„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” mogło być dokumentalnym thrillerem, a jest dramatem

Recenzja/Film 01.10.2020
Nasza ocena:
„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” mogło być dokumentalnym thrillerem, a jest dramatem

„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” mogło być dokumentalnym thrillerem, a jest dramatem

W ciekawych czasach przyszło nam żyć. Nie dość, że każdy nasz ruch śledzą kamery, to jeszcze sami rezygnujemy z prawa do prywatności, aktywnie korzystając z mediów społecznościowych. Twórcy „Morderstwa po amerykańsku: Zwyczajnej rodziny” postanowili wykorzystać ten fakt, aby opowiedzieć o wstrząsającej zbrodni, jaka miała miejsce przed dwoma laty.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

13 sierpnia 2018 roku Nickole Utoft Atkinson zgłosiła zaginięcie swojej przyjaciółki Shannan Watts. Okazało się, że kobieta zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach wraz z dwoma córkami – 3-letnią Celeste i 4-letnią Bellą. Wtedy rozpoczęły się szerokozakrojone poszukiwania z udziałem krajowych i zagranicznych mediów. Sprawa została rozwiązana bardzo szybko, bo już po dwóch dniach. Okazało się, że cała trójka została zamordowana, a tożsamość sprawcy zaskoczyła zarówno śledczych, jak i opinię publiczną. Chociaż o zbrodni było głośno i pewnie każdy zainteresowany, wie co się wydarzyło, twórcy dokumentu zwlekają do samego końca, aż odkryją tożsamość zabójcy.

Widzom zaznajomionym ze sprawą, Jenny Popplewell pozwala ponownie przeżyć wszystkie emocje, jakie towarzyszyły im podczas śledzenia kolejnych doniesień.

Na pozostałych czeka kilka niespodzianek. Reżyserka stopniowo ujawnia kolejne fakty. Najpierw pozwala nam na sympatyzowanie z Shannan pokazując jak wyglądało jej życie, jak poznała męża, jak wspólnie wychowywali dwoje dzieci i cieszyli się, że niedługo na świecie pojawi się kolejny członek rodziny Wattsów. Wszystko to zostało ukrócone przez zbrodnie, a my oglądamy następne wideo nagrywane przez ofiarę na potrzeby mediów społecznościowych, czy czytamy jej prywatne wiadomości do partnera i przyjaciółek. Wchodzimy tym samym, do jej intymnego świata.

Popplewell znalazła bardzo zgrabną formę do opowiedzenia interesującej ją historii. Korzysta przede wszystkim z niezmontowanych filmików, jakich pełno na Facebooku, czy Instagramie, a ich uzupełnieniem i dalszym ciągiem są nagrania z kamer domowych, bądź tych zainstalowanych na komisariacie. Oczywiście, nie jest to zabieg nowy. Twórcy filmów utrzymanych w estetyce found footage odkryli go już dawno temu. Dzięki naszemu obeznaniu z poetyką i sprawności warsztatowej reżyserki, dokument ogląda się niczym fabułę. Sprawdza się to o wiele lepiej, niż standardowe gadające głowy w innych true crime’ach, w których wszystkie informacje są nam przekazywane ustnie. Tutaj ciągle coś się dzieje na ekranie, narracja jest dynamiczna i o nudzie nie ma nawet mowy.

Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina/Netflix
Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina/Netflix

„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” to dokument, który w namacalny, a nie jedynie wspominkowy sposób przedstawia ostatnie dni z życia Shannon.

W trakcie seansu nawet nie pojawią się podejrzenia o przekłamania czy manipulacje, bo wszystko tu powala swą autentycznością. Niestety ma to też swoje słabsze strony. Nie spodziewajcie się bowiem, że po seansie nie będziecie mogli zasnąć. Nie znajdziecie tu brutalnych szczegółów zbrodni, ani nie dane wam będzie zgłębić psychikę sprawcy. Popplewell nie interesują żadne próby określenia typu osobowości mordercy, do jakich przyzwyczaiły nas liczne true crime’y. Reżyserka skupia się na ofierze, przez co zamiast pełnokrwistego thrillera otrzymujemy zaledwie dramat. Interesujący i trzymający w napięciu, ale jednak z wyczuwalnymi brakami.

Chciałoby się bowiem, żeby Popplewell czasami poszła na całość, zamiast zatrzymywać się w pół drogi. Nie udaje jej się wycisnąć całego ładunku emocjonalnego z podejmowanej historii. Zaprzepaszczony potencjał na coś mocniejszego, aż bije z ekranu. Nie trzeba by tutaj wiele, bo przecież cała opowieść to istny, filmowy samograj. Niestety to, jak został przedstawiony jedynie rozbudzi waszą ciekawość i wewnętrznego detektywa, zamiast w pełni zaspokoić apetyt. Po „Mordestwo po amerykańsku: Zwyczajną rodzinę” sięgajcie więc jedynie ze świadomością, że po seansie będziecie mieć czas na internetowy research.

„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” już dostępne na platformie Netflix.

Dołącz do dyskusji (1)

6 odpowiedzi na “„Morderstwo po amerykańsku: Zwyczajna rodzina” mogło być dokumentalnym thrillerem, a jest dramatem”

  1. Myślałem przez większą część filmu że to wszystko przez przesadny ekshibicjonizm oraz że film ma przestrzec przed mediami społecznościowymi. Z drugiej strony Cały czas się zastanawiam co ten koleś miał w głowie, czy myślał że minie pół roku i wszyscy o nich zapomną. Imbecyl po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...