Debbie Schlussel to troll, który żeruje na polaczkowatości

08.06.2012
Debbie Schlussel to troll, który żeruje na polaczkowatości

Jakiś czas temu udowadniałem, że mamy naprawdę mocny, sprawny i zorganizowany internet oraz – co za tym idzie – internautów. Rzecz w tym, że prócz korzyści, wynika z tego też cała masa problemów. A jednym z nich jest nasza polska mentalność, która stała się towarem eksportowym i niektórzy chyba próbują ją wykorzystać. My się oburzamy, nawołujemy do powstań i ataków, grozimy, piszemy anegdotki, wierszyki, powołujemy sejmową komisję, a Debbie się cieszy. I jeśli się nie zmienimy, to takich będzie więcej.

Wielkie wzburzenie w sieci wzbudziła niejaka Debbie Schlussel, amerykańska blogerka, o której jeszcze przed kilkoma dniami słyszało może kilkuset mieszkańców Detroit. Generalnie rzecz ujmując – mamy w Polsce, a pewnie nawet i w Andorze i w San Marino też się znajdzie, całą rzeszę znacznie popularniejszych e-publicystów. Schlussel prezentuje na swoim blogu różne wynurzenia na temat religii, historii, kultury, a w jednym z postów – opierając się na relacjach „z pierwszej ręki” (jest potomkinią polskich Żydów, którzy wyemigrowali z kraju) – zaczęła wysnuwać niezwykle odważne tezy na temat roli Polaków w holokauście.

Nie jestem historykiem, nie widziałem II Wojny Światowej na własne oczy, nie planuję wdawać się w polemikę z prawdopodobnie wierutnymi bzdurami – a na pewno bardzo pochopnymi wnioskami wyciąganymi na podstawie pojedynczych przypadków – opublikowanymi na łamach bloga Schlussel. Zdecydowanie bardziej zastanawia mnie, w którym miejscu w kontrowersyjnej notce kończyły się rzeczywiste przemyślenia autorki, a w której zaczynała się celowa prowokacja.

„Niefortunne” słowa Baracka Obamy wywołały w Polsce niemalże dyplomatyczny skandal, szumiało w polskim internecie, a echa tej burzy można było znaleźć w zasadzie w sieci na całym świecie, z krucjatami na najdziwniejsze amerykańskie fora internetowe włącznie. Niestety, mamy w Polsce ogromny problem z samymi sobą, z własną historią i narodowymi kompleksami, a – raz jeszcze: niestety – internet okazał się fenomenalnym wręcz miejscem ujścia tych kompleksów.

Nie zdziwiłbym się bowiem, gdyby wpisy Debbie Schlussel powstały z premedytacją. Nikomu nieznana blogerka szkalowana przez szósty kraj Unii Europejskiej, na który na dodatek zwrócone są oczy całego świata? O tym mogła usłyszeć nawet cała Ameryka. Polscy internauci są do bólu przewidywalni, są groźni jeśli chodzi o wypowiadane słowa albo przeciążanie serwerów, nasza potęga niestety w tym miejscu się kończy. To za mało, by zrobić komuś krzywdę, wystarczająco dużo, by zwrócić na siebie uwagę międzynarodowej prasy. I rzeczywiście, pierwsze echa zaistniałej sytuacji już do niej przenikają.

Polacy podjęli już zmasowane akcje w obronie honoru narodu, doczekali się między innymi masowego bana na IP na stronie blogerki, ale za to w chwili obecnej aktywnie starają się usunąć ją z Facebooka. Niezauważony wpis na stronie niemalże anonimowej w skali sieci autorski dociera zaś do kolejnych rzeszy internautów, którzy z jednej strony mają w miarę spokojną prawniczkę (której cierpliwość też zdaje się powoli kończyć), a z drugiej bandę rozwrzeszczanych krzykaczy, którzy w niemal nieznanym nikomu narzeczu grożą autorce nawet śmiercią.

Zastanawiam się czy to już jest ten moment i Debbie jest genialnym strategiem autopromocji, czy ten fakt ktoś dopiero zauważy, ale Polacy to wręcz fantastyczna nisza w internecie, której aż przyjemnie jest grać na nosie, a potem szybko przekuć to w odsłony, popularność i dostrzeżenie przez łzawe media.

Mamy dwudziestą armię na świecie, jesteśmy jednym z największych państw w najbardziej cywilizowanej części Europy, którą niebawem – przy odrobinie szczęścia – wraz z Niemcami będziemy współrządzić, zbudowaliśmy właśnie piękne stadiony i chyba i tak więcej dróg, lotnisk oraz dworców, niż ktokolwiek rzeczywiście oczekiwał. Już od dziś, przez najbliższe trzy tygodnie, patrzeć będzie na nas cały świat, nikt normalny nie widzi tutaj antysemitów, rasistów, nazistów, dlatego apeluję – wyzbądźmy się tych kompleksów i przestańmy zatrzymywać tę naszą narodową karawanę w pobliżu każdego szczekającego psa.

Bo jeśli tego nie zrobimy, to już niebawem zaczniemy się rozdrabniać do granic nieprzyzwoitości, po blogerach z piątej ligi zaczniemy ganiać ludzi za pojedynczy wpis na Twitterze. Walcząc z promilowym wizerunkiem antysemitów czy złodziei samochodów, tworzymy w tym samym czasie image internetowych furiatów. I szczerze mówiąc nie wiem, który z tych wizerunków może nam bardziej zaszkodzić. Choć raz spójrzmy w przyszłość, zamiast ciągle bezrefleksyjnie oglądać się za siebie…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement