Dota 2 – mój pierwszy raz z MOBA

Felieton/Gry 11.02.2013
Dota 2 – mój pierwszy raz z MOBA

Warcraft III nigdy mnie zbytnio nie zainteresował, mimo że wielu z moich znajomych z ochotą przemierzało tereny fantastycznej krainy wybijając w pień cały bestiariusz. Próbowałem się przekonać, lecz z marnym skutkiem. Dota 2 trafiła do mnie przypadkiem. Po kilku rozgrywkach muszę jednak przyznać, że gra mnie wciągnęła.

Uwielbiam gry pierwszoosobowe z gnatem w ręce. Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz odpaliłem Wolfensteina. Niesamowite wrażenie, podobnie jak przy pierwszym kontakcie z Dukiem. Pamiętam także, jak w szkolnej sali komputerowej po raz pierwszy młóciliśmy się nawzajem z kolegami na planszach Unreal Torunament. Zabrzmi patetycznie – moje życie się zmieniło. Były to czasy, gdy numer 0202122 skutecznie uniemożliwiał sieciowe rozgrywki. Dla mnie multiplayer funkcjonował tylko i wyłącznie w lokalnych sieciach lub pokojach z kilkoma osobami przed jedną maszyną. Z pewnością dlatego z wypiekami na twarzy oczekiwałem kolejnej możliwości bezpośredniej rywalizacji.

Ale nie o tym. Oczywiście gram w strategie, przygodówki czy wirtualną piłkę kopaną, strzelanki są mnie jednak najbliższe. Dota 2 oraz inne gry zręcznościowe z elementami RPG-ów nie potrafiły mnie wciągnąć. Może wynikało to z faktu, że należało poznać cały ogrom dostępnych przedmiotów, przeanalizować je i odpowiednio wykorzystywać. Cenię sobie prostotę FPS-ów, gdzie w zasadzie większość zależy od Twojego refleksu i umiejętności przewidzenia kolejnych kroków przeciwnika. Mnogość czarów, magicznych przedmiotów i możliwości zaawansowanej modyfikacji zdolności postaci – to nie było dla mnie. Do czasu.

Zupełnie zielony w tych klimatach uruchomiłem grę z kategorii MOBA (multiplayer online battle arena), najpierw z botami, aby zaznajomić się z mechaniką. Przyznam, że na początku ciężko było zorientować się, o co dokładnie chodzi w potyczce. WASD jako komendy, o co chodzi? Sterowanie również zgoła odmienne. Dwie rozgrywki oraz lektura krótkiego poradnika wystarczyły, by się oswoić. Cieszył mnie ponadto fakt, że gracze na kolejnych poziomach nie posiadali dostępu do lepszych przedmiotów – przewyższali mnie jedynie wiedzą na temat gry oraz zdobytym doświadczeniem.

Na czym polega rozgrywka? Dwa pięcioosobowe zespoły stają naprzeciw siebie z zadaniem zniszczenia bazy (tytułowych Ancients) przeciwnika. Te bronione są przez wieże strażnicze oraz atakujące jednostki (creepy) odradzające się co jakiś czas. Obydwa zespoły posiadają takie same zdolności obronno/ofensywne. Znaczy to tyle, że gdyby nie dziesięcioro bohaterów, rozgrywka trwałaby w zapewne nieskończoność – wieże pozostałyby nietknięte, a odradzające się drużyny creepów spotykałby się w tych samych miejscach, by po równo wycinać się w pień. Modyfikatorami rozgrywki jest dziesięciu śmiałków, którzy początkowo wspierają swoje oddziały, by ostatecznie poprowadzić je do zwycięstwa.

DotA 2 screenshot z gry
Początek rozgrywki – równa ilość walczących creepów oraz po jednym herosie każdej ze stron

Przed każdą z rozgrywek wybieramy bohatera (do wyboru prawie 100!), którym będziemy sterować podczas potyczki (średnio około 40 minut). Postaci podzielone są na kilkanaście ról – każda odgrywa inne zadanie podczas batalii oraz cechuje się innymi statystykami. I tu zaczyna się największa frajda – mimo, że mapa jest jedna i nie ma tutaj elementów losowych, rozgrywki się nie nudzą. Za każdym razem staram się wybierać innego herosa. I tak wcielając się w berserkera mogę otwierać potyczkę z racji dużej siły lub będąc żołnierzem wsparcia, wyczekiwać na dogodny moment, by zaskoczyć przeciwnika flankując go i np. spowolnić czarami. Każdy z graczy steruje jednym bohaterem, który wraz z rozwojem zyskuje kolejne punkty doświadczenia, złoto oraz umiejętności. Walutę wymieniamy na przedmioty, które ulepszają poszczególne umiejętności, jak siła ataku czy szybkość regeneracji zdrowia. Jest ich cała masa.

Gra na razie jest w fazie beta, nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie nastąpi premiera. Pewnym jest jednak, że tytuł będzie dostępny dla każdego (model free-2-play) poprzez platformę Steam (Valve jest producentem).

Dota 2 przypadła mi do gustu. Nie wiem jeszcze, na jak długo. Mam pewne obawy, co do rozgrywki z zupełnie obcymi ludźmi. Gra wydaje się być stworzona głównie dla zespołów, a nie dla pojedynczych graczy. Nic tak bowiem nie psuje rozgrywki, jak opuszczenie jej przez jedną osobę (heros stoi bezczynnie). Co prawda można nim sterować równolegle ze swoją postacią, nie o to jednak w tym wszystkich chodzi. Wyczytałem gdzieś, że w takiej sytuacji komputer może przejąć kontrolę nad zawodnikiem – opcja ta może uratować freeplay’e – potyczka 3 na 5 nie sprawia przyjemności.

Bez komunikacji pomiędzy zawodnikami, ciężko o spektakularną akcję. Posiadanie przynajmniej dwóch kolegów w drużynie oraz pełna synchronizacja działań jest tutaj kluczowa. Wtedy rozgrywka może sprawiać dużo frajdy. Podczas wspólnej batalii z jednym z moich kolegów sytuacja przynajmniej w jednej części areny była jasna dla pozostałych zawodników. I o to chodzi!

Uprzedzając pytania – w League of Legends nie grałem, nie mogę więc bezpośrednio porównać obydwu tytułów. Zapewniam jednak, że to nie ostatni wpis dotyczący Dota 2.

Tagi: , , ,
Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement