NIEPOPULARNA OPINIA #9: Jak seriale, to tylko z lektorem

Felieton/Seriale 03.01.2021
NIEPOPULARNA OPINIA #9: Jak seriale, to tylko z lektorem

NIEPOPULARNA OPINIA #9: Jak seriale, to tylko z lektorem

Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałem sobie oglądania filmów i serialu bez napisów. Serwisy wideo na żądanie mnie jednak rozpieściły. Dziś, jak już coś mam obejrzeć, to najpierw sprawdzam, czy jest dostępny polski lektor. Jeśli nie, to daję sobie spokój — choćby i było to polecane przez wszystkich „The Office”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Gdy byłem nieco młodszy, a o Netfliksie jeszcze nikt w kraju nad Wisłą nie słyszał, lektor w serialach kojarzył mi się jedynie z już wtedy skostniałą telewizją, która była domeną Starych Ludzi. Później do skojarzeń dołączyły kiepskie pirackie kopie filmów i serialu, w których głos pod postaci podkładał samodzielnie jakiś Przedsiębiorczy Sasza — pewnie ten sam, który wprowadzał te wersje potem do lewego obiegu.

A ja, jako wpierw licealista, a potem student, bym się do oglądania filmu lub serialu w ten sposób przecież nigdy nie zniżył!

Kilka razy ściągnęło się jednak takową wersję przez przypadek i to było rozczarowanie gorsze, niż gdyby długo oczekiwany film okazał się pornosem. Wystarczyło, że kilka razy się tak naciąłem, by później, gdy trafiałem w sieci na materiały wideo opisane jako polska wersja językowa, omijałem je szerokim łukiem. Zwiastowało to w końcu kiepską jakość samego wideo i wyciszoną oryginalną ścieżkę dźwiękową na rzecz tej z domowej roboty lektorem.

Zamiast tego oglądałem wszystko tak nowocześnie, z napisami — takimi prosto z NapiProjektu, chociaż czasem trzeba było na takowe poczekać kilka dni. Dopiero później, na studiach przerzuciłem się na napisy angielskie, które dostępne były nieco szybciej. Niestety nawet z biegiem czasu z literek całkowicie zrezygnować nie mogłem — gdy już znałem język na tyle, by rozumieć, co mówią do siebie bohaterowie w ich ojczystym angielskim, pogorszył mi się słuch.

Potem mi się odmieniło.

Jak już pisałem w jednym z poprzednich odcinków naszego nowego cyklu Niepopularna opinia, w którym wykazywałem wyższość jednego modelu dystrybucji seriali nad drugim, oglądam seriali znacznie więcej niż statystyczny widz. Większość z nich potem na łamach Rozrywka.blog recenzuję, ale dochodzą do tego produkcje, które mnie rajcują tak po prostu i im również poświęcam czas. Przy natłoku nowości czasami człowiek nie ma jak Netfliksa załadować…

Potrzeba jest jednak matką wynalazków, dlatego nauczyłem się oglądać seriale… w zasadzie to wszędzie. Najchętniej puszczam te, które nie wymagają skupienia na sobie całkowicie uwagi, bo o nich potem nie będę już nic pisał, podczas innych czynności, które można wykonywać mechanicznie. Zdarza się zresztą, że bardziej słucham, niż oglądam i to tutaj szukałbym przyczyny mojego pojednania się z wszelkiej maści lektorami (przed którymi wcale nie ostrzegali mnie rodzice).

Nie masz lektora? Nie idę z Tobą do łóżka!

Czy to w łóżku, czy to pod prysznicem, czy to przy zmywaniu naczyń — tablet z odpalonym serialem może stanąć gdzieś obok i zapewniać mi rozrywkę. Złapałem się jednak na tym, że nawet jeśli mogę się na serialu skupić, to i tak wolę, gdy lektor czyta kwestie wypowiadane przez bohaterów. Nie gubię się w fabule, gdy oderwę wzrok od ekranu, żeby sprawdzić powiadomienie w telefonie i nie muszę pauzować za każdym razem, gdy kot usadzi się pomiędzy mną a iPadem.

Nawet nie wiem, kiedy to się stało, ale tak jak przy nowościach, które chcę obejrzeć, często nie mam wyboru i czasem muszę pogodzić się z samymi napisami, tak przed rozpoczęciem kolejnego tasiemca sprzed lat najpierw sprawdzam, czy jest dostępny polski lektor. Nadal nie jest to regułą i nie był takowy dostępny w np. „The Office”, dlatego pomimo niezliczonych rekomendacji ten konkretny serial sobie odpuściłem do czasu, aż wróci w wersji z lektorem.

Sitcomy to w końcu typowe produkcje „do kotleta” i czasem wolę się skupić na krojeniu schabowego niż na czytaniu literek.

Oczywiście przy tym całym moim uwielbieniu do lektorów zdaję sobie sprawę, że na ołtarzu wygody składam efekty dźwiękowe i część gry aktorskiej bohaterów polegającej na regulowaniu barwy i tonu głosu, a także zmianie akcentu, ale jestem w stanie się z tym pogodzić. W dodatku w przypadku tych kilku produkcji, w których zależy mi na ścieżce dźwiękowej, a nie tylko na obrazie i dialogach (czyli np. w „Westworld”), w każdej chwili tegoż lektora mogę wyłączyć.

Irytują mnie w tym wszystko tylko czasem różnice pomiędzy tym, co mówi lektor, a tym, co widać w napisach (których nie wyłączam, chyba już tylko z przyzwyczajenia), ale wiem, że taka jest specyfika tłumaczeń w świecie filmów i serialu. Nie mogę też znieść, gdy inny lektor przejmuje dany serial w jednym z kolejnych sezonów, co mnie drażniło przy oglądanym niedawno ponownie „Mentaliście”, ale zwykle po kilku odcinkach o tym zapominam.

Zdaję sobie sprawę, że część czytelników poleci zaraz do komentarzy pisać ok, boomer!, ale co zrobić — do lektora najwyraźniej musiałem dorosnąć.

Oczywiście nie zacznę teraz wygłaszać tyrad, że cały świat do tego również dorośnie, a tylko dzieci upierają się przy napisach, bo to byłoby głupie. Ludzie mogą mieć inne preferencje filmowo-serialowe i to jest okay, ale w moim przypadku ułożyło się tak, a nie inaczej. Skłoniło mnie to przy okazji do refleksji na temat dubbingu, który w przeciwieństwie do lektora jest popularny na zachodzie, a który ja z kolei niezmiennie uważam za zło gorsze od napisów.

Do dubbingu mam bliżej nieokreślony uraz i ostatnio wolałem zwrócić kupiony przez omyłkę na seans z dubbingiem bilet i pojechać do innego kina na drugi koniec miasta, byle tylko „Nowych mutantów” obejrzeć w wersji oryginalnej. Kto jednak wie — może i do tego „dorosnę”, a kiedyś porzucę lektora na rzecz aktorów podkładających głos pod bohaterów? Jeszcze kilka lat temu bym tę myśl zabił w zarodku, a teraz, choć myślę, że to mi nie grozi, to już nie jestem taki pewien…

NIEPOPULARNA OPINIA to nowy cykl wpisów na Rozrywka.blog. Zachęcamy do zapoznania się z jego poprzednimi odsłonami:

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (29)

29 odpowiedzi na “NIEPOPULARNA OPINIA #9: Jak seriale, to tylko z lektorem”

  1. W sumie – OK. Gdybym sam oglądał seriale wszędzie, pewnie robiłbym podobnie (ale nie oglądam ich prawie wcale). Jeżeli oglądam film klasy “taki se wypełniacz”, włączam lektora i oglądam jednym okiem, robiąc coś na kompie i uczestnicząc w życiu rodzinnym. Jeżeli jednak oglądam porządny film z dobrą obsadą – nie ma mnie dla nikogo, włączam kino domowe, i obowiązkowo napisy.

      • acha czyli wciągasz mnie w tą walkę , w której niszczę osoby niesłyszące/ mniej słyszące . Otóż nie. Nie znam problemów takich ludzi i nie mam pojęcia jak one wyglądają , ale wydaje mi się że audio jest mniej ważne niż napisy ( nieważne w jakim języku ) by cieszyć się filmem . A od słuchania są radio i podcasty ( próbowałem z “Last dance” i nie wyszło a to mój ulubiony mood lifter)

      • acha czyli wciągasz mnie w tą walkę , w której niszczę osoby niesłyszące/ mniej słyszące . Otóż nie. Nie znam problemów takich ludzi i nie mam pojęcia jak one wyglądają , ale wydaje mi się że audio jest mniej ważne niż napisy ( nieważne w jakim języku ) by cieszyć się filmem . A od słuchania są radio i podcasty ( próbowałem z “Last dance” i nie wyszło a to mój ulubiony mood lifter)

      • Mam pytanie – już poza kwestią lektora – nosisz jakiś aparat słuchowy? I przede wszystkim, czy badałeś sobie słuch. Nie należy lekceważyć ubytków słuchu – jeżeli nie pracujesz z młotem pneumatycznym, czy nie jesteś muzykiem rockowym, gdzie utrata słuchu jest niejako “w pakiecie”, to trzeba byłoby zbadać jego przyczynę.

  2. To ja seriale po ang. oglądam z napisami, ale angielskimi. W razie gdybym nie zrozumiał jakiegoś, słowa, to zawsze mogę je przeczytać, ewentualnie sprawdzić w słowniku. Przy okazji idzie podszkolić angielski :D Ale mi to łatwo mówić, bo jak oglądam serial to nie robię nic innego, bo nie mam na tyle podzielnej uwagi. Albo serial, albo kotlety :D

  3. Przez takich “oglądaczy” Jak ty co nie oglądają tylko słuchają, przez to że w tym waszym pokoleniu takich jest większość, netflix robi syf nie kino, puste tępe wypełniacze czasu

  4. Osobiście też wybieram lektora, jeśli jest tylko taka możliwość. Jakoś mniej męczy oglądanie takiego filmu i jestem wstanie obejrzeć więcej. A angielski znam bardzo dobrze.

  5. No w końcu mogę się z czystym sumieniem zgodzić z którąś z niepopularnych opinii w serii. ;)

    Ale druga sprawa.. Chyba kiepsko to świadczy o poziomie seriali i sposobu w jaki widzowie z nich korzystają. Bo tych “do kotleta” i “w tle” jest już tak dużo, że coraz trudniej o jakiś na poziomie.

    No i kiedy Netflixowi udało się tak skutecznie wytresować widzów, że nawet czyszcząc kibel czy łupiąc schabowego w kuchni nabijają oglądalność treści które w sumie średnio ich interesują zamiast spróbować jakiegoś podcastu chociażby? Już o muzyce, rozmowie z drugą połówką czy wytrzymaniu z własnymi myślami przez te szalone 20-30 minut nie wspomnę.

      • Spoko, ja też nie oceniam kto tam co ogląda – każdego prywatny czas, nic mi do tego.

        Pisałem bardziej o samym zjawisku… Które dla mnie jest trochę ciekawe, bo w zasadzie zaczynają powstawać seriale których z założenia nie trzeba ani oglądać, ani nawet uważnie słuchać. Trochę to wywrócone do góry nogami. Nie tym Netflix zachęcał na początku swojej działalności i nadal nie tym się reklamuje.

        Dla mnie osobiście zmienia to tylko tyle, że portal zalewa mnie propozycjami setek produkcji których nie mam ochoty śledzić, co jasno wynika też z mojej historii oglądania.

        Nie potrzebuję nikogo krytykować ani zmieniać cudzych zwyczajów… Ale jednocześnie jeśli Netflix nie poprawi algorytmów a trend się utrzyma będę zmuszony zrezygnować z usługi która niewiele mi oferuje.

  6. Lektor psuje całkowicie odbiór serialu/filmu. Jak nie możesz skupić się na filmie/serialu to lepiej jakąś muzykę/audiobooka odpal.
    Z napisami dużo lepiej się ogląda.

  7. Już miałam pisać rant, ale widzę ubytek słuchu – więc okej. Ja używam lektora/dubbingu jak coś jest nie po angielsku, mimo że znam trochę inne języki; ale nie na tyle żeby swobodnie oglądać coś.
    Netflix ma też napisy dla niesłyszących :D I okazjonalnie dodatkową wersje dla niedowidzących – to powinno być standardem przy topowych produkcjach; nie tylko NF, ale każdej platformy.

  8. Eee tam napisy czy lektor – wystarczy poświęcić 2 lata na intensywny kurs angielskiego (i 3 lata na każdy kolejny język) i można oglądać seriale w oryginale. To jedyna droga!

  9. Lektor to rak, jaki toczy Netfliksa od czasu słynnego spotkania Hastingsa z “poczytnymi polskimi blogerami popkulturalnymi”, którzy usilnie przekonywali go, że w państwie z dykty lektor jest lepszy niż dubbing. Ha tfu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...