Gone Home – najbardziej wyjątkowa gra tego roku mogła przejść mi koło nosa

Recenzja/Gry 26.08.2013
Gone Home – najbardziej wyjątkowa gra tego roku mogła przejść mi koło nosa

Spider’sWeb nie jest miejscem, w którym domyślnie szukałoby się recenzji gry komputerowej. Jednak musiałem napisać o tym tytule, o tym projekcie. Inaczej bym wybuchł.

Gone Home to jedna z najlepszych, najbardziej ambitnych, dorosłych i pasjonujących produkcji, w jakie kiedykolwiek przyszło mi zagrać. Tytuł do teraz drąży mi pamięć. Podczas napisów końcowych byłem w niemałym szoku. Ta gra zapewniła mi niesamowite, niespodziewane przeżycia i naprawdę nie chcę, aby przeszła bez echa. Robię więc co w mojej mocy, aby zainteresować Was tym projektem. Zainteresować się z kolei po stokroć warto.

The Fullbright Company to jedni z najlepszych niedocenianych twórców

minerva

Gone Home to gra The Fullbright Company. Utalentowani twórcy nie są zbyt rozpoznawalnym studiem, bardzo niesłusznie. To właśnie ci ludzie, wciąż jeszcze debiutanci, stoją za bardzo udanym DLC do drugiego Bioshocka – Minerva’s Den. Dodatkowa zawartość była na tyle udana, że w mojej ocenie przewyższała nawet jakość podstawowej gry. The Fullbright Company to bez dwóch zdań grupa odważnych pionierów, artystów wśród rzemieślników kodu, co udowodnili najlepiej, jak tylko można to udowodnić, na przykładzie Gone Home.

Typowy horror?

gone home 4

Gone Home jest reklamowany jako horror, w którym musimy rozwiązywać stosunkowo proste zagadki. Będąc miłośnikiem tego gatunku, z niezbyt dużym zainteresowaniem uruchomiłem produkcję, pod ogromnym naciskiem znajomego. Drań poza rekomendacją nie chciał zdradzić mi niczego więcej, zwłaszcza niezrozumiałego dla mnie zainteresowania budżetową produkcją. Dałem mu szansę i teraz, będąc świeżo po napisach końcowych, to ja chcę, abyście Wy dali tę szansę mnie.

Faktycznie, Gone Home zaczyna się jak rasowy horror. Amerykańska studentka po roku europejskich wojaży powraca w rodzinne strony, do czekającej na nią familii, mieszkającej w dużym, pięknym domu w odosobnionej części hrabstwa. 21-letnia Katy nie zastaje jednak w domu zupełnie nikogo. Po matce, ojcu i młodszej, wkraczającej w dorosły wiek siostrze nie ma ani widu, ani słychu. Jest za to bardzo klimatyczna otoczka grozy  – deszcz leje się z czarnego, nocnego nieba strumieniami. Od czasu do czasu grzmot sprawia, że włosy stają dęba. Na poddaszu słychać kroki, chociaż może to tylko dudnienie kropel o sztachety?

Po sznurku do kłębka

gone home 7

Gra z pierwszoosobowym trybem widoku wykorzystuje dobrodziejstwa silnika Unity, stawiając na fizykę oraz możliwości interakcji. Rozgrywka w Gone Home ogranicza się do (pozornie?) opuszczonego domostwa, w którym możemy korzystać z każdego niemal elementu otoczenia. Otwieramy szuflady, skrytki, drzwi, szafy. Podnosimy poszczególne przedmioty, nawet tak drobne jak lakier do paznokci, dokładnie oglądając je z każdej strony.

Oświetlamy kolejne pomieszczenia, przeszukujemy przestrzeń pod stołami i łóżkami, zaglądamy w każdy kąt, każdą szczelinę, aby tylko dowiedzieć się, co stało się z naszą rodziną. Do tego co jakiś czas słyszymy niepokojące dźwięki, natomiast po dokładniejszych oględzinach prasy możemy wywnioskować, że młodsza siostra zainteresowała się okultyzmem i historią dawnego właściciela rozległego domostwa.

Artyści z Fullbright nabrali mnie jak dziecko

gone home 1

W tym miejscu muszę napisać, że osoby, które już teraz chciałby się zainteresować Gone Home, nie powinny czytać dalszego akapitu. Nie zdradza on co prawda fabuły, nie jest klasycznym spoilerem, lecz tłumaczy wielkość stojącą za tą produkcją. Mimo tego, jeśli już teraz jesteście skłonni dać szansę geniuszom z Fullbright, przestańcie czytać i zanurzcie się we wspaniałą historię. Wszystkich innych chciałbym zachęcić poniższym tekstem.

Wszystko rozchodzi się o to, że Gone Home… nie jest horrorem. Twórcy co prawda mamią mnie, miłośnika grozy, kolejnymi wątkami zakrawającymi o okultyzm i demony, lecz jest to tylko zasłona dymna. Wabik, przez który osoby takie jak ja zainteresowały się tą produkcją. Oszustwo, za które ani trochę się nie gniewam. Wręcz przeciwnie, jestem wdzięczny twórcom za to, że podeszli mnie w ten sposób, co poskutkowało sesją przy jednej z najlepszych gier, z jaką miałem przyjemność w całym swoim życiu.

Komputerowy wyciskacz łez? To jest możliwe

gone home 3

Cała ta otoczka horroru jest tylko pretekstem, aby poznać pewną historię. Oczywiście nie zdradzę Wam, czego ona dotyczy, lecz muszę napisać, że jest to opowieść bardzo piękna. Prosta, niemal oczywista, będąca codziennym problemem dla wielu osób, również w naszym kraju. Mimo tego, jest zachwycająca.

Gone Home to wyciskacz łez. Zgadza się. Na moment przed napisami końcowymi gracz taki jak ja, któremu nie straszne wszelkiej maści demony i epatowanie brutalnością, musiał zacisnąć mocniej szczęki. Wieczorna sesja z Gone Home wprawiła mnie w niesamowity nastrój, na nowo przypominając o pokładach bardzo już zakurzonej wrażliwości.

Za pomocą gry komputerowej stałem się melancholijny. Miałem przed oczami własną przeszłość, emocjonalne życie nastolatka, pierwsze miłości, pierwsze przyjaźnie. Chociaż Fullbright opowiedziało historię wirtualnej, obcej osoby, była to opowieść tak drobiazgowa, tak szczegółowa, realistyczna i wzruszająca, że po rozgrywce po prostu musiałem oprzeć się o ścianę pokoju, zapalić papierosa i najzwyczajniej w świecie podumać, pomyśleć, rozprawić się ze wspomnieniami, które już dawno miałem za te całkowicie zapomniane.

Gone Home to jedna z najpiękniejszych komputerowych opowieści, z jakimi miałem styczność

gone home lonnie

Za sprawą narracji, prowadzonej po sznurku do kłębka, dowiadywałem się coraz więcej o bohaterze opowieści, którym nie koniecznie jest protagonistka, w którą wciela się gracz. Były to informacje podane niesamowicie drobiazgowo, zbierane za pomocą listów, pamiętników, notatek. Informacje, które swoim zakresem objęły parę lat z życiorysu pewnej osoby, podczas których poznajemy jej największe smutki i radości. Te, idące w parze ze świetną ścieżką dźwiękową, która po prostu musiała wylądować na moim dysku twardym, tworzą razem obraz produkcji ze wszystkich miar wyjątkowej.

Jej wyjątkowość polega na tym, że Gone Home nie można przyporządkować do żadnej standardowej kategorii gier. Nie jest to horror. Nie jest to gra przygodowa. Produkcja Fullbright jest produkcją o… ludziach. O mnie, o Tobie, o naszych znajomych, z ich słabościami, namiętnościami, pierwszymi razami, łzami i uśmiechami. Gone Home to emocjonalna ścieżka, po której podążamy, coraz silniej wiążąc się z tajemniczym domem i historią za nim stojącą. Dreszczowiec zamienia się w komedię, która ewoluuje w dramat. Ten w pewnym momencie przeistacza się w prawdziwy wyciskacz łez. Chociaż nie pamiętam, kiedy moje oczy stały się wilgotne podczas jakiegoś seansu filmowego, przez Gone Home w moim gardle zacząłem odczuwać dziwne pieczenie.

Gone Home – perła rozgrywki nie dla każdego

gone home 8

Fullbright trafiło we mnie. Trafiło idealnie. Gone Home to świetnie podana interaktywna opowieść, która absorbuje lepiej, niż niejeden film. Od niejednego filmu jest również pod tym względem lepsza, prowadząc narrację na niespotykanym poziomie. Zachęcam Was do dania temu tytułowi szansę. O ile poszukujecie w grach czegoś więcej, macie ochotę na odskocznię od standardowych produkcji typu „zabij, przynieś, pozamiataj”, ten tytuł jest właśnie dla Was. To perła komputerowej rozgrywki. Nie dla wszystkich, skierowana do nieco starszych i bardziej cierpliwych graczy. Dałem Gone Home szansę i ani trochę tego nie żałuję. Teraz dokładnie o to samo proszę Was. Nie chcę pozwolić, aby tak kapitalna produkcja przeszła bez echa.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement