Nikt w Polsce nie pisze z taką pasją o nowych technologiach jak Jakub Szamałek. Czytaliśmy już „Gdziekolwiek spojrzysz”

Nikt w Polsce nie pisze z taką pasją o nowych technologiach jak Jakub Szamałek. Czytaliśmy już „Gdziekolwiek spojrzysz”

Nikt w Polsce nie pisze z taką pasją o nowych technologiach jak Jakub Szamałek. Czytaliśmy już „Gdziekolwiek spojrzysz”

Kimkolwiek jesteś, musisz to przeczytać. Cokolwiek wybierzesz, to dotyczy również ciebie: bo gdziekolwiek spojrzysz, tam są nowe technologie — niczym błogosławieństwo i przekleństwo w jednym, przenikają już niemal każdą dziedzinę naszego życia. I chyba nikt w Polsce nie potrafi o tym pisać z taką pasją jak Jakub Szamałek, autor trylogii „Ukryta sieć”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o książkach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

W kolejnych nowościach serwowanych nam przez platformy streamingowe, wydawnictwa i producentów filmowych, wątek sztucznej inteligencji przewija się z godną odnotowania regularnością. Niewielu twórców potrafi jednak opowiedzieć o tym skomplikowanym (także na poziomie pojęć i wiedzy) zjawisku w sposób łatwy, ciekawy, a zarazem nieepatujący katastroficzną wizją.

Jeszcze większym wyzwaniem jest przelanie na karty powieści czegoś, co zdecydowanie łatwiej pokazać na ekranie — a co widzieliśmy na przykład w świetnie odebranych przez widzów i krytyków serialach „Black Mirror” czy „Rok za rokiem”. W tym kontekście wcale nie dziwi fakt, że również twórczość Jakuba Szamałka poświęcona w dużej części relacji człowiek – nowe technologie, doczekała się zainteresowania ze strony filmowców: niedawno autor podzielił się z czytelnikami radosną wiadomością o sprzedaży praw do ekranizacji trylogii „Ukrytej sieci” (za produkcję będą odpowiadać twórcy m.in. filmu „Sala samobójców. Hejter”):

Myślałem, że pewnych słów nigdy nie napiszę. Na przykład: serdecznie pozdrawiam z Księżyca. Albo: dziękuję, ten Nobel z…

Opublikowany przez Jakub Szamałek Poniedziałek, 5 października 2020

Zanim to się jednak stanie, sam zainteresowany po raz kolejny udowadnia, że mimo wysoko postawionej poprzeczki, umie ją przeskakiwać dość swobodnie.

„Gdziekolwiek spojrzysz”, czyli wielki powrót Julity Wójcickiej

W wydanej przez W.A.B. książce (premiera 14 października), „Gdziekolwiek spojrzysz”, otrzymujemy trzecią (poprzednie dwie części ukazały się pt. „Kimkolwiek jesteś” i „Cokolwiek wybierzesz”) odsłonę losów Julity Wójcickiej, która pracę w tabloidowej redakcji zamienia z czasem na zanurzenie się w świat baz danych, cyberbezpieczeństwa i inteligentnych programów komputerowych.

Razem z bohaterką, czytelnicy uczą się wszystkich egzotycznie brzmiących (oczywiście tylko dla laików) terminów i powiązań, a także — a może przede wszystkim — uczestniczą w przygodach i tarapatach, w jakie wplątuje się Wójcicka (a wraz z nią pozostali bohaterowie). Jakub Szamałek umiejętnie żongluje formą — siedząc z Wójcicką w wirtualnej rzeczywistości momentami niemal bolą nas oczy od ekranu komputera, lecz za chwilę dajemy się porwać w najczystszej wody thriller, w którym zwiedzamy USA czy — jak w najnowszej części — Szwajcarię.

jakub szamalek ukryta siec trylogia

Informacja jako współczesna waluta

Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły, która jest osią historii obejmującej trzy tomy „Ukrytej sieci”, powiedzieć trzeba, że trzecia część trylogii Szamałka ma w sobie coś z powieściowego eseju, w którym autor pod płaszczem sensacyjnej intrygi stara się zapalić czerwoną lampkę alarmu u wszystkich czytelników. Zwłaszcza tych, którzy beztrosko surfują po sieci, nierzadko zapominając, że najwartościowszą i najbardziej stabilną walutą jest dziś informacja.

Szamałek pokazuje, krok po kroku, że nie chodzi wyłącznie o jakieś tajne, zakulisowe i wykradzione dane, które pozwolą skutecznie zainwestować na giełdzie czy wygrać u bukmachera. Mechanizm jest o wiele bardziej złożony, a ślady, jakie pozostawiamy po sobie w bankomatach, mediach społecznościowych, monitoringach miejskich i smartfonach, tylko na pozór są nic niemówiącymi i niewiele znaczącymi okruchami.

Z tych odprysków i drobnych fragmentów odpowiednio przygotowani informatycy i macherzy od danych potrafią stworzyć rzeczywistość, na którą trudno zareagować wzruszeniem ramion. Autor proponuje nam pewną formę refleksji nad granicami, za którymi nie ma już prostych, ułatwiających życie aplikacji i urządzeń, ale algorytmy i mechanizmy, które żyją swoim życiem. Nie, nie chodzi o strach przed scenariuszem, w którym roboty lada moment zbuntują się i zaczną mordować tych, którzy ich stworzyli. To o wiele bardziej przyziemna i namacalna rzeczywistość, która dzieje się tu i teraz.

Pokaż mi swój Instagram, a powiem ci, kim jesteś

Szamałek za sprawą kolejnych fabularnych zakrętów opowiada na przykład o algorytmach, które pozwalają firmom skonstruować profil psychologiczny każdego z nas na podstawie przeanalizowanych postów, maili i serduszek, jakie zostawiamy na Facebooku, Twitterze czy Instagramie. Brzmi niewinnie? Być może, ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że dzięki temu nie tylko można manipulować kampanią wyborczą, ale nawet procesem sądowym, to skóra zaczyna cierpnąć.

To, co odróżnia twórczość Szamałka od innych dzieł koncentrujących się na zagrożeniach ze strony nowych technologii, to przede wszystkim duża dawka dowcipu, którą autor przemyca na karty swoich książek. Choć poruszane tu kwestie mogą napawać smutkiem czy wręcz lękiem, lektura „Gdziekolwiek spojrzysz” nie jest posępna, bo mrugnięć okiem (także tych politycznych), językowej brawury i humoru jest tu naprawdę sporo. To z kolei pozwala na złapanie oddechu przed kolejną turą fabularnej karuzeli.

Bez prostych rozwiązań i wytartych schematów

Autor „Gdziekolwiek spojrzysz” nie idzie na skróty, serwując czytelnikom futurystyczne bajki albo opowiadając o rzeczywistości, którą oglądaliśmy w „Jetsonach”. Szamałek opisuje świat, który — może jeszcze za kurtyną i czasem w wersji testowej — ale jednak coraz głębiej instaluje się dookoła nas.

jakub szamalek gdziekolwiek spojrzysz premiera

Jeśli jesteśmy w stanie przeanalizować dane na tyle precyzyjnie i wyraźnie, że przewidzimy decyzję prokuratora, sędziego czy ministra, i jeśli cyfrowe ślady przez nich zostawiane mogą posłużyć za przedmiot szantażu, to czy na pewno żyjemy jeszcze w świecie relacji? Czy rewolucja cyfrowa, która nierzadko wymyka się spod kontroli nawet informatycznym gigantom i bogatym krajom, jest jeszcze przestrzenią, w której jesteśmy pełnoprawnym graczem? A może już tylko rozgrywanym i programowanym pionkiem na szachownicy? A jeśli tak, to rozgrywanym i programowanym przez kogo? Wreszcie — na ile bezpiecznym boiskiem są nowe technologie, za których nowinkami czasem nie nadążają sami ich autorzy, a co dopiero odbiorcy?

Nawet w cyberprzestrzeni nie istnieje zbrodnia doskonała

Na te dramatyczne, wydawać by się mogło, pytania, autor nie odpowiada w sposób jednoznaczny. Cała trylogia „Ukryta sieć” — ale trzecia jej część chyba najmocniej — ma w sobie pierwiastek nadziei, którą śmiało można utożsamić z nieprzewidywalnością. To bowiem jedyna optymistyczna puenta z książek Szamałka: nie wszystko da się antycypować na podstawie danych, nie wszystkie decyzje podjęte przez algorytm (nie mówiąc o człowieku) będą bezbłędne, nie nad wszystkim da się przejąć i utrzymywać przez długi czas kontrolę.

I choć lektura powieści „Gdziekolwiek spojrzysz” skłania do myśli, by wynieść wszystkie te nasze mądre urządzenia z domu, pieniądze zamiast w banku trzymać w skarpecie, a nowoczesny telefon zamienić na sfatygowaną nokię 3210, to autor nie ma w sobie zbyt wiele z perwersyjnego twórcy, który za wszelką cenę chce wywołać w czytelniku poczucie beznadziei i bezwładu.

Być może zbyt często u Szamałka fabularne zwroty akcji tłumaczone są właśnie łatwością w popełnianiu błędów przez użytkowników i nawet najbardziej świadomych informatyków, ale przecież mniej lub bardziej ewidentne dziury w systemach cyberbezpieczeństwa to często właśnie efekt ludzkiego niedopatrzenia, pomyłki, rozkojarzenia.

Dlaczego warto sięgnąć po wszystkie trzy części „Ukrytej sieci”?

Niezależnie od tego, czy jesteśmy na co dzień zanurzeni w takie pojęcia jak malware, Darknet czy VPN, czy brzmi to dla nas jak zaklęcia z podręcznika czarnej magii w Hogwarcie, po trylogię Szamałka warto sięgnąć.

Po pierwsze dlatego, że to po prostu trzy tomy dobrej zabawy z precyzyjnie i dobrze poprowadzoną akcją. Po drugie, bez różnicy, czy bliższy nam w codziennych zmaganiach świat polityki, biznesu, sportu, mediów społecznościowych czy raczej trącący myszką tryb offline i telegazeta, jesteśmy zarazem przedmiotem, jak i podmiotem na wielkim rynku informacji. Szamałek czasem lekko sygnalizuje, a czasem bezpośrednio i wprost wykłada kawę na ławę, w jakim spektaklu uczestniczymy. I choć jako użytkownicy jesteśmy w większości trybikami tej wielkiej globalnej machiny, to sama świadomość zmienia perspektywę działania.

Wreszcie po trzecie, zgodnie z tezą o wadze i znaczeniu informacji, wiedza na temat prób manipulacji, jakiej jesteśmy poddawani, utrudnia skuteczność całego procesu. A że przy okazji autor proponuje nam kilka godzin świetnie spędzonego — offline! — czasu przy dobrej lekturze, to nie pozostaje nic innego jak tylko po nią sięgnąć.

* Tekst powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

* Zdjęcie główne i alternatywne: Jakub Szamałek / Fot. Julia Knap

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...