„Nasze życie też ma znaczenie” mówi Jonathan Majors, czyli Atticus z „Krainy Lovecrafta”

Wywiad/Seriale 28.09.2020
„Nasze życie też ma znaczenie” mówi Jonathan Majors, czyli Atticus z „Krainy Lovecrafta”

„Nasze życie też ma znaczenie” mówi Jonathan Majors, czyli Atticus z „Krainy Lovecrafta”

​Atticus ​Freeman to jeden z najważniejszych bohaterów serialu HBO. Jeśli jesteście fanami „Krainy Lovecrafta”, przeczytajcie rozmowę z Jonathanem Majorsem.

Jonathan Majors – wywiad

Co sprawiło, że zainteresowałeś się tym projektem i jakie były twoje pierwsze wrażenia po przeczytaniu scenariusza?

Kiedy przeczytałem scenariusz, miałem wrażenie, że to historia, która zostanie przedstawiona widzom po raz pierwszy i bardzo się z tego powodu cieszyłem. Dodatkowo, zacząłem też odczuwać – powiem wprost – strach. Byłem przestraszony i jednocześnie bardzo rozemocjonowany, bo mieliśmy zanurzyć się głęboko w zakorzenionym w tradycji świecie, żeby poruszać i zgłębiać bardzo trudne tematy. Kiedy zbliżał się termin mojego spotkania z producentami, byłem bardzo pozytywnie nastawiony i utwierdzałem się w przekonaniu, że tak, dam radę … i być może zostanę obsadzony w tej roli.

Atticus cierpi na zespół stresu pourazowego. Jest to temat, z którym zmierzyłeś się już w filmie „5 braci”. Czy ten wątek został w serialu HBO „Kraina Lovecrafta” przedstawiony w inny sposób?

Temat zespołu stresu pourazowego jest ciekawy, bo w filmie „5 braci” cierpi na niego ojciec mojego bohatera, który podobnie jak inne postacie, które wcześniej zagrałem, jest w stanie złagodzić jego lęki. W serialu „Kraina Lovecrafta” na PTSD cierpi z kolei mój bohater, czyli ​Atticus​. Takie jest życie, czasem to my mamy innych ludzi na sumieniu, a czasem oni mają na sumieniu nas. Można powiedzieć, że ​Atticus jest ofiarą, bo w dalszym ciągu odczuwa konsekwencje wojny koreańskiej. Wiele rzeczy nie zależy od niego – to kim jest jego ojciec, matka, ich rasowe dziedzictwo, potwory, które go prześladują, choć to nie on wywołał je z ciemności, magia, duchowość, mistycyzm – to wszystko dzieje się w jego życiu, a my obserwujemy, jak on usiłuje sobie z tym poradzić. Moim zdaniem Atticus znajduje się w zupełniej innej sytuacji niż bohater, w którego wcieliłem się w filmie „​The Last Black Man in San Francisco”​. ​Atticus zawsze prze do przodu. Jest żołnierzem i szuka rozwiązania.

Pomimo że akcja serialu toczy się w latach 50., w Ameryce doby segregacji rasowej, pewne realia nic nie straciły ze swojej aktualności. Mam na myśli scenę, w której na widok radiowozu wuj George odruchowo podnosi ręce do góry. Czy miałeś podobne wrażenie?

Tak, serial jest bardzo aktualny i na czasie. Przedstawione w nim wydarzenia mają miejsce 50 albo 60 lat wcześniej, ale pewnie rzeczy nie zmieniły się od tamtej pory. Niestety uprzedzenia rasowe funkcjonują w Ameryce od 1619 roku, kiedy na statku Biały Lew przypłynął pierwszy transport niewolników z Afryki. Nastawienie i system oparły się zmianom. Można nawet powiedzieć, że nasz serial jest powrotem do przeszłości, którą znamy. Wracamy do kwestii, które są niestety w Ameryce niezmienne, czego doskonałym przykładem jest niedawny incydent z udziałem policjantów. Scena, w której ​Atticus​ i Leti spotykają się po raz pierwszy jest natomiast uniwersalna. Rodzące się uczucie i towarzyszące temu onieśmielenie obserwuję w moim sąsiedztwie, kiedy wracam do domu i widzę na ulicy chłopaka, który podchodzi do dziewczyny albo dziewczynę, która zagaduje chłopaka. To bardzo znajomy motyw. Właśnie dlatego uważam, że nie jest to serial historyczny. To prawda, że jego akcja dzieje się w latach 50., ale jego wymowa jest niezwykle aktualna!

Co chciałbyś, żeby widzowie, którzy obejrzą „Krainę Lovecrafta“, wynieśli z tego serialu?

O rany! Mam nadzieję, że obejrzenie serialu będzie dla nich ważnym doświadczeniem. Nie chcę znowu mówić o polityce, ale ostatnio wszyscy w Stanach Zjednoczonych rozmawiają na temat ruchu Black Lives Matter. Mam przyjaciół w Wielkiej Brytanii, którzy bardzo się tym interesują i prowadziliśmy na ten temat rozmowy. Przy okazji chcę powiedzieć, że całkowicie zgadzam się z nazwą ruchu, ale wiem, że jest wielu ludzi, którzy nie do końca rozumieją o co w tym wszystkim chodzi.

Życie to nie tylko bicie serca i funkcje oddechowe. Życie to także światopogląd, kultura, styl życia, sposób patrzenia na świat, nasz wkład, nasze cierpienie, uczucia, radość, a więc tak, to prawda, że nasze życie też ma znaczenie, ale w serialu „Kraina Lovecrafta” przedstawiamy wiele innych elementów, czyli nie gramy wyłącznie pod poparcie dla ruchu BLM. Na ekranie przedstawiamy wielu bardzo różnych bohaterów – obok Leti mamy wuja George’a i Hippolytę, mamy młodego D, Ruby, i tak dalej. Każda postać symbolizuje inną czarnoskórą osobę i jej życie. Nie jesteśmy monolitem.

Dzięki serialowej narracji możemy sami doświadczyć i obserwować ich życie, a potem odnieść to do ruchu Black Lives Matter i stwierdzić, że tak, życie każdego Afroamerykanina ma znaczenie. Naprawdę coś znaczy. Życie niektórych z nas jest zniuansowane, ma klasę i przepełnia je duma, a życie innych może być także pełne przemocy, agresji i cierpienia, czyli negatywnych elementów, które są wpisane w pełną paletę ludzkich uczuć. „Kraina Lovecrafta” to nie tylko dobra rozrywka. Nasz serial definiuje na nowo gatunek science-fiction, zestawiając go z kinem grozy i dramatem rodzinnym. Przesuwamy granice gatunkowe i poszerzamy horyzonty myślowe naszych widzów. Uważam, że taka jest obecnie potrzeba chwili. Mam nadzieję, że oglądając losy naszych serialowych bohaterów widzowie stwierdzą, że teraz zaczynają już lepiej rozumieć o co w tym wszystkim chodzi i na dodatek lubią serialowych bohaterów. W taki właśnie sposób zdobywamy nowe doświadczenia.

Bardzo wzruszyłem się, widząc, że Atticus nie odcina się od swoich emocji. To naprawdę rzadkość w telewizji zobaczyć czarnoskórego mężczyznę, który płacze. Dlaczego chcieliście pokazać nam tę scenę w serialu?

To ciekawe, bo ja sam jestem nie tylko bardzo emocjonalną osobą, a także Afroamerykaninem. Jestem przekonany, że widzowie chcą oglądać bardzo kameralne sceny, w których uświadamiany sobie, że postacie także odczuwają różne uczucia – na przykład, sceny z udziałem płaczących mężczyzn, które nadają wiarygodność bohaterom. Dzięki nim zyskujemy pewność, że bohater zapytany o to, jak minął mu dzień, szczerze odpowie na pytanie. Pomysłodawczynią sceny jest Misha Green, na mały ekran przeniósł ją Matt Ruff, a my uwypukliliśmy jej znaczenie, zmieniliśmy ją i dopasowaliśmy do naszych czasów, gatunku i środka przekazu. Jest to moim zdaniem jedna z najważniejszych w serialu scen, bo pokazuje widzom, że bohater jest osobą, która nie boi się zostać zraniona.

Czarna męskość to bardzo aktualny dla mnie temat. Podobnie jak rasa i płeć, jest bardzo często upraszczana i szufladkowana. Czarnoskóry mężczyzna to nie tylko stereotypowe mięśnie, rap, duży samochód i nastawiona głośno muzyka… Chcę przez to powiedzieć, że jesteśmy bardzo różni – czarnym mężczyzną jest zarówno Barack Obama, Tupac, Martin Luther King, jak i [James] Baldwin.

Serialowe potwory są straszne, ale równie dobrze można powiedzieć, że straszna jest policja i rasizm. Co twoim zdaniem symbolizują potwory w serialu „Kraina Lovecrafta”?

Masz rację, że to metafora. Potwór jest metaforą „ducha nienawiści, którego uosabia”, jak zgrabnie ujął to Michael Caine. Uważam, że to ważne, że duch został uzewnętrzniony. Nie twierdzimy, że „wszyscy biali ludzie to rasiści” ani że „wszystkie potwory nienawidzą czarnych”. Pokazujemy jedynie sposób, w jaki przejawia się nienawiść. W naszym serialu przybiera postać potworów, które mogą zawładnąć człowiekiem. W całej historii Ameryki wielu ludzi żywiło nienawiść, która karmiła się niewiedzą, co jest samo w sobie potworne. Potwory symbolizują podziały, nienawiść i nadużywanie władzy.

Patrząc na ciebie i Jurnee mam wrażenie, że nawzajem się uzupełniacie. Jak układała się wasza współpraca?

Jesteśmy jak ogień i woda, do czego sami się przyznajemy. Ona podbiła moje serce. Uwielbiam ją. Podczas pracy nad serialem wiele razem przeżyliśmy, co pomogło nam jeszcze lepiej wejść w nasze role.  A jak układała się nasza współpraca? Miałem wrażenie, że pracuję z siostrą, najlepszą przyjaciółką. Jurnee jest nie tylko wspaniałą aktorką, ale też wspaniałą kobietą.

​Atticusa i jego wuja George’a łączy bardzo szczególna więź. Czy myślisz, że widzowie uznają wątek ich relacji za ważny?

Ich relacja symbolizuje rodzinne więzi ​Atticusa i potwierdza siłę rodziny Freemanów. Ja sam mam dość trudne relacje z moim biologicznym ojcem. Zawsze brałem przykład z wuja Chucka, który był dla mnie wzorem, odpowiednikiem serialowego wuja George’a. To właśnie wuj Chuck wprowadził mnie do świata sztuki, dzięki niemu poznałem jazz i inne gatunki muzyki. Wuj George zaszczepił w Atticusie miłość do książek, nauczył co to znaczy być mężczyzną i jak korzystać z siły intelektu. To archetyp, ale bardzo mi bliski.

A wracając do Courtneya, to mamy ze sobą wiele wspólnego. Wybraliśmy podobną ścieżkę edukacji. Obaj jesteśmy absolwentami szkoły teatralnej w Yale i dużo rozmawialiśmy na ten temat. Mamy też bardzo podobne doświadczenia. Courtney grał Cory’ego Maxsona w dramacie Fences Augusta Wilsona. To był jego sceniczny debiut. Jest to kolejne podobieństwo, bo rola Cory’ego była pierwszą, jaką zagrałem po ukończeniu szkoły. Bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. Można powiedzieć, że opiekował się mną jak prawdziwy wuj od chwili, w której się poznaliśmy. Uwielbiam go. Serial został absolutnie fantastycznie obsadzony, za co należą się wielkie brawa Kim Coleman, naszej reżyserce castingu, Mishy Green i Yannowi Demange’owi, czyli wszystkim osobom odpowiedzialnym za obsadę ról. Udało im się doskonale dobrać aktorów, dzięki czemu w większości scen nie musieliśmy niczego udawać.

Wywiad powstał we współpracy z HBO. 

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...