Ultrabook, dwa monitory, miniVGA i szczęśliwe zakończenie

27.09.2012
Ultrabook, dwa monitory, miniVGA i szczęśliwe zakończenie

Trzy dni temu opisywałem swoje problemy z zakupem laptopa. Wybór padł na Samsunga i ze sprzętu jestem generalnie zadowolony, ale już pierwszego dnia wystąpił spory problem z dostępnością… akcesoriów. Mam w związku z tym kilka ciekawych obserwacji dotyczących zarówno samych producentów, jak i polskich sklepów komputerowych.

W wpisie sprzed 3 dni “O tym jak trudno kupić ultrabooka w Polsce,  na przykładzie Asusa i Samsunga” wspomniałem o swoich wymaganiach wobec przenośnego komputera. Jednym z nich jest podpięcie do notebooka dwóch zewnętrznych monitorów, bez których już nie wyobrażam sobie pracy. Wbudowany wyświetlacz o przekątnej 13.3”, mimo rozdzielczości 1600 na 900 pikseli, nie nadaje się do wygodnej pracy w domu. Sprawdza się świetnie, ale w autobusie lub kawiarni.

Dla przypomnienia: zarówno Samsung i Asus nie stosują w topowych ultrabookach pełnowymiarowych portów. To zrozumiałe, bo ciężko zmieścić je do tak cienkiej obudowy. Interesujące mnie komputery obu firm posiadają dwa porty wyjścia na monitory zewnętrzne: microHDMI oraz tzw. miniVGA. Z początku nie byłem w stanie pojąć, czemu projektanci nie użyli jako drugiego wyjścia po prostu kolejnego microHDMI lub mini Display Portu, w rezultacie decydując się na tak egzotyczny standard. (teraz już to rozumiem – rozwiązanie zagadki na końcu wpisu)

Port microHDMI nie jest problemem, a przejściówki i kable w tym standardzie można zakupić w większości sklepów komputerowych (warto pamiętać, że te dostępne “od ręki” są czasem nawet kilka razy droższe od dostępnych na aukcjach lub sklepach internetowych). Schody zaczynają się przy tym drugim, mniej popularnym wyjściu. W przypadku Asusa jest o tyle lepiej, że przejściówka na zwykły kabel VGA dołączona jest w zestawie. Pech chciał, że porty mimo tej samej nazwy mogą się różnić, a kabla Asusa nie da się podłączyć do Samsunga. Nie byłoby z tym większego problemu, gdyby nie fatalna dostępność tego akcesorium.

Od piątku do przedwczoraj przeczesałem “całe” Google, wykonałem masę telefonów i wysłałem mnóstwo wiadomości. Kabla poszukiwałem kilka dni, a zarówno przedstawiciele Samsunga, jak i sprzedawcy w kilku różnych sklepach nie byli w stanie mi pomóc. Dopiero wczoraj jeden z czytelników pomógł mi namierzyć szukany kabel w łącznie trzech sklepach internetowych – wystarczyło “tylko” znać jego dokładną nazwę (odpowiednie hasła: “Przewód połączeniowy VGA do Laptopa Samsung” oraz “Samsung VGA Adapter Black”). W ten pokrętny sposób dotarłem nawet do strony tego produktu witrynie Samsunga – szkoda, że była to ślepa uliczka. Po kliknięciu zachęcającego przycisku “Gdzie kupić?” zostałem przekierowany wyłącznie na strony główne kilku sklepów, które tego produktu w swojej ofercie nie posiadały.

Muszę przyznać, że Samsung nieco mnie tutaj zawiódł. Przy zakupie komputera tej klasy klient ma prawo oczekiwać, że tak trudno dostępne, a jednak dość istotne akcesorium znajdzie się w pudełku. Zwłaszcza że, jak miałem okazję się przekonać, dodawane ono było do starszych laptopów dużo niższej klasy. I podkreślę tutaj: nie jest dla mnie problemem, że produkt ten nie wchodził w skład zestawu sprzedażowego. Wszystko rozchodzi się o to, że dokupienie tego kabla wymagało kilku dni poszukiwań niczym Świętego Graala, a firma nie zapewnia także dostatecznego wsparcia.

Na wstępie wspomniałem o polskich sklepach komputerowe (nazw celowo nie wymieniam, odwiedziłem wiele różnych sieci). Muszę z bólem stwierdzić, że asortyment woła o pomstę do nieba, a o zamówieniu niestandardowego kabla nie było nawet mowy. Pomyślałem więc, że więcej szczęścia będę miał z futerałem bądź pokrowcem – niestety tutaj także przykra niespodzianka. W trzech dużych centrach handlowych nie znalazłem ani jednego pasującego etui. Sprzedawcy oferują oczywiście możliwość sprowadzenia produktu na sklep – ale czemu miałoby mnie to interesować, gdy w internecie zamówię to szybciej, taniej i bez wychodzenia z domu?

W przypadku takich rzeczy jak pokrowiec wybieram się do sklepu, aby sprawdzić jak prezentuje się on w praktyce. Niestety lwią większość półek, niezależnie czy jest to niewielki sklep osiedlowy, czy salon dużej sieciówki, zajmują proste laptopy, najtańsze myszki, pendrive’y i karty SD. Sami pracownicy, mimo że z reguły bardzo serdeczni i pomocni, nie posiadają dostatecznej wiedzy, aby pomóc z nieco bardziej skomplikowanym problemem. Na zakończenie dodam, że jakimś cudem udało mi się w końcu namierzyć jeden-jedyny egzemplarz tego kabla, który mogłem zakupić od ręki w Warszawie. Co prawda musiałem przejechać po niego całe miasto i poświęcić pół dnia, ale mam to już z głowy, bez oczekiwania na przesyłkę.

Wracałem do domu jednak pełen niepokoju. W lipcu, na polskie premierze Series 9, przedstawiciel Samsunga twierdził, że podłączenie dwóch monitorów jednocześnie do mojego laptopa jest niewykonalne. Ani jeden zapytany przeze mnie o to sprzedawca, także nie umiał potwierdzić, ani zaprzeczyć tej informacji. Po lekturze opinii użytkowników tego sprzętu zza granicy nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Po powrocie do domu okazało się, że słusznie – komputer ten bez problemu obsługuje dwa monitory zewnętrzne, nawet bez potrzeby wygaszania wbudowanego ekranu. Kamień z serca, mogę w końcu wracać do pracy.

Na zakończenie przydałby się morału z historii, prawda? Po prostu w Polsce klient świadomy swoich wymagań zdany jest tak naprawdę na siebie. Każdą informację lepiej weryfikować samemu, niż ufać sprzedawcom, a umiejętność korzystania z wyszukiwarki Google jest kluczowa do udanych zakupów. Uświadomiłem sobie także jedną niepokojącą rzecz: Samsung naprawdę dużo nauczył się od Apple. Cena od 90 do 150zł za kilka centymetrów kabla, bez możliwości wyboru zamiennika, to naprawdę świetny sposób na drenowanie kieszeni swoich klientów.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement