NIEPOPULARNA OPINIA #3: Rowling podpadła ci przez swoje wypowiedzi? Mnie niektórymi wątkami w „Harrym Potterze”

Felieton/Książki 29.11.2020
NIEPOPULARNA OPINIA #3: Rowling podpadła ci przez swoje wypowiedzi? Mnie niektórymi wątkami w „Harrym Potterze”

NIEPOPULARNA OPINIA #3: Rowling podpadła ci przez swoje wypowiedzi? Mnie niektórymi wątkami w „Harrym Potterze”

Czy Harry Potter to powieść polityczna? Nie do końca, ale i tak powinniśmy pamiętać, że mówi coś o świecie i kształtuje postawy. O czym mówi seria o młodym czarodzieju? Jeden z istotnych i kontrowersyjnych wątków znajdziecie w tym tekście.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Seria książek o młodym czarodzieju to chyba jedno z najbardziej kontrowersyjnych zjawisk w popkulturze ostatnich lat. Harry Potter na początku swojej wielkiej, światowej kariery był ostrzeliwany przez środowiska, powiedzmy to w uproszczeniu, katolickie. Niechęć ta wynikała tylko z niewiedzy i nie była ona związana z atakiem instytucji, a raczej atakami podjazdowymi tych mniej zorientowanych. Finalnie nawet Watykan (i to w oficjalnym dokumencie) przyznał, że seria Rowling opowiada o walce dobra ze złem, czyli że jest w porządku.

Jest w tym pewna dziejowa przekora, że dzisiaj książki Rowling atakowane są z zupełnie innej strony. Tu nie chodzi jednak o treść, a o publiczne wypowiedzi pisarki dotyczące osób transseksualnych. Całkiem niedawno dość głośno było o paleniu „Harry’ego Pottera”. Jednym z założeń tego typu działań jest nierozrywanie nici, jaka łączy autora z jego dziełem.

@elmcdo#fyp #harrypotter #books #lgbt #lesbian #gay #bi #trans #translivesmatter♬ A Moment Apart – ODESZA – Hannah Stater (she/her)

Rowling jest dość problematyczną autorką.

Choć uważam, że seria książek o młodym czarodzieju to świetna, złożona i przede wszystkim ciepła opowieść, to trudno nie przejść obojętnie obok wątków, które wprowadza mimo woli twórczyni. Światy literackie, choć nie zgadzam się, że zawsze trzeba przykładać publiczne wypowiedzi autora do samych powieści, zawsze są odbiciem zamysłów, spojrzenia i rodowodu danego twórcy. W przypadku Rowling i jej serii książek o młodym czarodzieju doszło do przynajmniej kilku nieporozumień związanych z intencjami autorki, a tym, co książki mówią w rzeczywistości.

Ja jednak widzę problem w samej książce, niekoniecznie w  autorce (choć jej aktualizacje kanonu są przynajmniej dziwne), ale w sposobie, w jaki jej seria portretuje niektóre postawy. Spójrzcie na to: świat czarodziejów to miejsce bardzo tolerancyjne. Akceptujące ludzi, różne magiczne stworzenia. Walka między dobrem i złem wyraża się tu również poprzez akceptację osób, które nie mają magicznego rodowodu. Niechęć do czarodziejów wywodzących się z „mugolskich rodzin” jest całkiem sprawną metaforą rasizmu i nietolerancji. Walka Harry’ego z Malfoy’em jest nie tylko obroną koleżanki nazywanej „szlamą” (Mudblood), ale też sprzeciwem wobec nietolerancji.

jk rowling transfobia

Metafora Rowling jest jednak dość karkołomna.

Bo z jednej strony pokazuje się walkę czarodziejów o traktowanie tych, którzy nie są czystej krwi, a z drugiej w tym świecie funkcjonuje rasa inteligentnych istot służebnych, skrzatów domowych. Są one traktowane jak niewolnicy i złączone dodatkowo magiczną więzią ze swoim panem. Gdyby się bliżej przyjrzeć, zobaczylibyśmy jeszcze więcej. Zwolniona z pracy Skrzatka popada w alkoholizm, bo nie ma celu w życiu. Próbę uwolnienia spod jarzma pracy skrzaty traktują jak obrazę, nie widzą swojego losu inaczej niż w służbie czarodziejowi. Co świadczy nie tylko o magii, ale o pewnego rodzaju uzależnieniu i kompletnym niezauważeniu swojej odrębności.

Ten niewolniczy system jest również wspierany przez Hogwart, w którym skrzaty wykonują prace kuchenne, sprzątają dormitoria. Co jednak ważne, dla większości czarodziejów ten stan jest zupełnie naturalny. Dopiero głos Hermiony, głos ze świata, gdzie czas nie stanął w miejscu, gdzie niewolnictwo jest nielegalne, a ludzie zdają sobie sprawę z aparatu opresji, z kolonialnej przeszłości, wyraża sprzeciw. Sprzeciw, który zostaje wyśmiany na kartach książki.

