Postapokaliptyczna opowieść o tym, czym grozi fanatyzm religijny. „Outpost” to nowa książka twórcy „Metro 2033”

Recenzja/Książki 02.04.2021
Nasza ocena:
Postapokaliptyczna opowieść o tym, czym grozi fanatyzm religijny. „Outpost” to nowa książka twórcy „Metro 2033”

Postapokaliptyczna opowieść o tym, czym grozi fanatyzm religijny. „Outpost” to nowa książka twórcy „Metro 2033”

Do sprzedaży trafiła już nowa książka twórcy uniwersum „Metro 2033”. Dmitrij Głuchowski znowu zabiera się za apokalipsę i w „Outpost” bierze na cel swojej satyry ludzi głęboko wierzących.

„Outpost” to tytuł nowej książki rosyjskiego pisarza Dmitrija Głuchowskiego. Autor już wiele lat temu zasłynął za sprawą powieści „Metro 2033”, jej obu kontynuacji, stworzonej na ich podstawie serii gier wideo, a także wykreowanego na jej kanwie literackiego uniwersum, które nowymi bohaterami zasiedlają twórcy z najróżniejszych krajów świata, wśród których znalazło się nawet kilku z Polski.

Chociaż twórca cyklu „Metro 2033” jest ściśle kojarzony z gatunkiem science fiction, a konkretnie jego wycinkiem skupiającym się na pokazaniu (i to w krzywym zwierciadle) świata po wojnie atomowej, to ma w dorobku również wiele innych książek. Wśród nich warto wymienić m.in. „Tekst” i „Futu.re” oraz zbiór opowiadań „Witajcie w Rosji”, w których świat jest bliższy temu naszemu.

Po kilku romansach z innymi gatunkami Dmitrij Głuchowski powraca z typową dla siebie postapokaliptyczną historią.

„Outpost” nie jest przy tym świeżutką opowieścią. Historię tytułowej placówki pisarz przedstawił nam jeszcze przed premierą papierowej edycji w ramach słuchowiska o tym samym tytule, które podzielonego na 10 części odpowiadającym rozdziałom książki. Pisarz buduje w nich nowy świat przedstawiony, jakże odmienny od tego z „Metro 2033” i jego kontynuacji, niezwykle leniwie.

Niestety w przypadku powieści, która powstawała jako słuchowisko, kolejne rozdziały w „Outpost” są na tyle krótkie, a nierzadko już po dwóch albo trzech stronach zmieniamy punkt widzenia. Być może w przypadku audiobooka to się sprawdzało, ale paradoksalnie, chociaż historia wolno się rozkręca, podczas lektury byłem aż zmęczony ciągłymi zmianami perspektywy.

Outpost” nie udaje kontynuacji cyklu „Metro 2033” i to nie tylko dlatego, że bohaterowie żyją na powierzchni ziemi.

Na pozór wszystko jest tutaj na swoim miejscu i w rzeczywistości „Outpost” postaci również muszą borykać się ze skutkami jakiejś apokalipsy. Ta nastąpiła jednak nieco później i była mniej dotkliwa dla środowiska. Dzięki temu nadal istnieje pewna namiastka państwowości sterowanej centralnie (aczkolwiek z mapy zniknęła Rosja, a bohaterowie są częścią kraju nazwanego na cześć Moskwy).

Muszę przyznać, że wyjście na powierzchnię było nieco odświeżające, a możliwe, że uniwersum „Metro 2033” stworzone przez Głuchowskiego blisko dekadę temu, mogło już ograniczać nawet samego autora. Pisarz zamroził w nim w końcu naszą rzeczywistość z 2013 roku i z tego powodu z biegiem lat nasza perspektywa rozjeżdża się z tą, jaką mają bohaterowie cyklu pamiętający świat sprzed upadku bomb.

Gdyby nie to, jeden z bohaterów nie znalazłby ważnego z punktu widzenia fabuły iPhone’a z Face ID!

Różni się też znacznie miejsce akcji, które nie jest ciasną stacją metra, a małą osadą na skraju Wołgi zatrutej bliżej nieokreślonymi chemikaliami. Z wody wydobywa się gęsta mgła, w której tonie most prowadzący na drugą stronę rzeki. Co właściwie się za nią znajduje? Kogo można tam spotkać? Czy są tam potwory? Jak wyjaśnić to, że ludzie wysłani na zwiad nigdy nie wrócili?

Odpowiedzi na te pytania szuka jeden z głównych bohaterów książki, czyli młody Jegor. 17-latek jest przyszywanym synem tutejszego watażki, który z nadania Moskwy zajmuje się setką mieszkańców osady, która pilnuje przejścia przez rzekę. Wszyscy prowadzą leniwą egzystencję i jedynym ich zmartwieniem jest to, czy będą mieli co do garnka włożyć, bo Moskwa często nie kwapi się z wysyłaniem zapasów.

Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia z mgły wyłania się straszliwy potwór, którego nie imają się kule.

Szybko się przy tym okazuje, że to nie był taki prawdziwy potwór per se, tylko głuchy mnich niosący w ręku proporzec, a jego nieziemski ryk to były intonowane zza maski przeciwgazowej religijne przyśpiewki. Pojawienie się tej postaci w obozie wywołuje naturalnie wielkie poruszenie, zwłaszcza wśród osób wierzących, a po zgłoszeniu tego do stolicy nie trzeba było długo czekać, aż pojawiły się posiłki.

Zanim członkowie wyprawy wyruszą za most, mija jednak trochę czasu, a my mamy okazję prześledzić relacje pomiędzy bohaterami. Poznajemy zarówno kucharza, który suszy dowódcy głowę z powodu braku zapasów, jak i Michelle, czyli żyjący swoim dawnym życiem zamkniętym w obudowie iPhone’a obiekt westchnień Jegora. Do tego dochodzi para staruszków, która postanowiła wreszcie wziąć ślub…

Dmitrij Głuchowski za motyw przewodni wybrał tym razem wiarę chrześcijańską.

Tak jak w „Metro 2033” główny bohater raz po raz wpadał w łapy to faszystów, to komunistów, to kanibali, a wszystkie te grupy przedstawione zostały w krzywym zwierciadle, tak tutaj autor postanowił skupić się na osobach fanatycznie religijnych. Zagrożenie, które czyha za wodą, w jakiś sposób wpływa na tych najgorliwiej wierzących chrześcijan, w tym na matkę głównego bohatera.

Dmitrij Głuchowski nie krytykuje przy tym wiary per se, a jedynie nabija się trochę z ludzi, którzy często widzą znaki tam, gdzie ich nie ma. W centrum jego opowieści są przy tym, jak zwykle, nie jakieś generyczne potwory, a zwykli ludzie, którzy nie zawsze podejmują dobre decyzje, ze swoimi wszystkimi wadami i przywarami. Dzięki temu nawet jeśli są nieco przerysowani, to łatwo jest się z nimi identyfikować.

Przyznam też, że rozwiązywanie zagadki zła zza Wołgi razem z autorem i jego nowymi bohaterami sprawiło mi mnóstwo frajdy i dokładnie tego od jednego z moich ulubionych pisarzy oczekiwałem. Co prawda nieco żałuję, że momentami miałem wrażenie, iż pomimo wolno rozwijającej się akcji same rozdziały były nieco przykrótkie, ale do tej sprzeczności idzie się na szczęście przyzwyczaić.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

22 odpowiedzi na “Postapokaliptyczna opowieść o tym, czym grozi fanatyzm religijny. „Outpost” to nowa książka twórcy „Metro 2033””

        • Napisałem to, co planowałem napisać od samego początku – bo już we wcześniejszym akapicie wspominałem o chrześcijanach, a potem nieopatrznie wdarli mi się katolicy (co było czeskim błędem, są oni w naszym kraju są oni dominującą grupą, mieszkam w Polsce, a nie w Rosji).

          PS I zdradzę Ci sekret: jeśli tylko chcesz, to w swojej recenzji możesz podkreślić, że chodzi prawosławnych, a tymczasem pozwól, że swoją recenzję będę pisał sam; moim redaktorem nie jesteś.

  1. Nie jako z obowiązku przeczytałem trzy części “Metra” i wyrażę się tak : Czytadło , w którym fantastyki i jej świeżości za grosz , za to jak w kloacznym dole cuchnie: polityka , najnowsza historia i współczesność. Do Arkadego i Borysa Strugackich Głuchowskiemu tak “blisko” jak jego Stalkerom do tych z “Pikniku na Skraju Drogi”.

  2. Piotrze, pardon, ale co Ty pieprzysz? Primo – w Placówce nie ma katolików, ale prawosławni. Secundo – ostatecznie okazuje się, że rację mieli owi religijni fanatycy i wierzącą w sny Cyganka. Tertio – gdzie autor się z kogokolwiek nabija??? Porada – nie rób z siebie na siłę postępowca.

    • O Chrześcijan chodzi, nie o katolików, to fakt, i to raz. O tym, kto ma rację, nie wspominam z kolei, bo to spoiler, to dwa. Tertio – fanatycy religijni są tutaj przedstawieni negatywnie, to trzy.

      • Miejże honor, Piotrze. Byli “katolicy”, zmieniłeś na “chrześcijan”, jak Ci wszyscy uwagę zwrócili. Tertio – no są, ale mają ostatecznie rację. Jedyne, z czego nabija się Głuchowski, to mania związana z chęcią imponowania Ajfonem, która skłania do zabójczych wypraw.

        • No zmieniłem, bo uwaga słuszna, miałem zostawić to dalej z błędem, czy jak? Nie bardzo wiem, o co Ci właściwie chodzi tutaj, bo to, czy mieli rację, czy nie (o czym nie wspominam, bo to spoiler), nie zmienia faktu, że ci fanatycy są przedstawieni właśnie jako nawiedzeni, podążają za głuchym kapłanem jak ćmy do ognia i są przedstawiani jak przebrzmiały relikt poprzedniej epoki.

          • No, ale jak wiesz – o ile naprawdę czytałeś – okazało się, że może i fanatyk, ale rację miał. Dlatego ogólnie tytuł recenzji “Postapokaliptyczna opowieść o tym, czym grozi fanatyzm religijny” to mocno z dupy wzięty i dokładnie odwrotnie, niż treść książki. No ale okej – co złego było w tych “nawiedzonych”? Czy oni coś złego robili? Kogoś skrzywdzili? Kogoś zabili? Otóż – nie. Gdyby kapłana i Cyganki posłuchano, Placówka nadal by żyła swoim leniwym życiem. Także tego…
            BTW – a czemu “chrześcijanie”, a nie “prawosławni”? Przedtem podkreślałeś, że katolicy.

          • Z mojej perspektywy to prędzej Ty nie czytałeś tej powieści, skoro w tak kompletnie inny sposób ją odczytujesz. Uwaga dla postronnych na spoilery:
            .
            .
            .
            .
            To przecież właśnie fanatyk religijny w postaci głuchego mnicha pod sam koniec chciał, żeby pociąg rozpieprzył w drobny mak resztki cywilizacji w postaci Moskwy, namawiał, by go przepuścić. Pozostali głusi fanatycy z pociągu próbowali w końcu przekupić ludzi z Placówki, by ci ich przepuścili – a mieszkańcy wtedy może by się „dziś” najedli, ale „jutro” ten Zły Język dotarłby do nich od strony Moskwy.

            Tak naprawdę bohaterowie, aby obronić zarówno siebie, jak i Moskwę, przed zagrożeniami zza mostu, powinni posłuchać wyłącznie cyganki – ale tej nikt nie słuchał, bo zachowywała się właśnie jak nawiedzona i nikt nie traktował jej poważnie. Trochę jak w bajce o Jasiu i wilku.

            BTW do kwestii Katolików odpowiedziałem w osobnym wątku, tl;dr poprawiłem swój czeski błąd, a Ty idź proszę prowadź swoją krucjatę w obronie dobrego imienia Katolików gdzieś indziej.

          • Nie prowadzę krucjaty, ale po prostu walnąłeś babola typowego dla postępowców – religia to wszelkie zło, a jak religijny, to na pewno katolik :) Głuchy mnich akurat od początku ostrzegał przed złem, a co do Cyganki – ludzie z Moskwy mieli rozkazy i nie wierzyli w żadne religijne brednie. A tymczasem one okazały się prawdziwe…
            I gdzie to nabijanie się z religii? :)
            Twoim redaktorem nie jestem, ale jestem Czytelnikiem – i jako taki mogę komentować, ile wlezie.
            ogólnie – Głuchowski z nikogo się nie nabija – a fe takie clickabity robić :)
            PS Też recenzowałem tę pozycję i jak dla mnie to solidny horror post-apo, a Ty przedstawiasz go jak jakieś śmieszki-heheszki. No ja Cię proszę…

          • Ależ tak, w Polsce jak człowiek religijny, to właśnie zwykle to Katolik – w takim kraju żyjemy, a to, że zadajesz te same tendencyjne pytania w kilku wątkach i uprawiasz whataboutism (“a skoro wpisałeś Katolicy, to dlaczego nie wpisałeś potem Prawosławianie”), gdzie już Ci raz wyjaśniłem, dlaczego, jest wręcz żenujące. Myślisz też, że nie widzę, czemu zadajesz to pytanie? Otóż widzę, że próbujesz forsować tu tezę, jakobym miał inaczej traktować Katolików i inne religie, podczas gdy wyjaśnienie jest znacznie bardziej prozaiczne: chodziło mi od początku o Chrześcijan.

            Widzę również, że próbujesz zabierać mi prawo do mojej interpretacji dzieła, bo nie jest zgodna z Twoją – tak jakby ta Twoja była jedna jedyna słuszna… I tak, jesteś tu czytelnikiem, o pardon, Czytelnikiem, ale niestety jednocześnie typem odbiorcy, który najwyraźniej chciałby być jednak tym redaktorem i mi dyktować, co i jak powiniennem pisać. W rezultacie zaś wchodzisz na takiego czytelnika, który się, za przeproszeniem, przypierdala się dla samego przypierdalania się – bo tak jak za zwrócenie uwagi na błąd dziękuję, tak podążających za tym insynuacji sobie nie życzę.

          • Widzisz, co do tych chrześcijan – “w Polsce jak człowiek religijny, to właśnie zwykle to Katolik”. Ale akcja nie toczy się w Polsce. A prawosławie ma kolosalne znaczenie – to właśnie tam elementem są “święci szaleńcy”.
            “niestety jednocześnie typem odbiorcy, który najwyraźniej chciałby być ednak tym redaktorem i mi dyktować, co i jak powiniennem pisać” – ależ skąd. Ja po prostu dziwię się, jak zauważyłeś takie rzeczy w powieści. A skoro obaj odebraliśmy ją inaczej, to brawa dla autora :)
            BTW – “próbujesz forsować tu tezę, jakobym miał inaczej traktować Katolików” – no wiesz, tak to zabrzmiało. I wielki nagłówek, że Głuchowski nabija się z religii do tego… No a jak to inaczej odbierać?

          • Owszem, akcja nie toczy się w Polsce, ale ja piszę do polskiego czytelnika i sam pochodzę z Polski i to właśnie jest genezą tej „czeskiej” (gdyż tylko w jednym miejscu wdarł się „katolik” zamiast „chrześcijanin”) pomyłki. Poprawiłem to jednak już dwa dni temu, a Ty chcesz postawić tu sobie chochoła – no ale to już Twój problem, nie mój; ja jedynie tu poproszę, abyś dał sobie spokój z insynuacjami od czapy i poszedł bronić wyimaginowanej oblężonej katolickiej twierdzy gdzieś indziej.

          • Nie wiem, co w tym widzisz śmiesznego („LOL”), bo na razie najśmieszniejsze są w tym Twoim wątku próby szukania problemów tam, gdzie ich nie ma oraz próby imputowania mi jakiejś urojonej dyskryminacji pozornie niewinnymi pytaniami. Jeśli zaś nadal nie łapiesz po lekturze książki, o co chodzi z fanatyzmem i co jest z nim nie halo, to na Twoje klapki na oczach już nic nie poradzę. Pamiętaj jednak, że to, iż Ty czegoś nie kumasz, nie czyni z mojego tytułu „clickbaitu”.

  3. Metro 2033 – wyjątkowy przypadek książki, której adaptacja w grze była o trzy klasy lepsza od pierwowzoru. Znając niski poziom tego “dzieła”, zaśmieconego wewnątrzrosyjskimi politycznymi przepychankami i moralizatorstwem, nie garnę się do kolejnych utworów tego autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...