Jedenaste: nie hejtuj. O prawnej odpowiedzialności za słowa

10.08.2012
Jedenaste: nie hejtuj. O prawnej odpowiedzialności za słowa
Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum to nowe miejsce na Spider’s Web, gdzie każdy z Czytelników może publikować własne teksty na tematy okołotechnologiczne, dyskutować z innymi uczestnikami, czy też zasięgać porad na tematy związane z produktami i usługami technologicznymi. Najlepszych autorów Blog Forum nagradzamy smartfonami Nokia Lumia 800 ufundowanymi przez Partnera serwisu Spider’s Web, firmę Nokia. Pierwszym nagrodzonym został Paweł Mankowski.

Nie jestem psychologiem, dlatego nie podejmę się próby opisania zjawiska szeroko rozumianego „hejterstwa” (tak, to słowo nie tylko źle brzmi, ale też okropnie wygląda) pod względem wewnętrznych przeżyć osób z tym fenomenem związanych.

Nie jestem socjologiem, dlatego nie chciałbym zajmować się rozważaniami dotyczącymi społecznego kontekstu mowy nienawiści. Nie jestem też filozofem, teologiem ani etykiem, zatem chybionym pomysłem byłoby z mojej strony dochodzenie praprzyczyny internetowego hejtu i jego moralna czy religijna ocena. Nie zrobię tego wszystkiego również dlatego, że o mowie nienawiści w ostatnim czasie powiedziano i napisano dużo, zarówno tutaj, na Spider’s Web, w tym na Blog Forum, jak i innych mediach (tych internetowych i tych tradycyjnych).

Chciałbym natomiast przedstawić kwestię mowy nienawiści z punktu widzenia prawa. Odniosę się też do wypowiedzi prokuratora generalnego Andrzeja Szeremeta (wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/400599,beda-wytyczne-seremeta-ws-scigania-mowy-nienawisci.html), będącego reakcją na słynny już apel Tygodnika Powszechnego (tygodnik.onet.pl/30,0,77176,stop_nienawisci_w_sieci,artykul.html). Hejterstwo, trolling czy mowa nienawiści stanowią bowiem przyczynę sporu o hierarchię pewnych wartości chronionych w drodze ustawowej, tj. prawa do wolności wypowiedzi z jednej strony, a dóbr osobistych, takich jak godność czy prywatność z drugiej. Oba aspekty wymagają też zdefiniowania używanych pojęć, co nie jest łatwe.

Mowa nienawiści

Mowa nienawiści (ang. hate speech) sprawia najmniej trudności definicyjnych. Pojęcie to, przejęte z amerykańskiej kultury prawnej, oznacza „wszelkie przejawy użycia języka w celu znieważenia, poniżenia bądź pomówienia danej osoby lub grupy osób, wyróżnianych przy użyciu wybranej cechy bądź kryterium, a także wywołania lub utrzymania nienawiści wobec takiej osoby lub osób”. W prawie polskim jest to przestępstwo określone w art. 257 k.k., który określa karalność osoby, która „publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby”.

Jak widać, „hejterstwo” rozumiane jako obraźliwe, nierzadko wulgarne komentarze (np. pod adresem nielubianego blogera czy blogerki) raczej nie można utożsamiać (co jest niestety często czynione) z mową nienawiści. Nie wyklucza to jednak bezkarności – warto w tym względzie zwrócić uwagę na art. 212 i i 216 k.k., penalizujące pomówienie i znieważanie (w tym czynione publicznie, np. z użyciem Internetu). Pomówienie należy rozumieć jako zarzucanie innej osobie, niezgodnie z prawdą, właściwości mogących ją narazić na utratę zaufania opinii publicznej, np. poprzez niezasadne oskarżenia o popełnienie czynu przestępnego, brak odpowiednich kompetencji czy uzależnienie. Znieważenie rozumie się zaś jako ubliżanie komuś słowem lub czynem. Oba przestępstwa są ścigane w drodze oskarżenia prywatnego, zatem w początkowej fazie to na skarżącym leży konieczność przygotowania materiału dowodowego (jeśli nie jest w stanie uzyskać takich danych, w tym względzie może liczyć na pomoc policji).

Spór o wartości

Jak wspomniałem, kontrowersje związane z penalizacją (tj. ochroną pewnych wartości za pomocą przepisów prawa karnego) szeroko rozumianej mowy nienawiści dotyczą tego, czy powinniśmy uznać bezwzględny prymat wartości, jaką jest wolność słowa i głoszenia nawet kontrowersyjnych czy obraźliwych poglądów, czy też szerszą ochroną powinno się objąć godność i inne dobra osobiste człowieka lub grupy ludzi obrażanych i poniżanych słownie w sieci.

W Stanach Zjednoczonych obowiązującą doktryną jest zasada tzw. „imminent lawless action” (nieuniknionego działania bezprawnego, wprowadzonej orzeczeniem en.wikipedia.org/wiki/Brandenburg_v._Ohio), zgodnie z którą mowa nienawiści jest karalne dopiero wówczas, gdy władze państwowe nie mogą zapobiec aktom przemocy wobec pomawianej grupy. Sądy przyznają zatem prymat wolności słowa, wprowadzonej w pierwszej poprawce do konstytucji USA.

W Europie uznaje się, że wolność słowa może być ograniczana. Zgodnie z europejską konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, wolność słowa może być ograniczana ze względu na „ochronę dobrego imienia i praw innych osób” (art. 10 ust. 2 – www.echr.coe.int/NR/rdonlyres/7B5C268E-CEB3-49A5-865F-06286BDB0941/0/POL_CONV.pdf).

Nie wszyscy uważają konieczność ograniczenia wolność wypowiedzi w drodze przepisów karnych. Pojawiają się postulaty zniesienia art. 212 k.k. jako nadmiernie godzącego w wolność słowa. Argumentację w tym zakresie można znaleźć m.in. na stronie www.wykresl212kk.pl . Wskazuje się, że do ochrony dóbr osobistych wystarczające są przepisy kodeksu cywilnego, zwłaszcza art. 23 i 24, które określają prawo do ochrony dóbr osobistych oraz możliwość odpowiednich działań ze strony osoby, której prawa (np. do prywatności czy dobrego imienia) są naruszane.

Czy karać za słowa?

Spór o granice wolności wypowiedzi jest żywy i nie zapowiada się, by w przewidywalnej przepości mógłby być osiągnięty konsensus w tym zakresie. Prokurator Generalny zdaje sobie z tego sprawę, mówiąc „nie łudźmy się też, że uda się w zadowalający ogół społeczeństwa sposób rozstrzygnąć głęboką antynomię pomiędzy prawem do wolności publicznych wypowiedzi, choćby bulwersujących, obraźliwych, bądź zwyczajnie głupich i podłych a możliwą represją za ich wyrażanie”. Osobiście nie tylko zgadzam się z tą opinią, ale też uważam, że świadczy ona o zdroworozsądkowym podejściu do tej materii. Należy bowiem odróżnić „mowę nienawiści”, czego dotyczyła konferencja prasowa p. Andrzeja Seremeta, od przykładów zwyczajnego braku kultury (eufemistycznie to określając).

Ciąg dalszy nastąpi…

Powyżej bardzo ogólnie zakreśliłem ramy prawnej odpowiedzialności za wypowiedzi naruszające prawa innych osób. W następnych tekstach zajmę się szczegółowo poszczególnymi przestępstwami dotyczącymi ochrony dóbr osobistych, przedstawię też możliwości ochrony swoich praw. Jeśli macie jakieś wątpliwości odnoście nurtujących Was kwestii – zapraszam do komentarzy, postaram się na nie odpowiedzieć.

PS. Dyskusja pod wpisem Mateusza Nowaka (www.spidersweb.pl/2012/08/koniec-nienawisci-w-sieciprokuratorzy-beda-teraz-scigac-internautow-wedlug-nowych-wytycznych.html) uświadamia, jak bardzo brakuje zrozumienia wobec faktu, że Internet nie jest ani autonomicznym bytem pozostającym poza wszelką kontrolą, ani nie jest również miejscem, gdzie normy społeczne nie obowiązują. Czytając wiele komentarzy (nie tylko pod linkowanym wpisem) można odnieść wrażenie, że każda dyskusje nad pomysłami „uporządkowania” Sieci budzi głęboki i irracjonalny sprzeciw. Fundamentem demokracji jest oczywiście swoboda dyskusji i wolność wymiany poglądów, i tego nie zamierzam negować. Warto jednak w takiej dyskusji używać rzeczowych argumentów (bo takie bez większych problemów można sformułować, o czym wspominałem w tekście).

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement