Czy samoobsługowe kasy to niepotrzebna innowacja?

Felieton/Zakupy 11.10.2013
Czy samoobsługowe kasy to niepotrzebna innowacja?

W polskich marketach coraz częściej pojawiają się kasy samoobsługowe. Choć sklepy chętnie je instalują, to jednak trudno powiedzieć, by cieszyły się dużą popularnością wśród klientów. Dlaczego tak jest?

Typowy widok w hipermarkecie – długi sznur wózków ciągnie się do każdego ze stanowisk kasjerskich, a przy samoobsługowych kasach krząta się raptem kilku klientów. Co więcej, często w ogonku do kasjerki stoją osoby, które mają w koszyku raptem kilka produktów, i które dla dobra własnego i dla innych klientów mogłyby obsłużyć się same. Problem w tym, że dla wielu z nas jest to wysiłek nie warty zachodu. Załóżmy, że dzięki kasie samoobsługowej zyskamy 5 minut – czy nie lepiej postać sobie w tym czasie bezczynnie, sprawdzając facebooka lub czytając artykuły z Pocketa? I jeszcze ta zabawa w samodzielne kasowanie – trzeba znaleźć kod kreskowy, czasem wpisać numer owoców, generalnie dla wielu za dużo roboty.

Wallmart wprowadza, Ikea wycofuje

Spójrzmy teraz co zyskuje sklep. Przede wszystkim maszyna do kasowania to jednorazowy zakup, który zapewne z czasem okazuje się być tańszym niż pracownicy. Ponadto zyskuje trochę miejsca w sklepie i tworzy kasy z ograniczoną maksymalną liczbą artykułów, co pomaga klientom, którzy wchodzą do marketu tylko po jeden lub kilka produktów. I to byłoby na tyle – kasy samoobsługowe w zasadzie nie dają nic więcej. Na wielu polach rozwoju robotyki człowiek jest bez szans w rywalizacji z maszynami, tutaj jednak zdecydowanie wygrywa. Kasjer szybciej nabija poszczególne towary, czasem od razu je pakując i ma milszy „interface” od dotykowego ekranu, z którym czasem są problemy. Co ciekawe, z implementacji kas samoobsługowych zrezygnowała niedawno Ikea. Jak powiedział jej rzecznik, Joseph Roth, firma zorientowała się, że kasy obsługiwane przez pracowników są szybsze od automatycznych, a ponadto dają tzw. „unique shopping experience”. Pytanie czy na wprowadzenie samoobsługi zdecyduje się kiedyś sektor fastfoodów? Jeśli się zastanowić, to kasjer we wszelkiej maści sieciówek z frytkami, kurczakami i burgerami jedynie przyjmuje od nas zamówienie, namawia do jego zwiększenia, wydaje resztę i podaje produkty.

Wracając do hipermarketów – maszyny nie mają (jeszcze) żadnego sposobu na identyfikację warzyw i owoców oraz rodzajów pieczywa. Natomiast człowiek robi to w oka mgnieniu i najczęściej pamięta też liczne kody.

Część z supermarketów rozwiązuje ten problem wymuszając na wszystkich klientach samodzielne ważenie owoców i naklejanie na nie kodów kreskowych. I tu pojawia się problem:

