Piękny wizualnie, ale trzyma widza na dystans. Taki jest nowy „Tajemniczy ogród” – recenzja filmu

Recenzja/Film 16.10.2020
Nasza ocena:
Piękny wizualnie, ale trzyma widza na dystans. Taki jest nowy „Tajemniczy ogród” – recenzja filmu

Piękny wizualnie, ale trzyma widza na dystans. Taki jest nowy „Tajemniczy ogród” – recenzja filmu

Do tego seansu podchodziłem z nutą nostalgii, ponieważ „Tajemniczy ogród” sprzed lat, w wersji Agnieszki Holland, to jeden z najważniejszych filmów mojego dzieciństwa. Jak wypadła nowa inkarnacja tej słynnej opowieści?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Zanim przejdę do konkretów, pozwólcie, że opowiem, czym w ogóle jest „Tajemniczy ogród”, dla tych, którzy po raz pierwszy zetkną się z tą historią.

Pierwotnie po raz pierwszy ujrzała ona światło dzienne w postaci powieści Frances Hodgson Burnett opublikowanej w 1911 roku, czyli trochę ponad sto lat temu. Powieść zyskała sobie niemałą popularność i do tej pory doczekała się kilku filmowych i serialowych inkarnacji. Jak dotąd ostatnią szerzej znaną była wersja z 1993 roku wyreżyserowana przez Agnieszkę Holland. I to właśnie tą wersję poznałem jako pierwszą jeszcze, będąc w podstawówce. Był to pierwszy „familijny” film, jaki pamiętam, który z taką mądrością i dojrzałością mierzył dziecięcego widza z tematami żałoby, złości, choroby, jednocześnie przestawiając świat pełen magii i wiary w uzdrowicielską moc przyrody.  Tym samym przygotowując w jakimś stopniu do mierzenia się z dorosłym życiem.

Nieczęsto w filmach dla dzieci ogląda się postaci, które są tak bardzo naznaczone przez los utratą bliskich albo poważnymi schorzeniami. „Tajemniczy ogród” w wersji Holland traktował widza poważnie, jak równego sobie, a przy tym pozostawał w sferze dziecięcych marzeń.

Bohaterką filmu jest młoda dziewczynka,  Mary Lennox, która straciła oboje rodziców i trafiła pod skrzydła swego wuja (w tej roli Colin Firth) w jego ogromnej posiadłości. Nikt tam nie zajmuje się nią zbytnio, więc dziewczynka sama organizuje sobie czas. Przy okazji poznając bezpańskiego psa, a także przykutego do łóżka, ciężko chorego syna wujka, chłopca o imieniu Colin. Z czasem też Mary odkrywa, że nieopodal posiadłości znajduje się tytułowy tajemniczy ogród, wokół którego unosi się magiczna aura.

Na pierwszy rzut oka, „Tajemniczy ogród” A.D. 2020 jest zarówno dość wierną adaptacją powieści Burnett, jak i udanym (choć niekoniecznie potrzebnym) odświeżeniem filmu Agnieszki Holland sprzed prawie 30 lat.

Jestem zdziwiony, że postanowiono zrealizować ten film, gdyż wersja z  1993 roku prezentuje się nawet dzisiaj bardzo dobrze, tak fabularnie, jak i wizualnie. Najnowsza odsłona wprowadziła wprawdzie kilka „dodatków”, ale są one raczej kosmetyczne i nie wnoszą nic nowego.

Na pewno najnowsza inkarnacja tej powieści, którą wyreżyserował Mark Munden, cechuje się naprawdę piękną, wysmakowaną warstwą wizualną. Twórcy podeszli do zadania naprawdę poważnie i dali młodym widzom dzieło na najwyższym poziomie realizacji. Są tu i wpadające w oko kadry, ładne pejzaże, nie brak nastrojowo mroczniejszych momentów oraz pomieszczeń, jak i drobnych oraz rozmyślnie wykorzystywanych efektów wizualnych.

Przy tym wszystkim, przez większość seansu miałem wrażenie, że „Tajemniczy ogród” tym razem jest trochę bardziej surowy w swojej fakturze niż poprzednio. Niby jest to wszystko wspaniale sfilmowane, ale jakoś zabrakło mi w tym wszystkim duszy. Co więcej chwilami wręcz czułem, jakby autorzy filmu trochę nie wiedzieli do kogo go skierować.

Momentami „Tajemniczy ogród” ogląda się jak niezależny, autorski dramat dla dorosłych, a nie typowe kino familijne.

Mundenowi nie udało się więc wyważyć elementów naturalistycznych i magicznych. Film więc sprawia wrażenie czasem zbyt dorosłego i poważnego dla młodego widza, który mimo wszystko jest głównym docelowym odbiorcą. Oczywiście to bardzo dobrze, że twórcy nie zinfantylizowali tej historii i pozostali otwarci na starszych widzów, ale boję się, czy przy okazji nie wyalienują tych młodych.

Do tego „Tajemniczy ogród” odznacza się taką klasyczną brytyjską emocjonalnością, która raczej dystansuje widza niż go do siebie przyciąga. Oczywiście to nadal jest ta sama ważna i poruszająca opowieść o radzeniu sobie ze stratą i poszukiwaniu nadziei nawet w najczarniejszych momentach, ale jakoś nie zagrało mi to wszystko ze sobą. Podobnie jak same formalne zabiegi odróżniające od siebie część naturalistyczną filmu od tej magicznej.

Na plus, zaliczam znakomitą formę, bo widać gołym okiem, że poświęcono jej dużo uwagi, a dzięki temu nowy „Tajemniczy ogród” prezentuje się naprawdę świetnie.

Brawa należą się też Dixie Egerickx, która kapitalnie wcieliła się w Mary, skrupulatną, trochę pyskatą, szalenie inteligentną i dojrzałą młodą damę. Zapewne usłyszymy o niej jeszcze nieraz w przyszłości.

Jeśli oglądaliście już kiedyś, bądź czytaliście „Tajemniczy ogród”, to ów film nie przyniesie wam nic nowego i świeżego, natomiast jeśli chcecie przedstawić tę opowieść swoim pociechom, i nie macie pod ręką wersji Agnieszki Holland, to, pomimo powyższych zastrzeżeń, rozważyłbym ten seans.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

2 odpowiedzi na “Piękny wizualnie, ale trzyma widza na dystans. Taki jest nowy „Tajemniczy ogród” – recenzja filmu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...