Nie udawajcie, że „WandaVision” podoba wam się bardziej niż nudne sitcomy. Ten serial dopiero może być dobry

Opinia/Seriale 28.01.2021
Nie udawajcie, że „WandaVision” podoba wam się bardziej niż nudne sitcomy. Ten serial dopiero może być dobry

Nie udawajcie, że „WandaVision” podoba wam się bardziej niż nudne sitcomy. Ten serial dopiero może być dobry

Miliony fanów Marvel Cinematic Universe przez ponad rok czekały na pierwszą produkcję należącą do 4. fazy łączonego uniwersum. Z powodu pandemii koronawirusa padło na serial „WandaVision”. Serial platformy Disney+ budzi jednak mieszane uczucia u części widzów. I bardzo słusznie, bo tak daleko posuniętej fetyszyzacji fanowskiego doświadczenia wcześniej nie widziałem.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły nowego serialu Disney+.

Nadzieje związane z „WandaVision” na wiele miesięcy przed premierą osiągnęły pułap niewyobrażalny dla większości nowych tytułów debiutujących na VOD. Serial poświęcony jednej z najciekawszych par Marvela skumulował w sobie bowiem wszystkie emocje związane z 4. fazą Marvel Cinematic Universe, które w dodatku przez pandemię o wiele za długo tkwiły zduszone w sercach widzów. Dało to oryginalnemu dziełu platformy Disney+ olbrzymią szansę na stanie się hitem większym niż mogło być w normalnych okolicznościach, ale jednocześnie zwiększyło wymagania postawione przed „WandaVision”.

Osobiście nie mam wątpliwości, że produkcja z Elizabeth Olsen i Paulem Bettanym na razie ich zdecydowanie nie spełnia. Ale tylko po części ze swojej winy. Mowa bowiem o produkcji jak na standardy MCU naprawdę eksperymentalnej. Styl trzech pierwszych odcinków dostępnych na Disney+ został w całości podporządkowany klasycznym sitcomom z przeszłości (najpierw z lat 50., a następnie 60. i 70.).

Wszystkie elementy filmowego rzemiosła mają tam na celu jednocześnie parodiować, naśladować i składać hołd produkcjom takim jak „The Dick van Dyke Show”, „The Brady Bunch” czy „Ożeniłem się z czarownicą”.

Już na papierze takie połączenie wygląda niezwykle karkołomnie i to z bardzo prostego powodu. Parodiowanie, naśladownictwo i hołd to trzy zupełnie różne metody podchodzenia do istniejącego dzieła. Twórcy „WandaVision” chcieli mieć ciastko, zjeść ciastko i za jednym zamachem upiec kolejne. Sprawiło to, że sitcomowe przygody Wandy Maximoff i Visiona niejako znalazły się w pułapce. Momenty naśmiewające się ze schematów gatunku zostają całkowicie pozbawione pazura, a poszczególne nawiązania do seriali nadawanych przed kilkudziesięciu laty są w stanie skutecznie trafić tylko do absolutnych fascynatów tematu.

Najmocniej z widzami zostaje więc naśladownictwo, co w przypadku kopiowania starych sitcomów bywa dosyć problematyczne. Ich styl i humor naprawdę średnio pasują do współczesnej telewizji i wykształconych w ostatnich dziesięcioleciach gustów odbiorców. Dlatego pewna część odbiorców „WandaVision” narzeka, że nowy tytuł Marvel Studios jest niezwykle nudny, nieśmieszny, banalny w swoich sitcomowych easter eggach i nie potrafiący zbudować autentycznej atmosfery na wzór komediowych produkcji z połowy XX wieku.

Moim zdaniem wielu niezadowolonych widzów sprawnie punktuje problemy produkcji, a ich argumentom nie brakuje słuszności. Wydaje mi się jednak, że serial Disney+ kryje w sobie nie tak oczywistą, ale zarazem znacznie poważniejszą skazę. Chodzi o ostatnich kilkadziesiąt sekund każdego kolejnego odcinka. Osoby odpowiedzialne za „WandaVision” aż do przesady wzięły sobie do serca zasadę, żeby finałem każdego kolejnego odcinka chwytać zainteresowanie swoich widzów na haczyk. Dlatego po ponad 20 minutach mało zabawnych wygłupów rodem z sitcomu rzucają widzom kość na zasadzie: „Patrzcie, jeszcze będzie ciekawie”.

WandaVision” to serial przedkładający easter eggi i teorie fanów ponad dobrą telewizję.

Poszukiwacze mniej lub bardziej skrytych nawiązań do komiksów i szerszej historii MCU mają w trakcie oglądania produkcji co robić. Ale po obejrzeniu trzech odcinków trudno ignorować fakt, że poza mrugnięciami do widzów w „WandaVision” wydarzyło się bardzo niewiele. Najbardziej zaangażowani fani mogą spędzić godziny, debatując o kolejnych reklamach nagrywanych przez S.W.O.R.D. i Hydrę, nawiązaniach do Mefisto czy celowości wspominania Quicksilvera pierwszy raz od „Avengers: Czas Ultrona”. Czy innych widzów będzie to w stanie przyciągnąć na dłużej?

Z fanowskimi teoriami jest taki problem, że praktycznie nigdy się nie sprawdzają. Wróćmy pamięcią do dyskusji po filmie „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” czy przed 8. sezonem „Gry o tron”. Całe to zaangażowanie widzów w jakimś sensie ostatecznie okazało się być nic nie warte. Bo ani Lucasfilm, ani Beniof i Weiss nie mieli wcale żadnego tajnego planu. Żadnej wielkiej wizji przyszłości. Czy z 4. fazą MCU będzie inaczej? Być może, tak naprawdę jest zbyt wcześnie, żeby móc wykluczyć jakikolwiek scenariusz. Zachwycanie się serialem, który przynajmniej na razie oferuje wyłącznie rozrywkę polegającą na pytaniu „A pamiętasz XYZ?”, wydaje mi się jednak grubą przesadą.

Dlatego właśnie 4. odcinek „WandaVision” ma tak olbrzymie znaczenie i może zadecydować o końcowej ocenie produkcji. A to rzuci się cieniem na całe Marvel Cinematic Universe.

Z opublikowanego teasera oraz wypowiedzi aktorów wcielających się w Scarlet Witch i Visiona wynika, że zapowiedziany na 29 stycznia epizod pokaże więcej realnego świata. Kilkoro postaci znanych z innych produkcji Marvel Cinematic Universe będzie próbowało nawiązać stały kontakt z Wandą. Co przynajmniej przy pierwszej próbie Moniki Rameau się nie powiedziecie.

Paul Bettany i Elizabeth Olsen w osobnych wywiadach zaznaczali też, że widzów w 4. odcinku czeka jakieś wielkie wydarzenie. Może nawet zmieni dotychczasowe status quo. Trzymam za to zdecydowanie kciuki, bo najwyższy czas przedstawić widzom przynajmniej część odpowiedzi. Bo przecież „WandaVision” miała być swego rodzaju mieszanką sitcomu z thrillerem i horrorem. Historią opowiadającą o mrocznej rzeczywistości i bolesnej traumie, kryjących się pod płaszczykiem idealnego szczęścia. Na razie z podobnych zapowiedzi zostało niewiele, a to co faktycznie pokazano było niezwykle schematyczne i bez polotu. Najwyższy czas to zmienić.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

21 odpowiedzi na “Nie udawajcie, że „WandaVision” podoba wam się bardziej niż nudne sitcomy. Ten serial dopiero może być dobry”

  1. Osobiście byłem sceptyczny co do formy. Nie jestem też jakimś wielkim fanem MCU. Ale uważam, że serial jest genialny. Przypomina mi styl Watchmen, trochę The Truman Show i odrobinkę Legion. W zasadzie idzie w tym kierunku w jakim przewidywałem, ale ze smakiem, którego nie spodziewałem się. I przyznam szczerze – ten klimat sitcomu, mimo, że wyraźnie zaczyna się kurczyć – chciałbym, żeby potrwał dłużej.

  2. Ja pokochałem serial od pierwszego odcinka właśnie za jego formę. Fakt może być już tylko lepiej albo gorzej ale Marvel raczej nie zawodzi.

  3. Obejrzałam jeden odcinek tego czegoś, bo stwierdziłam, że skoro ktoś pochylił się, żeby opisać, to może jest w tym jakiś błysk talentu pomimo miałkości tematu.

    Oddajcie 50 minut mojego życia :P

      • Może niektóre fragmenty oglądał powtórnie żeby dopatrzeć się czegoś więcej? :) Co ciekawe mnie 50 minut zajęło obejrzenie wszystkich trzech. Bez przewijania do przodu chyba bym nie zdzierżył a jestem raczej fanem niż krytykiem produkcji Marvela. Końcówka trzeciego odcinka daje jednakowoż nadzieję, że się serial wygrzebie z tej nudnej formuły.

        • Na typową nawalankę super Hero bym się nie nastawiał, takowa będzie raczej w Falcon & Winter Soldier, tutaj będzie coś w rodzaju wprowadzenia do Dr. Strange’a

  4. Nie rozumiem z ląd takie nastawienie? Serial jest rewelacyjny tylko trzeba zrozumieć co jest pokazane. W pierwszym odcinku na samym końcu jest pokazana idea właśnie za tą formą. Przypomina to wątek Tranquility Lane z Fallout 3.

