„Grawitacja” wskazuje na koniec 3D. Potwierdzają to liczby i nasze wrażenia

Felieton/RTV 07.10.2013
„Grawitacja” wskazuje na koniec 3D. Potwierdzają to liczby i nasze wrażenia

Grawitacja jest filmem, którego fabułę można streścić w dwóch zdaniach. Fani kosmosu doszukają się w nim licznych błędów. Tego filmu nie da się jednak opowiedzieć słowami. Jest dowodem na, to że technologia 3D w obecnej formie nie ma większego sensu.

Film Alfonso Cuarona zadebiutował w weekend w Stanach Zjednoczonych i zdobył tytuł najlepszego październikowego otwarcia w dziejach. Film można też od piątku oglądać na wybranych seansach w Polsce od przyszłego tygodnia, będzie dostępny w szerokiej dystrybucji. Reżyser trzeciej części Harrego Pottera namaszczony przez Jamesa Camerona ma powody do dumy. Stworzył dzieło wybitne!

3D odchodzi znów w niepamięć

W grudniu 2009 wybuchła gorączka na trójwymiar dzięki premierze Avatara (pozdrawiam Arnolda). Naprędce wytwórnie zaczęły zapowiadać kolejne filmy 3D, a producenci sprzętu rozpoczęli promocje swoich urządzeń – telewizory 3D, odtwarzacze Blu-Ray 3D, a nawet dźwięk 3D (jakby ten wcześniej nie był przestrzenny). Szczerze powiedziawszy sam uległej tej medialnej gorączce, wierząc w rychły rozwój kanałów 3D i szybkie pojawienie się telewizorów niewymagających okularów.

gravity

Dziś wiemy, że boom na 3D był mocno nieprzemyślany. Wszystko nastąpiło zbyt szybko, 3D w domu się nie przyjęło, a w kinie też nie cieszy się już taką popularnością jak jeszcze rok temu. Jesteśmy zmęczeni kolejnymi filmami, w których efekt trójwymiaru jest ledwo widoczny, a filmy na Blu-ray kosztują 120 złotych, w dodatku do niedawna zakup okularów do telewizora wiązał się z wydatkiem w wysokości 300 złotych.

Po premierze Avatara pojawiło się wyłącznie kilka filmów, na które warto było iść w wersji 3D. Wśród nich Sanctum, którego producentem był Cameron, Titanic, którego przekonwertował Cameron, a także Alicja w Krainie Czarów Tima Burtona, czy Hobbit. Więcej jest tytułów z słabym trójwymiarem, niż tych naprawdę dobrych.

W najbliższych latach należy spodziewać się jeszcze wielu filmów z 3D, jednak nie będzie to już zjawisko tak masowe. I bardzo dobrze o czym świadczy Grawitacja.

Hit na miarę IMAXA

W weekend otwarcia w Stanach Zjednoczonych film Alfonso Cuarona zarobił 55,6 miliona dolarów. Aż 80% biletów zostało sprzedanych na seanse 3D, z czego 20% odbyło się w salach IMAX. To rewelacyjne wyniki, w ostatnim czasie rzadko który film promowany pod kątem trójwymiaru zdobywał ponad 60% widzów na seansach 3D. Te dane potwierdzają, że dobry film w 3D ma racje bytu, a pozostałe tytuły obronią się bez trójwymiaru.

Samą ocenę filmu pozostawiam redaktorom sPlay. Sam natomiast uważam, że jest to film stricte kinowy, na który warto iść na wersję 3D, a najlepiej wybrać się do sali IMAX. Olbrzymi ekran robi swoje i pozwala cieszyć się efektami. Choć, to efekciarski materiał, którego akcja została umiejscowiona w kosmosie, to jest to też pierwszy film realizowany pod 3D z gatunku innego niż fantasy. Warto więc zabrać na niego osoby, które do tej pory z różnych powodów nie miały styczności z trójwymiarem.

Cuaron potwierdził, że przy odpowiednim zaangażowaniu i realizacji filmu od początku do końca z myślą o 3D można osiągnąć odpowiedni efekt. Trójwymiar wciąż ma przyszłość, jeśli jest dobrze zrobiony.

Grawitacja jest wielkim dziełem, które pokazuje, że technologia ma znaczenie. Dobry film, to nie zawsze wyłącznie świetna fabuła. Jakość samego obrazu w finalnym odbiorze odgrywa również rolę. Jeśli zamierzacie oglądać Grawitację na Kinomaniaku, kupić wersję na DVD, lub oglądać na 32-calach, to już dziś sobie odpuście. W domu na ten film potrzeba będzie przynajmniej 50-cali i dobrego nagłośnienia. Prawdziwy efekt zobaczycie jednak jedynie w kinie.

grawitacja

Grawitacja jest wyjątkowym filmem. W końcu współczesne multipleksy potrafią często wypaczać odbiór wielu tytułów. Sama technologia 3D w większości filmów jest dodana na siłę. Tutaj tego nie ma. I choć film pod względem treści może nie powalać, to technologia czyni go ważnym dziełem w historii kinematografii. Grawitacja potwierdza, że filmy dla których 3D jest tylko elementem marketingowym nie mają racji bytu. A taki film zdarza się raz na jakiś czas, co oznacza, ze trójwymiar w wydaniu masowym się kończy.

Boomu 3D na szczęście nie będzie…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement