Retencja danych telekomunikacyjnych – druga ACTA?

20.02.2012
Retencja danych telekomunikacyjnych – druga ACTA?

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, które koncertowo zawaliło sprawę ACTA, wpędzając rząd i premiera w wizerunkowy kryzys, właśnie pracuje nad zmianami w innym, ważnym fragmencie prawa na styku technologii i społeczeństwa informacyjnego. Jeśli także przy nowelizacji Prawa Telekomunikacyjnego zdarzą się wpadki, w MAiC poleci wiele głów.

W połowie stycznia Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji ogłosiło nabór na doradcę ministra do spraw medialnych. Mam nadzieję, że udało się zwerbować jakiegoś specjalistę, eksperta od kryzysowego PR i gaszenia wizerunkowych pożarów. Jak wyszło z ACTA – wszyscy pamiętamy. To, czy w nowym resorcie (który wciąż szuka swojej siedziby) pojawili się specjaliści, oraz czy sam minister Michał Boni wyciągnął wnioski z kryzysu wokół ACTA, będzie jasne już wkrótce. W resorcie właśnie trwają prace nad nowelizacją Prawa Telekomunikacyjnego. To ustawa-kolos, ustalające kluczowe ramy prawne dla wszystkich podmiotów świadczących w Polsce usługi telekomunikacyjne, a także określająca pozycję konsumenta-odbiorcy tych usług. Prawo Telekomunikacyjne dotyczy także sprawy, na którą wielu z nas jest szczególnie wyczulonych – prywatności.

W ustawie znajdują się przepisy o tzw. retencji danych telekomunikacyjnych. Retencja to obowiązek rejestrowania przez operatorów telekomunikacyjnych wszystkich danych o m.in. połączeniach czy wiadomościach SMS wysyłanych przez każdego abonenta w Polsce. Zbierane dane są przechowywane przez dwa lata. Ich gromadzenie ma służyć przede wszystkim zapewnieniu bezpieczeństwa, a z rejestrów połączeń może korzystać m.in. policja, sądy i prokuratury.

Resort cyfryzacji, który od pewnego czasu pracuje nad zmianami w Prawie Telekomunikacyjnym, zdaje sobie sprawę, że siedzi na kolejnej tykającej bombie. Dlatego kiedy 12 lutego ogłoszono rozpoczęcie procesu konsultacji proponowanych zmian, MAiC przezornie wyeksponował na swojej stronie internetowej informację o planowanym skróceniu czasu retencji danych z 24 do 12 miesięcy. Pojawiły się także nowości – wszyscy zainteresowani mogli (przez pięć dni) zgłaszać swoje uwagi do projektu nie tylko za pomocą Biuletynu Informacji Publicznej, ale także platformy MamZdanie.org.pl. To narzędzie stworzone przez prywatną firmę, Pracownię badań i innowacji społecznych „Stocznia”. Ministerialni urzędnicy nie są do końca pewni, czy to dobre rozwiązanie: „Skorzystanie z  tego narzędzia wydaje nam się dobrym sposobem na szybkie umożliwienie  konsultacji społecznych online” – piszą, i tłumaczą, że regularny system konsultacji jest w budowie.

MAiC dziś poinformowało że za pośrednictwem BIP wpłynęło 19, a za pośrednictwem MamZdanie.or.pl – 24 opinie do projektu. Skwapliwe informowanie o tym, że nowe prawo zostało jednak z kimkolwiek skonsultowane to jednak na razie tylko punkt wyjścia. Próbujące za wszelką cenę uniknąć powtórki z ACTA Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji nie eksponuje już kluczowych szczegółów, np. informacji że skrócenie okresu retencji danych jest niewiele wnoszącą kosmetyką. Ważniejsze jest – jak alarmuje np. fundacja Panoptykon, że nowe Prawo Telekomunikacyjne nie będzie szczegółowo regulować sposobu wykorzystania danych przez poszczególne służby. Słowem – na transparenty trafia informacja: „trzymamy wasze dane o połowę krócej”, pod którą małym druczkiem dopisano „ale nie do końca wiadomo kto i kiedy może je wykorzystać”. Chwalenie się, że dane o połączeniach będą zatrzymywane o połowę krócej jest tym bardziej mało efektowne, że w niektórych krajach UE rejestry przechowywane są jeszcze krócej, a inne państwa członkowskie dyrektywy o retencji danych nie wdrożyły w ogóle.

O tym, jak bardzo w przepisach o gromadzeniu danych o obywatelach brakuje jasności świadczą np. uchwalane na szybko w 2011 r. nowelizacje związane z EURO 2012. Z okazji mistrzostw zmieniono np. ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. W czasie piłkarskich mistrzostw zbierane będą m.in. dane z monitoringu miejskiego – nagrania wideo i zdjęcia twarzy kibiców i każdego, kto znajdzie się w zasięgu kamer na stadionie i w miastach (w Warszawie będzie działać ok. 500 kamer monitoringu). Przepisy mówią, że te dane zbierane są tylko dla zapewnienia bezpieczeństwa na imprezie i po jej zakończeniu powinny zostać wykasowane. Gwarancji że tak się stanie – nie ma.

Podsumowując, diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Brak dbałości o nie o mało nie wysadził ministra Boniego z fotela kilka tygodni temu. Ciekawe, czy niedopracowane szczegóły przepisów dotyczących naszych prywatnych danych będą na tyle sexy dla Polaków, że znów zaprotestują.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement