemów z cieknącą klimatyzacją podczas startu i lądowania.

Największym problemem były jednak akumulatory. To przez tę usterkę 16 stycznia 2013 roku zdecydowano się na uznanie Boeingów 787 Dreamilner za niezdolne do lotów. Przyczyny przegrzewania się akumulatorów nie ustalono, ale Boeing wprowadził system chłodzenia, który został zaimplementowany we wszystkich pięćdziesięciu uziemionych maszynach.

It’s not a bug, it’s a feature

Gdy w grę wchodzi ludzkie życie producenci samochodów, samolotów i innych maszyn zobligowani są do podjęcia stosownych kroków w celu naprawy wad fabrycznych. W przypadku elektroniki konsumenckiej raczej nie słyszymy o akcjach serwisowych producentów smartfonów czy laptopów. Jedynie zdarzyły się wezwania do naprawy dla nabywców pralek i zmywarek Bosch i Siemens.

antena

Na rynku komputerów najgłośniejsze, ale też najbardziej charakterystyczne są wpadki Apple. Sprzęt, który według miejskich legend nigdy się nie psuje, a producent stara się tworzyć urządzenia perfekcyjne cierpi na mniejsze lub większe problemy. Wciąż naprawiane bez żadnych opłat są pękające obudowy w starszych modelach, przede wszystkim w białym Macbooku Unibody. W zeszłym roku Apple poinformowało o wadliwych dyskach SSD w Macbookach Air wyprodukowanych pomiędzy czerwcem 2012, a czerwcem 2013 i możliwością wymiany tych dysków.

Najsławniejsza jest jednak historia z anteną w iPhone’ie 4. Konstrukcja tego telefonu sprawiła, że mocniej chwycony do ręki gubił zasięg. Problem został szybko nagłośniony i wywołał lawinę doniesień medialnych i burzę komentarzy na forach i serwisach internetowych. Był to istny kryzys wizerunkowy i został rozwiązany bardziej w sposób marketingowy niż techniczny.

Wadę konstrukcyjną zbagatelizowano na specjalnie zwołanej konferencji Steve Jobs przekonywał, że inne modele telefonów konkurencji również miewają podobne problemy. Użytkownicy otrzymali możliwość zwrotu iPhone’a lub też otrzymania dwóch darmowych akcesoriów chroniących, czyli bumperów. Sytuacja została załagodzona, zwroty kształtowały się na poziomie 1,7% co i tak było niższym wynikiem niż w przypadku iPhone’a 3GS i konkurencyjnych modeli. Firma Apple przyznała się do błędu, ale nie przeprosiła w sposób jednoznaczny i nie zdecydowała się na naprawę konstrukcji milionów urządzeń.

Choć wizerunek firmy w dłuższej perspektywie nie ucierpiał, to wciąż problemy z anteną są Apple wypominane i wyśmiewane, zwłaszcza jedno z tłumaczeń firmy, które sugerowało, że z anteną wszystko jest w porządku, a to użytkownicy źle trzymają telefon.

Masowa produkcja pełna błędów

Przykład Apple pokazuje, że w firmach technologicznych na błędy można sobie pozwolić, część usterek naprawiana jest po cichu, a przy tak dużej skali produkcji nie można sobie pozwolić na wycofanie urządzeń ze sprzedaży i wezwanie do serwisów wszystkich nabywców.

Natomiast branża motoryzacyjna i lotnicza pokazują, że błędy zdarzają się każdemu. Maszyny, które powinny nas bezpiecznie przetransportować na miejsce posiadają konstrukcyjne wady, które nie tylko mogą spowodować większe uszkodzenia, ale zagrozić naszemu życiu i zdrowiu.

Wnioski wydają się być oczywiste w dzisiejszym świecie technologii niestety nie ma miejsca na perfekcję, a testerami są sami użytkownicy i dotyczy to zarówno smartfonów, jak i samolotów.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement