Współczesna nauka nie byłaby taka sama, gdyby nie „Star Trek”. Jakie wynalazki zainspirowała technologia Gwiezdnej Floty?

Współczesna nauka nie byłaby taka sama, gdyby nie „Star Trek”. Jakie wynalazki zainspirowała technologia Gwiezdnej Floty?

Współczesna nauka nie byłaby taka sama, gdyby nie „Star Trek”. Jakie wynalazki zainspirowała technologia Gwiezdnej Floty?

„Star Trek” to dla wielu fanów science fiction serial-religia. Opowieść o Gwiezdnej Flocie eksplorującej nieznane obszary kosmosu i niosącej ze sobą wiedzę oraz pokój dla wielu naukowców była jednak zarazem czymś więcej niż tylko rozrywką. Niektórzy Trekkies zainspirowali się produkcją do stworzenia prawdziwych wynalazków i stawiania bardzo ciekawych hipotez o funkcjonowaniu wszechświata.

Wśród sławnych postaci (tak realnych, jak i fikcyjnych) znajdziemy niemało fanów oryginalnego „Star Treka” i jego późniejszych kontynuacji. Do najbardziej znanych Trekkies należą m.in. Tom Hanks, Seth MacFarlane, Mila Kunis, Barack Obama, czy czwórka bohaterów z serialu „Teoria wielkiego podrywu”, oczywiście z doktorem Sheldonem Cooperem na czele. Ale liczne przygody załogi statku Enterprise zachęcały do studiowania kosmosu i nowych technologii również wiele osób, które z czasem miały stać się liderami branży technologicznych czy wybitnymi naukowcami.

Nie ma w tym nic dziwnego. Twórcom serialu powstającego dla telewizji NBC w latach 1966-69 od początku bardzo zależało na zachowaniu jak najbliższej zgodności z ówczesną wiedzą. A późniejsze serie należące do uniwersum wymyślonego przez Gene’a Roddenberry’ego starały się w większości podtrzymywać podobne nastawienie, jednocześnie śledząc nowe teorie i odkrycia pojawiające się w międzyczasie. U samej podstawy takiego podejścia leżał olbrzymi szacunek do metody naukowej, który przejawiał się choćby w wiarygodnym przedstawieniu mapy nieboskłonu.

Bohaterowie serii „Star Trek” podróżowali po naszym układzie słonecznym, zahaczali o układ gwiezdny Alfa Centauri czy wybierali się do galaktyki Andromedy.

W poszczególnych odcinkach scenarzyści potrafili zaimplementować takie szczegóły, jak pojedynczy wybuch supernowej widziany przez astronomów. Wszystko to było możliwe, dzięki zatrudnionym do współpracy z produkcją konsultantom naukowym. Ich wsparcie było niezwykle istotne, co oczywiście nie zmienia faktu, że pewne błędy i pomyłki na przestrzeni kilkudziesięciu lat istnienia uniwersum „Star Treka” się scenarzystom przytrafiły.

star trek serial

Pewna grupa naukowców niekiedy dyskredytowała z tego powodu dzieło NBC, ale pracujący dla NASA fizyk David Allen Batchelor, autor książki „The Science of Star Trek” stoi na stanowisku, że tego typu podejście nie jest sprawiedliwe. Nikt nie odrzuca kronik Szekspira, mimo że większość opisanych tam wydarzeń jest historycznie niepoprawna. Nie wspominając o tym, że „Star Trek” zdecydowanie częściej miał rację niż się mylił, a niejednokrotnie był wręcz w stanie doskonale przewidzieć nadchodzący rozwój technologiczny.

Holodeck, tricodery, fazery, tablety, urządzania tłumaczące na bieżąco – lista istniejących w rzeczywistości wynalazków rodem ze „Star Treka” jest długa.

Urządzenia przypominające swoje odpowiedniki z serii można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej z nich należą wynalazki powstałe w toku cywilizacyjnego postępu technologicznego, które scenarzyści „Star Treka” zaskakująco często potrafili przewidzieć. Pozostałe to z kolei maszyny powstałe w wyniku bezpośredniej inspiracji podobnymi gadżetami z poszczególnych seriali. Statki Zjednoczonej Federacji Planet od początku były zresztą prawdziwymi cudeńkami techniki, w dodatku ciągle ulepszanymi. Dobrze pokazuje to seria albumów „Encyklopedia Statków Star Trek”, której 2. tom „Statki Gwiezdnej Floty od 2294 do przyszłości” wydawnictwa HarperCollins trafił właśnie na półki sklepowe.

star trek serial
Foto: Fragment 2. tomu Encyklopedii Statków Star Trek/HarperCollins Polska

Mamy tu do czynienia z albumem, który stanowi nie tylko niezwykle ciekawy wgląd w rozwój Gwiezdnej Floty na przestrzeni dziejów, ale też pozwala na szersze zapoznanie się z historią powstawania kolejnych seriali i ich wydarzeniami. Podobnie było zresztą również w przypadku poprzedniego tomu, o którym szerzej pisaliśmy w osobnej recenzji. Twórcy „Star Trek. Statki Gwiezdnej Floty od 2294 do przyszłości” pokazują też wiele ujęć ze środka statków poruszających się za pomocą napędu warp i przeróżne aparaty służące ich załodze w skutecznym wypełnianiu swoich zadań.

Jednym z nich był komputer mobilny z ekranem dotykowym zwany PADD (Personal Access Display Device), który siłą rzeczy nie przypomina swoim designem współczesnych tabletów i smartfonów, ale pełnił identyczną do nich funkcję. Cała przestrzeń w statkach Gwiezdnej Floty była zresztą silnie skomputeryzowana, a narzędzia pozwalające na fizyczne przenoszenie danych od dyskietek aż po późniejsze flash drive mają swoje odpowiedniki w tym świecie. Z urządzeniami na U.S.S. Enterprise czy Voyagerze można było też z łatwością porozumiewać się za pomocą aktywacji głosowej, co również staje się coraz powszechniejsze w dobie takich urządzeń jak Siri czy Alexa. Oczywiście nie wszystkie elementy współczesnej cyfryzacji udało się przewidzieć scenarzystom równie dobrze. Skupili się choćby na potężnych maszynach o ogromnej mocy przesyłowej, ale wyizolowanych od siebie nawzajem.

Globalna sieć na wzór naszego internetu w „Star Treku” jest wspominana gdzieś na marginesie i nie pełni rzeczywistej roli w wydarzeniach kolejnych serii.

Natomiast pewne pomyłki są jak najbardziej zrozumiałe, bo mówimy o produkcji istniejącej od lat 60. Znacznie większe wrażenie wywołuje za to, że w fikcyjnym uniwersum przewidziano choćby rozwój technologii w medycynie. Słynne tricordery i bio-łóżka w wielu elementach przypominają wynalezione niedługo później urządzenia do obrazowania metodą rezonansu magnetycznego oraz ultradźwiękami.

Tricordery podobnie jak sensory używane na statkach Gwiezdnej Floty czy replikator są zdecydowanie bardziej zaawansowane niż ich współczesne odpowiedniki, ale podobieństwa i tak są uderzające. A przecież nie jesteśmy wcale na końcu swojej drogi. Kto jeszcze dwie dekady temu uwierzyłby w drukarki 3D lub uniwersalny translator? Możliwości na przyszłość są niemalże nieskończone.

Zresztą nie do przecenienia jest też fakt, że często to „Star Trek” wyznaczał dalsze ścieżki naszego myślenia i inspirował realne eksperymenty.

Wśród liderów branży technologicznej czy członków NASA nie brakuje fanów któregoś z seriali lub filmów. Wielu z nich wspomina, że bez „Star Trek: Następne pokolenie” czy „Star Trek: Voyager” nie byliby obecnie w tym samym miejscu swojej kariery. Dość powiedzieć, że rozpoczęte w 2020 roku działania amerykańskiego rządu w celu wynalezienia szczepionki na COVID-19 zostały określone kryptonimem Operacja Warp Speed.

Wielki wpływ na taką sytuację miała oczywiście postać Spocka granego przez Leonarda Nimoya. Dobrze obrazują to choćby sceny z sitcomów „Teoria wielkiego podrywu” oraz „Młody Sheldon”, które jasno obrazują, jak bardzo kierujący się logiką pierwszy oficer USS Enterprise NCC-1701 uchwycił wyobraźnię nie tylko Sheldona Coopera, ale też setek innych aspirujących naukowców, którzy długo nie mogli znaleźć w popkulturze bliskiego sobie bohatera.

star trek serial

Naukowcy z całego świata wychowani na serii pracują nad różnymi elementami tzw. nauki niemożliwej.

Napęd warp wynaleziony w uniwersum przez Zeframa Cochrane’a napęd warp to jeden z elementów tych badań. I choć na ten moment podróżowanie po galaktyce na wzór statków Gwiezdnej Floty jest nieosiągalne (astrofizycy spierają się, czy stworzenie podobnego napędu jest w ogóle możliwe), to „Star Trek” inspiruje też inne metody podróżowania. W 2018 roku MIT poinformowało, że inżynierowie z tej uczelni wykonali pierwszy w historii lot samolotem niemającym żadnych ruchomych części i zasilany wiatrem jonowym. Jeden z nich przyznawał, że siłą jego wyobraźni w młodości zawładnęły sceny z małymi transporterami przeszywającymi niebo cicho i bez żadnych widocznych śladów działania napędu.

star trek serial
Foto: Fragment 2. tomu Encyklopedii Statków Star Trek/HarperCollins Polska
star trek serial
Foto: Fragment 2. tomu Encyklopedii Statków Star Trek/HarperCollins Polska

Na mniejszą skalę odbywają się również eksperymenty z teleportacją czy niewidzialnym maskowaniem. Przesuwanie pojedynczych cząstek z miejsca na miejsce jest już możliwe, ale do kwantowej teleportacji większych przedmiotów jeszcze daleka droga. Nie wiadomo również, czy ewentualne przeniesienie żyjących organizmów wielokomórkowych byłoby dla nich bezpieczne. Z kolei prace nad niewidzialnością zakładają zmianę częstotliwości fal świetlnych i jak donosił swego czasu Science Daily coraz więcej wskazuje na to, że to możliwe.

Możemy się spodziewać dalszych prób zaimplementowania rozwiązań znanych z science fiction w realnym świecie, a za lwią częścią tych inspiracji będzie stał „Star Trek”.

Kto wie, co ludzkość zdoła osiągnąć, gdy sama wejdzie w XXII, a potem i XXIV wiek? Scenarzyści oryginalnej serii przewidzieli wiele, ale z pewnością nie docenili prędkości, z jaką technologia dogoniła wiele z ich wyobrażeń. Ale to bynajmniej nie wpływa negatywnie na jej jakość. Bo przecież jedno pozostało od wymyślonej w latach 60. wizji przyszłości absolutnie niezmienne. To co za horyzontem naszego poznania nadal budzi w ludziach olbrzymią ekscytację i prowokuje ich do dalszego poszerzania swojej wiedzy.

star trek serial

Obie części serii „Encyklopedia statków Star Trek” w promocji znajdziecie TUTAJ.

Materiał powstał we współpracy z HarperCollins Polska.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

63 odpowiedzi na “Współczesna nauka nie byłaby taka sama, gdyby nie „Star Trek”. Jakie wynalazki zainspirowała technologia Gwiezdnej Floty?”

  1. Widocznie Star Trek przewidział, że ludzie w końcu znudzą się Internetem :)
    Bo ileż można? Szczególnie, że ostatnio Internet zamienił się w jedną wielką tablicę reklamową.

    Albo takie smartfony. W Star Treku ich nie było, były komunikatory, w późniejszych przypinane do ubrania. Komunikator mógł się połączyć z komputerem statku i komputer udzielał odpowiedzi. Obecnie rozwija się coś, co nazywa się wyszukiwarkami semantycznymi. Chodzi o to, żeby człowiek nie musiał przeglądać setek stron w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, zrobi to za niego wyszukiwarka i poda gotową odpowiedź. Stąd już blisko do wyszukiwarek sterowanych głosem, zresztą głośniki Amazona i Google pełnią podobną funkcję i w ogóle nie mają wyświetlacza, bo i po co.

    Inną funkcją ekranów smartfonów jest pokazywanie głupawych powiadomień. Te powiadomienia niczemu innemu nie służą, jak przykuwaniu uwagi, aby zajrzeć i zobaczyć reklamę serwowaną przez Facebooka, Instagrama i podobne serwisy. Te serwisy analizują zachowanie użytkownika i serwują mu takie powiadomienia, które potencjalnie mogłyby go zainteresować, a tak naprawdę chodzi o skuteczniejsze dostarczenie reklamy.
    No i jest z tym problem, zwłaszcza wśród młodzieży, ale nie tylko, bo te powiadomienia tylko pogłębiają bańkę informacyjną w której żyją ci ludzie. Jedyne sensowne wyjście, to wyłączenie wszelkich powiadomień z tych serwisów, nie korzystanie w ten sposób ze smartfonów (dla wielu ludzi nie jest to łatwe, bo się uzależnili). No, ale wtedy wyświetlacz przestaje być potrzebny i smartfon wyewoluowałby w kierunku komunikatora przypinanego do ubrania.
    Więc ewidentnie komunikator jest następcą smartfona, chociaż wydaje się odwrotnie, że ma dużo mniejszą funkcjonalność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...