    • A może od MCU nie oczekujemy „zrozumienia”, a prostoty i rozrywki w innym wydaniu? Może dla innych seriali pozostawiamy „zrozumienie”…

  5. Rozumiem że autor nigdy nie widział np. Legiona… to jest dopiero porąbany serial…
    WandaVision ma swoją formułę, mi się ona podoba mimo że nie przepadam za bardzo za sitcomami – ale te stare sitcomy, com z ciekawości obejrzała jakieś odcinki to one są dość przerażające.
    Ja tam czuje klimat tych seriali grozy ala Strefa Mroku w świecie sitcomu.

    I tak – nie każdemu musi się podoba. Na tym polega życie – jak ci się coś nie podoba to tego nie oglądasz/nie czytasz/nie słuchasz. A nie chodzisz i nie zawodzisz smętnie jak to Banshee że “mnie się nie podoba, więc innym też ma się nie podobać”. Bo to jest idiotyczne – ludzie mają różne gusta.
    Mnie np. nie podoba się Mandalorian, obejrzałam sezon 1 z rozpędu – kupa straszna, z może trzema dobrymi odcinkami. Drugi sezon olałam. Ale to nie znaczy że uważam że ludzie którzy lubią ten serial to oni nie wiem – udają że go lubią. No bez jaj… ile autor ma lat – 15? :D W tym wieku człowiek faktycznie uważa że to co on lubi to jest najlepsze a inni to się nie znają… potem dorasta i odkrywa że naprawdę nie każdy musi lubić Pumpkinheada…

    • Odpowiedź jest prosta, po tego typu produkcjach oczekujemy „czegoś”innego… Tego typu historii nie oczekuje w serii MCU,jak i zapewne inni … Stąd zawód WV…

      • W takim razie nie jesteś prawdziwym fanem MCU skoro serial który ma na celu rozwinięcie jednej z ważniejszych obecnie postaci w tym universum oraz pokazanie jej prawdziwej siły uważasz za coś czego nie oczekuje się po MCU. Jak tak zależy ci na “prostocie i rozrywce w innym wydaniu” to tego już w MCU raczej nie znajdziesz skoro faza 4 ewidentnie idzie w kierunku mulitiuniwersum (chyba tak to się pisze). Po za tym nie mów w formie my, skoro jesteś jednym z niewielu.

        • Jeśli jestem „jednym z niewielu” czyli „my”. Od MCU oczekuje innego typu „pokazania siły”, jeśli MCU pójdzie w tym kierunku, to stracą 50-70% widzów,na dłuższą metę nie będzie to strawne…

  6. Jestem właśnie po seansie 4 odcinka i z każdym kolejnym stwierdzam, że ten serial jest genialny.

    Kto widział ostatni odcinek to zapewne wie już o co chodzi w Westview… Fabuła nabiera kształtu, a moment w którym pokazali prawdziwy stan Visiona ukazała jak głęboką traumę musi przeżywać Wanda i jak potężnym medium jest, że potrafi tak kreować i kontrolować rzeczywistość Ją otaczającą.

    Według mnie mega i już nie mogę się doczekać kolejnego odcinka.

  7. Podpisuję się wszystkimi ręcyma pod tym tekstem. 25 minut masakry i 60 sekund zajawki. Komiksowe nerdy pieją z zachwytu. Casualowi widzowie raczej kręcą nosem. Oby w 4 odc coś się ruszyło bo póki co to straszne pierdololo

  8. Trochę szczerze mówiąc nie rozumiem tytułu tego artykułu. Serial zbiera pozytywne recenzje min. dlatego że jest Marvel zrobił coś oryginalnego. I ja rozumiem na czym polega “problem” tego serialu.
    Szczerze mówiąc pierwsze dwa odcinki były dobre, ale bez jakiegoś szału. Może dlatego że nie byłam nigdy wielką fanką i znawczynią sitcomów. Były one jednak dosyć krótkie i ważnym z ich było coś takiego bardziej nowoczesnego i niepokojącego co świetnie ze wszystkim współgrało więc nie dało się na tym nudzić. Serial według mnie nie patrzy tylko na znawców sitcomów, choć rzeczywiście może nie być dla każdego, co upatruję za plus. Kiedy ktoś z reguły stara się robić coś dla wszystkich, z reguły ni nie wychodzi. Trzeci odcinek już naprawdę nie porwał i mam tyle teorii w głowie… choć nigdy nie czytałam żadnego komiksu.
    Miło jest czasami zobaczyć coś nowego i dobre jest to powolne budowanie napięcia.
    Dobrze że Marvel zrobił coś nowego zamiast takiego zwykłego serialu, którym przecież będzie Falcon and the Winter Soldier

  9. Dopiero czwarty odcinek, wracając do konwencjonalnej treści (bardzo duże podobieństwo do pierwszego Thora) jest przewidywalny i nudny.
    Najwyraźniej Marvel przeliczył się w ocenie wymagań swojej publiczności – nie chcą zaskoczenia i cudów (a przecież to właśnie oznacza słowo “marvel”), chcą ordynarnej superbohaterskiej naparzanki… szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...