Spodziewałem się czegoś więcej po Digg Readerze

Artykuł/Technologie 04.07.2013
Spodziewałem się czegoś więcej po Digg Readerze

Zamknięcie przez Google usługi Reader to olbrzymia szansa dla wszystkich internetowych firm, które zdecydują się teraz na stworzenie własnych czytników RSS. Na łamach Spider’s Web opisywaliśmy już wiele z nich. Teraz dołącza do nich czytnik twórców popularnego serwisu Digg. I tak jak kilka innych alternatyw, jest naprawdę niezłym zamiennikiem.

Zamknięcie Google Readera ogłoszono trzy miesiące temu, a kilka dni temu przestał już działać na dobre. Jeszcze przez kilka dni można pobrać z niego swoje dane, które w przeciwnym razie zostaną bezpowrotnie utracone. Nie ma jednak tragedii, bo plik z wyeksportowanymi kanałami nie będzie bezużytecznie leżał na dysku i można zaimportować do jednej z działających już teraz prężnie usług.

Alternatywy dla Google Readera

Wiodącą, chociaż nie pozbawioną wad, usługą umożliwiającą czytanie RSS jest opisywany przeze mnie wielokrotnie feedly. To właśnie feedly jako pierwsze zapowiedziało przejście na własny back-end i obiecało użytkownikom bezbolesną wyprowadzkę z serwerów Google. Obietnica ta została dotrzymana, a chmura feedly działa bardzo dobrze. Co więcej, serwis udostępnia swoje API także programistom firm trzecich i działa już teraz synchronizacja z alternatywnymi klientami na smartfony i tablety.

Warto jednak śledzić także inne usługi i im kibicować, zwłaszcza te rozwijające się niezależnie od feedly. Powtórka sytuacji, gdy jeden podmiot kontroluje rynek RSS, nie przyniesie z pewnością nic dobrego. Zdrowa konkurencja jest niezbędna, aby usługi się stale rozwijały, zamiast spocząć na laurach. I chociaż z feedly korzystam na co dzień, to staram się metodycznie testować kolejne alternatywy. Po becie AOL Readera przyszedł więc czas na Digg Reader.

Digg też chce RSSów

Digg to istniejący już blisko dekadę zagraniczny serwis, który był pierwowzorem polskiego Wykopu. Zasada działania polega na tym, że użytkownicy dzielą się w ramach istniejącej w serwisie społeczności ciekawymi znaleziskami – głównie linkami – a następnie przeprowadzane jest nad nimi głosowane oraz toczone są dyskusje. W momencie gdy Digg ogłosił, że pracuje nad stworzeniem czytnika RSS, od razu naszły mnie obawy: czy nie będzie on jedynie przewidziany jako źródło ruchu dla serwisu-matki?

Po zapewnieniach twórców, że coś takiego nie będzie mieć miejsca, postanowiłem Digg Reader sprawdzić bez uprzedzeń. Pierwsze logowanie do serwisu odbywa się po uzyskaniu mailowego potwierdzeniu o akceptacji zgłoszenia do testów usługi, która podobnie jak AOL Reader, jest nada w fazie beta. Po przejściu na stronę docelową za pomocą unikalnego dla użytkownika linku można zalogować się na istniejące konto Digg, lub założyć nowe. Wybrałem zakładanie konta przez integrację z Twitterem i wszystko przebiegło bez problemu.

digg-reader-import

Import danych

Prawda jest taka, że wrażenia z korzystania z czytnika RSS w dużej mierze zależą od doboru źródeł. Aby nie budować swojej bazy zupełnie od nowa Digg Reader pozwala na import danych użytkownika z zamkniętego Google Readera. Można pobrać je jeszcze do 15 lipca za pomocą usługi Google Takeout. Swoją drogą tego typu import stosować będzie pewnie wielu innych dostawców, więc warto sobie zapisać gdzieś na dysku lub w chmurze kopię zapasową tych danych.

Digg udostępnia dla wygody link do witryny Google, z której można pobrać dane. Następnie należy wskazać w oknie wyboru pliku backup. Co miłe, nie trzeba nawet rozpakowywać pobranego pliku .zip. Naturalnie jeśli ktoś nie chce z jakiegoś powodu przesyłać danych, bądź to jego pierwszy kontakt z czytnikiem RSS, krok ten można pominąć. Import jednak mnie zaniepokoił. Digg poinformował, że “zaimportował część moich źródeł” a nad innymi dalej pracuje.

digg-reader-spidersweb

Sprawdzona formuła

Sprawą importu źródeł postanowiłem zająć się później, bo na pierwszy rzut oka niczego nie brakuje. W Digg Readerze odnalazłem się od razu. Po zalogowaniu okazało się, że interfejs jest bardzo zbliżony do tego, co już znamy. I na dobrą sprawę nic w tym dziwnego, bo ciężko wymyślić na nowo koło. Białe tło, po lewej stronie wąska kolumna z folderami i kanałami, po prawej lista nieprzeczytanych elementów. W przypadku Digg interfejs jest bardzo czysty i przejrzysty.

Serwis dostępny jest w języku angielskim, ale to naprawdę nie jest minus. W końcu treść i tak wybieramy samodzielnie. Polskie znaki wyświetlają się w artykułach, a Digg Reader obsługuje skróty klawiszowe żywcem wyjęte z czytnika Google. Artykuły można wyświetlać jako nagłówki lub rozwinięte wpisy, a w skromnym panelu opcji można połączyć konto nie tylko z Twitterem, Facebookiem i Google Plus, ale też serwisami “do czytania później”, takimi jak Pocket, Readability i Instapaper.

Oczywiście integracji z serwisem Digg nie mogło zabraknąć, ale jest ona rozwiązana naprawdę przyjemnie i nieinwazyjnie. Czytnik można uruchomić linkiem obecnym w prawym górnym rogu Digga. Serwis-matka i czytnik są przy okazji spójnie wizualnie. Wpisy z czytnika można od razu dodać do Digga, a listę swoich “zdiggowanych” elementów można udostępnić publicznie w formie linka, bądź oznaczyć jako prywatne.

digg-reader-ustawienia

Brak aplikacji solą w oku

Niestety, Digg dla mnie pozostaje jedynie ciekawostką z prostego powodu – nie ma wsparcia dla aplikacji mobilnych. Obecnie testowa wersja działa jako serwis www, a w najbliższej przyszłości pojawi się program na system iOS. Jako użytkownik Androida na razie muszę obejść się smakiem. Dlatego też zostaję przy feedly, które już teraz oferuje mi – nie licząc naprawdę okazjonalnych problemów – stabilność w tym temacie. Ale kto wie, co będzie za rok czy dwa?

Zmienić usługę można przecież w każdej chwili, a alternatywne czytniki są po prostu potrzebne. Dzięki nim na rynku może istnieć konkurencja, a użytkownicy korzystający z RSS nie będą skazani na jednego dostawcę. Jednak czekają nas zmiany. Pierwszą będzie stopniowe integrowanie się aplikacji klienckich z dostawcami back-endu do obserwowania źródeł i synchronizacji danych. Drugim będzie monetaryzowanie usług.

Jestem przekonany, że każdy lepszy pełnoprawny klient RSS szybko stanie się narzędziem płatnym.

Dołącz do dyskusji

Advertisement