Zostaje sportretowany jako śmieszny (Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych, w skrócie WESZ).

Fascynujące jest, że ten retro-świat, do którego nie docierają kulturowe zmiany z rzeczywistości „mugoli”, jest tak szalenie konserwatywny i nawet zagrożenie tak poważne jak powrót Voldemorta nie skłania go do zmiany. Ba! Część walki odbywa się tu też o to, aby nie wywrócić ustalonego porządku, choćby nie ujawnić maskarady związanej z istnieniem czarodziejów.

A takich elementów jest więcej, bo przecież gdy spojrzy się na relacje społeczne panujące w świecie czarodziejów, to jasno dostrzeże się, że cały czas funkcjonuje tam system, jeśli nie klasowy, to przynajmniej stanowy. Tu Rowling sprytnie udało się przemycić jednak jego krytykę – stary ród czarodziejów reprezentują Malfoy’owie, którzy bycie czarodziejami chcieliby uczynić jak najbardziej elitarnym.

Być może Pottera nie trzeba odczytywać politycznie i brać do siebie takich drobiazgów, jak elementy komediowe, które, choć w mojej opinii szkodliwe, można zmieścić w nawiasie świata przedstawionego. Z drugiej jednak strony, Rowling sama postanowiła wpisać swoje dziecko w polityczne idee. Choć decyzja była zdecydowanie słuszna, trudno żebyśmy my, czytelnicy, nie zrobili z jej książką tego samego.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News. 

Teksty, które musisz przeczytać:

NIEPOPULARNA OPINIA #9: Jak seriale, to tylko z lektorem

Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałem sobie oglądania filmów i serialu bez napisów. Serwisy wideo na żądanie mnie jednak rozpieściły. Dziś, jak już coś mam obejrzeć, to najpierw sprawdzam, czy jest dostępny polski lektor. Jeśli nie, to daję sobie spokój — choćby i było to polecane przez wszystkich „The Office”.

Felieton/Seriale 03.01.2021

Dołącz do dyskusji (25)

84 odpowiedzi na “NIEPOPULARNA OPINIA #3: Rowling podpadła ci przez swoje wypowiedzi? Mnie niektórymi wątkami w „Harrym Potterze””

    • Spóźniłeś się. Council of Geeks już zrobił o tym film, i nie da się z tym nie zgodzić że jak na tak rozległy świat to no…. jakiś jeden gej powinien się w tej szkole trafić, choćby na trzecim planie.

      Nie Dumbledore to “poprawka” do kanonu, więc nie ma to żadnego znaczenia dla fabuły. Dumbledore nie jest gejem nawet w Fantastycznych Zwierzętach.
      Jak ktoś tam naprawdę pasuje na geja to Lockhart.

      • No dobrze, tylko co się stało z podstawowym prawem tworzenia przez autora książki taką jaką chce żeby istniała?

        Przecież HP zwyczajnie nie jest serią odnoszącą się do lgbt. Owszem, omawia tematy dojrzewania i seksualności w jakimś stopniu, ale na pewno nie jest to główny wątek. To nie jest “przeoczona” grupa ludzi w książce skupionej na tym temacie. To najzwyczajniej nie jest książka na ten temat.

        Ponadto książki były wydawane w latach 1997-2007, kiedy nurt lgbt nie istniał w swoim dzisiejszym, dosyć specyficznym wydaniu. Rowling musiałaby być oprócz autorki bestsellerowych powieści dodatkowo wyprzedzającą swój czas w myśleniu empatką/socjolożką/wróżką. Rozumiem, że nie akceptujemy od znanych ludzi niczego poniżej – ustalanego przez nasze normy oczywiście – ideału.

        Czy w ogóle oznaczanie postaci w książce jako hetero lub homoseksualne nie jest przejawem jakiejś dziwnej segregacji? Czy normalny człowiek w codziennym życiu dba o procentową równowagę osób wg, ich seksualności, rasy i może przychodów? Czy kolejny początkujący pisarz siadający przed laptopem powinien posiłkować się wykresem przedstawiającym mu procentową ilość homoseksualistów w zależności od ilości postaci w jego książce?

        Czy jeśli osób homoseksualnych w książce jest “odpowiednio” dużo to jest kolejny wzór wyznaczający ile z nich może być postacią negatywną a ile pozytywną? Co z osobami, które w powieści przechodzą rozterki? Lub są zwyczajnie skomplikowane i nie dające się zmieścić w ściśle oznaczone ramy? Nie ma już miejsca na bardziej skomplikowaną literaturę?

        Co z już istniejącymi klasykami?

        We Władcy Pierścieni prawie brak kobiet, ale te które się pojawiają to prawie Boginie lub bohaterki – palimy te książki, bo za mało czy Tolkien się jakoś wykaraskał ich rolą?

        Lolita to książka powyżej standardów, jednocześnie opisuje pedofila i jego obrzydliwe uczucie do dziewczynki. Chwilami chce się rzygać czytając, ale po części o to chodzi. Palimy?

        Konopnicka na 99% była lesbijką – jej książki są przez to gorsze lub lepsze? Bo z drugiej strony wtedy nie było twittera, a ona jest też autorką “Roty”… Więc kto wie co by wypisywała. Palimy?

        W – tym razem serii filmów – “Obcy” Ridleya Scotta jedyną ogarniętą osobą we wszystkich filmach jest główna bohaterka, która przy okazji przeżywa jako jedyna. Mężczyźni umierają. To jest ok? Czy nie, bo też nie wiadomo czy byli tam homoseksualiści? A może chwilami w ogóle była zbyt seksownie pokazywana, więc… Palimy?

        W ogóle wszystkie historie ze zbyt małą reprezentacją kobiet i mniejszości… Palimy?

        • Panie… To już dawno poszybowało dalej… Teraz tylko osoba XYZ może grać osobę XYZ.I tylko osoba XYZ może pisać/mówić o XYZ…

          O krucjacie przeciw postaciom historycznym, które żyły w innych czasach nawet nie wspominam, bo to już w ostatnim czasie zaszło za daleko…

          I tu rodzi się moja ciekawość gdzie według tych wszystkich ultra progresywnych lądują takie dzieła literackie jak rom-comy, które skupiają się na romansach homoseksualnych lądują.

          Dam przykład – A Guy Walks into My Bar, Best Seller na Audible i Amazonie pisany przez heteroseksualną Lauren Blakely romans m/m. W angielskiej wersji audio głosów użyczyli dwaj hetero panowie. Tak, ta książka głownie skupia się na romansie pomiędzy dwoma mężczyznami, więc ciężko mówić o różnorodności :P

          Dodatkowo ta książka i audiobook powinny zostać spalone, bo dwaj hetero “zabrali” zatrudnienie dwóm homo, a sama autorka ma męża, więc co ona może wiedzieć o związkach i relacjach m/m :P

          21 wiek jest… wyjątkowy.

          Disclaimer: I tak rom-comy m/m to mój guilty pleasure i odmóżdżaczem. Nie tylko SyFy i fantasy człowiek żyje. No i dodatkowo do mnie trafiają, bo w podobny sposób poznałem swojego męża, ino zamień bar na siłownie.

          • Dokładnie.

            Z tymi rom-comami to ciekawa uwaga, wprawdzie wiem o nich tylko tyle że istnieją, ale to co opisujesz chyba dobrze pokazuje jak losowo i na “widzi-mi-się” wybierane są cele krytyki. Obrywa się największym i najpopularniejszym w głównym nurcie rozrywki i kultury, stawiając przed nimi wymagania, których nie da się spełnić. To są oczekiwania zwyczajnie.. Nieludzkie, bo żaden człowiek nie jest idealny. Nie da się napisać treści do której nie da się przyczepić bez popadania w totalny banał.

            Kiedy Scarlett Johansson miała zagrać osobę trans – przecież w oczywisty sposób swoją popularnością zwiększając oglądalność, a przez to w naturalny sposób popularyzując tematykę i potencjalnie “uczłowieczając” osoby z tej grupy właśnie wśród ludzi nietolerancyjnych – to spotkała się z krytyką, musiała wycofać się z roli i PRZEPROSIĆ. I tyle w temacie filmu. Scenariusz pewnie poszedł na półkę gdzie się będzie kurzył.

            Co do filmów historycznych to często aż mnie skręca kiedy widzę łopatologiczne i populistyczne podejście do tematu. Nie przez sam fakt pojawiania się mniejszości lub uwydatniania roli kobiet – co nie wiem ile razy trzeba powtarzać gorącym zwolennikom tych zmian – ale przez nachalne zmiany, które zwyczajnie nie trzymają się ani faktów, ani sensu.

            Szczególnie, że historia jest pełna barwnych postaci. Nic tylko sięgać i tworzyć pasjonujące treści.

            Tomyris była jakąś absolutnie tajemniczą królową z terenów dzisiejszego Iranu, która pokonała persów u szczytu ich potęgi według przekazów ucinając głowę Cyrusa II Wielkiego, co jest nawet sceną często przedstawianą w malarstwie. Przecież tu jest wszystko, czego potrzeba wg. dzisiejszych “tolerancyjnych” wymagań – wszyscy aktorzy reprezentowaliby mniejszości, silna postać kobieca.. I zero przekłamań historycznych.

            Mansa Musa do dziś określany jako najbogatszy człowiek w historii był afrykańskim królem. Europejczycy rysując mapy na których potrafili ledwo zaznaczyć północ Afryki poniżej malowali tajemniczą postać na złotym tronie, bo nawet oni słyszeli plotki o jego bogactwie. Do historii przeszła jego pielgrzymka do Mekki z karawaną. W krajach które mijał powodował na dekadę taką inflację, że grudki złota walały się po ulicach a ludzie wrócili do handlu zamiennego. Przecież to aż wrzeszczy, żeby napisać ciekawy scenariusz z pasjonującą główną rolą czarnego aktora.

            Już nawet pomijam nasze miejscowe kapitalne historie – gdzie Jadwiga Andegaweńska była w zasadzie koronowana w praktyce na KRÓLA polski sprawując faktyczną władzę, co było ewenementem i pięknie wpisuje się w feministyczne trendy. Lub “akcja Góral”, w czasie której polskie podziemie w czasie okupacji niemieckiej uprowadziło samochód bankowy kradnąc ponad 100 milionów złotych. Przecież to aż prosi się o film w stylu “Ocean’s Eleven”, ale “prawa strona” oczywiście woli popełniać te same grzechy co “lewa” i rozpływa się nad banalnymi pseudo-patriotycznymi bełkotami.

            Ehh… Aż się kurde rozpisałem po Twoich spostrzeżeniach ;)

          • Tak, to ze Scarlett Johansson było nad wyraz idiotyczne; argument że powinna zagrać tą postać osoba trans… był troszkę z dupy, bo ta postać – w sensie ta osoba – to ona nie była jak dzisiejsi transseksualni mężczyźni, nie brała hormonów, nie miała korekcji płci… była po prostu kobietą przebraną za faceta – w sensie literalnym. Więc zagrać taką postać powinna kobieta.

            No co innego jak mamy postać która ma być po korekcji; wtedy faktycznie lepiej obsadzić odpowiedniego aktora – tak jak nie wiem do roli 2 metrowego koszykarza, wybieramy kogoś kto ma 2 metry. To nie jest sytuacja jak z kolorem włosów, że można się przefarbować…
            Tak miałam zgrzyt jak w roli Jacka Ryana obsadzili kurduplowatego Toma Cruise. I nawet nie widziałam tych filmów – i nie zamierzam… w takiej sytuacji lament jest uzasadniony…

        • Ech. Zacznijmy od tego misiaczku że piszemy LGBT a nie lgbt…
          1) “Przecież HP zwyczajnie nie jest serią odnoszącą się do lgbt”
          Ale jest serią o nastolatkach, gdzie od któregoś tomu jest to Harry Potter i Burza Hormonów, gdzie w zasadzie któryś tom to jedno wielkie dobieranie się w pary.
          No serio szansa na to że w takiej szkole jak Hogwart nie byłoby absolutnie żadnych homoseksualistów – jest zerowa. To jest błąd autorki.
          I nie umieszczenie postaci która jest homoseksualna gdzieś na trzecim planie, nie sprawia że “seria odnosi się do LGBT”. To nie jest porno.
          2) “nurt lgbt”
          Co to takiego jest nurt LGBT? Nie jesteśmy żadnym nurtem tylko ludźmi. Nurt to ma rzeka.
          I w odróżnieniu od ciebie ja się mniej więcej domyślam skąd ten brak – Rowling urodziła się raptem 2 lata przed tym jak w UK bycie gejem przestało być karalne, gdzie w Irlandii i Szkocji było nadal. Kolejno 1982 i 1980.
          Akcja HP dzieje się w Szkocji, w latach 90-tych, więc ekhm tak bycie gejem było tam już całkowicie legalne.
          Jednocześnie nadal prawo zakazywało obnoszenia się z tym faktem – przestało tak naprawdę w 2000 roku. Tylko że ten przepis był martwy jak królowa Wiktoria, już tak gdzieś od lat 70-80 tych. Ożywał tylko w ramach telewizji, bo tam cenzurowano wszelkie takie wątki – jeszcze długo potem.
          Tak to może być jakiś powód – ale no tomy gdzie hormony zaczęły harcować są już troszkę późniejsze.
          3) “Czy jeśli osób homoseksualnych w książce jest “odpowiednio” dużo to jest kolejny wzór wyznaczający ile z nich może być postacią negatywną a ile pozytywną? Co z osobami, które w powieści przechodzą rozterki? Lub są zwyczajnie skomplikowane i nie dające się zmieścić w ściśle oznaczone ramy? Nie ma już miejsca na bardziej skomplikowaną literaturę?”
          – generalnie to w takiej szkole jak Hogwart, powinno być przynajmniej kilka takich osób. Jedna, dwie, trzy. W normalnej szkole masz zwykle kilka osób LGBT; to nie jest żadna sensacja. Wzór wynika ze statystyki :D Ja osobiście wolę ją zaniżać niż podwyższać, ale powiedzmy maks 10% (gdzie ja tam i tak wolę 5%) osób w populacji bywa zwykle homoseksualna (lub LGBT w szerszym znaczeniu, wtedy 10% jest okej).
          – postacie LGBT to dokładnie takie same postacie jak każda inna :D Tak postacie LGBT też przechodzą rozterki. Nawet całkiem sporo rozterek.
          Ba nastolatki LGBT mają tyle rozterek, że statycznie częściej wybierają samobójstwo niż życie… zastanów się dlaczego.
          – HP opowiada o chłopaku który wychowuje się w rodzinie która go nie chce, każą mu spać w schowku pod schodami, dyskryminują go z powodu jego odmienności i zmusza do bycia normalnym. Często takie problemy – w prawdziwym świecie – mają nastolatki LGBT (oczywiście że nie tylko).
          Za skomplikowane? To dlaczego to już jest w tej serii?
          Tak znam ludzi co to utożsamiają się z Harrym Potterem, bo ich rodzice też mieli takie odloty… tylko że Rowling wyszło to przypadkowo, to nie Buffy gdzie w finale 2 sezonu jest doskonała scena nawiązująca do coming outu. To było tak napisane celowo – i wyszło perfekcyjnie.
          Anyway Buffy i HP są z tego samego okresu, postacie są w tym samym wieku, czasy te same (wszyscy tam rocznik 1981) ale podejście do nich zupełnie inne. Jasne w HP zaczynamy z poziomu 11-12 latków, tam mamy od razu 16 latków… ale po prostu Whedon jest – albo wtedy był – dużo lepszy w tworzeniu takich postaci, przez co jego postacie są… po prostu lepiej napisane i poprowadzone. Bo Rowling jest bardzo słabą pisarką, ma fajne pomysły ale zwykle gubi się gdzieś po drodze, jej postacie są prowadzone dość średnio albo wcale.
          W Buffy masz lesbijkę (i to wcale nie jest dobra postać, ba kuźwa to jest postać z tendencjami socjopatycznymi i praktycznie żadną empatie), masz chłopaka z DDA (który bywa dupkiem) i laskę z depresją, PTSD…
          W HP… w zasadzie to autorka coś zaczyna pisać, ale potem to gdzieś się gubi; przez co Harry, który powinien być jak Buffy – w depresji, PTSD – jest tylko wkurwiającym nastolatkiem. W ogóle nie czujesz tam nic więcej. A potem wszystko jest okej, mimo że no nie powinno być – depresja i PTSD nie znikają ot tak, nawet w świecie magicznym.

          Klasyki.
          Brak kobiet u Tolkiena, no… wynika z czasów w jakich on to napisał. I jakim był człowiekiem. No i tam jest wojna, za jego czasów kobiety na wojnę nie szły, tylko siedziały w domu i pilnowały dobytku i dzieci. Takoż brak LBGT – raz że wtedy to w realu bycie gejem było karalne (lesbijkami to jak zwykle nikt się nie przejmował, lesbijki nie istnieją :D); dwa że była wojna i nie było czasu na romanse.
          Konopnicka – nie mam pojęcia, ostatni raz czytałam coś tej autorki w szkole podstawowej i szczerze potem już nigdy. Nie wiem może powinnam? Napisała coś dla dorosłych, co nie jest poezją (nie cierpię poezji).
          JW. Akcja Obcego dzieje się w momencie gdzie postacie są de facto w stanie wojny (choć podejrzewam że w części która dzieje się w więzieniu…. o uhm)… tam raczej nie ma kiedy romansować ze sobą, bo co chwile ktoś ginie albo goni cie obcy. Równie dobrze możesz powiedzieć że są tam sami aseksualni – bo mają akurat lepsze rzeczy na głowie niż rozważania nad romansami z kimś…

          • ” postacie LGBT to dokładnie takie same postacie jak każda inna”.
            W takim razie można przyjąć, że Hogwart ma mniej więcej taki sam odsetek LGBT jak każda inna szkoła, tylko autorka wybrała na bohaterów dzieciaki hetero a o preferencjach tła nie pisała.

          • Zacznijmy od tego, że nie jesteśmy na stopie misiaczku/kociaku i na szczęście nikt jeszcze nie może mi mówić kiedy mam wciskać shift podczas pisania, więc może daruj sobie takie protekcjonalne podejście, bo ja Twoje opinie staram się traktować jak najbardziej z szacunkiem.

            I przejdźmy do podstaw – jeśli to co napisałaś to jest po prostu prywatna, subiektywna opinia i zwyczajnie świat kierujący się dokładnie opisanym przez Ciebie kompasem moralnym byłby idealny dla Ciebie. Jednocześnie akceptujesz, że życie to sztuka kompromisów, rozumiesz że ktoś może mieć inne zdanie i jesteś w stanie je zaakceptować… To nie ma problemu. Twoja opinia, masz do niej prawo. Każdy ma jakieś swoje idealne wyobrażenie. Koniec mojej odpowiedzi. Możesz dalej nie czytać.

            Jeśli jednak uważasz, że to co piszesz to “oczywista oczywistość”, a każdy odchył od proponowanych przez Ciebie standardów to w większym czy mniejszym stopniu ciemnogród i Twoje zdanie powinno być bezsprzecznie jak najszybciej wprowadzone w życie, to:

            1. Szansa na to, że w Hogwarcie nie ma osób homoseksualnych lub nie są one wskazane palcem jest tak duża na jak dużą określiła ją autorka, bo ona stworzyła ten świat i jest to jej prywatne uniwersum. Więc ciężko mówić o błędzie – można najwyżej rozmawiać o intencjach, chociaż nie wiem po co. Wiesz.. Tam też istnieje magia i to również mało się pokrywa z rzeczywistością. Ponownie – seksualność osób trzecioplanowych wielokrotnie nie jest opisywana wcale, bo i po co – więc nie wiem co jedno zdanie mówiące o nieistotnej postaci całującej się z osobnikiem tej samej płci na szkolnym korytarzu miałoby zmienić. “Ej, mamy gejów! Jest ok!” ? O taką udawaną tolerancję chodzi?

            2. Proszę, gdybyśmy mogli nie schodzić do tej wymuszonej i płytkiej dyskusji czy LGBT (wielkie litery – nie ma za co) to ludzie czy ideologia to byłbym wdzięczny. To jest narracja czysto polityczna używana przez zarówno lewą jak i prawą stronę sporu. W LGBT zawierają się zarówno osoby reprezentujące bezpośrednio którąś z tych czterech literek jak i osoby heteroseksualne wspierające je. I oczywiście, że rozmawiamy zarówno o ludziach jak i o nurcie czy jak kto woli ideologii. Nic w tym drugim poniżającego, póki celowo nie nada się temu złego znaczenia. To, że prawa strona chce sobie zawoalować w ten sposób odebranie człowieczeństwa i utrzymać przy sobie skrajnych homofobów i to z kolei, że lewa strona udaje że nie umie rozróżnić jednego od drugiego i celowo wybiera słyszeć tylko agresywny atak nabijając sobie punkty uciśnienia to tylko obraza rzucona przez polityków obydwu frakcji w twarz każdego myślącego, nie fanatycznego człowieka. 5 minut rozmowy wystarczyłoby na rozwiązanie tego sporu, ale żadnej stronie najwyraźniej nie jest to na korzyść, bo element szoku skutecznie nabija kapitał polityczny. Pech w tym, że jako społeczeństwo właśnie rozmowy potrzebujemy, a nie głupich dziecinnych pyskówek.

            Co do czasu pisania książki i sytuacji gejów w tym czasie i miejscu oczywiście masz rację. Tylko co to w sumie zmienia? No ok, powiedzmy że taki był powód. I co dalej? Kogo za to wieszamy? Palimy serię HP? Rowling ma przepraszać? Wielka Brytania ma przepraszać? Kościół ma przepraszać za brak gejów w HP? Zachodnia cywilizacja? Homo sapiens, który zabił ostatniego neandertala? Gdzie ta analiza i nagonka ma prowadzić? Jaki jest zadowalający efekt? Niżej we własnej wypowiedzi akceptujesz już wpływ czasów w jakich żyje Tolkien na jego twórczość. Co zyskujesz argumentowo w przypadku nawet udowodnienia swojej tezy?

            3. “postacie LGBT to dokładnie takie same postacie jak każda inna :D” – bardziej nie mógłbym się z Tobą zgodzić. Podpisuję się pod tym zdaniem obydwoma rękami. Nie wiem czemu w związku z tym domagamy się ich wyraźnego oznaczenia we współczesnej literaturze i kinematografii. Kiedy ich wątek jest znaczący, rozterki coś wnoszą, dodaje to coś do treści, przesłania.. Czegokolwiek.. Oby było ich jak najwięcej. Jeśli mają być wciśnięte na siłę, bo “reprezentacja”… Po co? Nie chodzi o marginalizowanie – to jest zasada dotycząca wszelkich niepotrzebnych wątków w literaturze. Mało jest filmów i książek w których jakiś romans, pościg, przemoc lub dialog zdawały Ci się zwyczajnie niepotrzebne?

            Nie mam żadnego problemu z procentową ilością osób LGBT w twórczości. Może być i 100%, może i 150% jeśli jakiś autor da radę. Ale mam problem z obowiązkiem umieszczania jakiegokolwiek procentu. O ile w produkcjach filmowych, nad którymi pracuje wiele osób, scenariusze ulegają ciągłym zmianom a studia chcą zarobić jak najwięcej jestem w stanie to zrozumieć… O tyle w przypadku osobistego dzieła jednego autora jest to dla mnie zwykła nagonka i odbieranie wolności we własnej twórczości.

            Co z tego, że życiowe perypetie osoby z grupy LGBT mogą być zbieżne z przeżyciami Harrego, skoro on zwyczajnie nie jest częścią tej grupy? Tak samo zbieżne mogą być z doświadczeniami młodej Arabki w ortodoksyjnie religijnej rodzinie – czy muzułmanie powinni domagać się w związku z tym reprezentacji w serii książek i przeprosin?

            Temat Buffy pomijam, bo nie wiem co ma do rzeczy – ja podałem inne tytuły pytając o ramy tolerancji w stosunku do nich i czy się w nie wpasowują. Ty podajesz jako.. Niedościgniony przykład tolerancji? W związku z tym Buffy powinna być wyznacznikiem tolerancji w treści i przechowywana jako taki w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sèvres? Szczerzę muszę przyznać, że ta argumentacja jakoś w ogóle do mnie nie trafiła i wydaje się być bardzo subiektywną oceną fanki serialu.

            Tak samo nie wiem, czemu tak bardzo subiektywnie “odpuszczasz” innym podanym przeze mnie tytułom. Raz ramy tolerancji są ściśle ustalone, raz jednak elastyczne. Zależy czy nam się dana twórczość podoba czy nie… Już nawet nie pytam czy “Utalentowany Pan Ripley” to film dobry, czy utrwalający negatywny wizerunek… Bo mi się podobał bardzo, ale tam to już naprawdę trzeba by niezłe szpagaty logiczne wykonać żeby wpasować go w dzisiejsze pojęcie wartościowej produkcji.

          • Rowling napisała, że w Hogwarcie są osoby LGBT. Mnie to wystarcza. Zdanie autorki jest decydujące.

  1. “Największą chorobą naszych czasów stał się literalizm – tendencja do ograniczającej myślenie dosłowności. Pierwszym jej objawem jest brak zdolności do rozumienia metafory, potem pauperyzacja poczucia humoru” Olga Tokarczuk.

  2. Jedyne czym mi podpadła to tym, że uśmierciła Snape’a i nie zrobiła kontynuacji, gdzie jest związek Harry’ego i Severusa. Snarry jest hot, af.

  3. Ludzie wy się powinniście leczyć ,mówi wam coś słowo tolerancja ? To nie znaczy tylko tolerowanie lgbt ,tolerujecie do urwy nędzy też zdanie innych ,ja myślę tak ty myślisz tak, no i ok ja robię swoje ty rob swoje .wy chcecie jakiejś chorej dyktatury w której ludzie będą ograniczeni do jednego słusznego swiatopoglądu a resztę się spali na stosie …

    • Spokojnie. Każda frakcja ma swoich szeregach skrajnych przedstawicieli, którzy przy tym są najbardziej medialni i przez to pojawiają się na nagłówkach – i dotyczy to zarówno lewej jak i prawej strony.
      Najlepszym podsumowaniem niech będzie cytat z CK Dezerterzy: „Faktycznie, tak to już jest, że najszybciej na siebie zwraca uwagę idiota.”

    • Wiesz ja tam rozumiem z czego wynikają poglądy Rowling, nie mam do niej pretensji o to że ma takie a nie inne. Można mieć do niej pretensje o to że postanowiła zbudować sobie twierdzę i nie dopuszczać do siebie niczego innego – ale przecież to nie ona inna :D
      No masz racje, ludzie z LGBT też tak miewają…

  4. Dobry Jezu, właśnie do mnie dotarło że podobny totalitaryzm przemycono we “Flinstonach” i ich relacjach ze zniewolonymi dinozaurami dla naszej perwersyjnej wręcz rozrywki, piorąc przy okazji niewinne mózgi dzieci z okresu świetności kreskówki.

    Jasna Anielko, przecież rebelianci w Gwiezdnych Wojnach niszcząc budowaną Gwiazdę Śmierci zabili pewnie tysiące zatrudnionych budowniczych nie wspierających Imperium. Ilu niewinnych hydraulików zginęło? Czy rebelia na pewno była po stronie dobra?

    Wielki Odynie, czy szkoła dr. Xaviera w X-Menach wprowadzała elitaryzm? Czy wybierano do niej jedynie uczniów z “przydatnymi” mutacjami? Co z tymi, których zmiany ograniczały się jedynie do np. zielonego koloru skóry lub ciągłego nieprzyjemnego zapachu bez żadnych dodatkowych umiejętności? Jeśli byli tam, czemu nie ma ich reprezentacji w komiksach/serialach/filmach? Przecież ich trudności w społeczeństwie musiały być jeszcze większe, a nie mieli nawet możliwości obrony przed szykanami.

    Potężny Zeusie, czy Splinter naprawdę opiekował się Żółwiami Ninja od dziecka, czy raczej stworzył coś w rodzaju sekty, od małego szkoląc ich w sztukach walki i nie pozwalając obrać własnej drogi życiowej narzucając własny światopogląd? Czy wyprał im mózgi dla osobistego pragnienia zemsty? Czy kibicujemy dzielnym nastoletnim żółwiom, czy ofiarom manipulacji? Może ktoś powinien je uratować.

    I tak dalej… i tak dalej… ;)
    “Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”

    • Akurat w przypadku szkoły Xaviera, to problem jest w innym miejscu… wiesz Xavier wcale nie jest dobry – to jest gość który manipuluje swoimi uczniami, nie ma wielkiego dylematu by jakichś posłać na śmierć, generalnie gdy się pozna go bardziej z komiksów… to ugm.
      Co do samych mutantów – ależ w komiksach masz pełen przekrój. Masz nawet gościa którego moc to zrobienie pierdut – jeden raz, bo to go zabije. Najgorsza moc w historii świata.
      Masz typa który jest w sumie szkieletem odzianym w przezroczystego bloba – no raczej nie jest to ta mutacja o której rozmawiają ludzie pytani o to jaką moc by chcieli.
      Jest jedna mutantka która produkuje kości – okej może nimi rzucać; ale przez to jest zdeformowana. Sytuacji gdzie mutacja nie dawała wielkich szans w starciu z tłumem ludzi, też było kilka.
      Generalnie w filmach tych mutantów ograniczają do grupki tych “ważnych” a reszta, to tam kogo… w sumie “New Mutants” porusza ten temat bardziej – temat że mutacja to jest przekleństwo a nie wow, jak fajnie mogę latać.

      A co postaci homoseksualnych, jak już tutaj jesteśmy… to tam jest kilka świetnych historii:
      mój ulubiony Juggernaut… tak on nie jest mutantem, wiem; ale to jest chyba najlepszy przykład na to jak pisać postać geja. On nigdy nie mówi że jest gejem – jedyna osoba która to mówi to She-Hulk, jak dostała od niego kosza (ajć). Ale nie trzeba pytać twórców o opinie – on definitywnie ma coś ze swoim kumplem, Black Tomem. A jak ten ginie… wow.
      To jest świetnie napisany wątek, no miazga.
      A i dowcip w Deadpoolu – Black Tom jest tym kolesiem co bije Deadpoola w więziennej stołówce :D Taki smaczek dla tych 5% ludzi co czytali komiksy…
      Iceman, który był planowany na geja od początku – potem wiadomo różnie to było; ale jak w końcu zrobili mu coming out.,.. to jasne, wszystko ma sens. I tak będąc mutantem, można się wstydzić z bycia gejem.
      Zresztą w 2 filmie – nomen omen – wątek Icemana i jego rodziców jest rozegrany w ten “LGBTowy” sposób. Nie wiem czy twórcy wiedzieli – w tamtym momencie to można było jedynie to podejrzewać, że pan Iceman to jest zaskakująco cieplutki… – ale nawet jeśli nie, to i tak wyszło to interesująco.

      • Wszystko o czym piszesz pewnie jest prawdą… Ale trochę ominęło Cię sedno mojej wypowiedzi.

        Większość jakiejkolwiek twórczości możemy podciągnąć pod formę jakiejś nietolerancji w większym lub mniejszym stopniu. Jeśli pominiemy kontekst, cel, przesłanie, humor i jakiekolwiek przenośnie.

        Szanuję Twoją sympatię do serii X-men, ale to był jedynie jeden z przykładów, które można mnożyć w zasadzie w nieskończoność.

  5. Czytałem i oglądałem za dzieciaka bawiłem się świetnie . Niedawno powtórzyłem wszystkie części filmowo i książkowo . I dalej mam ten sam fun co za dzieciaka nie doszukiwałem się tam jakiego drugiego dnia

  6. Nie rozumiem za bardzo zarzutów, przecież nawet zakładając na roboczo tezę “w Harrym Potterze skrzaty są jawnie dyskryminowane”, to co to oznacza? Tylko tyle, że w przedstawionym świecie są takie reguły. A nie, że autorka propaguje takie reguły. Równie dobrze można czepiać się filmu o gangsterach, że jest tam zabijanie zamiast rozwiązywania problemów rozmowami i propaguje to przemoc, odzwierciedla to poglądy autora itd. Nonsens, autor tworzy jakiś świat i przedstawia reguły w nim panujące. Oglądając film o gangsterach widzimy, jak to funkcjonuje w ich świecie. To pokazanie tego świata, a nie poglądów autora. Tak samo tutaj – po prostu świat Harrego Pottera nie jest odbiciem naszego, tolerancyjnego świata (tak, magii też u nas nie ma a tam jest), tylko ma inne reguły. Dopóki jest fikcją, dopóty wszystko gra. Inny przykład – czepiać się Gry o Tron, że autor nie propaguje w nim demokracji tylko dyktatury, co zapewne odzwierciedla poglądy autora.

    Wiemy, jakie poglądy ma Rowling. Ale to nie zmienia tego, że nie można jej czynić zarzutów, że przedstawia swój świat taki, jaki on jest. Równie dobrze mogłaby napisać Pottera Kazimiera Szczuka i nikt nie powinien się jej czepiać o to, bo na tym polega fikcja, że jest fikcją i jest czymś innym niż świat współczesny. Inaczej mielibyśmy to czynienia z dziełami dokumentalnymi. Harry Potter nie ma propagować jakichś postaw zgodnych z naszym współczesnym myśleniem, Harry Potter ma nas zabrać do innego świata ze swoimi regułami. A tam one są jakie są, i te dobre, i te złe. Dzięki temu świat ten jest autentyczny, a nie zrobiony pod gusta współczesnych widzów/czytelników, staranie sparytetowany, wyemancypowany itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...