UKE chciałby regulować kablówki. Tylko po co?

01.02.2012
UKE chciałby regulować kablówki. Tylko po co?

Anna Streżyńska, odchodząca prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej w czasie swojej pożegnalnej konferencji prasowej napomknęła wczoraj  o regulacji rynku operatorów kablowych, którzy dziś nie muszą się oglądać na UKE  – z dobrym skutkiem dla klientów.

– Sposoby analizy rynków szerokopasmowych ulegają stopniowym zmianom. Można się spodziewać, że za około dwa lata analiza rynku (…) obejmie również sieci telewizji kablowych. Już dzisiaj widać, że w niektórych regionach mają one na rynku szerokopasmowym znaczącą pozycję – powiedziała odchodząca prezes UKE. Anna Streżyńska zastrzegła, że to wstępne pomysły, oraz że nie wiadomo jakie środki regulacyjne miałyby zostać użyte. Pytanie jednak, czy są one w ogóle potrzebne.

UKE nie sposób odmówić zasług. W ciągu ostatnich sześciu lat Anna Streżyńska udowodniła, że regulacje mogą rozruszać rynki. Ceny usług spadły. Jednak ich obniżenie jest co najmniej tak samo ważne jak znalezienie złotego środka między presją regulacyjną a stymulowaniem innowacji u operatorów. A one leżą, bo telekomy nie inwestują w nowe technologie. Pytani o LTE, LTE-Advanced, światłowody doprowadzane do domów (FTTH), pokazują puste portfele. Pozycję lidera innowacji przejęły od telekomów sieci kablowe. To one wprowadziły na rynek pierwsze łącza o przepływnościach powyżej 100 Mb/s (UPC). Kablówki, nie tylko te duże, ale też mniejsze, jak poznańska Inea, inwestują w FTTH.

TP nie poddaje się. W 2009 r. w ramach porozumienia z UKE dawny monopolista zobowiązał się do zbudowania pół miliona nowych łączy szerokopasmowych i zmodernizowania kolejnych 700 tys. Umowa przewidywała, że milion z nich będzie miało przepływność co najmniej 6 Mb/s. Jednak kablówki w tym czasie uciekły daleko do przodu. Przykładów nie muszę szukać daleko – mój operator kablowy właśnie poinformował mnie o zwiększeniu przepływności domowego łącza z 10 do 20 Mb/s w ciągu dnia. Za darmo, bez formalności i podwyżki abonamentu. Po prostu, inwestycje w sieć dokonane w ostatnich kilku latach sprawiły, że firmę stać na krok obliczony na zwiększenie lojalności klienta.

Niedawno rozmawiałem z Ireneuszem Piecuchem, partnerem w międzynarodowej kancelarii prawnej Camerom McKenna, kiedyś członkiem zarządu Grupy TP. Według niego to brak regulacji był największym stymulatorem rynku kablówek. – Rynek nieregulowany wystrzelił w górę, podczas gdy usługi regulowane z trudem zdobywają klientów – argumentował. Trudno się nie zgodzić. Grupa TP chciałaby, by UKE regulował kablówki. Operator uważa, że nieregulowani konkurenci są na uprzywilejowanej pozycji. Temu rozumowaniu także trudno odmówić racji. Jednak przyzwyczajona do wysokich marż TP mogłaby nie narzekać, że konkurencja ma łatwiej. W porównaniu z nią kablówki są wciąż małymi graczami. Dawny monopolista powinien zastanowić się, jak dostarczyć Internet tańszy i szybszy niż kablówki. Po prostu zaoferować atrakcyjniejszą alternatywę. Tak, to będzie bardzo kosztowne. Tak, wiemy że przychody np. z usług głosowych spadają. Objęcie konkurencyjnych kablówek regulacjami, o których myśli UKE i które z pewnością poprze TP, nie odwróci jednak tych trendów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement