Claes Bang opowiada nam o roli w filmie „Obraz pożądania”, graniu u boku Micka Jaggera i o tym, jak znosi pandemię koronawirusa.

Wywiad/Film 28.10.2020
Claes Bang opowiada nam o roli w filmie „Obraz pożądania”, graniu u boku Micka Jaggera i o tym, jak znosi pandemię koronawirusa.

Claes Bang opowiada nam o roli w filmie „Obraz pożądania”, graniu u boku Micka Jaggera i o tym, jak znosi pandemię koronawirusa.

Znacie go przede wszystkim z filmu „The Sqare” jak również serii „Dracula” z Netfliksa. Obecnie można go oglądać w filmie „Obraz pożądania”, w którym zagrał razem z Elizabeth Debicki, Donaldem Sutherlandem i Mickiem Jaggerem. Przed wami – Claes Bang.

Przemysław Dobrzyński: Jak sobie radzisz z tą całą sytuacją powiązaną z pandemią COVID-19?

Claes Bang: Kiepsko. Źle to wszystko znoszę. Nie cierpię ani jednej sekundy związanej z tą sytuacją. Gdy cały świat przeszedł w tryb lockdownu, musiałem wrócić do domu, prosto z planu filmu w Belfaście. Następnie po kilku miesiącach wróciliśmy na plan, ale ze względu na przesunięcia czasowe musiałem zrezygnować z kolejnego projektu, który miałem zrealizować. Na planie z kolei musimy postępować wedle specjalnych wytycznych, tak by przestrzegać zasad dystansu społecznego cały czas mając w głowie to, by nikogo nie zarazić, bądź samemu się nie pochorować. Oczywiście cieszę się, że, biorąc pod uwagę sytuację wielu innych ludzi, mam możliwość dalszego wykonywania mojego zawodu, ale nie są tą przyjemne okoliczności.

Profesja aktora zawsze jest powiązana z niepewnością dotyczącą przyszłości, kolejnych zleceń i projektów, ale domyślam się, że pandemia jeszcze bardziej pogorszyła tę kwestię?

O tak! Masz rację, że ta niepewność związana z tym kiedy i czy pojawi się kolejna rola do zagrania jest zawsze obecna w życiu aktora, ale w tej chwili doświadczamy tego na poziomie dotąd nam nieznanym. Obecnie cała branża pracuje na zwolnionych obrotach. Do tego cały czas towarzyszy nam wszystkim niepewność związana z tym, czy wirus może przybrać na sile? Kiedy to się skończy? Czy znajdziemy na niego jakiś skuteczny sposób. Powiem ci, że jestem kiepski w radzeniu sobie z tą całą sytuacją. Jest źle. Sądzę, że są ludzie, którzy całkiem nieźle to wszystko przechodzą, odnajdują się w życiu domowym, wykorzystują ten czas na samorozwój i nie przeszkadza im izolacja od innych, ale ja tego nie potrafię.

To może skupmy się na przyjemniejszym temacie. Film „Obraz pożądania”. Co zainteresowało cię w tym projekcie?

Jak to przeważnie bywa, pierwszym i podstawowym czynnikiem, który zwrócił moją uwagę był scenariusz. Zafascynowała mnie relacja mojego bohatera, Jamesa, z Berenice (graną przez Elizabeth Debicki [przyp.aut.] Kim oni oboje są? O co im chodzi? W jaką grę grają między sobą? I w jaki sposób to się dalej rozwinie? W trakcie czytania skryptu po prostu nie mogłem się doczekać, kiedy będę mógł osobiście odegrać te wszystkie sceny. Elizabeth była już obsadzona w momencie, gdy ja zaangażowałem się w ten film, także perspektywa pracy z nią, a także z reżyserem Giuseppe Capotodnim.

Rzeczywiście – relacja twojego bohatera z postacią Berenice jest intrygująca, tajemnicza i bardzo sexy. Jak ci się pracowało z Elizabeth Debicki?

Cudownie. Elizabeth jest naprawdę wspaniała. Już od naszego pierwszego spotkania wiedzieliśmy, że mamy te same oczekiwania względem filmu i widzimy tę całą historię w ten sam sposób.

Twoja postać w „Obrazie pożądania” sama w sobie jest dość tajemnicza i niejednoznaczna. Czy możesz opowiedzieć o tym, jak przebiegał twój proces tworzenia Jamesa?

Przede wszystkim, większość wskazówek dostałem w scenariuszu. Oprócz tego, zawsze gdy podejmuje się zagrania jakiejś roli szukam pewnym punktów w psychice danej postaci, które ze mną rezonują, są mi bliskie. Dzięki temu mogę nadać im dodatkowy poziom autentyczności i lepiej je rozumieć. James jest na pewno osobą szalenie ambitną. To właśnie to uczucie go napędza. Podobnie jak i mnie.

No i w tym przypadku dochodzi jeszcze jeden element. Swego czasu zrobiłem film zatytułowany „The Square”, w którym grałem postać mężczyzny także powiązanego ze światem sztuki. W pewnym sensie James jest swoistą kontynuacją losów bohatera „The Square”, oczywiście nie w sensie dosłownym, ale z mojej perspektywy była to szansa na znalezienie tego typu powiązań.

Nie sądzę, że bohater „The Square” dokonałby takich czynów jak bohater z „Obrazu pożądania”, który jest o wiele bardziej mroczny, ale też dzięki temu mogłem sobie pozwolić na obranie ścieżek, których nie mogłem obrać w „The Square”.

Oprócz dzielenia ekranu z Elizabeth Debicki kręcąc „Obraz pożądania” miałeś też okazję zagrać z Donaldem Sutherlandem oraz, to nie ukrywam intryguje mnie najbardziej, Mickiem Jaggerem, który przeważnie nie pojawia się przed kamerą jako aktor.

Tak, Mick nieczęsto gra w filmach. Swego czasu można bo było oglądać w świetnej „Kreacji” pod koniec lat 60., natomiast później bardzo rzadko podejmował się tego zadania.

Jak się z nim pracowało na planie?

Był niezwykle skromny, zaangażowany w projekt – po prostu chciał jak najlepiej wykonać swoją robotę, biorąc pod uwagę fakt, że był poza swoją codzienną strefą komfortu. Jak łatwo się domyślić, dla niego studio nagrań czy scena to środowisko naturalne, natomiast plan filmowy to już zupełnie inna rzeczywistość i trochę obcy świat. Ale cały czas był niezwykle profesjonalny, a przy tym też bardzo miły. Pracę z nim wspominam w naprawdę ciepłych barwach.

Donald Sutherland to żywa legenda. Domyślam się więc, że pracę z nim wspominasz co najmniej równie ciepło.

Dla mnie jako aktora Donald Sutherland jest o wiele większą legendą niż Mick Jagger. To niesłychane w jak wielu wspaniałych i kultowych filmach on grał i dał światu tyle pamiętnych ról. Każda rozmowa z nim poza kamerą jak i wszystkie sceny, które miałem przyjemność z nim mieć w „Obrazie pożądania” były i są dla mnie czystą inspiracją. To, że mogłem być z nim w tych samych pomieszczeniach uznaję za zaszczyt.

Wydaje mi się też, że twoja rola w „Obrazie pożądania” jest w jakimś sensie podobna do wyborów Sutherlanda sprzed lat. To tego typu bohater i film, w którym on spokojnie mógłby zagrać główną rolę, gdyby on powstał w latach 70. czy 80.

O, to ciekawe, co mówisz. Rzeczywiście coś w tym jest. Tak jak wspominałem, dla mnie i dla większości aktorów jego dorobek jest czystą inspiracją. To naprawdę był dobry czas, mówię tu już o zdjęciach do „Obrazu pożądania”, bo miałem przed sobą ciekawe wyzwanie aktorskie, a do tego mogłem pracować z uroczą Elizabeth i jeszcze na dokładkę na parę dni na plan zawitali Jagger i Sutherland, także była to niezwykła przygoda dla mnie osobiście.

Wracając jeszcze do samego Jaggera, to miałeś też nie lada okazję, bo bardzo niewielu aktorów może powiedzieć, że pracowało z nim na planie.

Tak, tak, masz rację. Poszczęściło mi się, bo to rzeczywiście unikalne doświadczenie w tym fachu. Jest on w końcu chodzącą historią rocka.

Ale to też interesujące wyzwanie, bo gdy stawiasz się w pracy i twoim partnerem ma być żywa legenda, to musisz się nauczyć w pewnym momencie zapomnieć o tym, kim on jest. Na planie przestajesz być Mickiem Jaggerem, Donaldem Sutherlandem czy Elizabeth Debicki, a stajesz się po prostu jednym z aktorów, grających swoją postać i wykonującym swoją pracę. Gdybym tak cały czas stojąc z Mickiem twarzą w twarz myślał sobie: „Wow, to jest Mick Jagger!” to sądzę, że nie pracowałoby się nam dobrze (śmiech). A przede wszystkim nie wykonywałbym dobrze swojej pracy i nie byłbym w pełni skupiony na mojej roli.

Zawsze mnie fascynowała koncepcja nie tylko poznania, ale właśnie pracowania z legendą czy z idolem właśnie pod względem tego, że na pewnym etapie musisz o tym zapomnieć i wiedzieć w nim po prostu swojego kolegę z pracy.

Dokładnie. Jest to na pewno ciekawa, choć nietypowa sytuacja, która też w sumie jest powiązana z zawodem aktora.

Wspomniałeś wcześniej, że wybierając role dana postać musi z tobą rezonować. Co więc odnalazłeś wspólnego z samym sobą decydując się na zagranie Draculi w serialu BBC i Netfliksa?

Postanowiłem niejako przetłumaczyć sobie jego cechy na te, które są mi bliskie. Dracula ma, powiedzmy, nietypowe potrzeby, bo śpi w trumnie i łaknie krwi, ale dla niego są to podstawowe potrzeby do tego by przetrwać. Tak więc w tym przypadku raczej każdy z nas jest w stanie się przestawić na tyle, by zrozumieć jego punkt widzenia.

W tej postaci zainteresowała mnie też jego samotność, a ta powiązana jest z kolei z życiem wiecznym. Tu już pojawia się kolejne ciekawe zagadnienie – większość z nas bowiem, gdyby miała okazję zyskać wieczne życie to prawdopodobnie powiedziałaby „Tak”. Ale wyobraź sobie, że żyjesz tak sobie od 300 lat, przed tobą kolejny listopadowy poranek i na dobrą sprawę to po co w ogóle miałbyś wstawać z łózka/trumny? Od setek lat żyjesz sam w zamku, nie masz co robić, ani z kim porozmawiać. Życie wieczne bardzo szybko z niezwykłej perspektywy może przerodzić się w egzystencję pozbawioną sensu. I ten bezsens tylko się pogłębia z czasem.

Ewidentnie ta historia ma wiele do zaoferowania. Szkoda tylko, że pierwszy sezon „Draculi” miał raptem 3 odcinki. Czy są szanse na więcej?

Nic mi nie wiadomo o tym, by ktoś podjął jakieś decyzje w tej sprawie, zapewne cała ta sytuacja z koronawirusem odgrywa w tym swoją rolę natomiast ja podpisałem kontrakt obejmujący kontynuację. Ja bym oczywiście z olbrzymią chęcią wrócił do tej postaci.

Przygotowując się do tej rozmowy dowiedziałem się, że zajmujesz się też trochę muzyką.

Tak, to taki mój nieduży projekt poboczny.

Czy nadal jest on aktywny?

Tak, jak najbardziej. Niedawno wydaliśmy nowe kawałki.

A co skłoniło cię do tego, by w przerwie pomiędzy kolejnymi rolami jako aktor zostać także muzykiem?

Być może okaże się to nudną odpowiedzią, ale po prostu, po tym jak każdego dnia na planach filmowych czy deskach teatru stykam się z całą masą ludzi i razem pracujemy nad jednym projektem, gdzie zawsze ktoś mi mówi co mam powiedzieć, jakie ubrania nosić, gdzie stanąć, poczułem, że potrzebuję mieć też coś nad czym tylko ja mam kontrolę. Oczywiście kocham pracę aktora, ale czasem lubię po tym wszystkim wrócić do domu, siąść przy fortepianie czy gitarze i samemu coś wykreować.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...