Miłość na łączach – XIX wieczny Internet w służbie uczuć

Artykuł/Longform 27.01.2014
Miłość na łączach – XIX wieczny Internet w służbie uczuć

Jest to kolejny z cyklu tekstów na temat historii telegrafu i jej zaskakujących analogii z dzisiejszą technologią informatyczną. Linki do poprzednich części znajdują się na końcu tekstu, jednak tą część, jak i pozostałe, można czytać osobno. W poprzednich opisaliśmy genezę struktury sieci telegraficznej, historię tworzenia się wspólnych standardów i regulacji w przesyłaniu wiadomości telegraficznych, próby połączenia kablem telegraficznych odległych kontynentów oraz próby ukrycia treści przesyłanych wiadomości przed ciekawskimi.

Powieść „Samotność w sieci (2001)”, opowiadania „CyberJolly Drim (1998)”, opublikowane w Wired „Love Over The Wires” (1993) oraz film „You’ve Got Mail (Masz wiadomość) (1998)”- to wszystko tylko niektóre z bardzo licznych opowieści o miłości z udziałem lub za pośrednictwem Internetu. Cóż może być bardziej romantycznego niż technologia, która umożliwia kochankom bezpośrednie i natychmiastowe skontaktowanie się z dwóch odległych od siebie miejsc? Taką technologią był też telegraf i on również inspirował artystów do opowiadania związanych z nim historii miłosnych.

Romans epoki telegrafu

W 1880 roku ukazała się książka Elli Cheever Taylor pod tytułem „Wired Love: A Romance Of Dots and Dashes” (Miłość przez kabel: Romans kropek i kresek). Romans, napisany przez byłą operatorkę telegrafu, był bestsellerem przez 10 lat, a z dzisiejszego punktu widzenia był prawdziwą nerdowską kreacją: wyposażony był nawet w dedykację, napisaną alfabetem Morse’a. Taylor była również sufrażystką, a jej sztuka „Lords Of Creation” jest uważana za przykład wczesnej literatury feministycznej.

Dedykacja książki w alfabecie Morse'a
Dedykacja książki w alfabecie Morse’a

Książka zawierała mnóstwo szczegółów z życia operatorów telegraficznych, oraz rzeczywistych skrótów używanych w codziennej komunikacji. Talent autorki sprawił, że rzeczywiście opowiadała w ten sposób wciągającą dla współczesnych jej czytelników historię miłości na odległość.

Czytając ją dzisiaj, można zauważyć wiele analogii do życia dzisiejszych nastolatków (bohaterka książki ma zaledwie 19 lat) i romansów prowadzonych za pomocą czata i SMS-ów

Książek takich powstało w tamtych czasach jeszcze kilka, a w czasopismach ukazywały się pisane w sensacyjnym tonie artykuły na temat tego typu zdalnych związków. Romanse były zazwyczaj nawiązywane pomiędzy pracownikami biur telegraficznych, bo przecież telegraf nie był w użyciu w domach. Jednak niektórzy również decydowali się na przesyłanie intymnych wiadomości przy użyciu telegrafu – zdając sobie sprawę że zanim dotrze on do adresata, przejdzie przez wiele rąk.

Telegraficzne śluby

We wspomnianej już wcześniej książce „Anecdotes of the Telegraph”, opisany jest ślub udzielony za pomocą telegrafu (czy nie przypomina wam to te wszystkie modne niegdyś  śluby online?). Córka bogatego kupca z Bostonu zakochała się, jednak ojciec nie chciał dać zgody na ślub. W końcu zakochani zorganizowali ślub za pomocą telegrafu – panna młoda znajdowała się w jednym z biur telegraficznych, a pan młody z przedstawicielem magistratu w drugim. Co ciekawe, nie podważono ważności tego małżeństwa.

