Co najwyżej pierwiastek. Oceniamy pierwszą polską komedię romantyczną Netfliksa „Miłość do kwadratu”

Recenzja/Film 12.02.2021
Nasza ocena:
Co najwyżej pierwiastek. Oceniamy pierwszą polską komedię romantyczną Netfliksa „Miłość do kwadratu”

Co najwyżej pierwiastek. Oceniamy pierwszą polską komedię romantyczną Netfliksa „Miłość do kwadratu”

Polskie komedie romantyczne od wielu lat funkcjonują w zbiorowej świadomości widzów jako synonim kiczu, żenady i tandety. Nie mogą obejść się bez rymowanego tytułu, nadekspresywnego Tomasza Karolaka, Mikołaja Roznerskiego jedzącego Berlinki i pogrywającej w tle piosenki Anny Dąbrowskiej. A z tych elementów w „Miłości do kwadratu” na miejscu jest jedynie Karolak.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nie myślcie jednak, że pierwsza polska komedia romantyczna Netfliksa zmieni podejście widzów do gatunku. Znajdziemy tu pełno romcomowych ekscesów. Dość powiedzieć, że podczas gdy wszyscy posługują się korpogadką z licznymi anglicyzmami, szwarccharakter pod postacią Alicji co kilka zdań wrzuca wstawki z języka niemieckiego. W „Miłości do kwadratu” roi się od dialogów, zabiegów i motywów, przy jakich ręka automatycznie unosi się do facepalma. Szczególnie mocno wybrzmi on, kiedy ojciec głównej bohaterki na cmentarzu z chichotem wypowie tytuł produkcji. Tak, to jeden z tych filmów, które próbują puszczać oczko do widza, pokazując dystans do swojej fabuły, a jednocześnie dobijają oglądających nieznośnym napuszeniem, traktując naiwną opowieść śmiertelnie poważnie.

Scenariusz został wypluty przez algorytm dobrze znany uważnym studentom polskiej szkoły komedii romantycznych.

Trafiamy więc do Polski A. Obserwujemy poczynania pięknych i bogatych. Enzo jest dziennikarzem w stylu Kuby Wojewódzkiego. Zarabia krocie, czaruje chłopięcym urokiem, a jego miłością są szybkie kobiety i piękne samochody. Albo odwrotnie. W każdym razie podczas nagrywania jednej z reklam poznaje modelkę Klaudię. Między nimi zaczyna iskrzyć, ale dziewczyna próbuje trzymać go na dystans. Wiemy, jak w innych przedstawicielach gatunku potoczyłoby się to dalej. Ale w tym wypadku jest inaczej. Klaudia to tak naprawdę Monika. Zwykła nauczycielka z sąsiedztwa, która podjęła pracę w modelingu, aby pomóc ojcu spłacić lichwiarski kredyt. Z jednej strony mamy więc świat pięknych i bogatych, oderwanych od rzeczywistości przeciętnego Kowalskiego, a z drugiej zwyczajnych Polaków pracujących w przyziemnych zawodach. I te dwa odległe od siebie realia bardzo szybko zaczynają się przenikać.

Filip Zylber ma doskonały pretekst, aby tak się stało. Enzo zostaje wyrzucony z domu przez swoją partnerkę i pomieszkuje u brata. Widać więc, że jest w stanie przejściowym. Reżyser podkreśla dzięki temu potrzebę zmiany dotychczasowego życia protagonisty. Dziennikarz będzie więc stopniowo uczył się odpowiedzialności, a to za sprawą córki Szymona, która chodzi do trzeciej klasy. Jej nauczycielką jest, tak, zgadliście, Monika. Jak już pewnie się domyślacie, bohaterowie się zaprzyjaźnią, a potem zakochują w sobie. Pozwala to twórcom zaserwować nam wszystkie evergreeny polskich komedii romantycznych, pędząc po skrótach gatunkowych wprost do naiwnego i podlanego kiczem finału. Nie spodziewajcie się więc rodzimego „Notting Hill”, gdzie romans chłopaka z sąsiedztwa i filmowej gwiazdy był okazją do zabawy kliszami i schematami. W tym wypadku nie ma obnażania konwencji. Zamiast tego czuć niesmak po braku oryginalności, suchych żartach i braku realizmu psychologicznego.

Miłość do kwadratu” to jak na polską komedię romantyczną film całkiem progresywny.

Oczywiście przesłanie jest jak zawsze konserwatywne. Kobieta może poczuć się szczęśliwa tylko u boku właściwego mężczyzny, rodzina to wartość nadrzędna etc. Listę zarzutów światopoglądowych można ciągnąć w nieskończoność. Ale nie brakuje tu też krytyki przestarzałego systemu edukacji, czy niekoniecznie w sposób homofobiczny, a jak na standardy Netfliksa bardzo naturalnie wpleciony króciutki wątek LGBT zakończony zdaniem, że w XXI wieku to normalne. Podobnych wtrętów nie ma dużo, ale jest ich wystarczająco, aby uprzyjemnić seans. Produkcja ma mnóstwo wad, ale jeśli wyłączymy szare komórki na czas jej oglądania, łatwo się wciągnąć i dać się ponieść ładnym obrazkom do samego końca. Nie zakochacie się w niej do kwadratu, jak chciałby ojciec Moniki, ale pojawi się pierwiastek zainteresowania.

„Miłość do kwadratu” obejrzycie na platformie Netflix.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (5)

7 odpowiedzi na “Co najwyżej pierwiastek. Oceniamy pierwszą polską komedię romantyczną Netfliksa „Miłość do kwadratu””

  1. Kiepski jak wszystkie polskie tzw. “komedie romantyczne”.Ciężko go strawić nawet wyłączając szare komórki.Na plus brak Dereszowskiej,Kuny,Rosati,Roznerskiego itp.Minus-Karolak.Największym atutem jest chyba tylko uroda i wdzięk głównej bohaterki granej przez Adriannę Chlebicką.

  2. Przedwczoraj widziałem Listy do M.4, wczoraj Miłość do Kwadratu. I mam ogromny problem, by zdecydować, które było gorsze. Poziom gry aktorskiej niczym w przedstawieniu szkolnym i to bardziej na próbie, niż faktycznej scenie, dialogi nawet nie z drewna, a z ołowiu, logiki ZA GROSZ, do tego krzywdzący stereotyp (modelka w bieliźnie = świecenie tyłkiem, w dodatku na pewno się…) – aż bolało. Nie, nie, nie. Nie.

    A Karolak po takim występie na początku kariery nie dostałby żadnej kolejnej roli, był tak słaby. Ja nie rozumiem, jak można grać od tylu lat i robić to coraz gorzej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...