„O wszystko zadbam” to średnio udana satyra na kapitalizm

Recenzja/Film 19.02.2021
Nasza ocena:
„O wszystko zadbam” to średnio udana satyra na kapitalizm

„O wszystko zadbam” to średnio udana satyra na kapitalizm

„O wszystko zadbam” jest kolejną filmową propozycją od Netfliksa, która swój początkowy potencjał rozmienia na drobne. Ale warto dać jej szansę, choćby dla kreacji aktorskich, w tym Rosamund Pike i Petera Dinklage’a.

Rosamund Pike wciela się w Marlę Grayson, wyznaczaną przez sąd prawną opiekunkę starszych ludzi, których stan lekarze ocenili jako niesprawni do samodzielnego funkcjonowania. Kobieta wykorzystuje jednak swój status prawny i zamyka starszych ludzi w domach opieki, by następnie upłynnić ich majątki. Marla i jej wspólniczka Fran (Eiza Gonzalez) mają na oku kolejny cel – emerytkę Jennifer Peterson (w tej roli Dianne Wiest), która sprawia wrażenie idealnej ofiary. Starsza pani ma jednak znajomości, które mogą pokrzyżować szyki Marli.

„O wszystko zadbam” zaczyna się całkiem interesująco. Gdy w pierwszym akcie twórcy przedstawiają nam mechanizmy działania Marli i Fran, wydaje się, że czeka nas błyskotliwa i utrzymana w dobrym tempie czarna komedia.

„O wszystko zadbam” to barwna krytyka kapitalizmu, który wyzyskuje słabszych.

Autorzy dołożyli jeszcze gdzieniegdzie wątki feministyczne, nadając tej produkcji jeszcze szerszy kontekst. Zamiary twórców nie są wyjątkowo finezyjnie rozpisane, tak więc te wszystkie tropy są dość łopatologiczne i oczywiste do odkodowania. Ale przez około pierwsze 40 minut zupełnie to nie przeszkadza.

Problemy zaczynają się bliżej połowy filmu, a trzeci akt już kompletnie wypada z właściwych torów. Można odnieść wrażenie, że „O wszystko zadbam” to kolejny przypadek filmu, którego autorzy mieli pomysł na punkt wyjścia i rozwinięcie (do pewnego momentu), ale gdy dostali zielone światło na produkcję, jeszcze nie bardzo mieli pomysł na to, jak dowieźć tę opowieść do finału. A ten jest dość banalny, rozczarowujący i przewidywalny w obrębie gatunku, w którym się poruszamy.

Zabrakło świeżych pomysłów na utrzymanie tej historii w ryzach.

Dobrą robotę wykonali aktorzy i to w dużej mierze dzięki nim ten film nie zawodzi na całej linii. To jednak nie jest produkcja opierająca się tylko na aktorach. Po pierwszym kwadransie możecie pomyśleć, że oglądacie właśnie kobiecą wersję „Big Short” zmiksowanego z „Wilkiem z Wall Street”. Dialogi trącą banałem, nie mają też wyraźnego pazura, choć są względnie nieźle napisane. Przez to jednak film traci szansę na bycie pełnoprawną satyrą, bo staje się jedynie głośno szczekającym pieskiem z przypiłowanymi pazurkami.

Zwrotom akcji brakuje odpowiedniej dramaturgii i prawdziwych zaskoczeń. Nie zabrakło z kolei rozczarowujących fabularnych wycieczek na skróty i mocno naciąganych rozwiązań. Scenariusz więc ewidentnie cierpi na brak bardziej błyskotliwego sznytu. A szkoda, bo potencjał był.

Bohaterami tego filmu są praktycznie same typy spod ciemnej gwiazdy. Nie ma w nim właściwie żadnej pozytywnej postaci. Wszyscy są źli, zepsuci, rządni pieniędzy, bezwzględni, niemoralni, socjopatyczni. Zwykle w filmach o antybohaterach twórcy próbują wyjaśnić chociaż część ich motywacji. „O wszystko zadbam” nie robi tego przekonująco. I to jest podstawowy błąd popełniony przez autorów.

Czy jednak jest to seans, który należy sobie odpuścić? Niekoniecznie. Do połowy jest naprawdę udany, a ta bardziej dyskusyjna druga część niektórym z was może nie będzie tak przeszkadzać i koniec końców stwierdzicie, że „O wszystko zadbam” to niezły film.

„O wszystko zadbam” znajdziecie na Netfliksie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

18 odpowiedzi na “„O wszystko zadbam” to średnio udana satyra na kapitalizm”

  1. I znowu bzdury
    Ile razy można o tym pisać?
    Nie od Netflixa tylko na Netflixie
    To nie jest produkcja wyprodukowana przez Netflixa ale kupiona przez niego po festiwalu w Toronto jako gotowy film

    W każdym razie – wyszedł z tego solidny….crap
    A miało potencjał przynajmniej do połowy na fajne kino
    Góra 4/10

  2. I znowu bzdury
    Ile razy można o tym pisać?
    Nie od Netflixa tylko na Netflixie
    To nie jest produkcja wyprodukowana przez Netflixa ale kupiona przez niego po festiwalu w Toronto jako gotowy film

    W każdym razie – wyszedł z tego solidny….crap
    A miało potencjał przynajmniej do połowy na fajne kino
    Góra 4/10

  3. Obejrzałem. Był potencjał ale się rozbił o dwie lesby super bohaterki, które załatwiły ruską mafię. Morał z tego filmu: nie poniżaj inceli bo są pamiętliwi…

  4. Dziwnym trafem wszędzie widzicie “zły” kapitalizm (dzięki, któremu ten blog w ogóle istnieje, bo… Jest zapotrzebowanie), antyszczepionkowców (wg. Najnowszych badań limfocyty T potrafią przetrzymać informacje o tworzeniu antyciał przeciw koronie dłużej niż początkowo sądzono, więc osoby, które już to przebyły, nawet jeśli był to przebieg bezobjawowy, nie potrzebują szczepienia), foliarzy i inne dziwne zjawiska, które nie występują w naturze poza wasza własną wyobraźnia i tu przychodzi tak zwana projekcja.

    A film to kaszana, szkoda na to czasu… Nie wiem jakim cudem to wybiło się na festiwalu w Toronto.

  5. Kolejny przykład, dla którego nie warto się sugerować opinią innych. Zanim przeczytałem ten artykuł, już byłem po seansie. Nie wiem skąd te Wasze utyskiwania. Film super.

  6. Ani nie przekazuje wartości – a mógł jakiś przekaz mieć, był na to potencjał.
    Ani nie jest fajnym kinem akcji. Sorry, ale dwie intelektualne lesbijki nie załatwią bejsbolem ruskiej mafii
    Ani nie jest komedią.
    Lipa. 4 może 5 / 10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...