Apokalipsa w hotelu na Netfliksie. „Padlina” to wyjątkowo oryginalny horror

Recenzja/Film 26.10.2020
Nasza ocena:
Apokalipsa w hotelu na Netfliksie. „Padlina” to wyjątkowo oryginalny horror

Apokalipsa w hotelu na Netfliksie. „Padlina” to wyjątkowo oryginalny horror

Przepiękny i dobrze zagrany, ale przewidywalny od samego początku horror pojawił się już na Netfliksie. 1,5 godziny minie przy nim jak w oka mgnieniu. Tylko nie zdejmujcie masek!

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Padlina” wita nas w postapokaliptycznym świecie, w którym ludzie umierają z głodu na ulicach, nie ma elektryczności, a wyjście na ulicę po zmroku równa się śmierci. Wydaje się, że ludzkość po katastrofie atomowej z trudem wiąże koniec z końcem. Niektórzy radzą sobie jednak wyśmienicie.

Na lokalnego magnata wyrasta Mathias (Thorbjørn Harr), który nie tylko zaprasza mieszkańców pobliskiego miasteczka do swojego pięknego hotelu na wzgórzu, ale również oferuje ciepły posiłek i strawę dla ducha – sztukę teatralną. Ile kosztuje taka chwilowa ucieczka od życia na krawędzi? Co łaska.

Jak u typowych bohaterów horrorów, tak i u Leonardy (Gitte Witt), której losy śledzimy, nie zapala się ostrzegawcza lampka. Przed apokalipsą sama była aktorką, więc fascynację powrotem do dawnego życia można jej wybaczyć. Tym bardziej, że wkrótce okazuje się, że „wszystko jest przedstawieniem”. Kelnerzy wynoszą talerze, a zaproszeni goście mogą swobodnie eksplorować upiorny hotel i śledzić aktorów, którzy odgrywają swoje scenki. Leonarda wraz mężem i córeczką dostają maski, aby odróżnić się od aktorów. Nie wiedzą jednak, że właśnie one niosą ze sobą ukryte znaczenie, które na światło dzienne wychodzi dopiero kiedy bohaterowie się rozdzielają.

Zaczyna się przedstawienie w nawiedzonym hotelu.

Historia oferuje kilka ciekawych twistów, jednak scenariusz nie jest jej najmocniejszym punktem. Zwroty akcji są przewidywalne, a finalnej tajemnicy domyślamy się na długo przed ostatnim aktem. Ten zaś nadchodzi dość szybko. Film trwa 86 min, a wartka akcja i doskonała kinematografia sprawiają, że każdą takt chłoniemy z przyjemnością.

Już pierwsza scena przedstawienia, w której kontrastowo oświetlony Mathias tłumaczy widzom ze sceny, co odróżnia nas od zwierząt jest małym majstersztykiem, w którym demiurg hipnotyzuje owce prowadzone na rzeź. Mówi, że przeżycie to na mało, bo my – ludzie – musimy czuć. Tych uczuć, a raczej ich wytłumaczenia, przedstawienia motywacji i szerszego planu w „Padlinie” brakuje. Nie wiemy, co targa Mathiasem, który miał zadatki na świetny czarny charakter.

„Padlinę” oglądamy dla baśniowego horroru, który niepozbawiony jest dziur.

Jeśli zignorujemy zbiegi okoliczności i głupie wybory dokonywane przez bohaterów, dostaniemy opowieść o wychodzeniu z szaleństwa w zwariowanym świecie i walce o córkę pomimo przeciwności losu.

„Padlina” to jeden z najbardziej oryginalnych horrorów tego roku, który świetna reżyseria Jaranda Breiana Herdala wyniosła na niespotykany dla netfliksowych produkcji spod znaku nawiedzonego domu poziom. To norweski rodzynek, z aktorami, których zobaczymy najpewniej pierwszy i ostatni raz. Zapada w pamięci jako przyjemny straszak mieszający motywy z „Nocy oczyszczenia” i „Cichego miejsca”, mimo drętwych dialogów i tony niewykorzystanego potencjału.

Jeśli nie macie planów na wieczór, Padlina na Netfliksie z pewnością was nie rozczaruje.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...