„Wszystko jest nową wersją czegoś, co już było”. Z Eliem Rothem rozmawiamy nie tylko o „Historii horroru”

Wywiad/Seriale 19.11.2020
„Wszystko jest nową wersją czegoś, co już było”. Z Eliem Rothem rozmawiamy nie tylko o „Historii horroru”

„Wszystko jest nową wersją czegoś, co już było”. Z Eliem Rothem rozmawiamy nie tylko o „Historii horroru”

W zeszłym tygodniu na kanale AMC swoją premierę miał 2. sezon „Historii horroru” sygnowanej nazwiskiem Elia Rotha. Z tej okazji udało nam się porozmawiać z twórcą na temat jego kinowych fascynacji, sposobie wyboru filmów omawianych w programie i samym kinie grozy.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W „Historii horroru” Eli Roth podejmuje się nie lada wyzwania. Chce on bowiem przedstawić szerokiej widowni całe bogactwo kina grozy. A każdy, kto choć trochę zna filmografię twórcy „Życzenia śmierci” wie, że jego wrażliwość niekoniecznie pokrywa się z gustami mainstreamowej publiczności. Chociażby w „Hostelu” pokazuje swoją bezkompromisowość. Prowadzi opowieść, jakby to była kolejna komedia dla nastolatków, aby w połowie produkcji całkowicie zmienić tonację odnosząc się do mitologii snuff films i rozsmakowywać w pełnych przemocy scenach. W „The Green Inferno” prezentuje zwyczaje prymitywnego plemienia, które żywi się ludzkim mięsem, a do jego menu trafia grupa amerykańskich studentów. Reżyser składa tym samym hołd niesławnemu „Cannibal Holocaust” i całemu włoskiemu kinu kanibalistycznemu. Przykłady podobnego podejścia można mnożyć.

Każdym kolejnym filmem Roth daje wyraz swojej kinofilii i pokazuje, jak szerokie są horyzonty jego fascynacji filmowych.

Przy okazji prac nad 1. sezonem „Historii horroru” chciał nawet zrobić odcinek o włoskim kinie grozy. Jak sam jednak przyznaje, nie mógł podejść do przedstawicieli AMC i zaproponować im, że opowie o „Cannibal Holocaust” czy rzeszy innych brutalnych produkcji:

Nie lubię podziału na mainstream i niszę. Dla mnie wszystko jest mainstreamowe. Próbuję przemycać do programu dziwne filmy, ale rozmawiając z producentami, nie mogę powiedzieć, że zrobię odcinek o „Szczątkach”, „The Wicker Man” czy „Cannibal Holocaust”. Mogę za to zaproponować epizod o nazwie „Dziewięć koszmarów” [ostatni odc. 2. sezonu – przyp. red.] i wtedy omówić „Ptaka o kryształowym upierzeniu” czy inne tytuły niezwiązane z amerykańskim mainstreamem. Chodzi o to, aby wszystkie te dziwactwa przedstawić w mainstreamowy sposób.

Od samego początku „Historii horroru” Roth omawia filmy różnej maści. Nie interesuje go, jaki status mają dane produkcje. Nieważne, czy są to tytuły, które odniosły komercyjny i artystyczny sukces, czy pozycje tak złe, że aż dobre. W każdym z nich znajduje coś wartościowego. Jak wielokrotnie przekonamy się podczas oglądania programu, nawet tych niedocenionych przedstawicieli kina grozy łatwo odczytywać jako zapis zmian zachodzących w społeczeństwie, bo odnoszą się do palących w dniu swojej premiery kwestii. Nie w tym jednak leży istota całego gatunku:

Tak się akurat składa, że wiele z najlepszych horrorów jest metaforą problemów, z jakimi jako społeczeństwo stykamy się na co dzień. Ich twórcy opowiadają o kwestiach zbyt przerażając, aby o nich dyskutować w przestrzeni publicznej. Często nie dostrzegamy tego od razu i zauważamy to po latach. Film nie musi jednak dotykać tematów społecznych, aby być efektywnym. Horror jest horrorem, kiedy działa na najbardziej podstawowym poziomie. Musi oddziaływać na wyobraźnię widza, a w szczególności na ten jej dziwaczny obszar, który odpowiada za koszmary i pozwala nam zapomnieć o logice. Musi więc straszyć. Kropka.

Fani kina grozy, którzy śledzą trendy panujące w gatunku, wiedzą, że twórcy lubią jak najmocniej podkreślać metaforyczny wymiar swoich fabuł.

Często udaje im się jednocześnie straszyć widzów, jednak wielu tytułom to też nie wychodzi. Według Rotha dzieje się tak, kiedy reżyserzy i scenarzyści zapominają o jednej ważnej rzeczy

Jeśli chodzi o problemy ze współczesnym kinem grozy, to warto przypomnieć słowa Quentina Tarantino. On ujął to najlepiej. Horror musi być jak statek. Jeśli ktoś złamie zasady, nabiera wody i tonie. Film musi trzymać się swojej własnej logiki. Wielu twórców zmienia ją w ostatniej chwili, bo nie rozumie ustalonych przez siebie zasad. Złe zakończenie psuje cały efekt. Horror nie może być w trzech czwartych dobry, tylko trzymać się danej logiki od początku do samego końca. Dlatego „Coś za mną chodzi” nie działa jak trzeba. Produkcja łamie jedną ze swoich zasad. Nigdy nie zostaje powiedziane, że potwór wrzuci toster do basenu, kiedy ty w nim będziesz. Dobija mnie to. Gdy toster wpada do basenu, statek zaczyna tonąć. Nie utrzymuje się na wodzie jak chociażby „The Ring”.

Problem, jaki Roth ma ze współczesnym kinem grozy nie pokrywa się więc z tym, co często możemy przeczytać w sieci bądź usłyszeć w debacie publicznej. Nie chodzi o brak oryginalności, a przecież oglądając „Historię horroru” przekonamy się, że dane podgatunki na przestrzeni lat niewiele się zmieniają. Wszystko jest wariacją na temat czegoś, co już było. I to rzeczywiście jest prawdą, jednakże twórcy wciąż potrafią nas zaskoczyć:

Wszystko jest nową wersją czegoś, co już było. Zasada jest prosta. Widzimy coś, co na nas wpływa i chcemy wyrzucić to z siebie, jednocześnie filtrując przez własną wrażliwość. Reżyserzy ze sobą konkurują. Widzą jakiś film i myślą sobie, że mogą wykorzystać dany motyw o wiele lepiej. Nie ma w tym nic złego, trzeba tylko mieć też własne obsesje. Nieważne, czy będą zsynchronizowane z kulturą. Trzeba je zawrzeć w filmie i stworzyć najlepsze dzieło jak to tylko możliwe. Horror to samonakręcająca się maszyna. Nie znamy jego przyszłości, ale na pewno nigdy się nie skończy. Zawsze będzie inspirował kolejne straszne historie. Co jednak najlepsze, kiedy już pomyślisz, że oryginalne pomysły się skończyły, ktoś zrobi „Czarownicę. Bajkę ludową z Nowej Anglii” czy „Dziedzictwo. Hereditary”.

eli roth wywiad historia horroru

Skoro Eli Roth twierdzi, że przyszłość kina grozy rysuje się w różowych barwach, wypada wierzyć mu na słowo i czekać na kolejne przełomowe produkcje.

A jeśli chcielibyście się dowiedzieć czegoś więcej na temat gatunku, to na AMC właśnie emitowany jest 2. sezon „Eli Roth: Historia horroru”. I chociaż na przestrzeni wszystkich odcinków produkcji, twórcy programu udało się już omówić wraz z gośćmi, dużą liczbę filmów, wciąż jest wiele pozycji, z którymi pragnie się zmierzyć. A biorąc pod uwagę, że reakcje na najnowszą odsłonę serialu są fenomenalne, ma nadzieję zrealizować również trzecią.

Drugi odcinek 2. sezonu „Eli Roth: Historia horroru” już dzisiaj o 22:00 na kanale AMC. O 21:05 powtórka pierwszego epizodu.

*Zdj. główne: Delpixel / Shutterstock.com

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...