Programowa powaga parkowania w stolicy

Felieton/Technologie 30.04.2013
Programowa powaga parkowania w stolicy

Przez wiele lat w przeddzień wyjazdu do centrum Warszawy dostawałem kołatania serca, duszności i zawrotów głowy. Wynikało to z przerażającej konieczności znalezienia drobnych na opłacenie parkometrów.

Bo parkometry w Warszawie były głupsze, niż automaty do kawy. Wrzucając 5 zł do maszyny serwującej napoje można wyciągnąć łapczywie rękę nie tylko po lurowaty napój, ale również po resztę – i się ją otrzymuje. Niestety umiejętność wydawania pieniędzy przekraczała możliwości intelektualne warszawskich parkomatów. Nie dawało się wrzucić 5 zł., ustalić czas parkowania na pół godziny i czekać, aż maszyna wyda resztę. Traciło się bezpowrotnie całą kwotę, a jak wiadomo, nie dlatego jesteśmy bogaci, że dużo zarabiamy, ale że mało wydajemy.

Od jakiegoś czasu z wielką więc radością korzystam z systemu mobiParking, który pozwala zapłacić komórką bezgotówkowo dokładnie za taki czas, jaki się parkuję. Po prostu na początku w programie na iPhonie pstrykam opcję „Start”, wpisuję „pin” i otrzymuję sms-a, że rozpocząłem parkowanie. Muszę jeszcze tylko pamiętać o wyłożeniu karteczki informującej ulicznych sprawdzaczy, że korzystam z mobiParking. A potem odwrotnie – na koniec klikam „Stop” i wreszcie nie przepłacam za czas parkowania, bo system nalicza tyle, ile mu się należy.

Wszystko działa wspaniale pod względem oszczędności. Szkoda tylko, że aplikację mobiParking napisał prawdopodobnie gimnazjalista w ramach nadobowiązkowych zajęć ze śpiewu. I że przekazanie moich pieniędzy wymaga procedury zbliżonej do uruchomienia promu kosmicznego.

Program jest typowym pesymistą. Zakłada, że niczego nie da się zrobić za pierwszym razem. Taka karma. Ulubiony komunikat wyświetlany przez aplikację po wybraniu jakiejś opcji to: „Wystąpił nieoczekiwany błąd. Spróbuj ponownie lub zgłoś problem na mobiparking.pl”. Na szczęście za drugim razem z reguły się udaje – co potwierdzają też komentarze o programie w sklepie Apple.

mobiparking

Ale czy pracownicy mobiParking nie korzystają ze swojego programu i nigdy nie zauważyli, że błąd nie jest wyjątkiem, ale regułą? I czy nikt z nich nie ma iPhone’a 5? Bo program obsługujący największą w Polsce i najdroższą strefę parkowania nadal nie jest dostosowany do jego rozdzielczości.

Jeszcze zabawniej wygląda sprawa samej płatności.

Nie da się tak zrobić, żeby opłata została doliczona do naszego rachunku gsm-owego. Prawdopodobnie wprowadzenie takiego rozwiązania wymagałoby zwołania konferencji ONZ.

Najpierw więc musimy założyć konto w mobiParking, a potem wpłacić pieniądze na przypisany nam rachunek bankowy. Zwykłym przelewem. A potem poczekać nawet 48 godzin, zanim zaczniemy parkować. I słusznie, wszystko powinno nabrać mocy urzędowej. Ostatnio przelałem pieniądze wieczorem i choć dotarły natychmiast na konto parkingowe, bez czekania na najbliższą sesję Elixir – przelew w obrębie BRE Banku – to i tak aktualizacja konta nastąpiła dopiero blisko południa następnego dnia. Na szczęście nie lubię wcześnie wstawać, więc spotkanie mnie rano w centrum Warszawy graniczy z cudem.

Gdzie tylko mogę, wybieram płatność kartą kredytową, bo dzięki niej muszę mieć pieniądze tylko raz w miesiącu, a nie codziennie. W mobiParking też istnieje taka opcja. Ale nie tak po prostu, że deklarujemy kwotę, przechodzimy na stronę, która pyta o numery karty i już zasililiśmy nasze konto w mobiParking. Nie, nie, takie proste rozwiązania to mogą stosować w Ameryce i całej reszcie świata, poza Warszawą. W naszej stolicy wybrano poważniejszą metodę. Żeby wpłacić pieniądze kartą na konto mobiParking musimy… założyć kolejne konto. Tym razem w SkyCash, który w ogóle obsługuje system mobiParking. A poza tym wyspecjalizował się doskonale we wszelkich transakcjach, z których nigdy nie skorzystam. Mógłbym na przykład przelewać pieniądze między telefonami komórkowym, ale nie pochodzę z Afryki, gdzie takie rozwiązanie jest popularne. Mógłbym też przy pomocy SkyCash płacić taksówkarzowi. Ale po co, skoro mogę mu podać kartę? Z takich „telefonicznych” możliwości mógłbym korzystać tylko wówczas, gdyby zaoferował mi je mój bank – ale zakładanie konta w kolejnej firmie i przelewanie do niej moich pieniędzy z konta bankowego po to, żeby potem bez karty wypłacić je z bankomatu, jest równie skomplikowane, jak zdanie które właśnie napisałem.

Bardzo lubię mobiParking. Nie tylko dlatego, że nie muszę szukać drobnych. Dzięki jego zakręconemu sposobowi działania czuję się, jakbym się cofnął w czasie jakieś dziesięć lat. A przecież prawie każdy lubi być młodszy.

PS

System płatności w mobiParking zatwierdził być może ten sam urzędnik, który kiedyś zaakceptował parkometry, które nie potrafią wydawać reszty. W każdym razie to rozwiązanie cieszące duszę każdego biurokraty. Bo najlepsze są metody skomplikowane. Jeśli są zbyt proste, to wygląda jakby nikt się nie namęczył. A jak złożone, to od razu widać, że ktoś się wykazał pracą między poranną herbatą a przerwą śniadaniową.

 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement