Scena gwałtu, kuchenna tarka, krew i kopanie. Znak „przeprasza” za scenę z książki „Parafil”

Artykuł/Książki 03.02.2021
Scena gwałtu, kuchenna tarka, krew i kopanie. Znak „przeprasza” za scenę z książki „Parafil”

Scena gwałtu, kuchenna tarka, krew i kopanie. Znak „przeprasza” za scenę z książki „Parafil”

Brutalny kryminał „Parafil” opublikowany niedawno nakładem Wydawnictwa Znak wywołał oburzenie części czytelników za sprawą brutalnego opisu gwałtu dokonanego na jednej z bohaterek. Firma oficjalnie przeprosiła urażone osoby, ale jednocześnie mówi o „scenie wyjętej z kontekstu” i wciąż chce wydać następną książkę Bartka Rojnego.

Początek lutego przyniósł jedną z największych afer na polskim rynku książki w ostatnich miesiącach. Wszystko przez pojedynczą scenę zawartą w debiutanckiej powieści Barta Rojnego wydanej w ramach serii Chilli Books przez Wydawnictwo Znak. Zawarty na jednej stronie opis brutalnego gwałtu dokonanego przez antagonistę na niewinnej kobiecie wielu czytelnikom wydał się niesmaczny, niepotrzebny i źle napisany (omawiany fragment znajdziecie TUTAJ). Co w kontekście pojawiających się wcześniej w internecie pozytywnych recenzji „Parafila” wywołało pewien poważny dysonans poznawczy.

Oburzeni odbiorcy szybko wyrazili swoje niezadowolenie w sieci, gdzie napotkali częściowy opór osób negatywnie nastawionych do oceniania jakiejkolwiek książki na podstawie pojedynczej strony. Co ważne, do podburzenia emocji przyczynił się też sam autor, który niedługo przed wybuchem afery chwalił się kontrowersyjną naturą swojej powieści. Dyskusja wokół „Parafila” stała się wkrótce na tyle głośna, że sprawą zainteresowały się media. A wtedy nie można było jej dłużej ignorować.

Wydawnictwo Znak i Bartek Rojny przeprosili więc za brutalną scenę. Ale tylko te osoby, które poczuły się urażone.

Drodzy Państwo, wczoraj na Facebooku jednego z blogerów pojawił się wpis dotyczący wydanej przez naszą komercyjną markę…

Opublikowany przez Wydawnictwo Znak Poniedziałek, 1 lutego 2021

Szanowni Państwo, od wczoraj na Facebooku toczy się dyskusja na temat brutalnej sceny gwałtu z książki „Parafil”….

Opublikowany przez Bartek Rojny Poniedziałek, 1 lutego 2021

Przedstawiciele firmy w komunikacie opublikowanym na oficjalnym profilu facebookowym zaznaczają ponadto, że omawiana w internecie scena została wyrwana z szerszego kontekstu i nie jest reprezentatywna dla całej fabuły. W ich opinii „Parafil” nie tylko nie gloryfikuje przemocy na tle seksualnym, ale wręcz ją potępia. Ciekawy wydaje się też fakt, że wydawnictwo w obawie przed kolejnymi negatywnymi reakcjami swoich fanów de facto zdradza zakończenie książki, pisząc o ujęciu sprawcy ohydnego gwałtu.

Odpowiedź Bartka Rojnego na całe zamieszanie jest zdecydowanie bardziej lakoniczna i przywołuje na myśl różne non-apology apology z przeszłości, w których wyspecjalizował się choćby Filip Chajzer. Szybki rzut oka na komentarze pod jednym i drugim postem pokazuje zresztą, że właściwie nikt nie jest z ich treści zadowolony. Zdaniem przeciwników wydawania powieści z tak mocnymi, opisami wydawnictwo i autor nie poczuwają się dostatecznie do winy, a z kolei czytelnicy, dla których jakikolwiek sprzeciw tego typu zakrawa o cenzurę, są poirytowani samą decyzją o wyrażeniu przeprosin.

„Zwrotnik”, czyli następna powieść Rojnego, nadal znajduje się w planie wydawniczym Znaku.

Redaktorka wydawnictwa, Dorota Gruszka, w odpowiedzi na pytania przesłane przez Rozrywka.Blog zaznaczyła, że kolejna książka opowiadająca o przygodach eksperta od dewiacji seksualnych, Witka Weinera, ma zgodnie z planem ukazać się w kwietniu. Wskazała też na fakt obecności wielu mocnych opisów przemocy w innych powieściach gatunkowych czy nawet literaturze pięknej. Co siłą rzeczy powinno prowadzić do konkluzji, że „Parafil” nie wyróżnia się szczególnie pod tym względem:

Przygotowując książkę do wydania zawsze rozmawiamy o jej treści w zespole redakcyjnym. „Parafil” to literatura gatunkowa, i podobnie jak wiele innych kryminałów porusza wątki, które budzą skrajne emocje. Bohaterem jest ekspert od dewiacji pomagający policji w ujęciu psychopaty. To tytuł skierowany do odbiorcy, który jest przygotowany na takie treści. Sceny przemocy w „Parafilu” są bardzo brutalne. Trudno jednak wskazać konkretną granicę – w kryminałach/thrillerach/powieściach grozy, ale i w literaturze pięknej, pojawiają się mocne, transgresyjne opisy przemocy.

Czy tak jest w rzeczywistości? Ostatecznie ocenią to czytelnicy, których zapewne „Parafilowi” i „Zwrotnikowi” przybędzie na skutek zdobytej właśnie ogólnopolskiej sławy. Niechęć Wydawnictwa Znak do cenzurowania swoich autorów czy całkowitego odżegnywania się od nich można zresztą ocenić pozytywnie. To nigdy nie jest wyjście. Natomiast można mieć bardzo poważne wątpliwości, czy jakakolwiek książka staje się lepsza od opisu brutalnego gwałtu kuchenną tarką.

Jaki właściwie był tego cel? Zaszokować czytelnika? Skonfrontować go ze złem tego świata? A może po prostu wyróżnić się na tle podobnych kryminałów? Ten ostatni cel na pewno udało się osiągnąć. Co do skuteczności realizacji pozostałych mam bardzo poważne wątpliwości. Zresztą w ostatecznym rozrachunku cena za tę chwilową sławę może okazać się dla Bartka Rojnego zbyt wysoka. Bo dokąd zmierza autor, który swoją pierwszą książką zdążył odrzucić sporą grupę odbiorców? Warto, by ktokolwiek zadał sobie w redakcji Znaku to pytanie przed puszczeniem do drukarni kolejnej podobnej sceny.

Podobał się materiał? Polub go lub udostępnij na Facebooku. Dzięki!

https://www.facebook.com/SpidersWebPL/posts/10158683778570923

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

33 odpowiedzi na “Scena gwałtu, kuchenna tarka, krew i kopanie. Znak „przeprasza” za scenę z książki „Parafil””

  1. Czytam i nie wierzę.

    Udawane przeprosiny w tym przypadku szokują nie przez fałsz, ale przez sam fakt pojawienia się jakichkolwiek. Wydawnictwo Znak powinno się z nich wycofać jak najprędzej.

    My naprawdę mamy taki apetyt na cenzurę? Przytoczony fragment nie wyróżnia się absolutnie niczym na tle tysięcy książek zawierających podobne motywy. Ponadto uwagi o wyjęciu z kontekstu są całkowicie słuszne, a zapytanie autora “jaki właściwie był tego cel?” można skierować do każdej z osobna obrazowej brutalnej sceny w historii literatury.

    Bo dokąd zmierza autor, który swoją pierwszą książką zdążył odrzucić sporą grupę odbiorców?

    Nie wiadomo, ale na pewno samo początkowe zrażenie odbiorców o niczym nie świadczy, wystarczy tu wspomnieć chociażby o “American Psycho” Ellisa, “Lolicie” Nabokova czy “Szatańskich Wersetach” Rushdiego. Jeśli bardziej kryminalnie to pierwsze lepsze “Milczenie Owiec” Harrisa nie cackało się ani z brutalnością, ani tematyką.

    Zresztą w ostatecznym rozrachunku cena za tę chwilową sławę może okazać się dla Bartka Rojnego zbyt wysoka.

    Bo zostanie zlinczowany w internecie przez tłum ludzi, którzy po żadną książkę w życiu nie sięgnęli?

    Warto, by ktokolwiek zadał sobie w redakcji Znaku to pytanie przed puszczeniem do drukarni kolejnej podobnej sceny.

    Oby nie. Rozumiem jeszcze kiedy duże studio liczy pieniądze i nastroje społeczne i na tej podstawie chce sobie zapewnić największe zyski.. Ale książki zostawmy w spokoju. To jest najczystsza forma wypowiedzi jednej osoby. I musi być wolna.

  2. kilka moich luźnych myśli … 1. Co się stało z wydawnictwem ZNAK, które kiedyś było przecież wydawnictwem ściśle katolickim…? 2. Medialny szum zwłaszcza przeciwników tegoż to oczywiście woda na młyn itp… A teraz pogdybajmy: 3. Z drugiej strony jeśli czytelnicy nie widzą problemu w takich opisach to gdyby to był film wiernie pokazujący na ekranie to co autor opisał też nie byłoby problemu…? 4. Ciekaw jestem jeszcze opinii gdyby gwałciciel był np. czarny.

    • Ad 1. Przypuszczam, że poszerzają obszar swoich wydawniczych zainteresowań w związku z kurczeniem się grupy odbiorców swoich “tradycyjnych” treści…

    • 1. A czy w tej głównej katolickiej książce nie było nic o mordowaniu, brutalności, gwałtach, zdradach, plagach czy apokalipsie? Tematyka więc podobna, język inny;-)

  3. Dobrze rozumiem, wydawnictwo przeprasza za treść książki kryminalnej, która jest fikcją i urodziła się w głowie autora? Ale kogo tu przepraszać i za co? To jakaś paranoja.

  4. Szkoda teraz robić cokolwiek, bo nie ma możliwości żeby ktoś się nie obraził i nie zrobił gównoburzy. Ci od tego gówna akurat nic nie robią, więc mają czas na puliczne fochanie się np. z powodu książki do której czytania ich nikt nie zmusza. No ale jak się ma problem ze sobą i jest się waginą życiową na tyle dużą, że nie potrafi się zapanować nad swoimi emocjami, to rodzi się dzika chęć do kontrolowania kogoś. Ja z powodu Biblii się nie oburzam, a można w niej poczytać o mordowaniu niemowląt. A tym czasem wracam do bycia nie nijakim – mam nadzieję że nikogo tym nie krzywdzę.

  5. Tu nie chodzi o książkę, nie chodzi o scenę, nie chodzi o brutalność. Chodzi o grupę typów zgromadzonych wokół smaku książki, którzy jadą po debiutantach z założenia, próbując regulować rynek, To nie jest jedyna taka akcja, tylko zazwyczaj nie chwytało tak bardzo. Pan Szaja przyjął tytuł od wydawnictwa do promowania, a potem nie wywiązał się z umowy, powodując szkody (nie pierwszy raz zresztą). Przy okazji wciągnął w to blogerki/autorki, które zalało szambo toksycznych fanów smaku książki i są naprawdę zaszczute. Sam pan Szaja ma w środowisku opinię seksistowskiego buca, skarżą się na niego dziennikarki oraz pracowniczki wydawnictw. Dodam jeszcze tylko, że pan Szaja za hajs napisał blurba na książce, w której ludzie hodują ludzi na mięso, gdzie szczegółowo jest opisane trzymanie ludzi w chłodniach domowych i obcinanie im kończyn po kawałku tak, żeby nie zabić sztuki hodowlanej, bo takie świeże mięso jest lepsze. I to w ogóle nie jest brutalne… Wcale… I na przykład to byłb y świetny materiał na artykuł, ale to by wymagało riserczu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...