Smartfony, laptopy i tablety. Wszystkie urządzenia elektroniczne mówią innym językiem

Felieton/Technologie 28.10.2013
Smartfony, laptopy i tablety. Wszystkie urządzenia elektroniczne mówią innym językiem

Synchronizować w chmurze można już niemal wszystko. Kontakty, pocztę, notatki, kalendarze, muzykę i wszelkie inne dane płynnie przenoszę między wykorzystywanymi urządzeniami od różnych producentów. Umożliwiają to multiplatformowe usługi i aplikacje, ale jest przynajmniej jedna rzecz, dość istotna, która umknęła projektantom wszystkich mobilnych środowisk pracy. To słowniki.

Ostatnio zostałem zmuszony do przeinstalowania na nowo systemu w swoim Ultrabooku. Przed rozpoczęciem procedury dla wygody skopiowałem folder Dropboksa na dysk zewnętrzny, chociaż nawet to nie było potrzebne, a resztę danych puściłem w niebyt. Zrobiłem to z przeświadczeniem, że wszystko sobie w kilka minut odtworzę z własnej wbudowanej pamięci (czytaj: z głowy…) lub tej czy innej online’owej, cyfrowej kopii zapasowej. Okazało się, że to był błąd, bo zapomniałem o jednej bardzo ważnej dla mnie rzeczy.

Book with letters flying out of it

Ludzie dzielą się na dwie grupy…

…gdzie jedną są osoby które robią backupy, a drugą ludzie którzy dopiero będą je robić. Ten stary jak internet dowcip jak się okazuje jest nadal aktualny, chociaż byłem pewien, że już mnie nie dotyczy. Wszystkie dane bowiem, których odtworzenie byłoby niemożliwe lub bardzo czasochłonne, trzymam w postaci dwóch fizycznych kopii u siebie w domu na dwóch różnych maszynach. Dla pewności i wygody wysyłam je także na zewnętrzny serwer Dropboksa.

Na tyle przyzwyczaiłem się do tego rozwiązania, że zniszczenie dysku w laptopie nie spędza mi już snu z powiek – a tak przynajmniej mi się wydawało, bo instalując od nowa system nie przyszło mi do głowy, że powinienem wyeksportować jeszcze jedną rzecz, jaką jest… osobisty słownik użytkownika z edytora tekstowego należącego do pakietu Office. Nie wiem jak teraz – a o ile mi wiadomo, nic się w tej materii nie zmieniło – ale w przypadku wykorzystywanego przeze mnie Office’a 2010 słownik użytkownika przechowywany jest wyłącznie lokalnie na dysku.

Niczym jaskiniowcy!

Słownik na dysku komputera to rozwiązanie pochodzące jeszcze z tych zamierzchłych czasów, gdy chmura kojarzyła sie najpierw z tym, że wychodząc z domu muszę ubrać kurtkę, a dopiero później z bezobsługową synchronizacją danych. Cóż, powspominać je z nostalgią mogę przy innej okazji i mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości zostanie to lepiej rozwiązane, bo jak na razie w kwestii słowników tkwimy w epoce internetu łupan… wdzwanianego.

Oczywiście nawet jeśli kiedyś słowniki będą szeroko i multiplatformowo współdzielone, to nie będzie to żaden killer-feature. Większości użytkowników to do szczęścia potrzebne nie jest, ba, sam się nad tą kwestią nigdy nie zastanawiałem, a przyjmowałem świat taki jakim jest. Jak na razie to jest mi, tak po prostu, trochę smutno, że rzeczony słownik budowałem od wiek wieków, a po formacie dysku, no cóż, wyparował. A jak to się w ogóle stało?

Po prostu zapomniałem

Moje pliki i zdjęcia spoczywają bezpiecznie na Dropboksie, dokumenty i arkusze na Dysku Google, a zakładki i hasła w chmurowej pamięci przeglądarki Chrome. Konfiguracja aplikacji w Windowsie to dla mnie chwila moment, bo po kilku latach pracy na nich z zamkniętymi oczami przywrócę je do stanu sprzed formatu w kilka minut. Z całego system słownik Worda był jedyną rzeczą, jaką mi po przywróceniu komputera do ustawień fabrycznych, trafił szlag.

Naturalnie przyznaję i biję się w pierś, to tylko moja, bardzo wielka wina. Do nikogo pretensji nie mam, a złościć się mogę sam na siebie. Nikt z Microsoftu synchronizacji nie obiecywał, więc i nie mogę jej wymagać. Pocieszam się tym, że mój budowany teraz znów od zera nowy słownik będzie jeszcze lepszy, niźli był do tej pory, chociaż to co się przez ten rok jak głupi naklikam, to moje. Sytuacja ta jednak sprawiła, że zacząłem się zastanawiać:

Dlaczego kwestia osobistych słowników jest w dzisiejszych czasach tak beznadziejnie rozwiązana?

Zrobiłem szybki przegląd swoich urządzeń, systemów i aplikacji, a obraz jaki się wyłania to istny Dziki Zachód, gdzie od początku zabrakło szeryfa. Wygląda to tak, że osobny słownik buduję we wspomnianym edytorze tekstowym MS Word, a inne słowa dodaję do listy własnych w przeglądarce Chrome na komputerze, a do tego z niewiadomych względów Google Docs nie korzysta z tej “chromowej” listy. Dla świętego spokoju obecny w Dokumentach słownik, niestety beznadziejny, wyłączyłem.

Co by było śmieszniej i ciekawej, to zupełnie inaczej pisownię sprawdzają mi dodatkowo dwie instancje WordPressa z których korzystam. Nie wspominam tutaj nawet o tej systemowej autokorekcie i słowniku. Sam piszę na klawiaturze, ale coraz popularniejsze hybrydy i tablety z pełnym Windowsem mają klawiaturę ekranową, która na wzór innych urządzeń mobilnych podpowiada słowa. I zgadnijcie co? Tak, to też osobna lista.

Słownik Word

Ani u zielonego robota, ani w rezerwacie, nie jest lepiej

Jeśli zaś już przy dotyku jesteśmy, to biorąc na warsztat Androida też nie jest zbyt różowo. Mam tutaj jakiś słownik systemowy i osobny słownik Sony – sprawdzanie pisowni i słownik w klawiaturze, wygląda na to, to dwie osobne rzeczy. U większości producentów wklepane słowa podobnie jak w przypadku tego nieszczęsnego Worda są zapisywane lokalnie, więc posiadając tablet i telefon innych firm, domyślne rozwiązania nie współgrają ze sobą – a jeśli, to tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Co prawda ekranowe klawiatury firm trzecich rozwiązują po części ten problem, ale nadal taki Swype czy Swiftkey nijak nie komunikuje się z moim pecetem i ulubioną przeglądarką. Wygląda to po prostu słabo. Zawiodłem się trochę, bo nawet zwykle wyprzedzający konkurencję pod względem integracji urządzeń i usług w swoim zamkniętym rezerwacie Apple nie rozwiązał tego dobrze. O ile mi wiadomo, to dziś, tak samo jak kilka lat temu, iPhone’y, iPady i Maki też budują swoje własne i niewspółpracujące ze sobą zbiory wprowadzanych przez użytkownika słów.

Słownik Android

To wszystko mają być “mądre telefony”? Dobre sobie

Myśląc nad puentą notki jestem w kropce, bo tak naprawdę nie ma żadnej. Nie znam magicznego rozwiązania problemu i oczami wyobraźni nawet nie jestem w stanie dostrzec sposoby na zmianę tego stanu rzeczy. Patrząc, już tak bardziej przyziemnie, na kierunek rozwoju ekosystemów mobilnych nie widzę żadnej szansy na to, żeby w najbliższej przyszłości słowniki z różnych systemów i urządzeń.

Producenci i twórcy softu odchodzą od otwartych rozwiązań na rzecz własnych, zamkniętych ekosystemów. Apple było tutaj pionierem, ale jego śladami podąża Microsoft z interfejsem Modern UI, a także zazdrośnie na to rozwiązanie patrzy Google. Mam nadzieję jednak, że ktoś w końcu problem dostrzeże, i przynajmniej na własnym podwórku zrobi porządek – Apple zintegruje słowniki iOS i OS X, Google wprowadzi wspólny zbiór słów własnych na Androida i w Chrome, a Microsoft niech połączy wreszcie Worda z systemową autokorektą.

View through loupe at book

O tyle dobrze, że aplikacje Modern UI w nowym systemie giganta z Redmond korzystają już ze wspólnego i synchronizowanego słownika, ale ten w pakiecie biurowym Office nadal jest taktowany jako osobny byt. Ale nawet jeśli poszczególni producenci posprzątają u siebie, to jeśli ktoś będzie chciał nadal korzystać z komputera Apple, telefonu z system Google i z oprogramowania biurowego od Microsoftu, to nadal będzie musiał uczyć każdego “mądrego” urządzenia swojego stylu pisania osobno.

Bo same sprzęty, reklamowane jako inteligentne nijak się ze sobą nie dogadują. Szkoda…

Zdjęcia View through loupe at bookLaptop and coffee cup on wood table View from above i Book with letters flying out of it pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement