Polak płakał, jak tłumaczył. „Kutasssss”, „Rekin cycojad”, „Efekt płetwiarniany” i inne dziwne tytuły pokręconych filmów

Felieton/Film 21.10.2020
Polak płakał, jak tłumaczył. „Kutasssss”, „Rekin cycojad”, „Efekt płetwiarniany” i inne dziwne tytuły pokręconych filmów

Polak płakał, jak tłumaczył. „Kutasssss”, „Rekin cycojad”, „Efekt płetwiarniany” i inne dziwne tytuły pokręconych filmów

„Kutasssss” zagościł w naszym życiu. Z pewnością od wczoraj prześladuje was w mediach społecznościowych. Tego typu tytuł nie jest jednak novum w historii polskich tłumaczeń. Znajdziemy w niej bowiem wiele podobnych perełek, ale też, co nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, wpadek.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Wczoraj polski internet oszalał na punkcie „Kutasssssa”. Nie chodzi oczywiście o część męskiego ciała, tylko o film. Na tablicach swoich znajomych czy polajkowanych fanpage’ów z pewnością widzieliście screen karty tytułu z portalu Filmweb:

Popłakane już było, to teraz śmieszek na otarcie.

Opublikowany przez Filmego Którego Ryją Baniego Zbyta Mocnę Wtorek, 20 października 2020

A ponieważ jest to etiuda, zanim przejdziecie do dalszej części tekstu poświęćcie osiem minut, aby zobaczyć tę krótką produkcję:

„Snake Dick” otrzymało polski tytuł, ponieważ produkcja znalazła się sekcji „Konkursu Filmów Krótkometrażowych” tegorocznej edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Zgodnie ze znajdującym się na stronie imprezy opisem, jej fabuła prezentuje się następująco:

Jill ma węża. Julia ma flet. W pojedynkę są bezbronne. Ale w duecie są sekretną bronią do walki z ciemnością…

Przywołaną ciemnością okazuje się toksyczna męskość. Fabuła skupia się bowiem na dwóch dziewczynach, które zatrzymują się na stacji benzynowej i są nagabywane przez nieznajomych. Dadzą im jednak nauczkę, jakiej nigdy nie zapomną. Film ma wyraźne zacięcie feministyczne i chociaż jest bardzo krótki, to z pewnością dałoby się napisać jego całkiem obszerną analizę. Ale przecież internautom wcale nie chodzi o opowiadaną historię. Nie chodzi o hipnotyzujący, skąpany w neonowych barwach świat przedstawiony. Chodzi o sam tytuł – „Kutasssss”. To on właśnie sprawił, że etiudą zainteresowało się grono kinomanów.

Mogłoby się wydawać, że tytuł jest kolejną dziwaczną inwencją polskiego tłumacza. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z tłumaczeniem, które odznacza się kreatywnym podejściem do oryginału, a jednocześnie wiernie oddaje ducha filmu. Słysząc „Kutasssss” wiemy już mniej więcej, czego należy się spodziewać podczas seansu. A wyobraźni i uczciwości na podobnym poziomie, często można ze świecą szukać. Ileż to razy każdy z nas śmiał się w gronie znajomych ze „Szklanej pułapki” (org. „Die Hard”) czy „Wirującego seksu” (org. „Dirty Dancing”).

Niestety, tłumacze tytułów, nieustannie dostarczają nam powodów do żartów.

Wszyscy są tego świadomi. Dystrybutorzy coraz częściej decydują się na wprowadzanie produkcji na nasze ekrany pod oryginalną nazwą. Może i dobrze. Dowodzi tego przykład „American Hustle”. Początkowo film Davida O. Russella miał pojawić się jako „Jak się skubie w Ameryce”. Na szczęście UIP wsłuchało się w głos śmieszkujących kinomanów i zdecydowało się wycofać z tego pomysłu. Szkoda za to, że wiele lat wcześniej „Reality Bites” zadebiutowało jako „Orbitowanie bez cukru”.

Nie chodzi o to, że tytuł musi być wierny oryginałowi. Film jest produktem, który należy sprzedać. Dlatego lekkie koloryzowanie jest jak najbardziej dopuszczalne. Należy jednak zachować jakiś zdrowy rozsądek, a nie „Bandits” promować jako „Włamanie na śniadanie” czy „In Bruges” jako „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”. Co tłumacz miał na myśli? Tego możemy się jedynie domyślać podczas seansu wymienionych produkcji.

O inwencji polskich tłumaczy najłatwiej się przekonać, spoglądając na filmy typowo gatunkowe, skierowane do grupy odbiorców, szukających taniej rozrywki.

Masz ochotę zobaczyć jak rekin pożera roznegliżowane panienki? Nic prostszego. Sięgnij po „Rekina cycojada” (org. „Super Shark”). Tak, produkcje telewizyjne i klasy B, dają spore pole do popisu. I nawet nie trzeba się wysilać. Wystarczy być wiernym oryginałom, czego dowodzi przykład „Hollywoodzkich dziwek uzbrojonych w piły łańczuchowe” (org. „Hollywood Chainsaw Hookers”), czy „Wielkodupego pająka” (org. „Big Ass Spider”).

Czasami jednak tłumacze decydują się tytułem podbić zainteresowanie danym filmem. I nie zawsze wychodzi im to na dobre. Dzięki temu możemy się śmiać z absurdalnego „Krwawego prania” (org. „Vortice mortale”, dosł. „Śmiertelny wir”), czy „Mrówek w gaciach” (org. „Harte Jungs”, dosł. „Twardzi chłopcy”). W tych wypadkach ma to jednak sporo sensu. W pierwszej wymienionej produkcji widzów przyciągnie obietnica (niekoniecznie spełniona) przemocy, a w drugim zapowiedź sprośnej rozrywki. Inaczej rzecz ma się w przypadku „Cannibal Women in the Avocado Jungle of Death”. „Kanibalistyczne kobiety w awokadowej dżungli śmierci” brzmi doskonale. „Kobiety-Piranie” już niekoniecznie.

Tłumaczom nieraz zdarza się bowiem odrzeć tytuł konkretnej produkcji z całego jej potencjału. Tonują bowiem zapędy twórców oryginału. Dlatego „Howling II: Stirba – Werewolf Bitch” zobaczyliśmy jako „Skowyt 2: Twoja siostra jest wilkołakiem”, co brzmi jak zabarwione horrorem kino familijne. Znajdziemy w tym pewną metodę, jeśli weźmiemy pod uwagę, że dystrybutor chciał przyciągnąć jak największą liczbę widzów (i musiał zmagać się z PRL-owską cenzurą), ale nie wydaje się ona skuteczna. Niezaznajomieni z jedynką fani horrorów patrząc w wypożyczalni na półkę z kinem grozy, z pewnością chętniej sięgaliby po „Wilkołaczą dziwkę”.

Żeby jednak oddać sprawiedliwość polskim tłumaczom, nie są oni wyjątkowi.

W Stanach Zjednoczonych również można się natknąć na podobne perełki w przypadku zagranicznych produkcji. Szczególnie widać to na przykładzie europejskich filmów gatunkowych wprowadzanych na ekrany Drive-Inów, czy grindhouse’ów. Poliziotteschi „Il poliziotto è marcio” (dosł. „Zgniły policjant”) i „Napoli si ribella” (dosł. „Rebelianci z Neapolu”) Amerykanie poznali jako „Shoot First, Die Later” i „A Man Called Magnum”.

Nie ma jednej złotej formuły na idealne tłumaczenie tytułów filmów. Dlatego świetnym pomysłem wydaje się inicjatywa, z jaką wyszło w naszym kraju SciFi. Stacja regularnie urządzała bowiem konkurs na polskie tytuły kolejnych części „Rekinado”. Dzięki temu mogliśmy się bawić na „Niech szczęki będą z tobą” (org. „The 4th Awakens”) czy „Efekcie płetwiarnianym” (org. „Global Swarming”). Nie każdy dystrybutor może sobie pozwolić na pójście tą samą ścieżką. Tym samym pozostaje nam mieć nadzieję, że tłumacze częściej będą podążać ścieżką wytyczoną przez „Kutasssssa” niż przetartym przez „Sztangę i Casha” (org. „Pain & Gain”) szlakiem.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

„Mega Rekin kontra Gigantyczna Ośmiornica” i „Titanic II”. Wytwórnia The Asylum produkuje najgorsze filmy na świecie

Jeśli na samo brzmienie takich tytułów, jak „Asteroida kontra Ziemia”, „Sześciogłowy rekin atakuje”, „Zombie Spring Break” czy „Samolot kontra wulkan” macie gęsią skórkę, to koniecznie musicie zapoznać się z wytwórnią produkującą perełki kina klasy Z. Przed wami The Asylum, firma tworząca najgorsze filmy wszech czasów.

Artykuł/Film 29.05.2019

Dołącz do dyskusji (8)

20 odpowiedzi na “Polak płakał, jak tłumaczył. „Kutasssss”, „Rekin cycojad”, „Efekt płetwiarniany” i inne dziwne tytuły pokręconych filmów”

  1. Tłumaczenie dosłowne często nie trafiło by do widzów innym kraju, mogło by byc źle zrozumiane dlatego czasem tytuł odnosi się np. do fabuły filmu – to stosuje sie od dawna, nie powinno juz dziwić ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...