Kocham Gotować rzuca mięsem w Sokołów. Tylko czy słusznie?

Felieton/Social media 12.03.2013
Kocham Gotować rzuca mięsem w Sokołów. Tylko czy słusznie?

Nie raz już przekonaliśmy się, że głos jednego człowieka może bardzo nadszarpnąć wizerunek firmy. Dotyczy to zwłaszcza dziennikarzy i blogerów, którzy są czytani przez naprawdę duże grono odbiorców. To właśnie na nas ciąży odpowiedzialność i obowiązek przestrzegania podstaw etyki dziennikarskiej. Chodzi tu nie tylko o zbytnie wychwalanie firm, ale też ich oczernianie. Doskonałym przykładem jest zachowanie Piotra z Kocham Gotować, który zaprezentował efekty smażenia mięsa firmy Sokołów.

Pokrótce wyjaśnię o co chodzi. Piotr przygotował dwa tatary, jeden gotowy, drugi ze świeżo kupionego mięsa mielonego. Następnie w celu eksperymentu je usmażył. Okazało się, że świeży tatar był cały biały, zaś gotowy po usmażeniu był różowy. Kolejne eksperymenty to pozostawienie tatara w zamrażalniku na tydzień i dwa. Jak łatwo się domyślić, tatar gotowy wyglądał znacznie lepiej i „gorzej pachniał” niż jego bardziej naturalny odpowiednik. Piotr wówczas wyżył się na firmie Sokołów za to, że pakuje do mięsa mnóstwo chemii.

Film szybko zdobył popularność na Wykopie i na blogu Mediafun, zaś na fanpage’u firmy Sokołów zaczął się prawdziwy lincz. Jednak wśród wielu negatywnych komentarzy pojawiały się także opinie krytykujące autora filmu. Rzekomo (nie jestem ekspertem w tej dziedzinie) mięso może barwić się na różowo od takich składników jak saletra czy związki azotu, które są często wykorzystywane między innymi w solach kuchennych. W tym przypadku znajduje się on w azotynie sodu (E250), który ma chronić mięso przed bakteriami jadu kiełbasianego. Wraz ze znajomym dietetykiem przejrzałem skład wspomnianego tatara i okazało się, że azotyn sodu to jedyna substancja szkodliwa dla ludzkiego organizmu, cała reszta może być spożywana bez ograniczeń.

Dla bardziej dociekliwych i kompetentnych czytelników zamieszczamy skład tego tatara: mięso wołowe (88%), regulator kwasowości – E325, E331, sól, olej rzepakowy, błonnik z grochu, skrobia z grochu, maltodekstryna, ekstrakty i olejki eteryczne przypraw, przeciwutleniacz – E301, hydrolizat białka sojowego, glukoza, substancje wzmacniające smak i zapach – E621, ekstrakt drożdżowy, aromat, substancja konserwująca – E250.

Opinia magistra technologii żywienia:

Barwa tego mięsa jest wynikiem dodania saletry, czyli azotanu sodu. Jest to środek konserwujący mięso, który dodawany jest do wędlin i kiełbas. Obecnie przy wyrobie domowych wędlin stosuje się sól peklową, zawierającą odpowiednie proporcje saletry w stosunku do soli. Ten związek nie jest trujący w małych ilościach, choć w naszych organizmach jest kumulowany.

Mięso, szczególnie wołowe, bez dodatków środków konserwujących w stanie surowym ciemnieje aż do barwy prawie czarnej, a po obróbce termicznej jest szare, a nie „różowe” jak z dodatkiem w.w. środków (np. różowiutkie szynki wędzone, czerwone pastrami).

Przy zakupie należy sprawdzać na etykiecie zawartość – muszą być napisane wszystkie składniki i środki konserwujące, dzięki którym taki tatar ma termin przydatności do spożycia kilka lub kilkanaście dni, a przecież jest to mięso surowe.

Z kolei drugi tatar, zrobiony ze świeżego mięsa nie miał żadnych konserwantów z prostej przyczyny. Bo nie jest sprzedawane do hipermarketów, gdzie ma leżeć kilkanaście dni. Przecież surowe mięso, gdyby leżało w mięsnym tyle czasu co w hipermarkecie, po prostu by się zepsuło, a po tygodniu by wstało z półki i dziarskim krokiem wyszło ze sklepu. Z kolei w jakichkolwiek wyrobach mięsnych sól czy sól potasowa (z dodatkiem wspomnianej saletry) muszą być stosowane, także w wyrobach robionych przez nasze babcie. Nie wierzę, że tak doświadczony kucharz tego nie wie.

Piotr w swoim materiale popełnił jeden, podstawowy, kardynalny wręcz błąd. Naruszył wizerunek tylko jednej firmy. Nikt nie miałby mu za złe, gdyby pokazał, że wszystkie produkty przetworzone są gorsze od jedzenia własnoręcznie przyrządzonego ze świeżych składników. Co innego, gdyby zrobił konfrontację tatarów kilku popularnych firm ze świeżym mięsem. To trzeba pokazywać ludziom, informować ich o tym i dbać o to, by jedli coraz zdrowiej. Moim zdaniem to jest jedno z najważniejszych zadań blogera kulinarnego, ważniejsze niż tworzenie kolejnych dań. Niestety w tej sytuacjiPiotr pokazał, że tylko Sokołów robi kiepskie mięso, co większość jego czytelników może zrozumieć jako „gorsze niż konkurenci”, co może być znacznym nadużyciem.

Kilku ekspertów od mediów społecznościowych było oburzonych tym, że Sokołów nie odpowiedział jeszcze na zaczepki ze strony Piotra i jego fanów. Ja jednak zastanawiam się, czy teraz Piotr ustosunkuje się do wypowiedzi kilku osób, które podważają jego kompetencje. Jeśli zrobi to w sposób umiejętny i przedstawi odpowiednie kontrargumenty, będę miał do niego szacunek. Jeśli jednak okaże się, że nie miał on racji i naprawdę nakręcił tak mało merytoryczny, wręcz stronniczy (i to nie lekko!) film, może okazać się, że się nieco zapędził i z rozpędu zniszczył wizerunek nie tylko Sokołowa, ale także i swój.

Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy ktoś wprowadził użytkowników Internetu w błąd i oczernił wizerunek firmy. Większość z nas pamięta jeszcze sprawę klienta Plusa, który pomylił regulaminy, a jego post oczerniający operatora zobaczyło ponad 24 tys. osób. Jak widać, jednostki już mogą kreować opinię ogółu, ważne jest jednak, by robiły to w sposób odpowiedni.

Tagi:
Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement