A we Francji prawdziwa wojna pomiędzy operatorami komórkowymi

30.01.2012
A we Francji prawdziwa wojna pomiędzy operatorami komórkowymi

Najmłodsza sieć komórkowa we Francji, Free Mobile, potrzebowała tylko kilku tygodni by doprowadzić zasiedziałych na rynku konkurentów do wściekłości. Operator SFR krytykuje poczynania najmłodszego gracza, a tymczasem Free Mobile udowadnia, że pakiet 60 minut / 60 SMS-ów może kosztować 2 euro miesięcznie.

Free Mobile powstało w 2007 r., tym samym kiedy na polskim rynku pojawił się Play. Koncesję na częstotliwości komórkowe (900 i 2100 MHz) operator uzyskał w 2009 r. , czyli 8-7 lat po największych konkurentach, sieciach Orange, Bouygues Telecom i SFR. Własna sieć Free Mobile pokrywa tylko ok. jednej trzeciej powierzchni Francji. Do rejonów, gdzie nie ma jej własnych nadajników, dociera za pomocą sieci Orange.  Ile Free Telecom musi płacić Orange za użyczenie nadajników, nie wiadomo. Firmie opłacało się jednak uruchomić pod koniec 2011 r. usługi o zaskakująco niskich cenach. Pakiet 60 minut i 60 SMS kosztuje zaledwie 2 euro miesięcznie, a abonament z nielimitowanymi wiadomościami SMS, MMS oraz pakietem 3 GB danych to koszt 19,99 euro co miesiąc. By skorzystać z oferty, nie trzeba z Free Mobile wiązać się umową.

Efekt? Klienci szturmują salony Free Mobile, a liczba nowych aktywacji w sieci w ostatnich tygodniach szacowana jest na 100 tys. dziennie.

Wokół Free w ciągu kilku tygodni od wprowadzenia oferty na rynek zaczęły pojawiać się kontrowersje. Francuskie media donosiły o wyłączeniu przez Free swoich nadajników i kierowaniu całego ruchu danych na sieć Orange. Konkurenci oskarżają Free, że postępuje w ten sposób, bo jego własna sieć nie dociera do 27 proc. populacji Francji, co jest warunkiem utrzymania licencji na częstotliwości, jakie przyznał Free Mobile ARCEP, tamtejszy regulator rynku.

Dodatkowo, ciężką artylerię przeciwko młodemu konkurentowi, a także pośrednio przeciw Orange, wytoczył wczoraj Frank Esser, prezes operatora SFR (należącego do koncernu medialnego Vivendi). W wywiadzie dla prestiżowego dziennika „Le Monde” Esser powiedział, że tak tania oferta Free Mobile nie byłaby możliwa bez „adekwatnie taniej oferty” hurtowej sieci Orange, która udostępnia Free swoje nadajniki. Według prezesa SFR ceny usług Free nie pokrywają kosztów, jakie musi ponosić operator. – Za takie pieniądze nie można zapewnić odpowiedniej jakości usług – powiedział.

Giełdowy holding telekomunikacyjny Iliad, właściciel Free Mobile, nie ujawnia, czy operator działa poniżej kosztów. Zamiast tego firma utrzymuje, że stawki za roaming wewnętrzny nie są ostateczne, bo operator rozmawia z innymi telekomami o umowie podobnej jak z Orange.

Free chciałby zapewnić sobie uprzywilejowaną pozycję rynkową dzięki asymetrycznym stawkom interkonektowym, podobnie jak w przypadku polskiego Play. Konkurenci Free Mobile nie chcą o tym słyszeć.

Przyszłość oferty Free Mobile jest nieznana. Zarzuty konkurentów są uzasadnione, a nowy operator najprawdopodobniej traci pieniądze na każdej ofercie za 2 euro. Niezależnie od tego efekt fali uderzeniowej przeszedł przez rynek. Wszyscy trzej zasiedziali operatorzy obniżyli ceny w ofertach z najniższej półki cenowej. Nie mieli wyboru, bo ok. 40 proc. klientów napływających do Free Mobile to abonenci opuszczający któregoś operatorów wielkiej trójki. Zasiedziałe telekomy wiedzą, że podniesienie cen nie wchodzi w grę z powodów wizerunkowych. Wpuszczenie nowego gracza na rynek poskutkowało obniżką cen usług. Do przemyślenia przez krytyków mechanizmów wolnej konkurencji.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement