Zdaniem reżyserki Lulu Wang Ron Howard nie ma prawa nakręcić biografii Lang Langa, bo nie jest Chińczykiem

Opinia/Film 24.09.2020
Zdaniem reżyserki Lulu Wang Ron Howard nie ma prawa nakręcić biografii Lang Langa, bo nie jest Chińczykiem

Zdaniem reżyserki Lulu Wang Ron Howard nie ma prawa nakręcić biografii Lang Langa, bo nie jest Chińczykiem

Przed takim społeczno-filozoficznym, w wręcz cywilizacyjnym pytaniem postawiła nas reżyserka Lulu Wang, która na Twitterze wyraziła swoją wielką dezaprobatę dla Rona Howarda na stanowisku reżysera filmu o życiu wybitnego i znanego na całym świecie pianisty.

Jeszcze kilka lat temu informacja o tym, że Ron Howard nakręci kolejną biografię nie wzbudziłaby większych emocji, no może poza ekscytacją najwierniejszych fanów Lang Langa. Ron Howard to w końcu jeden z lepszych hollywoodzkich rzemieślników. Niezwykle sprawny technicznie, choć bez własnego, wyraźnego stylu, co sprawia, że idealnie nadaje się do filmowych biografii.

Bo, choć, z całym szacunkiem, cenię sobie gatunek filmów biograficznych, to przeważnie wymagają one jedynie sprawnej reżyserskiej ręki, a niekoniecznie artystycznych wizji.

Chodzi o jak najlepsze, czasem też najbardziej efektowne i efektywne, przedstawienie czyjegoś życia na dużym ekranie. Tak, by opowiedzieć o danej osobie i jej życiorysie i jeszcze wydobyć z tego wszystkiego ziarnko magii, w starym dobrym stylu.

Jeszcze parę lat temu informacja o tym, że wyreżyseruje on filmową biografię pianisty Lang Langa zostałaby przyjęta jako oczywistość. Czemu nie powierzać takiego zadania specjaliście w tej dziedzinie? Ron Howard jak mało kto potrafi opowiadać z werwą historie o wielkich czynach zwykłych ludzi (jak w „Apollo 13”), a także trzymać się mniejszej skali (jak w „Człowieku ringu”, „Pięknym umyśle” czy znakomitym „Frost/Nixon”).

Ale musimy pamiętać, że mamy 2020 rok.

W dobie, oczywiście jak najbardziej słusznej, walki z dyskryminacją rasową i płciową czasem pod wpływem emocji ulatuje gdzieś co niektórym logiczne myślenie. I tak oto, skądinąd świetna reżyserka Lulu Wang (gorąco polecam jej kapitalny film „Kłamstewko”) opublikowała wpis na Twitterze (a gdzieżby indziej), w którym wyraziła swe oburzenie faktem, że biały mężczyzna, niepochodzący z Chin, zabiera się za opowiadanie historii chińskiego pianisty Lang Langa.

Oczywiście, na pewnym poziomie można zrozumieć obiekcje Wang, bo co Ron Howard, wychowany w amerykańskim śnie świata zachodniego może wiedzieć o życiu w Chinach, tamtejszej kulturze, sztuce itp.? Wystarczy jednak zastanowić się chwilę i zadać sobie podstawowe pytanie – co Ron Howard wiedział o lotach w kosmos, gdy kręcił „Apollo 13”? Przecież nie jest i nie był nigdy astronautą. Bokserem czy strażakiem chyba też nie, a jakoś nakręcił takie filmy jak wspomniany wcześniej „Człowiek ringu” czy „Ognisty podmuch”.

Przecież bycie reżyserem, artystą w ogóle, polega na tym, by opowiadać jak najwięcej różnych historii, sięgać wyobraźnią jak najdalej i przede wszystkim nie być blokowanym twórczo przez cokolwiek i kogokolwiek.

Oczywiście jestem świadom tego, że od kiedy tylko istnieje Hollywood, to, jeszcze do niedawna, było ono zamknięte dla pewnych grup społecznych i rasowych. Tzw. wybielanie licznych historii i bohaterów, w których w miejsce odmiennych ras wstawiano zawsze białego herosa (głównie z USA) było smutnym standardem. Należy z tym walczyć i domagać się różnorodności w sztuce. Ta różnorodność zresztą przyniesie pozytywne skutki dla każdego, także dla nas – widzów, bo dzięki niej obejrzymy jeszcze więcej świeżych i oryginalnych historii.

Ale mając to wszystko na uwadze, walka z dyskryminacją, polegająca na dyskryminacji to ślepy zaułek. Lulu Wang w swoim wpisie na Twitterze powiedziała na dobrą sprawę, że Ron Howard nie może wyreżyserować biografii Lang Langa. Bo jest biały. I nie pochodzi z Chin.

Prawo do zajęcia się tym projektem ma więc tylko Azjata, najlepiej rodak Lang Langa. Przecież to jest już o krok od cenzury czy walki z wolnością artystyczną, by nie użyć pewnego brzydkiego słowa na literkę „R”.

Co ciekawe i niezmiernie ważne, Howard wyreżyseruje ten film w oparciu o własnoręcznie spisane przez samego Lang Langa wspomnienia jego życia.

Wybitny pianista jest też producentem wykonawczym swej filmowej biografii, tak więc nie tylko to on zdecydował o angażu tego konkretnego reżysera, który jego zdaniem najlepiej przedstawi jego historię na ekranie, ale też będzie miał wpływ na to, co zobaczymy w filmie.

Przypominam, że praca reżysera, szczególnie typowego rzemieślnika jakim jest Ron Howard, polega w dużej mierze na przeniesieniu scen rozpisanych w scenariuszu na ekran. Howard ani nie doda nic od siebie ani nie pominie niczego istotnego, co jest już zawarte w scenariuszu i wspomnieniach samego Lang Langa.

Oczywiście nie zdziwię się, jeśli ta nieprzyjemna i niezasadna krytyka Rona Howarda rozwinie się do poziomu wielkiej afery i ogromnego oburzenia, a Howard będzie musiał ustąpić ze stanowiska reżysera biografii Lang Langa.

I zapewne jego następca bądź następczyni wykona równie solidną robotę, ale mimo wszystko niesmak pozostanie, bo choć Ron Howard na brak zleceń nie narzeka, to nie powinno się zmuszać ludzi do rezygnacji z artystycznych wyzwań i pracy, tylko dlatego, że ktoś inny uważa, że on nie powinien tego robić.

Ciekawe jak by się rozwinęła kariera Lang Langa, gdyby ktoś mu zabraniał np. grania utworów Chopina, jako, że pochodzą z innego kręgu kulturowego i doświadczeń.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Zdaniem reżyserki Lulu Wang Ron Howard nie ma prawa nakręcić biografii Lang Langa, bo nie jest Chińczykiem”

  1. Wcale nie dziwi mnie , że autor artykułu w ogóle nie rozumie skąd oburzenie Lulu Wang, że biały mężczyzna zamierza nakręcić film o wybitnym Chińskim pianiście. Co z tego, że podkreślił że walka o dyskryminacje i rasizm jest słuszna i zapewnia że jest świadomy problemu skoro później wyskakuje z tekstami typu:

    “Chodzi o jak najlepsze, czasem też najbardziej efektowne i efektywne, przedstawienie czyjegoś życia na dużym ekranie. Tak, by opowiedzieć o danej osobie i jej życiorysie i jeszcze wydobyć z tego wszystkiego ziarnko magii, w starym dobrym stylu.”

    No właśnie widać, że Przemysław Dobrzyński jednak nie rozumie :) Nie, samo przedstawienie czyjegoś życia na dużym ekranie – najbardziej efektowne i efektywne – nie jest najważniejsze. Równie ważna jest reprezentacja oraz narracja. Przykład: film “Służące”. Książka, scenariusz, film – napisane/nakręcone przez białych. Efekt: spłycona tematyka rasizmu i “tolerancji” oraz nieodzowny bohater typu “white survivor”. Reprezentacja i narracja są ważne. O wiele większy niesmak budzą ci – tacy jak autor – którzy zapewniają jak to są świadomi problemu i dyskryminacji, że walka jest słuszna a potem wykazują się taką ignorancją. “Bo przecież na tym polega zawód reżysera!”. “Bo przecież to jest Ron Howard!”. Osobiście zamiast kolejnego hollywoodzkiego filmu podkreślonego nazwiskiem znanego reżysera wielkimi zgłoskami wolałabym obejrzeć taki film nakręcony przez nieznanego szerszej publiczności Chińskiego reżysera dla którego to byłoby coś więcej niż zwykły film a opowiedzenie historii wybitnego rodaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...