Pebble SmartWatch znowu się opóźnia. Co będzie jak projekty z Kickstartera nie będą dochodzić do skutku?

11.12.2012
Pebble SmartWatch znowu się opóźnia. Co będzie jak projekty z Kickstartera nie będą dochodzić do skutku?

Pamiętacie jeszcze Pebble Smartwatch? Jest to zegarek wypromowany przez platformę Kickstarter. Spośród innych urządzeń tego typu wyróżnia się on zastosowaniem wyświetlacza e-papierowego oraz możliwością współpracy ze smartfonami i tabletami z systemami Android oraz iOS. Okazuje się, że po raz kolejny przesunięto jego premierę. Pierwotnie sprzęt ten miał trafić do klientów na początku września. Później termin ten przesunięto na grudzień, a teraz na „wkrótce”, cokolwiek to miałoby znaczyć.

Pebble Smartwatch okazał się prawdziwym hitem. Jego twórcy chcieli zebrać 100 000 dolarów niezbędne na realizację projektu i udało im się to zrobić w dwie godziny. Po 28 godzinach na ich koncie znajdowała się kwota miliona dolarów, zaś do końca zbiórki udało się sprzedać 85 tysięcy zegarków i uzyskać kwotę 10 milionów dolarów. To wyjątkowo spektakularny wynik. Teraz klienci dostali tylko możliwość wyboru pasującego wariantu kolorystycznego. Dostępne kolory to – biały, czarny, czerwony, szary i pomarańczowy. Produkt Pebble ma wymiary 50×30 mm, jest wodoodporny i kompatybilny ze standardowymi paskami do zegarków (22 nm). Może on wyświetlać  wiadomości, powiadomienia oraz notatki. Ma on też funkcję prędkościomierza. Oprócz tego będzie możliwe wykorzystanie go na inne sposoby dzięki licznym aplikacjom, które pojawią się w AppStore oraz Google Play kilka dni po premierze zegarka. Szkoda jednak, że żadna z tych informacji nie została tak naprawdę potwierdzona, bo nikt poza twórcami nie miał jeszcze okazji korzystać gadżetu. Podejrzewam, że nie jest to ostatni opóźniony produkt na Kickstarterze.

Według mnie nagły sukces Kickstartera nie okaże się niczym dobrym. Oddawanie ogromnych sum zwykłym osobom, które często do tej pory nie miały styczności z biznesem to pomysł poroniony tak jak pozostawienie otwartego i w pełni anonimowego internetu. Sama idea może wydawać się słuszna, jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w skutek źle skalkulowanych kosztów twórcy nie wywiążą się z projektu. Tylko co wtedy się stanie? Pieniądze przepadną? Raczej nie, Kickstarter by na to nie pozwolił. Zapewne konieczny byłby zwrot pieniędzy ludziom, którzy zdecydowali się na inwestycję w dany wynalazek. Jednak co stanie się, jeśli twórcy nie będą mogli oddać pieniędzy,  bo nie będą mieli z czego? Albo zdecydują się odwlekać datę wprowadzenia produktu w nieskończoność? Niestety nie wiem, pozostaje tylko czekać na precedens.

Wydaje się, że takowy nastąpi już niebawem. Za pomocą crowd-fundingu finansowanie znalazły tysiące projektów, takich jak Pebble Smartwatch, LEDowa żarówka sterowana za pomocą smartfona czy mnóstwo gier, w tym takich tworzonych przez duże studia. Serwis, żeby działać porządnie powinien pobierać zauważalny procent od zebranej kwoty i zatrudniać osobę, która będzie pilnowała projektu, nadzorowała go, a nawet pomagała młodym biznesmenom odnaleźć się w nowej sytuacji, jaką niewątpliwie jest pozyskanie tak dużej ilości pieniędzy.

Problem Kickstartera nie dotyczy jednak tylko młodych ludzi. Z bardzo dużym sceptyzmem podchodzę tutaj do gry Project Ethernity, czyli klasycznego RPG zrealizowanego właśnie za pieniądze z internetowej zbiórki.  O ile sprzęt ma działać i prezentować określoną funkcjonalność na wysokim poziomie, to gra musi po prostu być. Jest to takie same dzieło jak literatura czy muzyka, da się je oceniać bardzo subiektywnie. Jak już zauważyliście, bardzo dużą wagę przywiązuję do grafiki w grach. Ktoś inny może stawiać na efekty dźwiękowe, zaś jeszcze inna osoba na rozbudowaną fabułę.  Nikt nie będzie w stanie ocenić takiego tworu obiektywnie, bo jest to niemożliwe.

Oznacza to, że twórcy tej gry mogą zrobić beznadzieją i nudną grę, lecz i tak będą zadowoleni, bo tytuł już został kupiony. Z kolei na ewentualne zarzuty graczy twórcy będą mogli odpowiedzieć, że grywalność  zależy od preferencji danej osoby i że nikt nie kazał płacić mu z góry. W końcu to była własna decyzja klienta. Dlatego sądzę, iż na twórcach korzystających z Kickstartera powinna ciążyć większa presja. Moim zdaniem pieniądze zebrane na tego typu platformach powinny być formą pożyczki, która po zobaczeniu projektu w formie demonstracyjnej będzie zwracana inwestorom albo przeznaczana na zakup tworzonego wcześniej produktu, zależnie od oceny jego jakości. Twórcy powinni wówczas pracować jak zwykle i nie denerwować się takim stanem rzeczy. W końcu jeśli stworzą dobry produkt, to z całą pewnością zarobi on na siebie. Jedyną różnicą będzie to, że płacąc za niego nie będę się czuł, jakby ktoś próbował mnie naciągnąć na kiepską promocję.

W końcu szanuję pieniądze i lubię wiedzieć, za co płacę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement