Shanzhai, czyli kto powinien się bać chińskich górali

01.03.2009
Shanzhai, czyli kto powinien się bać chińskich górali

Shanzhai to chińskie słówko, które oznacza ?górską fortecę?. Chodzi o opór słabszych wobec silniejszych (państwa); pierwotnie – w znaczeniu militarnym (partyzantka?). Ostatnio jednak, karierę robi nieco inne znaczenie shanzhai. Opór ciągle jest gdzieś tam w tle, ale zmieniły się pole walki, wrogowie, broń i motywacje.

Współcześni partyzanci shanzhai to mali producenci dóbr wszelakiego rodzaju (głównie elektroniki), którzy walczą z wielkimi, światowymi koncernami wypuszczając na rynek podróbki ich produktów. Trafiliście kiedyś na Allegro na Noklę N95 albo HiPhone? To właśnie shanzhai.

Chińscy producenci podróbek są w stanie zaoferować komórki, które wyglądają dokładnie tak, jak oryginały. Żeby było śmieszniej, podrabia się nie tylko drogie smartfony, ale i totalny lowend w rodzaju… Nokii 1208.

Większość tego sprzętu opiera się na jednym, wspólnym oprogramowaniu. Miałem ostatnio okazję pobawić się kilkoma komórkami, które z niego korzystają. User experience jest fatalne, ale nie odbiega specjalnie od tego, czym może się ?pochwalić? np. goły Windows Mobile. Jednocześnie jednak, żaden z telefonów shanzhai nie ma możliwości nawet zbliżonych do jakiegokolwiek, współczesnego smartfonu.

Można się podśmiewać z próżności kupujących podróbki po to, by tanim kosztem się polansować. Albo z hipokryzji producentów, którzy pod sztandarem szlachetnej legendy zarabiają niezłe pieniądze na zwykłym kopiowaniu (tak mi się przypomniało Greed and Grievance in Civil War Colliera i Hoefflera…). Pewnie, można. Będzie śmiesznie, i przy okazji poczujemy się trochę lepsi od głupich Chińczyków.

Chodzi mi jednak o coś innego. Skoro w prymitywnych warunkach (fabryczki shanzhai to często chałupnictwo) można produkować telefony, które konkurują z komórkami największych, światowych producentów, znaczy że coś jest nie tak. Z tymi ostatnimi.

Jakość ?markowego? sprzętu spada na łeb, na szyję – to banał.


Mimo to, koncerny ciągle trzymają się mocno. Chińczycy doskonale radzą sobie ze zbijaniem kosztów, ale nie opanowali jeszcze kilku rzeczy.

Po pierwsze, technologia. Podróbki są zwykle dość prymitywne – nie mają wypasionych aparatów, nie obsługują UMTS, etc. Ale, przyglądając się chociażby historii japońskiej motoryzacji, to tylko kwestia czasu. Poza tym, tak naprawdę mało kto korzysta z tych wszystkich technologicznych wodotrysków, jakie mogą zaoferować współczesne komórki.

Nie dlatego, że nie są potrzebne, tylko dlatego, że UX jest w większości przypadków fatalne. Wygodny, przemyślany i dobrze przetłumaczony interfejs to nie jest coś, co można stworzyć w jedno popołudnie w garażu wujka Chana. Jeśli duzi producenci komórek chcą utrzymać swoją przewagę, muszą włożyć mnóstwo pracy w stworzenie oprogramowania, które pozwoli na wygodne korzystanie z zaawansowanych funkcji telefonów. Przełożyć akcent z możliwości technicznych na rzeczywiste.

Niegłupim pomysłem jest też dodanie nowych, sensownych, usług do niezbyt drogich komórek. Nie chodzi o kolejne megapiksele i megabajty, ale na przykład o email. Nokia próbuje właśnie zaoferować dostęp do poczty elektronicznej tym, którzy dotąd go nie mieli (a więc głównie klientom z rynków, na których podróbki odnoszą największy sukces – krajów rozwijających się).

Wracając jeszcze na chwilę do części humorystycznej. Jest taki kraj w Europie, gdzie poważna agencja badawcza używa w swoim raporcie pojęcia wymyślonego przez przemysł shanzhai. Tym krajem jest Polska, a pojęciem – ?odtwarzacze MP4?.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement