Antologia wszystkich strachów od Netfliksa – recenzujemy „Nawiedzony dwór w Bly”

Recenzja/Seriale 09.10.2020
Nasza ocena:
Antologia wszystkich strachów od Netfliksa – recenzujemy „Nawiedzony dwór w Bly”

Antologia wszystkich strachów od Netfliksa – recenzujemy „Nawiedzony dwór w Bly”

„Nawiedzony dom na wzgórzu” doczekał się kontynuacji w postaci „Nawiedzonego dworu w Bly”, a ja ponownie nie mogę odkleić się od ekranu, chociaż seans wywołuje ciarki.

W tekście unikam spoilerów.

The Haunting of the Hill House”, czyli wydana przez Netfliksa bardzo luźna serialowa adaptacja kultowej książki Shirley Jackson z 1952 roku o tym samym tytule, okazała się prawdziwym hitem. Wiele osób zastanawiało się, czy wydany w październiku 2018 roku serial doczeka się kontynuacji, czy też będzie to jednosezonowa limitowana seria.

Za tym, by nakręcić kolejny sezon „Nawiedzonego domu na wzgórzu”, przemawiały świetne recenzje i dobry obiór wśród widzów. Problemem było to, iż zakończenie historii barwnego rodzeństwa nie pozostawiało miejsca na sequel, ale to nie przeszkodziło ani Netfliksowi, ani Mike’owi Flanaganowi i po dwóch latach do biblioteki serwisu trafiła kontynuacja.

the haunting of bly manor recenzja serial netflix nawiedzony dwor w bly

The Haunting of Bly Manor”, czyli „Nawiedzony dwór w Bly”, to de facto zupełnie nowy serial, jak i część antologii jednocześnie.

Podobnie jak w przypadku „Narcos: Meksyk”, które pojawiło się po zakończeniu emisji „Narcos”, tak i teraz Netflix traktuje nowy sezon niczym pierwszą serię całkowicie osobnej produkcji. I szczerze mówiąc? W tym przypadku ma to jeszcze więcej sensu, bo w opowieści o walce z narkotykami została zachowana pewna ciągłość fabularna, a tu nie.

Nowa historia rozpoczyna się w niedalekiej przeszłości, czyli w 2007 roku. Jesteśmy świadkami przygotowań do wesela pewnej młodej pary, której towarzyszy garstka bliskich. W pewnym momencie jedna z kobiet zaczyna snuć straszną historię, która cofa nas o dwie dekady. Lądujemy w Londynie z końcówki lat 80. i śledzimy losy młodej nauczycielki.

the haunting of bly manor recenzja serial netflix nawiedzony dwor w bly

Dani Clayton, w którą wciela się Victoria Pedretti, poznajemy w momencie, gdy kobieta udaje się na rozmowę o pracę.

Na samym początku niejaki Lord Wingrave oferuje Dani pozycję nauczycieli dwójki dzieci, Milesa i Flory Wingrave’ów. Rodzeństwo straciło w wypadku rodziców, a ponieważ chłopca wyrzucono ze szkoły z internatem, to teraz mieszka on wspólnie z młodszą siostrą w tytułowym dworze. Staje się on też nowym miejscem zamieszkania głównej bohaterki.

Nie da się przy tym ukryć, że historia zaczyna się… dość sztampowo. Twórcy serialu używają dobrze znanego widzom arsenału: mamy tu i skrzypiące drzwi, i pojawiające się twarze w odbiciach i oknach, a obok śladów błota na korytarzu straszą nas (oraz mieszkańców) znikające dziury w murze. Mimo to niemalże nie sposób oderwać się od ekranu.

the haunting of bly manor recenzja serial netflix nawiedzony dwor w bly

Wszystko to za sprawą aktorów, operatora oraz speców od inscenizacji, którzy tchnęli życie w „Nawiedzony dwór w Bly”.

Jak na razie obejrzałem pierwsze dwa odcinki z dziewięciu, które dzisiaj dołączyły do biblioteki Netflix, ale to wystarczyło, bym ponownie wkręcił się bez reszty w wykreowany przez Mike’a Flanagana świat. Nie wiem też, czy ten wątek „współczesny” się jakoś konkretnie rozwinie, czy też będzie jedynie klamrą spinającą tę historię, ale… nie robi mi to różnicy.

Mieszkańcy tytułowego dworu z 1987 roku są w końcu na tyle barwni i ciekawi, że chociaż czasem wpadają w stereotypowe tory, to zostali napisani tak, by widz nigdy nie miał pewności, jak się w danej sytuacji zachowają. Ciekawi mnie jedynie, gdzie właściwie mamy tutaj ten „romans”, o którym wspomina opis na karcie serialu — ale mam już swoje dwa, a może nawet trzy typy.

the haunting of bly manor recenzja serial netflix nawiedzony dwor w bly

„Nawiedzony dwór w Bly” przypomina nieco inną antologię, która wzięła na tapet nawiedzony dom, czyli „American Horror Story”.

Te podobieństwa szybko jednak się kończą, bo chociaż oba seriale tworzą ci sami ludzie i w obu znani z poprzedniej serii aktorzy pojawiają się w nowej roli, tak „Nawiedzony dom na wzgórzu” i „Nawiedzony dwór w Bly” nie są ze sobą — przynajmniej na tym etapie — powiązane fabularnie. W przypadku „American Horror Story” po latach okazało się, że sezony się ze sobą łączą.

Warto też nadmienić, że w przypadku „American Horror Story” drugi sezon antologii skupił się na zupełnie czymś innym, niż nawiedzone cztery ściany, a w przypadku produkcji Netfliksa to właśnie ogromne przerażające domostwa są clou w obu seriach i to się na ten moment sprawdza. Mam tylko nadzieję, że ta oklepana już przecież formuła się szybko nie wyczerpie…

Serial „Nawiedzony dwór w Bly” obejrzycie w serwisie Netflix.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

19 odpowiedzi na “Antologia wszystkich strachów od Netfliksa – recenzujemy „Nawiedzony dwór w Bly””

  1. Ten sezon jest przykładem jak Netflix psuje dosłownie wszystko wobec standardów światowych lgbt itd itp na wzgórzu – sami biali aktorzy i normalne przekonania, orientacje itd itp werdykt? Serial był świetny. W bly? Niby antologia z tymi samymi aktorami a jednak na potrzeby wciśnięto murzynkę i araba. Mało tego wprowadzono wątek lesbijek i to główny wątek. Oglądało się strasznie. Mało tego. Z horroru zrobili taki melodramat że to się w głowie nie mieści. Kurde Titanic miał więcej poloty niż ten serial. Masakra. Netflix jest w stanie zniszczyć coś wspaniałego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...