Święta w rytmie soul i R&B. „Pan Jangle i świąteczna podróż” to przyjemna opowieść dla całej rodziny

Recenzja/Film 16.11.2020
Nasza ocena:
Święta w rytmie soul i R&B. „Pan Jangle i świąteczna podróż” to przyjemna opowieść dla całej rodziny

Święta w rytmie soul i R&B. „Pan Jangle i świąteczna podróż” to przyjemna opowieść dla całej rodziny

Najnowszy familijny film Netfliksa na dobrą sprawę jest całkiem świeżą i uniwersalną przygodą, która każdego widza wprowadzi w świąteczny nastrój.

Jeronicus Jangle jest genialnym wynalazcą, przed którym świat stoi otworem. Jednak szukający uznania pracownik Jangle’a, Gustafson, za namową podstępnej ożywionej marionetki Don Juana Diego kradnie jego najcenniejsze projekty. Tym samym świat uznaje go za geniusza, a on sam staje się bogaczem. Tymczasem Jeronicus Jangle zostaje z niczym.

Tak oto rozpoczyna się historia w filmie „Pan Jangle i świąteczna podróż”.

Nowa produkcja Netfliksa robi wrażenie świetną scenografią i kostiumami, udanie wpisując się w tradycje kina familijnego w duchu klasycznych produkcji Disneya.

„Pan Jangle i świąteczna podróż” to film świąteczny, ale przygotowany jako rodzinne kino dla dotąd niereprezentowanej grupy widzów. Oczywiście można by się spytać, czemu cała obsada musiała być czarnoskóra (a gdzie inne niereprezentowane na szeroką skalę mniejszości, takie jak Azjaci, Latynosi czy Hindusi), ale na szczęście „Pan Jangle i świąteczna podróż” nie jest opowieścią o rasie. To uniwersalna fantazja mówiąca o wierze w siebie, kreatywności, inteligencji, sile umysłu oraz więzach rodzinnych. Na plus z pewnością zaliczyć można fakt, że jest to nowa i świeża historia. Już na samym wstępie, gdy widzimy babcię, która planuje przeczytać dzieciom bajkę na święta, a one chcą „Opowieść wigilijną”, to słyszymy, że: „tym razem czas na coś innego”. I to się chwali.

„Pan Jangle i świąteczna podróż” utrzymany jest też w formule musicalu (jednym z producentów filmu jest John Legend), podczas seansu co jakiś czas przyjdzie nam obcować z przyjemnymi w obyciu piosenkami gatunkowo zbliżonymi do soulu, R&B czy popu oraz układami tanecznymi. Skłamałbym, gdybym napisał, że są one fenomenalne. To raczej rzetelna średnia półka. Utwory muzyczne nie wiercą dziury w uchu, ale też nie są super przebojowymi hiciorami, jak to miało miejsce choćby w „Królu rozrywki”. Układy taneczne też na solidnym poziomie, ale nie prezentują nic, czego byście nie widzieli w wideoklipach czy podczas spektakli musicalowych.

„Pan Jangle i świąteczna podróż” robi pozytywne wrażenie od strony formalnej.

Oprócz scenografii i kostiumów ciekawie wypada też pomysł na świat przedstawiony, w tym wypadku będący urokliwym miasteczkiem w alternatywnej przeszłości steampunkowej.

Gorzej już z warstwą fabularną. Chodzi mi tu konkretnie o scenariusz natkany wątkami i postaciami, które tylko niepotrzebnie rozpychają tę opowieść. Do tego masa postaci drugoplanowych jest w ogóle niewykorzystana. Główny antagonista Gustafson ma tylko jeden musicalowy numer w okolicach środka filmu, potem pojawia się na parę chwil w finale i tyle. Kierująca jego decyzjami marionetka Don Juan Diego (w wersji oryginalnej głos znakomicie podkłada Ricky Martin) spokojnie mogłaby skraść cały film, tyle że i ją obserwujemy łącznie może przez kwadrans.

Najbardziej szkoda mi robota Badiego 3000, który mógł stać się prawdziwą maskotką i gwoździem programu, ale też pojawia się w filmie raptem na parę minut.

Twórcy wprowadzają te wszystkie postaci, rozbudowują konstrukcję filmu, natomiast później nie potrafią ich odpowiednio poprowadzić dalej, marnując tylko ich potencjał. A mówimy tu o filmie kierowanym do młodej widowni, gdzie potrzeba klarowności.

Oczywiście to wszystko nie psuje diametralnie zabawy i z pewnością wasze pociechy z przyjemnością spędzą czas oglądając „Pana Jangle”. Może też będą w stanie rozszyfrować, gdzie w filmie jest ta tytułowa „podróż”, gdyż ja jej nie zauważyłem (tytuł w oryginale pije do imienia jednej z głównych bohaterek, Journey, ale po polsku niestety nie ma to przełożenia i tym samym sensu).

Tym, co najbardziej rozczarowuje w tej świątecznej produkcji Netfliksa jest totalnie nijaki, pozbawiony wyrazu finał, który nie przynosi żadnej satysfakcji, działa bardziej na zasadzie przypomnienia, że to już czas powoli zbierać zabawki i kończyć przygodę.

Koniec końców, „Pan Jangle i świąteczna podróż” może niekoniecznie stanie się oglądaną co roku klasyką kina świątecznego, ale z pewnością za pierwszym podejściem powinno się wam go dobrze oglądać.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Erotica 2022” jest jak węgierski arthouse, z którego nic nie rozumiesz, ale ma ci się podobać. Widzieliśmy pierwszy polski film Netfliksa

„Erotica 2022” jest jak węgierski arthouse z 1973 roku, nagrodzony na festiwalu w Rumunii. Teoretycznie wiesz, że to kino niszowe i chcesz, żeby ci się podobało, bo podobno tak wypada. Za nic jednak nie możesz powstrzymać ziewania, narastającego z każdą kolejną minutą tego przerysowanego postmodernistycznego spektaklu. 

Recenzja/Film 25.11.2020

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...