Upadłe legendy polskiego internetu: Grono.net

18.04.2012
Upadłe legendy polskiego internetu: Grono.net

Inaugurujemy dziś nowy cykl, w którym wspominać będę wielkie marki w polskim internecie, które ku zaskoczeniu (lub nie) wszystkich poniosły sromotną klęskę i albo z sieci zniknęły, albo dogorywają w taki sposób, że chciałoby się natychmiast wyciągnąć wtyczkę z kontaktu serwera. Na Hogę, Valhallę czy Arenę będzie jeszcze sporo czasu. Dziś temat nieco bardziej aktualny, ale nie mniej bolesny, bo i bliski memu sercu – jeden z pionierów społeczności w Polsce, grono.net!

Grono narodziło się w 2004 roku w głowie trzech młodych ludzi: Piotra Bronowicza, Tomasz Lisa  i Wojciecha Sobczuka. Tomasz Lis, zwany też Czarodzicem, z popularnym dziennikarzem dzielił nazwisko i pecha do relacji zawodowych, bo szybko został usunięty z serwisu, a dawni koledzy przez długi czas nie uznawali go nawet za jednego ze współtwórców. Zrobiło się średnio smacznie, były pretensje w wywiadach dla znanych bloggerów. Jak to mówią – jaki kraj, taki The Social Network.

Pierwszy rok działalności przyniósł Gronu niecałe 30 tysięcy użytkowników. Warto jednak nadmienić, że idea serwisu była niezwykle oryginalna jak na standardy społeczności obowiązujące nie tylko w Polsce, ale i na świecie (choć inspiracja przyszła właśnie z zachodu). Zwłaszcza, że w Polsce temat ten dopiero raczkował – serwisy tego typu istniały, ale albo nie były popularne, albo oblegała je tzw. „szalona dzieciarnia”, która nie dawała żadnego konstruktywnego potencjału.

Grono tymczasem oparło się o elitarny system zaproszeń. Serwis był zamknięty, korzystać z niego mogli tylko ci, których wcześniej zaprosił ktoś znajomy. Z jednej strony brzmiało to bardzo elitarnie, z drugiej – prowadziło do możliwie naturalnego budowania tak zwanych sieci znajomości. Rozwiązanie co najmniej ryzykowne zadziałało. Rok 2005 kończyło grono już z grupą 500 000 użytkowników, a rok później przekroczył pierwszy milion.

Mniej więcej w tamtym okresie internetowe społeczności po raz pierwszy dostały swoją prawdziwą szansę w polskim internecie. Nie było to jednak zasługą Grona, a serwisu Nasza Klasa. Wtedy to właśnie udało się zaktywizować kogoś więcej poza młodymi, wykształconymi z dużych miast  – seniorów, osoby z mniejszych miejscowości.

Paradoksalnie obecność Naszej Klasy nie zaszkodziła popularności grona. Użytkowników wciąż przybywało, a oni sami albo nie byli zainteresowani ideą NK, albo umiejętnie godzili życie na obydwu portalach. Spora w tym zasługa konstrukcji samego grona, które stworzyło opcję tworzenia for dyskusyjnych w oparciu o grupy znajomych. Rozwiązanie to było genialne – jak żadne inne miejsce w sieci łączyło zaprzyjaźnionych fanów motoryzacji, seriali, ale przede wszystkim studentów.

Zamknięta koncepcja serwisu pozwalała im bezkarnie plotkować o wymaganiach egzaminatorów, a podpisywanie wszystkiego imieniem i nazwiskiem sprzyjało zawiązywaniu nowych znajomości, organizowaniu wspólnych imprez i tym podobnych atrakcji. W pewnym momencie studenci stali się zdecydowanie najwierniejszą i najbardziej zaangażowaną grupą docelową grona. Co więcej – byli grupą lojalną, nie interesował ich nadto nawet pukający ostentacyjnie do drzwi Facebook.

Wszystko zaczęło się psuć mniej więcej od 2009 roku. Prawdopodobnie popularność grona albo zaczęła maleć, albo przestała równie dynamicznie rosnąć. Twórcy podjęli od razu rozpaczliwe ruchy ratowania marki. Rozpaczliwe, ponieważ przekreślały one niemal cały dorobek serwisu oryginalnego, ale rodzinnego, który użytkownicy lubili za jego oryginalność.

Pierwszą może jeszcze nie do końca fatalną, ale raczej nie najlepszą z punktu wizerunkowego, było otwarcie grona dla wszystkich. Choć o zaproszenie nie było trudno, bardziej przedsiębiorczy sprzedawali je nawet na Allegro, dawało to czytelny sygnał, że skończyła się pewna epoka, a samo grono idzie w ilość. Jakby nieszczęść było mało – serwis mogli przeglądać także niezarejestrowani użytkownicy, w tym również roboty Google. A co to znaczyło dla tamtejszych for dyskusyjnych? Można się domyślić. Dość wspomnieć, że ledwie kilkanaście miesięcy przed tą aferą przypadkowy wyciek części zawartości serwisu (błąd w pliku robots.txt) zakończył się wielką aferą. A teraz Grono upubliczniło te wszystkie dane masowo i dobrowolnie.

Te decyzje były jeszcze do przełknięcia. Zupełnie nielogiczna okazała się natomiast zmiana szaty graficznej serwisu w drugiej połowie 2009 roku. Redesign grona miał już wcześniej miejsce choćby w roku 2007, a użytkownicy przyjęli go z wielkim entuzjazmem (wcześniejsza wersja była wyjątkowo paskudna i niepraktyczna). Tym razem jednak Grono swój ładny, chwalony i lubiany serwis przekształciło w sposób najgorszy z możliwych. Skopiowało wygląd Facebooka.

Pomijając już fakt, że Facebook jakkolwiek wspaniały by nie był, jest stroną daleką od miana „pięknej”, Grono zmusiło swoich użytkowników do zmiany nawyków i przyzwyczajeń, ucząc ich w ten sposób obsługi serwisu, który do tamtej pory trzymali raczej… na dystans. Większej przysługi Markowi Zuckerbergowi wyświadczyć nie mogli. Decyzja ta była tak irracjonalna, że przez pewien czas w sieci mówiło się całkiem na serio o tym, że Facebook po prostu wykupił grono i wkrótce nastąpi wchłonięcie.

Mniej więcej od tamtego czasu popularność grona jest jak elegancki i zadbany stok narciarski – konsekwentnie i płynnie leci w dół. Nie wiadomo czy Grono.net w przyszłości oparłoby się Facebookowi, ale Naszej Klasie nie dało się właśnie ze względu na swoją unikalność. Marketing portalu od lat staje na głowie w organizowaniu ciekawych akcji inspirujących młodzież, ale młodzież o tym nie wie, bo już dawno jej na Gronie nie ma.

Podejrzewam, że ktoś – może nawet sami twórcy – powiedzą, że wieści o upadku Grona są mocno przesadzone. To prawda, Grono żyje, tylko co to za życie?

Dołącz do dyskusji

Advertisement