Plany George’a Lucasa na sagę sequeli Star Wars brzmią naprawdę interesująco

Analiza/Film 12.11.2020
Plany George’a Lucasa na sagę sequeli Star Wars brzmią naprawdę interesująco

Plany George’a Lucasa na sagę sequeli Star Wars brzmią naprawdę interesująco

Wiem, nie powinno się kopać leżącego, bo to, co zrobił z sagą Gwiezdnych wojen” Disney to kuriozalny upadek. Nietrudno więc wymyślić coś lepszego. Tym niemniej, niektóre z pomysłów Lucasa na epizody 7-9 brzmią naprawdę interesująco. Z książki „Star Wars Archives Episode 1-3 The Prequels” można dowiedzieć się o ogólnym zarysie planów Lucasa dot. niezrealizowanych sequeli.

Od jakiegoś czasu po sieci krążyły różnego rodzaju plotki bądź zasłyszane gdzieś wypowiedzi samego George’a Lucasa dotyczące jego pomysłu na kontynuację sagi Star Wars. Do niedawna, głównym wątkiem, którym żył internet był pomysł twórcy „Gwiezdnych wojen”, by w trylogii sequeli rozwinąć temat Midichlorianów, czyli mikroskopijnych form życia, które są odpowiedzialne za zdolność posługiwania się Mocą. Społeczność fanów przyjęła ten pomysł dość chłodno, ale teraz pomysły Lucasa mogą w pełni wybrzmieć, gdyż na światło dzienne wychodzi książka „Star Wars Archives Episode 1-3 The Prequels”. Jak sam tytuł wskazuje, jej głównym tematem będzie wszystko to, co związane było z produkcją epizodów 1-3 „Gwiezdnych wojen”. Ale przy okazji można się też z niej dowiedzieć co nieco o zarysie planów Lucasa na epizody 7-9.

Gwoździem programu jest w nich powrót Dartha Maula, który miałby być głównym antagonistą sequeli.

Dla większości fanów uniwersum Star Wars, śledzących to, co dzieje się w obrębie wszelkich produkcji związanych z tym światem, nie jest to żaden szok, bowiem Maul powrócił już m.in. w animowanej serii „Wojny klonów” ładnych parę lat temu. Widzieliśmy go też przez chwilę w filmie „Han Solo. Gwiezdne wojny – historie”. Przy okazji po raz kolejny wychodzi na wierzch niespójność i chaos Disneya, bowiem skoro już go pokazali ponownie w filmie „Solo”, to czemu nie odegrał większej roli w sequelach od Myszki Miki? Aż się o to prosiło. Tym bardziej, że Maul jest jedną z najbardziej udanych i uwielbianych postaci z prequeli.

Jego powrót, choć też wydaje się pójściem na skróty, byłby o wiele lepszym pomysłem na fabułę niż powrót Palpatine’a, który zobaczyliśmy w fatalnym „Skywalker. Odrodzenie”. Darth Maul odgrywał drugoplanową rolę w „Mrocznym widmie”, był raczej „chłopcem na posyłki”, więc jego ewolucja po latach na lorda Sith i następcę nieżyjącego Imperatora ma większy sens oraz ręce i nogi pod względem fabularnym.

Maul miał mieć uczennicę, zwaną Darth Talon (część fanów poznała ją w wersji komiksowej). Oboje razem z Maulem mieli stanąć na czele organizacji przestępczej, która działałaby na zgliszczach Imperium, tym samym powoli budując swoją pozycję. Przyznajcie sami, brzmi to o niebo lepiej niż półżywy zombie-klon Imperatora, prawda?

Innym ciekawym wątkiem, który planował Lucas w sequelach, było skupienie się tym razem na postaci Księżniczki/Generał Lei.

O ile prequele obracały się głównie wokół Anakina, a oryginalna trylogia skupiała się na Luke’u, tak sequele z Lei miały uczynić „Wybrańca”. I to też miałoby większy sens fabularny, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z sagą Skywalkerów. Rey, będąca córką nieudanego klona Palpatine’a, to nie tylko fatalny pomysł, ale i dość mocny policzek w twarz dla tych wszystkich, którzy uważali, że Disney ma na sztandarach szczere chęci reprezentacji kobiet w roli głównej w hollywoodzkim widowisku.

A Lucas, zamiast kombinować jak koń pod górę, po prostu wykorzystał postaci, które już stworzył i każdy je uwielbiał. Disney z kolei zabił Hana Solo, z Luke’a Skywalkera zrobił dziwaka-outsidera, który nie wierzy już w Moc, a Leię na dobrą sprawę… olał, wrzucając na trzeci plan. I co ciekawe, próbował zrobić to, by na ich barkach pokazać światu nowych bohaterów, ale i na nich za bardzo nie potrafił się skupić. Finna w „Skywalker. Odrodzenie” praktycznie nie ma, oglądając całą trylogię ta postać na dobrą sprawę nie ma racji bytu, Poe niby jest, ale niewyraźny, a Rey, jak wspomniałem wyżej, okazuje się potomkinią nieudanego klona Imperatora. Na koniec wszystko załatwia prosty fakt, że postanawia sobie sama przyjąć nazwisko Skywalker. I po temacie.

Wracając do pomysłów Lucasa na sequele – w dużej mierze na przestrzeni trylogii Leia miała czuwać nad odbudową Republiki, podczas gdy Luke miał podróżować po Galaktyce w poszukiwaniu osobników młodych osobników czułych na Moc, by odbudować Zakon Jedi.

George Lucas zdecydował się zarzucić plany nakręcenia sequeli Star Wars między innymi ze względu na narodziny swojej córki, której chciał poświęcić czas, a praca nad kolejną trylogią zajęłaby mu lata. Zapewne, gdy sprzedawał on prawa do marki „Gwiezdnych wojen” Disneyowi liczył, że ten wykorzysta jego pomysły i na ich podstawie stworzy swoje sequele. Pomimo obietnic Disney postanowił jednak pójść swoją ścieżką. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Nie twierdzę, że sequele Lucasa byłyby czymś w pełni udanym, szczególnie po prequelach, które osobiście lubię, ale nie jest to w pełni udane kino. Tym niemniej, patrząc na to, co zrobił z marką Star Wars Disney, szczególnie w ostatnim epizodzie, żałuję, że twórca sagi nie dostał okazji powiedzenia ostatniego słowa. Oczywiście, trochę na własne życzenie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (14)

24 odpowiedzi na “Plany George’a Lucasa na sagę sequeli Star Wars brzmią naprawdę interesująco”

  1. Prequele to zachwyt nad 3D, który dziś trąci myszką. Skupienie się na efektach, podczas, gdy ich w 4-6 nie można było dać tylu i takich, jakie się chciało jest wytłumaczalny. Głodny to jadł jak szalony zapominając o dobrych manierach przy stole. Ale mimo wszystko i tak to był całkiem miły kompan. Może nie tak czarujący jak 4-6, ale znacznie lepszy od tego, co zrobiła Myszka Miki. Te gnioty obejrzałem z ciekawości. Wielkim fanem SW nie byłem i nie będę, ale ten brak refleksji, te kalki, ohydne, ordynarne zrzynki poszczególnych scen i zwrotów akcji z 4-6…

    • Okazuje się, że wszyscy fani narzekający na Lucasa powinni się z nim najzwyczajniej przeprosić.

      Lepiej jednak się ogląda nawet błędy i niedociągnięcia konsekwentnego, bezkompromisowego gościa, który ma wizję… Niż fabułę zbudowaną chyba w Excelu z procentowym rozłożeniem szacowanych zysków z poszczególnej sceny i wątku.

      • Pełna zgoda. Ale to po części wina Lucasa i jego naiwnej wiary w to, że Disney skorzysta z jego notatek. Sprzedawanie swojego własnego artystycznego dziecka to dyskusyjna rzecz…

        • Też zgoda… Ale tak w retrospekcji, czy wiara Lucasa faktycznie była taka naiwna? Czy zwyczajnie liczył na logiczny ruch ze strony wytwórni? Bo co o nim nie mówić i jak ekscentryczny w podejściu do swojego kina i fanów by nie był… Intuicji gościowi odmówić nie można.

          Disney w podejściu do tematu zrobił raczej szeroki rozkrok: Chciał z jednej strony zgarnąć starą, dojrzałą widownię na bazie sentymentu, a z drugiej zbudować sobie nową bazę fanów wśród dzisiejszych młodych widzów na kolejne kilka dekad. Tylko zapomnieli o jednym. Czasy się zmieniły, dziś już pewnie nawet ucięcie ręki Luka w kinie by nie przeszło bez kontrowersji, a kiedyś idolem dzieci był chociażby Robocop – facet dosłownie rozstrzelany przez przestępców, który w odwecie potrafi np. strzelić przeciwnikowi w krocze. Bo i taka scena tam była, a krew się lała gęsto, wszyscy jarali szlugi i bluzgali. Nikomu to wtedy nie przeszkadzało, a filmy w takim stylu w tamtym czasie faktycznie przyciągały młodych i starych.

          Dziś wyszło jak wyszło – fabuła w zasadzie dla dzieci, z sentymentalnymi dodatkami dla dorosłych. Gdyby Disney z kolei dokończył trylogię zgodnie z myślą Lucasa… Po pierwsze mieliby parasol ochronny przed fanami na wypadek złego odbioru – “to nie nasz pomysł, chcieliśmy oddać cześć twórcy i dokończyć jego wizję.. bla bla bla”. Po drugie mogli mu zaufać w kwestii przyciągnięcia młodych widzów, bo gość zwyczajnie ma w tym doświadczenie liczone w dekadach. Po trzecie mogli dalej dowolnie eksperymentować sobie już sami w filmach pobocznych i serialach w nieskończoność. Może Lucas zwyczajnie poprawnie wyczuł nastroje i liczył na rozsądne kroki Disneya.

          Nie wiem, nie jestem jakiś mega fanem SW. Dla mnie to po prostu fajne przygodowe filmy zrobione z sercem. Dobra rozrywka.

          Ale tak czysto gdybając, gdybym chciał na miejscu Disneya zarobić i jednocześnie nie zabić franczyzy twórczo… Pewnie dokończył bym trylogię po myśli Lucasa… A kolejne filmy podzielił na oddzielne serie dla dorosłych i dzieci (nawet oznaczenia typu “dark” i “light” ładnie wpisałyby się w klimat).

          Filmy z “jasnej strony” z przewagą ewoków i księżniczek.. A dla dorosłych… No nie wiem.. ale myślę, że gdyby dać jeden film reżyserowi który potrafiłby pobawić się stylistyką chociażby samurajską z typową azjatycką walką na miecze – klimat jedi aż się prosi o chociaż jeden taki eksperyment. Gdyby jeszcze jakimś cudem udało się do innego projektu zaangażować Tarantino… Niby kompletnie nie jego bajka, ale od dłuższego czasu sam z siebie prowadzi rozmowy w sprawie nakręcenia Star Treka.. Wlepić z góry ograniczenie wiekowe 16 lub 18+… Fani pewnie pomdleliby z zachwytów.

          Wiem, wiem… Gdybanie ;)

          • Oj tu już nie wiem czy bym chciał tak jak piszesz. Star Warsy to nie do końca projekt dla autorów. Zresztą Riana Johnsona uważam za autora i to co zrobił w Last Jedi to po trochu próba zrobienia filmu w uniwersum SW, a trochę jego własny eksperyment. Jak wyszło – wiemy. SW nie potrzebują zabaw w stylistykę samurajską, bo Lucas tworzył tę serię właśnie wzorując się m.in. na Kurosawie, tak więc właściwie wszystkie pojedynki na miecze świetle w częściach 1-6 to hołd dla kina samurajskiego w nowoczesnym wydaniu.

            Także ja nie chcę autora, tym bardziej tak wyrazistego jak Tarantino ani do Star Wars, ani do Star Treka (zresztą chyba te jego plany już są nieaktualne). Tu potrzeba wyrobnika, takiego jak Ron Howard, który nakręcił Solo, tyle że młodszego. Z tego co czytałem scenariusz Colina Trevorrowa był całkiem udany i szczerze mówiąc nie wiem czemu go ostatecznie zwolniono. Pewnie jakieś kwestie polityczne studia.

            Dziwi mnie to co zrobił Disney, bo przecież mieli pięknie zbudowane uniwersum SW w tych wszystkich książkach, grach i komiksach. Nic tylko brać, przetwarzać i czerpać zyski. Ale oni nie wiedzieć czemu uznali, że “wiedzą lepiej” – no i wyszło jak wyszło. Jeszcze żeby tylko cała trylogia 7-9 była chociaż taka jak Przebudzenie Mocy, wtórna i skupiona na fan service, ale przynajmniej widowiskowa i dająca sporo funu, to miałbym zero zarzutów do Disneya. Coś tam ewidentnie nie zagrało, ktoś coś bardzo źle ogarnął po drodze, bo to co się stało z trylogią sequeli to katastrofa jakieś w kinie rozrywkowym nie było. Na pewno nie przy okazji tak ważnej i znanej serii.

  2. Prequele mi się podobały – poza epizodem 1. Ale 2-3 uwielbiam (poza wątkami romantycznymi). Natomiast z nowej trylogii najlepsza (co nie znaczy że dobra) i jedyna którą obejrzałem z jakąś radością, była dla mnie jednak część 7-ma. Była straszną zrzynką z Nowej Nadziei, ale przez co klimat był najbliższy oryginalnych gwiezdnych wojen, i dawał pewną (niespełnioną) obietnice na satysfakcjonujące rozwinięcie otwieranych wątków fabularnych. Natomiast cała reszta to już taka disneyowska jazda bo bandzie na gruzie dawnego klimatu że poziom zażenowania i frustracji przekreśla dla mnie jakąkolwiek chęć powrotu do tej “sagi”. Trochę taki syndrom 8 sezonu GOT.

    No ale przynajmniej dzięki temu powstał też nienajgorszy Han Solo i dla mnie całkiem fajny w odbiorze Łotr 1. (No i Mandalorian, choć seans jeszcze przede mną). Na resztę można spuścić zasłonę milczenia.

  3. “Skywalker: Odrodzenie” był tak zły, że wyłączyłem go w połowie, a to i tak zmuszając się do oglądania od dłuższego czasu.

    Dla mnie istnieją tylko części 1-6. Ze wszystkiego co nakręcił Disney, podobał mi się tylko Han Solo, który moim zdaniem “wyczuł” atmosferę oryginału i dał radę się w nią wbić przy najmniejszym podpieraniu się “artefaktami” z oryginalnych filmów. Aktorzy też dali radę. Ale to oczywiście bardzo subiektywa opinia.

    I starczy. Więcej już nawet nie potrzebuję. Za wielkie retro “a pamiętacie tego? i tą lokację?” podziękuję. Dla mnie to już po prostu filmy dla dzieci jak kreskówki. I niech się dzieciaki bawią jak najlepiej przy nich.

    Już nawet jakiś powrót do formy mnie nie obchodzi.

    • Mam tak samo. Planowałem niedawno zakupić całą sagę w 4K, ale przypomniało mi się, że są tam epizody 7-9, więc kupię sobie 1-6 oddzielnie ;) O ile jeszcze Przebudzenie Mocy było całkiem fajne, choć wtórne do bólu, tak 8 i przede wszystkim 9 to już kuriozum i traktowanie fanów sagi niepoważnie.

  4. Disney niestety to firma excel – wszystko jest skalkulowane i każda scena ma przekładać się na dolary. Nic innego się nie liczy.
    Chodź trzeba przyznać, że początek był nawet Ok. Siódma cześć była najzwyczajniej neutralna i można coś z tego było zbudować. Chodź niestety zbudowali wieżę z g…
    W mojej prywatnej ocenie Łotr 1 był najlepszym co zrobili, coś innego, ciekawego i trzymające się ram uniwersum.

    Oczywiście mamy teraz serial Mandalorianin, ale to jest ewidentny wyjątek od reguły – historia stojąca za powstaniem serialu jest wręcz dziwna (przepychanki z Kathleen Kennedy i inne zakulisowe akcje).

    PS.
    Osobiście częściowo obwiniam status Star Wars na dziś właśnie Panią Kathleen Kennedy – po zapoznaniu się wywiadami z nią odnoszę wrażenie, że baba przyleciała z kosmosu i to w tym najgorszym możliwym znaczeniu.

  5. Disney niestety to firma excel – wszystko jest skalkulowane i każda scena ma przekładać się na dolary. Nic innego się nie liczy.
    Chodź trzeba przyznać, że początek był nawet Ok. Siódma cześć była najzwyczajniej neutralna i można coś z tego było zbudować. Chodź niestety zbudowali wieżę z g…
    W mojej prywatnej ocenie Łotr 1 był najlepszym co zrobili, coś innego, ciekawego i trzymające się ram uniwersum.

    Oczywiście mamy teraz serial Mandalorianin, ale to jest ewidentny wyjątek od reguły – historia stojąca za powstaniem serialu jest wręcz dziwna (przepychanki z Kathleen Kennedy i inne zakulisowe akcje).

    PS.
    Osobiście częściowo obwiniam status Star Wars na dziś właśnie Panią Kathleen Kennedy – po zapoznaniu się wywiadami z nią odnoszę wrażenie, że baba przyleciała z kosmosu i to w tym najgorszym możliwym znaczeniu.

    • Kennedy jest genialną producentką z naprawdę imponującym dorobkiem w kinie rozrywkowym. Ale niestety na Star Warsach poległa. Trochę winę ponosi za to jej rodowód producentki – ona zawsze starała się zrobić pole dla twórców, pozwalać im na wiele, ufać, i ogólnie to jest jak najbardziej wspaniała cecha w Hollywood. Ale w przypadku Star Wars nie chodzi o autorskie pomysły, tylko wizję spójną z tym co było wcześniej. Dlatego Lucas cały czas powinien nad tym czuwać, tak jak czuwał nad epizodami 5 i 6 chociaż ich nie reżyserował.

  6. Takie małe sprostowanie. Disney nie mógł dać Maula do sequeli, ponieważ zabił go Kenobi w serialu rebelianci, a było to przed wydarzeniami z Nowej Nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...