Pomysł śmieszny i niebezpieczny. Papieskie encykliki do edukacji seksualnej — tak wymyślił sobie minister

Felieton/Trendy 11.01.2021
Pomysł śmieszny i niebezpieczny. Papieskie encykliki do edukacji seksualnej — tak wymyślił sobie minister

Pomysł śmieszny i niebezpieczny. Papieskie encykliki do edukacji seksualnej — tak wymyślił sobie minister

Przemysław Czarnek powiedział w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” o potrzebie sięgania do encyklik Jana Pawła II w kontekście edukowania młodzieży — m.in. w dziedzinie seksualności. Wypowiedź ministra edukacji wywołała liczne kontrowersje — i wcale mnie to nie dziwi.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Zdaniem ministra edukacji Przemysława Czarnka, w polskich szkołach kładzie się niewystarczająco mocny akcent na spuściznę Jana Pawła II. W wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” polityk przekonuje, że nauczanie papieża Polaka można z powodzeniem zaadaptować do takich dziedzin, jak m.in. podstawy przedsiębiorczości czy edukacja seksualna.

Pomysł ten wywołał lawinę pełnych dezaprobaty reakcji, zwłaszcza wśród lewicowych polityków i publicystów. I słusznie, bo wbrew pozorom, Polska nie jest państwem wyznaniowym, a wokół katolickiej wykładni na temat seksualności człowieka narosło już tyle wypaczeń i stereotypów, że wpajanie jej na siłę młodym ludziom mogłoby spowodować więcej krzywdy niż pożytku.

Papież kontra kapitalizm

Na przykład, gdy uczymy podstaw przedsiębiorczości, moglibyśmy wprowadzić fragmenty papieskich encyklik na temat tego, czym jest praca, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna itp. Chodzi nie tyle o wymiar religijny, ile o etyczne spojrzenie na przedsiębiorczość

— przekonuje minister Czarnek.

Choć teza ta wydaje się nieco karkołomna (w końcu papieżowi przypisywana jest nieomylność jedynie w kwestiach teologicznych, nie ekonomicznych czy społecznych), to przynajmniej dla mnie nie brzmi do końca absurdalnie: zwłaszcza, że obecny papież Franciszek głosi całkiem sensowne nauczanie w kontekście etyki biznesu, zwracając uwagę m.in. na konsekwencje globalnego kapitalizmu i rolę wielkich korporacji w kwestii zagrożeń klimatycznych.

Problem w tym, że wcale nie o Franciszka tu chodzi, ale żyjącego w zupełnie innych czasach — a więc siłą rzeczy patrzącego na wolny rynek z innej perspektywy — Karola Wojtyłę. Jeszcze większych kłopotów dostarcza druga wypowiedź polityka PiS, który życzyłby sobie odwoływania się do encyklik papieża Polaka w ramach edukacji seksualnej: a to może okazać się w dobie sekularyzującego się społeczeństwa nie tylko przeciwskuteczne, ale i niebezpieczne.

Encykliki zamiast kamasutry?

Nie jestem też przeciwnikiem postulatów, aby w najstarszych rocznikach szkół ponadpodstawowych wprowadzić elementy nauczania Jana Pawła II na temat ludzkiej seksualności, które zawarł np. w książce „Miłość i odpowiedzialność”

— mówi szef Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Dlaczego uważam ten pomysł za nietrafiony? Przede wszystkim dlatego, że spotkałam w swojej pracy i życiu prywatnym masę ludzi, którzy zostali właśnie taką „katolicką edukacją seksualną” poważnie skrzywdzeni (np. nabawiając się nerwic na tle seksualnym). I bynajmniej nie chodzi o to, że jest zła czy szkodliwa sama z siebie, ale przeważnie niestety prezentują ją ludzie niemający ku temu odpowiednich kompetencji (vide nie tak dawny przykład medialnej burzy wokół słów Jacka Pulikowskiego, nieformalnego guru od relacji damsko-męskich w katolickim środowisku, który podczas wykładu przekonywał o tym, że żona nie może bez podania przyczyn odmówić mężowi współżycia).

I tak jak lepiej zostawić naprawę cieknącej rury hydraulikowi, a zepsute auto powierzyć sprawdzonemu mechanikowi, tak kwestią seksu — który jest bardzo wrażliwą, podatną na nadużycia sferą — najsensowniej jest zająć się w towarzystwie seksuologa lub psychologa: a nie księdza, czy katechety.

W chwili, gdy Kościół w Polsce mierzy się z pedofilskimi skandalami, traci mandat do edukowania o seksie

Jeszcze większym problemem związanym z pomysłem połączenia edukacji seksualnej z papieskimi encyklikami jest oczywisty kryzys Kościoła w Polsce, dziejący się na tle ujawnianych co chwila skandali seksualnych, przede wszystkim tych dotyczących tuszowania pedofilii wśród księży. W momencie, gdy polscy biskupi przedłożyli korporacyjną lojalność nad dobro najmłodszych i wynagrodzenie krzywd ofiarom, sami niejako stracili (przynajmniej tymczasowo) moralny mandat pouczania kogokolwiek w kwestii seksualności.

Zwróciła na to uwagę m.in. posłanka Lewicy Beata Maciejewska:

Zgadzam się z ministrem Czarnkiem: młodzież powinna przyswoić wiedzę #JPII na temat seksualności. Lekturą obowiązkową powinny być raporty dot. krycia pedofilii w Kościele katolickim

— napisała na Twitterze.

Teraz to ja już nie chcę, żeby MEN interesowało się edukacją seksualną

I wreszcie — last but not least — w momencie, gdy nasze społeczeństwo z roku na rok nie tylko sekularyzuje się, ale i coraz bardziej negatywnie ocenia działania Kościoła (co uwidoczniło się m.in. w przeprowadzonej niedawno ankiecie CBOS, w której takie stanowisko zajęła prawie połowa respondentów), a papież Polak stał się dla młodych ludzi raczej memem, niż autorytetem, takie kolejne epatowanie wizerunkiem Jana Pawła II może przynieść tylko odwrotny od zamierzonego skutek.

W tym kontekście aż prosi się o wniosek, że lepiej było, gdy MEN w ogóle nie interesowało się edukacją seksualną młodzieży: bo jeśli ta nauka miałaby opierać się na źródłach czysto religijnych, to byłoby to szkodliwe nie tylko dla samych potencjalnych odbiorców takiej wykładni, ale i samej instytucji i tak skompromitowanego na wielu polach Kościoła.

pingu mem

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

23 odpowiedzi na “Pomysł śmieszny i niebezpieczny. Papieskie encykliki do edukacji seksualnej — tak wymyślił sobie minister”

  1. Przysięgam, gdyby mały antychryst z filmu “Omen” doszedł do władzy i chciał jakoś sprytnie z pozycji rządu odrzucić ludzi od kościoła… To lepiej niż Czarnek by nie wymyślił.

    Może warto mu na wszelki wypadek sprawdzić piwnicę pod kątem pentagramu malowanego krwią kozła. Nigdy nie wiadomo. ;)

    • Jako osoba regularnie chodząca do kościoła podzielam intuicję: bardziej KK w Polsce szkodzić już chyba nie można (oprócz tego, że Episkopat dokonuje samozaorania średnio raz w miesiącu). Podstawiony agent jak nic ;-)

  2. Religia niech wraca do kościoła, szkoła/uczelnia to miejsce na fakty naukowe a nie dyrdymały.
    No państwo z g***a i kartonu, inaczej się tego nie da nazwać. Czarnek to najlepszy tego dowód.

    • Z szacunku do wiary, którą wyznaje mnóstwo Polaków, nie nazywałabym tego „dyrdymałami”. Ale co do reszty zgoda: religia wypad ze szkół do przykościelnych sal katechetycznych. Ciekawa jestem, jaka byłaby frekwencja ;-)

      • może określenie dyrdymały nie jest precyzyjne – ja bym powiedział, że dziś religia (mówię o każdej) w to taka fanaberia osób, którzy nie ogarniają świata w kontekście wyjaśnień naukowych…
        jak się okazuje to takie pójście na łatwiznę… po co coś wyjaśnić by konkretnie wiedzieć jak działa natura… łatwiej opowiedzieć o tym bajkę i powiedzieć, że to bóg (tan czy inny)… a potem okazuje się, że jednak jest wyjaśnienie bo komuś się chciało zadać pytania i na nie odpowiedzieć :)

        • Dyrdymały z religii robią księża, swoim zachowaniem nie licującym z tym co głoszą, a najbardziej spłycając przekaz tworząc z niego obrazkowy komiks dla dzieci. Z dziadkiem z długą brodą, niebem i piekiełkiem… Nauki teologiczne do plebsu nie trafiają bo ani plebs nie rozumie ani nie chce, a księżom to na rękę bo lud ciemny łatwiejszy do sterowania.

          • cóż, przekaz “róbcie posłusznie co mówimy , a pójdziecie do nieba” się nie zmienił :)

            każda próba zadawania niewygodnych pytań jest kwalifikowana jako “atak na kościół i jego wartości” – to też się nie zmieniło :)

      • Wiara w trzyosobową-jedoosobową istotę, która wstała z martwych i umiała zamienić wodę w wino i rozmnożyć ryby to jest wiara w dyrdymały.

          • Po prostu zamiast się obrażać trzeba przyznać, że osoba wierząca z niewierzącą raczej się nie porozumie. Wzywam zatem do jedynej rzeczy jaka nam pozostała – mądrej tolerancji.

  3. Religia niech wraca do kościoła, szkoła/uczelnia to miejsce na fakty naukowe a nie dyrdymały.
    No państwo z g***a i kartonu, inaczej się tego nie da nazwać. Czarnek to najlepszy tego dowód.

  4. Uderzające, jak symbolami niektórych “katolików” nie jest Jezus na krzyżu tylko raczej penis w pochwie :D .
    Czy ci ludzie nie są jacyś walnięci i nie powinni się leczyć :D ?
    Bo to raczej nie jest normalne.

  5. Właściwie to już spełniamy definicje państwa wyznaniowego. Jako rodzic coraz częściej widzę sprytnie przemycane “wartości” szczególnie w podręcznikach do języka polskiego, historii i WOSu. Ufam jednak w mądrość polskich dzieci. Socjalizm nas nie złamał to i świętoszkowatość u nas też nie zwycięży.

  6. “który podczas wykładu przekonywał o tym, że żona nie może bez podania przyczyn odmówić mężowi współżycia” – No, bez takich manipulacji proszę. Pulikowski niczego takiego nie powiedział ani nie napisał. Ktoś tu nie zapoznał się z materiałem źródłowym. Co więcej, odczytałem prawdziwe słowa Pulikowskiego swojej żonie, nie mówiąc o tym kto jest ich autorem i spytałem czy jej nie oburzają. No i okazało się, ze nie tylko nie oburzają, ale wręcz się z nimi zgadza. Podstawą szczęścia w małżeństwie jest dobra komunikacja. Jak dzwoni do Ciebie dobry przyjaciel i zaprasza do siebie to też mówisz “nie, bo nie i już”, czy może jednak jakieś słowo wyjaśnienia?

  7. “Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych” – Art. 25 ust. 2 Konstytucji RP.

  8. “W chwili, gdy Kościół w Polsce mierzy się z pedofilskimi skandalami, traci mandat do edukowania o seksie”

    Kościół w ogóle nie powinien wypowiadać się na temat seksu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...