Wycinek z "Western Electrician"
Wycinek z „Western Electrician”

Środowisko operatorów telegraficznych było specyficzne. Rzadko mieli okazję spotkać się osobiście, jednak pracowali ze sobą i codziennie się ze sobą komunikowali. Każdy z nich był znany pod swego rodzaju nickiem, dwuliterową sygnaturą, na którą mówiono „sig”. Pary dwóch operatorów często lubiły pracować razem, dzięki czemu mniej było błędów w transmisji – po pewnym czasie poznawało się typowe cechy wiadomości operatora po drugiej stronie.

Thomas Edison we swoich wspomnieniach opisywał, że takie pary potrafiły na przykład podmieniać niektóre litery, tak aby tylko oni wzajemnie mogli zdekodować wiadomość. Upewniali się w ten sposób, że mają po drugiej stronie konkretną osobę.

Firmom telegraficznym nie podobało się to, że operatorzy zamiast przesiąść się na bardziej zajętą linię, siedzą i „czatują” na wolniejszym połączeniu. Próbowali zapobiegać temu, na przykład poprzez losowe przenoszenie operatorów pomiędzy liniami.

Siedzenie na czacie

W czasie tych „luźniejszych” momentów opowiadane były dowcipy (często sprośne), plotki, oraz grano w gry – na przykład w warcaby i szachy, przekazując ruchy przy pomocy wiadomości telegraficznej.

Telegrafistka
Telegrafistka

Pewnego razu pracownicy linii pomiędzy Bostonem a Maine, po godzinach pracy, zorganizowali spotkanie online (telekonferencję?) – uczestniczyło w nim setki pracowników z biur umieszczony na linii o długości siemiuset mil. Wypowiedzi każdego z uczestników odbierane były przez wszystkich równocześnie, tworząc w ten sposób swoisty chatroom.

Jak to bywało często w tamtych czasach, prace biurowe, takie jak obsługa wiadomości telegraficznych, często były wykonywane przez kobiety. Procentowo kobiet było więcej niż w innych zawodach, i miały od osiemnastu do trzydziestu lat, zazwyczaj były niezamężne.

Nic więc dziwnego, że w wolnych chwilach łatwo było nawiązać biurowy romans. Pracownicy w tamtych czasach zazwyczaj byli rozdzieleni według płci – czyli kontaktów z kolegami z tego samego biura kobiety nie miały – jednak miały go z za pomocą telegrafu, z kolegami z innych biur.

Komedia pomyłek

W czasopiśmie Western Electrician opublikowano artykuł „Romances of the Telegraph”, opowiadający o pracowniku małej stacyjki telegraficznej w Yuma w stanie Arizona. Pracownik ten, John Stansbury, zaprzyjaźnił się przez kabel z Matem, kolegą z biura w Banning w stanie Kalifornia. Lubili codziennie ze sobą rozmawiać, aż w końcu postanowili spędzić razem weekend – umówili się na wędkowanie. Po kilku opisanych w artykule perturbacjach, spotkali się i… okazało się że Mat jest kobietą. Stansbury uświadomił sobie, że zawsze milcząco zakładał, że pracownik o nicku „Mat” jest mężczyzną, i nigdy o to wprost nie zapytał.

Wyznali sobie miłość, a John wspomina „Southern Pacific Telegraph Company straciła operatora, ale ja zyskałem żonę” – ciekawym świadectwem tamtych czasów jest założenie, że młoda kobieta, zostając mężatką, musi przestać pracować zawodowo.

Inny artykuł, opublikowany w „Electrical World” w 1886 roku, noszący tytuł „The Dangers of Wired Love (Niebezpieczeństwa miłości przez kabel)” opowiadała o biznesmenie, który, instalując w swoim biurze telegraf, naraził swoją córkę, Maggie, na flirty z rożnymi mężczyznami „on-line”, wliczając w to żonatego Franka Frisbie! Chęć Maggie do flirtowania przez telegraf była tak duża, że gdy ojciec zlikwidował dostęp do telegrafu, znalazła sobie pracę jako jego operatorka.

