Oto „Lekcja miłości”, którą warto odrobić, zanim będzie za późno. Poruszający dokument od dziś na HBO GO

Recenzja/Film 04.10.2020
Nasza ocena:
Oto „Lekcja miłości”, którą warto odrobić, zanim będzie za późno. Poruszający dokument od dziś na HBO GO

Oto „Lekcja miłości”, którą warto odrobić, zanim będzie za późno. Poruszający dokument od dziś na HBO GO

Dokumentalny film „Lekcja miłości”, który podbił tegoroczną edycję Millennium Docs Against Gravity , wreszcie jest dostępny dla szerszej widowni. Produkcja Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei trafiła dziś na platformę HBO GO i jest czymś, co zdecydowanie warto zobaczyć.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Lekcja miłości” to miejscami smutna (co wrażliwszym widzom polecam zaopatrzyć się w chusteczki), ale w gruncie rzeczy bardzo pogodna i na swój sposób optymistyczna opowieść o niespełna 70-letniej Joli, którą poznajemy w momencie na pozór błahych rozmów ze swoimi koleżankami. Coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się kolejną porcją plotek wiekowych przyjaciółek, okazuje się jednak wyjątkową historią, która niesie ze sobą piętrowe przesłanie dla widzów w każdym wieku.

Lekcja Miosci
fot. HBO/mat.pras.

„Lekcja miłości” to coś więcej niż film o toksycznej relacji

Można pójść na skróty i napisać, że „Lekcja miłości” to dokument o próbie wyswobodzenia się z toksycznego związku po ponad 40-letnim stażu małżeńskim — i oczywiście będzie to prawda, ale dalece niewyczerpująca istoty tego dokumentu. Opowieść duetu GoliszewskaMateja jest bowiem zarazem zerknięciem na ponadczasowe spory o granice powinności i obowiązku, o prawo do spełniania marzeń, a nawet o rodzaj budowanej w sobie duchowości.

Twórcy  (a właściwie twórczynie) „Lekcji miłości” kreślą ten obraz bardzo delikatnie, jak gdyby nie chcąc skrzywdzić widza jakąś zbyt grubo ciosaną niezdarnością w suflowanym mu przesłania. Nie jest to bowiem — jak mogłoby się wydawać — kolejna prosta feministyczna historia, jakich wiele (i bardzo dobrze) powstaje w kinie ostatnimi czasy.

Lekcja Milosci
fot. HBO/mat.pras.

Nie jest to też następny film, w którym musimy zobaczyć, najlepiej z rozlewem krwi i utopieniem wszystkiego w błocie i żółci, wszystkich dramatów rodzin, które dzieją się w czterech ścianach domu czy gospodarstwa. Ta nieco ponadgodzinna nowela filmowa jest raczej szkicem, w którym bardzo nieśmiało wybrzmiewa coś, co przez długie dekady było w Joli tłumione, ukrywane i negowane: chęć życia.

Tę ostatnią widać wyraźnie w błysku oka, który pojawia się u głównej bohaterki podczas momentów, w których uczy się tańczyć, śpiewać czy malować. Drobne, codzienne radości ładują jej dawno zakurzone akumulatory życiowe. I kto wie, czy nie wydłużają jej życia o kolejne dni, miesiące, lata, a może i dekady.

Z ziemi włoskiej do Polski

Decyzja o ucieczce z Włoch od agresywnego i pełnego przemocy męża kosztuje Jolę bardzo dużo, i to na wielu poziomach. W rozmowach ze swoimi przyjaciółkami pobrzmiewają echa obaw dotyczących zarówno finansowej autonomii, jak również tej emocjonalnej, ale i spraw jeszcze trudniejszych, związanych z relacjami rodzinnymi i oczekiwaniami co do przyjętej roli społecznej. Nie da się przejść obojętnie od sceny, w której 70-latka próbuje konfrontować swoje oczekiwania i marzenia z nauką Kościoła: a że trafia na młodego i ewidentnie niedoświadczonego księdza, rozmowa staje się karykaturalnie nieporadna.

Lekcja Milosci
fot. HBO/mat.pras.

Tylko nie mów nikomu? To już nie działa.

W naszej debacie publicznej sporo się zmienia; przez kolejne lata historie krzywdzonych kobiet przestały być tematem tabu, a koszmarne w skutkach hasło z kuchennych makatek („Nie mów nikomu, co się dzieje w domu”) nie jest już jedenastym przykazaniem. Jakakolwiek przemoc przestaje być też usprawiedliwiana, a jeśli nawet tak się dzieje, to osoby, które to próbują czynić, stają się przedmiotem ostracyzmu i krytyki.

Siła „Lekcji miłości” nie polega więc na odkrywaniu Ameryki czy wyważaniu otwartych drzwi, ale na cieple, jakie towarzyszy postaci Joli, która postanawia wziąć życie we własne ręce i dokopać się do długo skrywanych i tłumionych pasji i marzeń.

Dokument, który zdobył między innymi Grand Prix Dolnego Śląska na Millennium Docs Against Gravity, jest też naprawdę pogodnym spojrzeniem na potrzeby i marzenia osób starszych. W dbającej o siebie — na wielu poziomach — Joli może przejrzeć się każdy senior, ale nie jest to krzywe lustro dziwactwa czy zażenowania, ile raczej zwierciadło wytrwałości i łapania oddechu. Wreszcie historia opowiedziana przez Goliszewską i Mateję jest ponadczasowa w wymiarze nieustannego szarpania się i walki o swoje, w dobrze rozumianym tego określenia znaczeniu.

Lekcja obowiązkowa — dla każdego z nas

Last but not least — to w końcu tytułowa lekcja miłości. Do samej siebie — tak, to prawda, może nawet przede wszystkim, ale także do drugiego człowieka. Miłość w tym dokumencie to próba wzajemnego zrozumienia się, współtowarzyszenia, za którym nie idą przesadne oczekiwania. To pogodne pogodzenie się z losem, jaki jest, a przy tym bez bierności i oddawania walkowerem boisk, na których mecz bardzo trudno jest wygrać.

W morzu kolejnych tytułów, seriali, produkcji i filmów, jakie pojawiają się na platformach streamingowych, warto znaleźć nieco ponad godzinę na ten polski dokument. Raz, że pokazuje on rzeczywistość, którą mijamy czasem na klatce schodowej, a dwa — jest po prostu prawdziwy na tak wielu wymiarach rzeczywistości, że trudno przejść obok niego ze wzruszeniem ramion. Ale już inne wzruszenie może się pojawić.

„Lekcję miłości” obejrzycie już na HBO GO.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj serwis Rozrywka.Blog w Google News.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Oto „Lekcja miłości”, którą warto odrobić, zanim będzie za późno. Poruszający dokument od dziś na HBO GO”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...