„Kolejny film o Boracie” to nieudany żart o próbie sprzedaży nastoletniej córki. Obejrzycie go na Amazon Prime Video

Recenzja/Film 23.10.2020
Nasza ocena:
„Kolejny film o Boracie” to nieudany żart o próbie sprzedaży nastoletniej córki. Obejrzycie go na Amazon Prime Video

„Kolejny film o Boracie” to nieudany żart o próbie sprzedaży nastoletniej córki. Obejrzycie go na Amazon Prime Video

Jak wyżej. Nie sądzę, by ktokolwiek czekał na sequel filmu „Borat”, ale co poradzić. Ujrzał on światło dzienne w usłudze Amazon Prime Video. I choć część pierwsza ubawiła mnie swego czasu do łez, tak „Kolejny film o Boracie” to wybitnie nieudana pseudo-komedia.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Trudno ten film w ogóle nazwać komedią. To mieszanka quasi-dokumentu z przedziwnym reportażem-satyrą i ukrytą kamerą w jednym. Oczywiście taki był też pierwszy „Borat”, z tą różnicą, że był przy tym lepszym filmem i naprawdę bawił, choć były to żarty nie tyle na granicy dobrego smaku i poprawności politycznej, co wyraźnie te granice przekraczające.

Od czasu premiery „Borata” minęło jednak 14 lat. Świat pod pewnymi względami się mocno zmienił i nie jest tak niewinny jak wtedy.

Pojawiło się wielu stand-uperów i komików, którzy również zaczęli się zwinnie huśtać na granicy poprawności politycznej, na świat przyszła cała masa seriali (aktorskich i komediowych) oraz treści na YouTubie czy innych kanałach social media, które przyzwyczaiły nas do tej stylistyki. W 2006 roku to, co wyprawiał Sacha Baron Cohen jako Borat było nie tylko szalenie odważne i zabawne w tym swoim ekstremum, ale też i w jakimś sensie nowatorskie. Dziś, w erze post-prankowej, nie robi to już takiego wrażenia, a i efekt świeżości gdzieś wywietrzał.

Do tego, co gorsza, humor Cohena jakby trochę stępiał. Oczywiście w filmie „Borat 2” zobaczymy kilka scen i pomysłów na żarty, które niejednego zapewne oburzą, a jeszcze więcej widzów uzna, że to żenująco pozbawione dobrego smaku podśmiechujki z poważnych tematów.

Nadal twórcy próbują dogryźć Żydom, urządzają dowcipne wycieczki w stronę Holocaustu, w jednej ze scen Borat zastanawia się, ile gazu potrzeba, by zabić nim wystarczającą liczbę Cyganów (to określenie Borata, nie moje [przyp. aut.]).

W jeszcze innej podjęty został temat kazirodztwa i aborcji (w jednym!). Jest cringe’owy (że tak pozwolę sobie użyć nieprofesjonalnej nowomowy) wywiad z Rudym Giulianim, po którym czułem, że muszę wziąć prysznic. Nie zabrakło też żartów z COVID-19, który według Borata pochodzi z Wuhan w… Izraelu.

Ale, choć może to tylko ja, nie czułem już tej samej siły rażenia co kiedyś. Może żyjemy w tak zepsutych czasach, że codzienne zastrzyki z wpisów na Facebooku i Twitterze oraz parę patostreamów na dokładkę sprawiły, że tego typu żarty przekraczające niegdysiejsze granice ogląda się z obojętnością? Albo po prostu, nie jest to już tak dobrze napisane jak we wcześniejszym filmie. Prawda leży chyba pośrodku.

Model jest ten sam co przed laty, w pierwszym „Boracie”. Sacha Baron Cohen posługuje się czymś co sam nazywam „żartem z odwróconym przeznaczeniem”. Czyli im bardziej komik się z czegoś naśmiewa, tym bardziej uwypukla absurdy danego tematu. W dwójce tym tematem przewodnim jest… feminizm. Sęk w tym, że „Kolejny film o Boracie” jedzie praktycznie na jednym grepsie oscylującym wokół odnalezionej po latach córki tytułowego bohatera i próbach sprzedania jej bogatemu amerykańskiemu politykowi na wzór Melanii i McDonalda Trumpa (jak to w filmie nazywa go sam Borat).

Co więcej, nasz bohater stara się być dobrym ojcem i wedle kazachskich przykazań trzyma swoją córkę w prawdziwej klatce; gdy zostawia ją samą, to przykuwa to ogromnej kuli na łańcuchu; zabrania jej samodzielnie myśleć i za dużo mówić, nie wspominając już o tak niewyobrażalnych czynnościach jak jazda samochodem.

Przez cały seans miałem wrażenie, że ten motyw (na poziomie tanich prowokacji rodem z YouTube’a) pasuje bardziej na jeden z wątków filmu, a nie na fabułę praktycznie całego „Borata 2”.

Sprawia to, że szybko ten potencjał się wyczerpuje.

Sequel nie jest tak błyskotliwie napisany jak część pierwsza. I to widać. To pewnie wynik tego, że „Kolejny film o Boracie” powstawał dość szybko, zdecydowano się go też skierować od razu do streamingu, więc też pewnie kilka etapów post-produkcji mających miejsce przy okazji filmów kinowych zostało pominiętych.

W przypadku tego typu humoru całości pomagał efekt zaskoczenia. Oglądając pierwszego „Borata” trochę nie wiedzieliśmy, do czego ostatecznie posunie się tytułowy bohater, jakiej grupie społecznej „dowali” tym razem. Teraz, oglądając go ponownie, już to wiemy, więc automatycznie ten aspekt zanika, a wraz z nim spora część zabawy.

Trudno też przekroczyć kolejne granice poprawności politycznej i dobrego smaku, bowiem pierwszy „Borat” przebił z główki wszelkie możliwe ściany.

Ten film miałby sens, gdyby rzeczywiście prezentował coś wybitnie świeżego, podobnie jak poprzednik. W obecnej formie wyszła z tego jednak wtórna i dość leniwie rozpisana satyra, funkcjonująca raczej jako sklecony na szybko komentarz o stanie obecnego społeczeństwa USA tuż przed tamtejszymi wyborami prezydenckimi. Nigdy nic dobrego nie wychodzi, gdy nawet najbardziej rubaszne komedie powstają z zamiarami politycznymi.

Ale „Kolejny film o Boracie” i tak zapisze się w historii kina, jako pierwsza duża i szeroko dystrybuowana hollywoodzka premiera, który powstawała już w trakcie pandemii COVID-19. Zawsze to coś.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News. 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

13 odpowiedzi na “„Kolejny film o Boracie” to nieudany żart o próbie sprzedaży nastoletniej córki. Obejrzycie go na Amazon Prime Video”

  1. Recenzja głupsza niż sam film. Który był po prostu słaby. Dogłębna analiza nie ma sensu i jest komiczna. Zaznaczam, że lubię filmy Cohena i jak do tej pory wszystkie mi się podobały.

    • Wręcz przeciwnie. Chodzi mi jedynie o to, że film robiony specjalnie naprędce po to, by wyrobić się w czas przed wyborami staje się filmem politycznym. A polityka ze sztuką nigdy nie powinna iść w parze.

  2. Amazon sypnął groszem, Cohen przyjał datek. Inna sprawa, że tego typu humor w jego wcieleniówkach zawsze był ryzykowny. Taki urok tego typu humoru, nie ma co wartościować. W tym przypadku wiadomo czego się spodziewać. Jest takie brutalne powiedzenie, które będzie pewnie za chwilę wyedytowane, ale najlepiej oddające pretensje redaktora: “Nie dorabiajmy piździe uszu”.

  3. Prawdopodobnie powody są dwa, humor jakby stępiał właśnie przez stand-uperów, po prostu jest tego dzięki nim więcej obecnego w przestrzeni, a dwa, że pewne rzeczy jakie były w Boracie teraz by chyba jednak nie przeszły, bo skończyłoby się (choć niewykluczone, że i tak się to tak skończy) tym, że Sacha Baron Cohen by stał się kolejną ofiarą “Cancel Culture”.

    Dwa, że jak zauważyłeś, film był robiony na szybko, czyli niedopracowany, ale dlaczego robiony na szybko?
    Generalna wymowa wielu scen i żartów i nieprzypadkowa premiera tuż przed wyborami w USA, gdy w niektórych stanach głosowanie już trwa pokazuje, że ten film ma chyba pełnić podobną rolę, jaką miała zrobić “Polityka” Vegi przed zeszłorocznymi wyborami u nas, czyli uderzyć w Trumpa i republikanów. Przecież nic ich nie goniło, film mógł równie dobrze ukazać się po wyborach np. w grudniu, gdzie jednak zanosi się, że nie będzie na święta żadnej głośniejszej premiery, a Borat 2 by dobrze wypełnił tą lukę.

  4. Widać, że Borat bardzo się spieszył, aby zrealizować zlecenie. Musiał zdążyć przed wyborami. Wszystkie te gagi służyły jedynie w celu przywalenia Trumpowi. Według mnie efekt jest odwrotny. Film oryginalny był zabawny, a ten na zamówienie wyborcze, śmieszny jak suchary Strassburgera.

  5. Totalnie na odwrót recenzent przyjął ten film

    Borat sam tylko prowokuje innych ludzi aby ci pokazali co naprawdę myślą i robią kiedy są pewni że ich nikt nie widzi. Tym samym nie jest tak że “Borat śmieje się z …” to ludzie z tego cywilizowanego świata udających cnotliwych i świętych po lekkim pchnięciu zrzucają swoje maski i pokazują swoją twarz. I myślę że to piękne.

    Na przykład wspomniana w recenzji scena z gazem. To borat tylko podpuścił sprzedawcę a ten już sam powiedział wiele okropknych rzeczy, obniżając co naprawdę siedzi w ludziach pod powłoką przyzwoitości co samo prowokuje do autorefleksji nad sobą i światem nas otaczającym.

    W filmie nadal są ludzie którzy mimo prowokacji nIe wpadają w złość a wręcz odpowiadają miłością, to te najpiękniejsze sceny jak na przykład scena w synagodze która doprowadza do głębokich refleksji, i mam wrażenie że wyleczyłaby nie jednego antysemite.

    Autor artykułu totalnie nie zrozumiał drugiego dna filmu i ocenił go powierzchownie, ale to nie jest film dla wszystkich.

    • Ja wiem jaki jest cel żartów Borata/Cohena. Jak pisałem, na pierwszej części płakałem ze śmiechu. Ale to było 14 lat temu. Tym razem jest to wszystko już przewidywalne, średnio zabawne, wtórne, nie napisane tak błyskotliwie jak poprzednio. Ja nie punktuję tego, o czym mówi Borat, tylko to, że to tym razem jest zwyczajnie nudne i mało kreatywne względem poprzedniej części.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...