Edison przy telegrafie
Edison przy telegrafie

Znana jest inna historia, również opisana w Western Electrician, opowiadająca o operatorze, mężczyźnie, zakochującym się w operatorce, która potrafiła załagodzić wszystkie zawodowe kłótnie i konflikty. „To musi być anioł na łączach!” – komentował zakochany.

Bonus meni i wtyczki

Praca przy telegrafie prowadziła jednak nie tylko do pozytywnych uczuć. Zdarzały się też złości – szczególnie gdy ktoś opóźniał przesyłanie danych. Tacy słabi, małomiasteczkowi, często pracujący na część etatu operatorzy nazywali byli pogardliwie „plugs” (wtyczki). Prędkość i niezawodność była ceniona – operatorzy otrzymywali bonus za przekroczenie średniej. Najlepsi potrafili bezbłędnie obsłużyć ponad 60 operacji na godzinę – co daje do trzydziestu słów na minutę – jednak do tego operator po drugiej stronie musiał też być szybki i bezbłędny. Takich operatorów nazywano „bonus men”.

Istniała cała grupa zawodowa zwana wtedy „boomers”. Włóczyli się oni od miejsca do miejsca, szukając dorywczej pracy jako operator.

Liczyli na przeciążenie jakiejś linii, mieli płacone od godziny, i często byli ofiarami alkoholizmu lub depresji – byli pracownikami, których nie ceniono, liczyła się tylko liczba słów bezbłędnie przekazana na minutę.

Nowi operatorzy byli poddawani procedurze, którą dziś nazwalibyśmy „falą”, a którą wtedy określano mianem „salting”. Przesyłano im fałszywe i prześmiewcze telegramy, a oni, przejęci nową pracą, przyjmowali je skwapliwie. Były one zaadresowane np. do pana L.E.Phanta (elephant) lub zawierały celowo wprowadzone pomyłki i skróty rozwijające się w obsceniczne teksty.

Rys. New Yorker
Rys. New Yorker

Telegraf był demokratycznym miejscem pracy. Przyjmowano tam mężczyzn, kobiety, dzieci, a nawet, co wtedy było rzadkie, ludzi niepełnosprawnych. Czasami niepełnosprawność dawała przewagę – Edison został doskonałym operatorem, jak twierdził, dzięki swojej częściowej głuchocie.

Praca przy telegrafie pozwalała poznać ludzi na odległość, poznać zawodowy slang, i być ocenianym według swoich osiągnięć, nikt przy tym nie oceniał Cię według wyglądu czy pochodzenia, bo byłeś dla innych wyłącznie dwuliterowym nickiem. Przypomina to stare przysłowie na temat Internetu, które swój początek miało w satyrycznym obrazku z New Yorkera: W „Internecie nikt nie wie że jesteś psem”…

Poprzednie części serii:

  1. Internet w XIX wieku – czaty i kanały RSS były znane już ponad 150 lat temu
  2. Internet XIX wieku trafia do Europy i przekracza kanał La Manche
  3. Internet XIX wieku łączy kontynenty, czyli jak ignoranci dokonali rzeczy niemożliwej
  4. Internet XIX wieku w końcu łączy Europę i Amerykę. Na chwilę
  5. Co się stało z Whitehousem i czy w końcu udało się połączyć kontynenty?
  6. Telegraficzne kody i szyfry, czyli ówczesne LOL, ROTFL i ASAP
  7. Internet XIX wieku: jak za pomocą telegrafu przesyłano tajne informacje i… pieniądze

Źródła: Western Electrician, Wired Love, The Victorian Internet (Berkley Books, 1998), Love Over The Wires, Wikipedia

Obrazy  Telegraph: telegrams reception in England. Engraving by Shyubler oraz Woman sending Morse code using telegraph pochodzą z serwisu ShutterStock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement