ePapieros Volish Ego 3 – o tym, jak niechcący rzuciłem palenie

15.10.2012
ePapieros Volish Ego 3 – o tym, jak niechcący rzuciłem palenie

Z pewnością wielu z naszych Czytelników interesujących się nowinkami słyszało o ePapierosach. Nowe technologie nie muszą być związane tylko z internetem, dlatego dziś chcę opisać Wam właśnie taki elektroniczny gadżet. Mój wybór padł na markę Volish, model Ego 3. Chociaż nie kupiłem go z myślą o rzuceniu palenia, to od prawie dwóch tygodni mogę się chwalić, że usunąłem ze swojego życia “analogi”. I to wcale nie było takie trudne.

Jeśli ktoś przegapił te urządzenia, to wyjaśniam jak to działa: elektroniczny papieros to swego rodzaju inhalator. Składa się on praktycznie tylko z baterii, ustnika, oraz grzałki, która zamienia w parę wodną płyn, będący roztworem nikotyny, glikolu propylenowego i kilku innych niegroźnych substancji. Taką chmurą można się zaciągnąć niczym zwykłym papierosem, a wrażenia z tym związane są podobne do klasycznego palenia tytoniu. Różnicą jest jednak brak procesu spalania, który wydziela tysiące trujących i rakotwórczych substancji smolistych, a do organizmu dostarczana jest wyłącznie nikotyna.

Papierosy paliłem ładnych kilka lat, a zacząłem jak większość palaczy w szkole średniej. Nie czułem jednak do tej pory potrzeby rzucenia palenia, chociaż to od przysłowiowego dymka zaczynałem dotychczas każdy dzień, a wieczorny spacer w celu zapalenia papierosa był wręcz rytułałem, który musiałem odprawić przed pójściem spać. Przecież jestem młody, więc względy zdrowotne do mnie nie przemawiają, kondycję i tak straciłem po nieofortunnym wypadku na rowerze lata temu, a do wydawania 12zł w kiosku się na tyle przyzwyczaiłem, że nawet kwestia finansowa mnie nie potrafiła do końca przekonać.

Czemu w takim razie chciałem kupić ePapierosa, jeśli nie zamierzałem rzucić “analogów”? Prosta sprawa: aby ominąć wszystkie zakazy palenia w miejscach publicznych. Często podróżuję pociągami, a palenie w toalecie jest dobre dla licealistów, w restauracjach i klubach na “dymka” wychodzić trzeba na zewnątrz, a idzie zima i znów wydałbym majątek w aptece. Ten gadżet miał być właśnie takim dodatkiem, nie substytutem.

Dodam, że ten zakup to nie jest mój pierwszy kontakt z elektronicznym papierosem. Jakieś 3 lata temu kupiłem pierwsze urządzenie tego typu, ale szybko mnie ono do siebie zraziło: był to sprzęt strasznie awaryjny i po prostu upierdliwy w eksploatacji. Bateria starczała na niecały dzień używania i co chwilę musiałem wymieniać grzałki. Wtedy nie udało mi się przetrwać nawet jednego dnia bez zwykłego papierosa i nie łudziłem się, że teraz będzie inaczej.

Traf chciał, że już drugiego dnia po zakupie chciałem po prostu sprawdzić, kiedy mój uzależniony organizm upomni się o pierwszą dawkę dymu. Odkładałem ten moment w czasie… i nawet nie wiem, kiedy minął pierwszy tydzień. Zapaliłem wtedy kontrolnego Lucky Strike’a, i ze zdziwieniem odkryłem, że wcale mnie nie ciągnie do powrotu. Ze zwykłym papierosem kontakt miałem jeszcze raz na parapetówce u znajomych, jak można się domyśleć, przy alkoholu – ale uczucie tzw. “kapcia” rano skutecznie zniechęciło mnie do pójścia do kiosku po paczkę Chesterfieldów.

Oczywiście nie każdemu ePapieros może do rzucenia palenia wystarczyć, nie należy też zakładać, że to będzie proste. Jednak jego niezaprzeczalną przewagą nad gumami i plastrami, które tak samo eliminują substancje smoliste, jest stworzenie substytutu dymu i zapewnienie podobnych wrażeń z zaciągania się. Minęło dopiero dwa tygodnie i nie jest powiedziane, że nie wrócę do analogów, których nadal mi momentami brakuje – ale na razie jestem zadowolony i mam zamiar trwać w swoim postanowieniu.

Zdecydowałem się na markę Volish tylko z jednego powodu: polecił mi ją znajomy. Wybrane przeze mnie urządzenie w żaden sposób nie przypomina zwykłego papierosa, co ma zarówno wady i zalety. Chociaż można kupić cienkie modele z diodą imitującą żar, to dzięki większemu rozmiarowi, bateria starcza na dużo więcej czasu. Mimo gabarytów nadal można zmieścić całe urządzenie w kieszeni jeansów, a ja z zaopatrzyłem się w smycz z uchwytem, która pozwala zawiesić sobie ePapierosa na szyi. Wygląda to niczym zawieszany na szyi kieliszek ze sklepu Toys for Boys. O innych modelach można przeczytać na stronie producenta. Ja po krótkiej lekturze zdecydowałem się właśnie na Ego 3 Crystal 2, gdzie stosunek jakości co ceny wydał mi się najrozsądniejszy.

Wybrany przeze mnie ePapieros sprzedawany jest w bardzo eleganckim pudełku. W moim zestawie, po otwarciu widać dwa pełne urządzenia, a w pod spodem można znaleźć dwa pudełka, a w nich instrukcję, płyn, ładowarkę oraz dodatkowe elementy, jak np. ustniki innego kształtu. Stanowczo odradzam zakup wyłącznie jednego urządzenia: dodatkowy akumulator potrzebny jest w razie wyczerpania się tego głównego, a awaria zespołu grzewczego bez posiadania zapasowej części byłaby przyczyną frustracji i wizyty w najbliższym kiosku.

Papieros składa się z baterii, na którą nakręca się dwuczęściowy korpus zbiornika na płyn. Po odkręceniu przezroczystej osłonki można wymienić grzałkę, która także jest przykręcana. Do zbiornika nalewa się płyn, który zamieniany jest w parę, a następnie przykręca ustnik. I to wszystko! Rozmontowanie i ponowne zmontowanie papierosa trwa zaledwie kilkanaście sekund, a jego konstrukcja jest do bólu prosta. Aby zaciągnąć się “dymem” wystarczy nacisnąć przycisk, który aktywuje grzałkę. Co kilka godzin warto uzupełnić płyn, aby nie spalić zespołu grzewczego i ładować baterię. Proste do bólu. Sama bateria ma diodę: kolor biały oznacza, że bateria jest naładowana ponad 50%, błękitny: 10-50%, a niebieski, mniej niż 10%. Dodatkowo ePapierosa można wyłączyć i włączyć poprzez szybkie pięciokrotne naciśnięcie przycisku, dzięki czemu nie rozładuje się w kieszeni i nie spali grzałki przez przypadkowe przytrzymanie guzika.

Ładowanie może odbywać się za pomocą specjalnego kabla USB, który wkręca się do baterii. Można użyć oczywiście dołączonej przejściówkę do gniazdka sieciowego. Nie polecam jednak używać ładowarek od smartfonów, bo napięcie wyjściowe jest inne, a smartfonowa ładowarka może uszkodzić akumulator. Bardzo miło zaskoczony jestem czasem pracy na baterii urządzenia. Sceptyczny do wszystkiego, co trzeba ładować, ze względu na mizerne czasy pracy telefonów, muszę przyznać: bateria w ePapierosie Volish wystarcza na półtora dnia używania przez osobę, która do tej pory paliła paczkę dziennie. To więcej niż zadowalająco.

Aby powstała para wodna z nikotyną, potrzebny jest specjalny płyn. Nazywany jest on liquidem i od wyboru różnych smaków może wręcz rozboleć głowa. Jeszcze nie jestem ekspertem w tym zakresie: buteleczka 10ml starcza mi na mniej więcej tydzień i kupiłem dotychczas tylko kilka na spróbowanie. Dałem się namówić sprzedawczyni także na jeden smakowy “angielska czarna herbata” firmy Liqueen i naprawdę go polecam, bo jest świetnym zamiennikiem względem zwykłego tytoniu. Oprócz tego ePapieros może mieć smak owoców, whiskey, a nawet energy drinka. Jest w czym wybierać, zarówno w punktach, jak i na Allegro. Dostępne są różne moce płynów, sam używam tych oznaczonych High, (18mg/ml) – wcześniej paliłem głównie Marlboro Goldy. Jeśli chodzi o smak typowo tytoniowy, to przypasował mi liquid Mild Black firmy Mild, natomiast smak po prostu Tobbaco tej samej firmy nie przypadł mi do gustu.

Istnieje wiele innych modeli elektronicznych fajek, a także różne systemy uzupełniania płynu. Mnie zainteresował akurat Volish Crystal 2, ponieważ jest on maksymalnie prosty w obsłudze, a zużywające się elementy można bardzo łatwo wymienić, a cena nie była zaporowa. Miałem też uraz do awaryjnego ePapierosa, z którego korzystałem te trzy lata temu. Policzyłem sobie też, że finansowo epalenie wygląda też całkiem nieźle. W moim przypadku wydatek na start to było około 300zł, a późniejsze koszta to wymiana grzałki raz na kilka tygodni, około 20zł, oraz płyn zwany Liquidem, który dla osoby palącej dotychczas jedną paczkę papierosów dziennie wystarcza na tydzień, a kosztuje również około 20zł. Nie trudno policzyć, o ile oszczędniej to wychodzi.

Od dwóch tygodniu używam ePapierosa, także w miejscach, w których klasyczne palenie jest zabronione. Mimo, że chmura pary wodnej jest bezwonna, staram się oczywiście nie dmuchać w twarz współpasażerom w pociągu, ani nie korzystam z urządzeniach podczas zajęć. Co mnie zdziwiło to fakt, że ePapieros jest przez ludzi, a także przedstawicieli władz i różnych ochroniarzy, traktowany po prostu obojętne. Trzy lata temu co druga osoba, widząc to urządzenie, zadawała setkę pytań. Punkty w których sprzedawane są ePapierosy znajdują się praktycznie w każdym centrum handlowym. Odradzam zakup w internecie: ceny się nie różnią, a warto aby sprzedawca pokazał na żywo, w jaki sposób obsługiwać to urządzenie, aby nie zniszczyć delikatnych elementów poprzez naukę metodą prób i błędów.

Dość spornym tematem jest szkodliwość elektronicznych papierosów i trzeba o tym pamiętać: ten sprzęt jeszcze nie jest dokładnie przebadany i nikt nie wie, jaki będzie mieć wpływ na organizm długotrwałe inhalowanie się tym roztworem nikotyny. Bądź co bądź to jest przecież substancja toksyczna. Naukowcy nie mają pewności, czy te urządzenia są faktycznie nieszkodliwe i obojętne dla zdrowia. W końcu kto by wiedział kilkaset lat temu, jakie szkody w organizmie wyrządza palenie tytoniu?

Aby nie było niedomówień: ePapierosa nie przekazał mi producent na testy, a kupiłem go z własnej kieszeni. Okazał się na tyle fajnym gadżetem, że zdecydowałem się go opisać. I szczerze mówiąc, nikogo nie namawiam do rzucenia palenia, a tym bardziej do elektronicznych papierosów. Po prostu informuję, że coś takiego istnieje

Z potencjalną szkodliwością epapierosów nie mam problemu. Na chłopski rozum lepsze jest coś, co jedynie może szkodzić, niż tona już przebadanych i rakotwórczych substancji smolistych, które szkodzą na pewno. Obym tylko tej decyzji za kilkanaście lat nie żałował.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement