Serial „Dolina łez” pozwoli wam poczuć się jak na froncie

Recenzja/Seriale 16.11.2020
Nasza ocena:
Serial „Dolina łez” pozwoli wam poczuć się jak na froncie

Serial „Dolina łez” pozwoli wam poczuć się jak na froncie

Kule przelatują koło uszu, ogłuszające wybuchy rozbrzmiewają w pobliżu, nerwowa atmosfera w czołgu przytłacza równie mocno, co stres podczas ataku na bazę wojskową. Twórcy „Doliny łez” szykują dla widzów sporo atrakcji, ale za ich pomocą mają nam też wiele do powiedzenia.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Reżyser Yaron Zilberman już na samym początku pozwala nam wczuć się w społeczno-polityczny klimat, jaki panował w Izraelu w 1973 roku. Przy akompaniamencie rock&rollowej muzyki słyszymy, że mieszkańcy kraju byli wtedy w euforii. Zaledwie sześć lat wcześniej izraelskie wojska pokonały armie Egiptu, Syrii i Jordanii, przejmując kontrolę m.in. nad Synajem i wzgórzem Golan. Tym samym podczas rewolucji obyczajowej państwo rosło w siłę. Do tego po raz pierwszy zaczęło się mówić o polityce społecznej, co było spowodowane działaniami lewicującego ruchu Czarnych Panter, którego członkowie aktywnie brali udział w protestach przeciwko dyskryminacji klasowej. Tymczasem upokorzeni Arabowie szykowali się do ataku.

 

Twórcy „Doliny łez” co chwilę poszerzają swoją opowieść o kolejne konteksty i wprowadzają następnych bohaterów.

Nie mamy tutaj do czynienia z jednym przewodnikiem po świecie przedstawionym. Zamiast tego poznajemy losy ekstrawaganckiego gwiazdora telewizyjnego, dowódcy i analityka wywiadu wojskowego, czołgisty należącego do Czarnych Panter i odważnej oficerki. Liczba postaci i rozpoczętych wątków w pierwszych dwóch odcinkach może przyprawić widza o zawrót głowy. Jest tego zbyt wiele i trudno zrozumieć wszystkie relacje między żołnierzami z różnych jednostek i środowisk. Wcale nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności z seansu. Reżyser i scenarzyści dobrze wiedzą, co robią. Wpuszczają nas w sam środek wrzącego społeczno-politycznego kociołka i ciągle w nim mieszają, szybko przechodząc do clou swojej opowieści.

Widzowie znajdą w serialu wiele znajomych tropów gatunkowych. Analityk wywiadu, niczym naukowiec w filmach katastroficznych próbuje ostrzec swoich towarzyszy przed zbliżającą się tragedią. Nikt jednak nie chce mu wierzyć – przynajmniej do czasu, aż Arabowie rzeczywiście nie zaatakują. Po krótkim wprowadzeniu i lakonicznym zarysowaniu portretów psychologicznych głównych bohaterów rozpoczynają się walki zbrojne. Na początku października połączone siły Egiptu i Syrii najeżdżają tereny należące do Izraela. Atakują je w czasie Jom Kipur (stąd też zwykło się określać konflikt mianem wojny Jom Kipur), jednego z najważniejszych świąt żydowskich. Izraelscy żołnierze dzielnie stają jednak do walki, a my możemy rozkoszować się wysmakowanymi scenami batalistycznymi.

Dolina łez/HBO
Dolina łez/HBO

Chociaż twórcy nie stronią od skrótów, uproszczeń i schematycznych rozwiązań, od ekranu nie sposób oderwać wzroku.

Siła „Doliny łez” tkwi w prezentowaniu walk zbrojnych. Zilberman wchodzi w sam środek teatru wojennego i nie przebiera w środkach, aby przedstawić jego koszmar. Tak jak w „Szeregowcu Ryanie” dzięki maestrii Stevena Spielberga i Janusza Kamińskiego mogliśmy razem z aliantami lądować w Normandii, tak tutaj twórcy robią wszystko, żebyśmy odnieśli wrażenie uczestnictwa w prezentowanych walkach. Roztrzęsiona kamera z ręki przyprawia o zawroty głowy podczas wybuchów i strzelanin, w ciasnym bunkrze osaczają nas grube betonowe ściany i wywołują klaustrofobię, a w czołgu napięta atmosfera sięga zenitu. Niebezpieczeństwo jest namacalne. Poczucie zagrożenia bohaterów w naturalny sposób udziela się widzowi i nigdy go nie opuszcza.

Atrakcje idą więc w parze z ambicjami publicystycznymi. Twórcy wykorzystują gatunkowy kręgosłup swojej opowieści, aby opowiedzieć o bohaterstwie i patriotyzmie, ale zapowiadają też podjęcie tematyki niekompetentnych działań rządu i ich wpływu na życie zwykłych ludzi w nią wplątanych. Ewidentnie sympatie kierowane są w lewą stronę, ale na razie jeszcze jest za wcześnie, aby wyciągać konkretniejsze wnioski. Wszystko wskazuje jednak na to, że reżyser wciąż będzie dodawał kolejne konteksty i następne poziomy znaczeniowe. A jeśli w kolejnych odcinkach nie zapomni o odpowiedniej dawce rozrywki, szykuje nam się jeden z najciekawszych seriali roku.

Dwa pierwsze odcinki „Doliny łez” obejrzycie na HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...