Nowy „Pinokio” od Matteo Garrone bawi, wzrusza i… przeraża. Recenzujemy nową wersję klasyka

Recenzja/Film 09.10.2020
Nasza ocena:
Nowy „Pinokio” od Matteo Garrone bawi, wzrusza i… przeraża. Recenzujemy nową wersję klasyka

Nowy „Pinokio” od Matteo Garrone bawi, wzrusza i… przeraża. Recenzujemy nową wersję klasyka

To niesamowite jak bardzo ta opowieść jest ponadczasowa i znajduje dla siebie miejsce w każdym pokoleniu. Czy warto pokazać dzieciom najnowszą odsłonę „Pinokia” od twórcy „Gomorry”?

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Nie jest to wcale takie banalne pytanie, jak się może wydawać na pierwszy rzut oka. „Pinokio” w wersji Garrone ma w sobie coś szorstkiego i surowego w samej tylko warstwie formalnej.

Z jednej strony nadaje to tej opowieści nutę naturalizmu dzięki czemu zwiększa immersję widza (także tego małego) z historią. Z drugiej, najnowszą inkarnację „Pinokia” ogląda się przez to trochę jak film grozy dla dzieci. Chociaż może tym stwierdzeniem tylko bardziej was zachęciłem do seansu. Ponoć dzieci lubią się bać, więc może to dobra ścieżka obrana przez twórców.

Piję tu w dużej mierze do scenografii i kostiumów, które czasem robią pozytywne wrażenie, tak samo jak fakt, że twórcy nie poszli na łatwiznę uciekając się do masy trików CGI i bazowali na kostiumach. Raz wygląda to wspaniale, jak w przypadku samego Pinokia, a raz tandetnie.

Garrone nadał tej opowieści jeszcze więcej humanizmu, którego i tak nie brakowało nigdy tej opowieści, głównie dzięki wspomnianemu wcześniej realizmowi, który jednak raz lepiej raz gorzej miesza się z baśnią.

Pewien brak konsekwencji widoczny jest chociażby w tym, że postaci zwierzęce pojawiają się tu w trzech różnych odmianach – raz są to zantropomorfizowani ludzie (Lis i Kot), raz są to aktorzy w kostiumach, które wyglądają niekiedy tanio, a niekiedy przerażająco, a jeszcze innym razem jest to np. wieloryb stworzony w kiepskim CGI.

Z jednej strony Garrone próbuje stworzyć przekonujący świat przedstawiony, a z drugiej sam się trochę nie może zdecydować, w którą stronę pójść. I jak pisałem wcześniej, niektóre z tych kostiumów sprawiają wrażenie albo rodem z Power Rangers z lat 90., albo z jakiegoś taniego horroru. Jeśli tylko was tym bardziej zachęciłem, to nie ma za co.

Mi jednak zabrakło w „Pinokiu” czegoś wyraźnie świeżego, co przekonałoby mnie, że rzeczywiście warto sięgnąć po tę opowieść raz jeszcze.

Film Garrone oczywiście tak jak oryginał wzrusza i bawi gdy trzeba. Choć twórca pozwolił sobie na parę skrótów i pominięć pewnych wątków (o dziwo motyw z wydłużającym się nosem został z jakichś powodów zredukowany względem tego co pamiętamy choćby z klasyka Disneya), to całość pozostaje w miarę wierną adaptacją Carlo Collodiego. Ale nic ponadto. Do tego ta niespójność w wyważeniu baśni i realizmu działała na mnie bardziej odpychająco niż zachęcająco.

Ale, jeśli chcecie swoim pociechom pokazać po raz pierwszy bajkę o Pinokiu to niekoniecznie będzie to zły wybór. Nadal obstawałbym wprawdzie przy wersji Disneya, która niewiele się zestarzała, ale wiadomo, że oglądanie żywych ludzi i stworzeń (nawet jeśli to lepsze bądź gorsze kostiumy) robi o wiele większe wrażenie, także na dzieciakach.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

9 odpowiedzi na “Nowy „Pinokio” od Matteo Garrone bawi, wzrusza i… przeraża. Recenzujemy nową wersję klasyka”

    • Nie mogę się zgodzić – co do roli ojca szczeóglnie. Sam ojcem jestem, bardzo dobrze rozumiem Gepetto i jego odczucia. Ojciec cały czas jest w tej historii, ciągle szuka, ciągle uczy, ciągle się martwi. Nawet jak go nie ma to czuć jego obecność bo ten film jest w gruncie rzeczy właśnie również o ojcowskiej miłości.

  1. Po zwiastunie nie byłem jakoś mocno przekonany, jak zwykle ciut krytycznie podchodzę do ekranizacji bajek, jednak z całą stanowczością stwierdzam, że film warty obejrzenia. Były wzruszenia nawet, czego oczywiście pokazać przy synu nie chciałem ale kątem oka zauważył ;-) Polecam szczególnie każdemu ojcu ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...