Ludzie nauczyli się oszukiwać samoobsługowe kasy

Najprostsza forma to podmiana kodu kreskowego na drogim produkcie tym z tańszego. Niektórzy najpierw kupują produkt tańszy, wracają z nim do domu, a potem przychodzą z naklejką do sklepu i przytwierdzają ją do produktu premium. Proceder ten na zachodzie otrzymał nawet własną nazwę „banana trick”, którą zawdzięcza temu, że oszuści naklejali na drogie salami i steki za kilkanaście dolarów kody z bananów za kilka centów. Najprostsze z oszustw to po prostu nie kasowanie najdroższego produktu z naszego koszyka, przyznając sobie w ten sposób sporą zniżkę, a w razie przyłapania na gorącym uczynku można się tłumaczyć, że przecież zapomnieliśmy. Część z tych problemów została wyeliminowana przez system dwóch wag – jedna, na której kładziemy koszyk, a druga, do której trafiają przeskanowane produkty. Ciężar obu musi się zgadzać (sklepowy koszyk jest odliczany automatycznie), ale i na to znalazły się sposoby, typu trzymanie danego produktu w ręce czy też umiejscowienie  na brzegu koszyka, gdzie odczyt jest mniej dokładny. W niektórym marketach (np. w sieci ASDA w Wielkiej Brytanii) cały proces zakupu jest nadzorowany przez jedną z kasjerek, która stojąc pośrodku maszyn ma podgląd skanowanych produktów. Badania pokazały, że stanowczo zwiększa to obawy „niedzielnych złodziei” co do wykrycia ich wykroczenia. Niemniej skala przestępstw tego typu jest znacząca. Jak podało USA Today w zeszłym roku pięć razy więcej wykrytych prób oszustwa miało miejsce w przypadku samoobsługowych kas niż tych, gdzie obsługuje nas człowiek.

Złodziej, który chciałby podejść do tematu naprawdę profesjonalnie mógłby nawet użyć emulatora kodów kreskowych. Brad Threatt wykorzystał DEFCON 18 Badge do stworzenia przenośnego emulatora pozwalającego mu wpisać dowolny produkt, a potem zeskanować go przy kasie i wyjść ze sklepu ze znacznie droższym przedmiotem.

Obecny system jest przestarzały

Wracając do pytania czy w ogóle potrzebna jest nam taka innowacja w sklepach – odpowiem tak, ale nie w takiej formie. O wiele lepiej wyglądają tunelowe kasowniki, które przypominają lotniskowe skanery walizek, z tym wyjątkiem, że nasze koszyki musimy opróżnić na taśmę, po czym urządzenie samo je skanuje. Brzmi lepiej, ale to ciągle nie jest to. Idealnie byłoby, gdyby nasze zakupy były skanowane już w momencie włożenia ich do koszyka, tak abyśmy w ogóle nie musieli ich z niego wyciągać i wykonywać żadnej pracy, a jedynie przy wyjściu ze sklepu za nie zapłacili. Po części niszę tę zaspokajają spożywcze zakupy przez internet, z których sam bardzo intensywnie korzystam, jednak trudno liczyć na to, że wyprą one z rynku tradycyjne sklepy.

W pracy naukowej „Dancing With Robots dwóch ekonomistów, Frank Levy i Richard Murnane, dowodzi, że aby maszyny mogły nas zastąpić w pracy muszą być spełnione dwa warunki. Pierwszy – informacja potrzebna do wykonania zadania przez komputer musi być przedstawiona w formie dla niego  zrozumiałej. Drugi – zadanie stawiane maszynie musi być na tyle rutynowe, by można było opisać jego przebieg w każdym możliwym przypadku. Obecna technologia sklepowych kas samoobsługowych spełnia tylko drugi warunek. Innymi słowy – kasa nie widzi różnicy między arbuzem a  dynią, ani miedzy wyrobem seropodobnym a włoskim parmezanem. Dopóki nie znajdziemy lepszego nośnika informacji niż kody kreskowe trudno mówić o innowacji. Praojcem obecnego systemu kas w supermarketach jest Wallace Flint, który napisał na ten temat pracę magisterską na Harvardzie w… 1932 roku. Natomiast oficjalne zatwierdzenie kodu kreskowego (Universal Product  Code) nastąpiło w 1973 roku. Potrzebny nam zupełnie nowy system albo do końca świata utkniemy w kolejce do tradycyjnej kasy obsługiwanej przez ludzi.

Przemysław Gerschmann – Założyciel Equity Magazine, analityk inwestycyjny w globalnym banku. Pasjonat rynków finansowych, biegacz długodystansowy, wielbiciel południowych Włoch i fan książek Murakamiego.

Zdjęcie Colorful illustration of people in checkout queues in a busy supermarket pochodzi z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement